Drzwi skrzypiały. Cóż, mogła się tego spodziewać po Feliksie. Nigdy nie był dobrym gospodarzem. Nie umiał zadbać o swoje.

Chałupa była ciasna i słabo oświetlona. Jak już zmienił okna na nowe, to mógł wstawić większe. Hmm, jaki brzydki i wypłowiały ten chodnik w kuchni.

Przejechała palcem po wierzchu kredensu. Ostatni raz ktoś tam wycierał kurz zapewne przed Wielkanocą. Stanęła przy oknie i zajrzała na podwórko. Poprawiła niedokładnie zasuniętą firankę.

W zlewie stały trzy talerze i jeden biały kubek. Śmierdział kawą, której odrobina zaschła na dnie. Na lodówce stała bujna roślina o długich zielonych liściach. Nie podobała jej się. Powąchała białawy brzydki kwiatek, ale nie miał żadnego zapachu.

Przejrzała gazety zostawione na stole w saloniku, lecz nie znalazła nic ciekawego. Nie zaprzątała sobie głowy pozostawieniem ich w dokładnie takiej samej kolejności, w jakiej poukładał je gospodarz. Na ścianie wisiało kilka zdjęć. Galicja, Silesia i Pomerania siedzące nad jakimś jeziorem w strojach kąpielowych. Znów trzy dziewczyny z Łukasiewiczem na rynku w Krakowie. Łukasiewicz i Julian Mazowiecki w kolorach starej sepii. Łukasiewicz i Laurinaitis. Zbiorowe zdjęcie przedstawicieli państw poszerzonej Unii Europejskiej zrobione zapewne gdzieś na początku maja 2004 roku. Zatrzymała się przy tym i dotknęła drewnianej ramki.

Bonnefoy uśmiechem mógłby obdzielić jeszcze ze trzy osoby. Zaraz obok przyjaciele z Beneluksu trzymający się za ręce. Przedstawiciele Malty i Cypru z twarzami pełnymi nadziei stali obok Heraklesa Karpusi. Carriedo obejmował małego Włocha z Południa. Łukasiewicz między Bałtami z miną, jakby próbował trochę rozruszać całe to zakompleksione towarzystwo. Tylko dwie osoby na zdjęciu nie uśmiechały się. Edelstein był zamyślony, a Beilschmidt miał zmartwioną minę. Teraz wiedziała, dlaczego.

Prawdopodobnie obaj musieli się stawić na spotkanie, bo każdy by zauważył ich brak na wspólnym zdjęciu. To zrodziłoby pytania, których na pewno chcieli uniknąć. Trudno się śmiać, gdy w domu bez opieki zostawiło się chorego wariata.

Cofnęła dłoń i zacisnęła ją w pięść. Gdyby miała na to wpływ, Gilbert Beilschmidt leżałby martwy gdzieś w jednym ze śmierdzących zaułków Berlina. Ale najpierw z chęcią usłyszałaby, jak błaga o wybaczenie za krzywdy, które wyrządził jej i jej rodzinie.

Przeszła do biblioteczki. Wyglądało na to, że to tutaj Łukasiewicz urzęduje i kombinuje jak by im napsuć więcej krwi.

Przesunęła dłonią po wierzchach książek ustawionych na półkach. Same nudy - poezja, filozofia i tworzenie stron internetowych dla początkujących. Postraszyła rybki w akwarium. Przejrzała papiery wewnątrz biurka, ale nie znalazła nic ciekawego. Zrezygnowana usiadła w całkiem wygodnym obrotowym fotelu i zapatrzyła się na obraz wiszący na ścianie dokładnie naprzeciwko biurka. Nawet był w jej guście. Także lubiła konie.

Poprawiła włosy wyłażące spod luźno związanej na karku czarnej wstążki zastanawiając się, jak by wyglądała z krótką fryzurą. Byłoby to na pewno praktyczniejsze.

Obejrzała stojącą na biurku lampkę przyozdobioną sztucznymi kryształkami i posrebrzany świecznik. Przedmiot wypadł jej z rąk na podłogę. Brzęk w cichym domu był głośny jak wystrzał armatni.

Zaklęła pod nosem podnosząc świecznik. Wzięła głębszy oddech i uzbroiła się w cierpliwość.

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

Wracał do domu. Rozmowy w Warszawie zakończyły się czymś, co mógł od biedy nazwać sukcesem. Kampania przed referendum ruszyła oficjalnie. Politycy tym razem nie bardzo chcieli się angażować, być może dlatego, że nie mieli lepszego pomysłu do zaoferowania ludziom. Pozostało jednak najtrudniejsze – przekonanie społeczeństwa, że włączenie kraju do Federacji Niemieckiej to nie koniec świata. Starał się w tej chwili nie myśleć, ile organizacji pozarządowych, związków, działaczy wszelkich rodzajów stało przeciwko niemu. Politykom też nie powinien do końca ufać. Za dwa lub trzy dni może usłyszeć w telewizji, że ten lub tamten nie rzuci ziemi, skąd jego ród i będzie walczył do końca o polskość i wolność. Oczywiście rękami jego zwolenników.

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

Znajomi hakerzy z Wybrzeża znowu donieśli o kolejnym ataku na sieć telefonii komórkowej. Dlaczego obecnie wszystko musiało tak bardzo zależeć od elektroniki? Niedługo zwykła lodówka będzie mądrzejsza od niego. Być może już ma większy iloraz inteligencji, ale jako istota będąca na wyższym poziomie cywilizacyjnym zwyczajnie to ukrywa. Ile jest komputerów w zwykłych domach, a ile w urzędach, fabrykach, elektrowniach? Ile osób właśnie korzysta z komórki?

A gdyby to tak nagle wzięło w łeb i się po prostu wyłączyło? Nie trzeba wywoływać żadnej wojny.

- Znów za dużo myślisz – Silesia zwróciła mu uwagę.

Zabrała ze sobą z motocykla oba kaski i dreptała za nim do progu domu.

- A wiesz, że to nie wychodzi ci najlepiej.

- Dzięki – rzucił przez ramię przekręcając klucz w zamku.

- Coś mi chyba tłumik szwankuje. Muszę zabrać maszynę do mechanika. Nie mam narzędzi, by ją rozebrać w domu.

- Przy prędkości, jaką wyciągałaś robiąc slalom między dziurami, człowiek zapomina, jak się chodzi.

Wanda posłała mu bezczelny uśmiech.

- Nie możesz jeździć czymś normalnym na czterech kółkach?

- Jak Luśka? – uniosła w górę brwi.

Feliks potrząsnął głową.

- Nieważne. Pytania nie było.

Przecież Silesia nie mogła robić tego samego, co jej siostra. Nie mogła wyglądać tak samo, ubierać się choćby podobnie i mieć podobnych zainteresowań.

Powietrze w domu było wilgotne. Powinien otworzyć okna i przewietrzyć trochę. Pachniało ciepłym deszczem i mokrą ziemią z brudnych butów, które zostawili w sieni.

Wanda od razu poszła do kuchni, nalała sobie szklankę wody i natychmiast wypiła duszkiem.

- Zapomniałeś pozmywać.

- Rano ledwie widziałem pojemnik z kawą, a ty byś chciała mnie zmusić do tak delikatnej roboty...

Urwał wyglądając za okno. Pamiętał, że rano odchylił firankę, by pomachać Wandzie, gdy zajechała na podwórko. Teraz firanka wisiała prosto.

- Co jest?

Silesia chyba zauważyła, że pobladł. Położył palec na ustach.

- Ale co jest? – zapytała szeptem.

Pokręcił głową i wyszedł do saloniku. Wanda z poważną miną deptała mu po piętach nasłuchując każdego podejrzanego dźwięku.

Gazety leżały inaczej. Poprzednio na wierzchu był biznesmen w ciemnym garniturze, a teraz uśmiechała się blondwłosa aktorka z popularnego serialu.

Ktoś był w jego domu. Grzebał w jego rzeczach. I chyba wiedział, kto nasłał intruza.

Oboje przeszli do biblioteczki. W jego fotelu przy jego biurku siedziała Natalia Orłowska.

- Witajcie, towarzysze.

- Natalio – Polak skinął jej głową.

Był bardziej zdumiony własnym opanowaniem niż obecnością siostry Iwana w swoim domu. Głupi kawał Gilberta sprzed trzech tygodni jednak czegoś go nauczył.

- Feliksie – Białorusinka powtórzyła jego gest.

- Nie zapraszałem cię, a jednak znajdujesz się w moim domu. Wygląda to na włamanie.

- Nic mi nie zrobisz. Jesteś za słaby. – odparła krótko.

- Paszła won!

Silesia nie zamierzała zachowywać się kulturalnie.

- Wando... – Feliks położył jej dłoń na ramieniu.

- Jeśli myślisz, wiedźmo, że nas zastraszysz, to się grubo mylisz.

- Powiedz swojej podwładnej, żeby się nie wtrącała się do spraw, których nie rozumie – rzuciła ostrzegawczo Natalia.

- Job twoju mać tam i nazad! –zaklęła dosadnie Silesia, ale przezornie nie wyskakiwała by wydrapać oczy blondynce.

- Co tym razem masz mi przekazać od Iwana? – zapytał Feliks znużonym głosem.

Intruzka wstała i przygładziła prostą, czarną sukienkę. Wyglądała w niej, jakby wracała z pogrzebu.

- To moja prywatna inicjatywa.

- Akurat! – prychnęła Silesia.

- Feliks, daj sobie spokój. Przestań już się bawić w niepodległość. Ty nigdy nie będziesz w pełni niezależny.

- Mogę wybrać strony – odpowiedział defensywnie.

- Łudzisz się, że możesz wybrać strony. Spisek Zachodu rozbił naszą rodzinę. Dwadzieścia jeden lat to chyba wystarczająco długo, byś przemyślał swoje błędy. Iwan da ci szansę, zobaczysz.

- Ja bardzo dokładnie zwiedziłem Syberię i Kamczatkę. I Kraj Krasnojarski. I nie wrócę tam.

- Zawsze byłeś uparty – westchnęła Natalia.

- Nie mieszajcie się w moje sprawy.

- Niemcy cię nie uratują. Myślisz, że będziesz dla nich równorzędnym partnerem? Śmiechu warte. Wykorzystają ciebie i zostawią, kiedy nie będziesz im do niczego potrzebny. Żaden niemiecki żołnierz nie będzie ginąć za twoich ludzi. Żaden niemiecki polityk nie będzie zabiegał o wasze dobro.

Oczywiście, że brał to pod uwagę. Wiele razy ta myśl spędzała mu sen z powiek w środku nocy, ale podjął już decyzję i nie zamierzał w ostatniej chwili zmieniać zdania. Sercem zawsze mu było bliżej do Zachodu.

- Co zrobisz, gdy zabraknie ci prądu, gdy przestaną działać telefony i zawiesi się internet? Skąd weźmiesz gaz i ropę? Unia odwróci się od ciebie, gdy tylko nadarzy się okazja – Natalia podeszła do nich i popatrzyła Feliksowi prosto w oczy.

Jej spojrzenie było zimne jak lód. Położyła dłoń na ramieniu Polaka. Silesia odruchowo drgnęła na ten gest gotowa w każdej chwili zaatakować nieproszonego gościa.

- Wierz mi Feliks – blondynka pochyliła się i wyszeptała mu na ucho – Iwan ma zbyt wiele atutów. Podadzą cię nam na tacy, a Ludwig jeszcze przyczepi ci kokardkę i prześle serdeczne życzenia.

- Natalio – zdecydowanym ruchem zdjął dłoń kobiety ze swego ramienia – Proszę cię, żebyś wyszła. Jeśli zapomniałaś już, gdzie są drzwi, Silesia chętnie cię odprowadzi.

- Nie komplikuj sobie życia.

- Zaraz ja twoje mogę skomplikować – rzuciła Wanda.

Białorusinka uśmiechnęła się do niej cierpko.

- Nie fatygujcie się – machnęła ręką – Nie macie już po co.

Ominęła ich oboje pozostawiając za sobą ciężki zapach perfum.

- Do widzenia, Feliks.

Gdy usłyszeli, że wyszła, oboje odetchnęli głębiej. Wanda wyjrzała za okno, by sprawdzić, czy Natalia Orłowska na pewno nie zmieniła zdania, ale kobieta pewnym krokiem zmierzała do zaparkowanego trzy domy dalej auta.

- Ja poszukam pluskiew, ty sprawdź, czy coś nie zginęło – błyskawicznie zakręciła się i zaczęła macać od biurkiem, pod fotelem, na szafkach, za akwarium. Jednym słowem wszędzie, gdzie tylko można było ukryć podsłuch.

W całym zajściu widział przynajmniej jeden plus. Cieszył się, że Maria namówiła go, by zawsze nosił laptopa ze sobą. Na szyi czuł uspokajający ciężar dysku z danymi zebranymi przez agentów w Moskwie i Petersburgu. Druga kopia leżała bezpiecznie gdzieś w gabinecie Ludwiga w Berlinie.

Wujaszek Wania nie podejrzewał, ile tak naprawdę o nim wiedzą.