Musiałam podzielić ten rozdział na dwie części, bo gdy zaczęłam nanosić poprawki, okazało się, że jest dłuższy niż zwykle.
Michelle Monaco i Iwan Bragiński w roli głównej.
Tancerka właśnie pozbyła się koronkowego gorsetu przy gorącym aplauzie widowni. Przesiąknięte dymem wilgotne powietrze przylepiało się do skóry, jednak większość bywalców lokalu zdawała się tego nie zauważać zbyt zauroczona obfitym biustem wyginającej się wokół rury kobiety.
- Możecie mi wytłumaczyć, dlaczego zawsze wyciągacie mnie do barów z gołymi babami? – zapytała Michelle.
- Bo jako jedyna pozostajesz na tyle trzeźwa, że pamiętasz adres hotelu, w którym zatrzymał się Francis – wyjaśnił wesoło Antonio – No i możesz go dowieźć tam w jednym kawałku.
Siedzący obok Francuz beknął głośno na potwierdzenie jego słów, po czym pochylił nos nad szklanką.
Beatrycze nigdy nie odważyliby się wyciągnąć do takiego przybytku. Zastanawiała się czasem, czy Belgijka w ogóle wie o tej stronie życia Francis'a. Zapewne nie widziała go pochłaniającego alkohol jak gąbka, mamroczącego pod nosem o przyjaciołach, których już nie potrzebuje, szklanymi oczyma gapiącego się na podskakujący tyłek półnagiej, spryskanej złotym brokatem tancerki.
Michelle znów musiała zamienić okulary na soczewki, zapleść włosy w ciasny warkocz i starać się wyglądać jak najbardziej nieprzystępnie. Choć była tu z dwoma mężczyznami, którzy oddaliby za nią życie, wolała nie ryzykować spotkania z napalonymi pijakami wytaczającymi się z lokalu.
- Wiecie, dla odmiany chciałabym czasem popatrzeć na męskie ciała...
To stwierdzenie tak rozbawiło Francis'a, że zaczął się głośno śmiać i oblał koszulę drinkiem. Oczywiście tego nie dostrzegał.
- Kobieto, urządzasz na ulicy wyścigi samochodowe. W twoim mieście mieszka połowa najlepiej zarabiających i najbardziej seksownych sportowców świata, a ty narzekasz – powiedział Hiszpan.
- Chcę oglądać cycki... – zawołał Francis machając do barmana, by napełnił mu szklankę – Cycki... Jak wtedy, kiedy było nas trzech!... Nic nam nie stanęło na drodze! Siwy dyyyyyym!...
Antonio westchnął i ukradkiem dał znak barmanowi, by rozcieńczył następnego drinka.
Oboje rozumieli, że nadwrażliwy Francuz przeżywa ciężki okres. Najpierw dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel przeżył wielką wojnę, ale nie pokwapił się, by go o tym poinformować. Rzeczony przyjaciel pierwsze lata po wojnie spędził w Szwajcarii. Kiedy Francuz z jego bratem budowali podwaliny Unii Europejskiej, on gapił się jak pomidory rosną w hacjendzie Antonia. I znowu, ani Hiszpan, ani dawny przyjaciel nic o tym nie wspomnieli. Potem stan upierdliwego albinosa pogorszył się tak bardzo, że ten wrócił do Berlina i potrzebował stałej opieki. Oczywiście nie zwrócił się o pomoc do najlepszego kumpla. Wybrał lalusia przygrywającego na pianinie. Francis nie chciał słyszeć, że Gilbert nie miał wpływu na to, kto mu gotował, prał i słał łóżko. Gdyby chciał, mógł z nim się skontaktować. Ale Prusak nie chciał.
Michelle rozumiała, że czuł się oszukany, ale bar ze striptizem to niezbyt dobre miejsce na szukanie pocieszenia, czy choćby chwilowego zapomnienia. To prawda, że kiedyś Francis i Gilbert byli przyjaciółmi. Jednak ostatnia wojna rozerwała niejedną przyjaźń. Lata całe zajęło im dochodzenie do kompromisu i odbudowanie Europy. Gdy w 1940 roku armia niemiecka ruszyła na zachód, Bonnefoy zaczął się bać Beilschmidt'ów. Choć był temu niechętny, sytuacja zmusiła go do chwycenia za broń.
Pod koniec wojny Francis zaczął Gilbertowi życzyć śmierci. Walki na zachodnim froncie przeciągały się niebezpiecznie. Na froncie wschodnim gdzieś w okopach Gilbert strzelał do ludzi Iwana. Michelle pamiętała, jak jej francuski przyjaciel modlił się, by Bragiński skręcił pruski kark.
Miał czas, by pogodzić się z Ludwig'iem. Kiedyś zapewne i Gilbert znów wyciągnie go na piwo, jednak na to trzeba było lat.
- Monique?... – Francis cały czerwony i spocony popatrzył na nią nieprzytomnie – Monique, szemu ty nie maszzzzzzz takich faaaaaajnych... nooooo... bombeczek?...
- Zderzaków – poprawił go Antonio cały w uśmiechach.
Michelle na moment ukryła twarz w dłoniach.
- Z wstydem za niego ci do twarzy.
- Dlaczego nie zajmiecie się czymś innym w wolnym czasie? Na przykład nie pogracie w piłkę? To bardzo męski sport, prawda? Ty, Antonio, nawet zdaje się wygrałeś coś tam ostatnio. Jakiś puchar czy coś.
- Nnie... żadnej piłki... – Francis dostał czkawki – O... Kurczę... Kręci mi się w głowie... O... jak się kręci... No ja cię...
- Nie mamy drużyny – powiedział smutno Antonio i jednym haustem dopił zawartość kieliszka – Gdzie znajdziesz 22 facetów chętnych pokopać piłkę?
- Nie wiem. Może w Barcelonie? – Michelle mimowolnie podniosła głos – Muszą to koniecznie być koledzy z Brukseli? Nie możecie integrować się z normalnymi ludźmi?
Francis wybrał tę chwilę by dać upust swojej wyobraźni i udawać samolot. Wstał od stolika, zatoczył się i zaczął machać rękami mamrocząc coś o Bitwie o Anglię i że dupkowaty Angol nie był wart stoczenia żadnej bitwy. Gdy na ogonie usiadły mu cztery Messerschmitty, Michelle schwyciła go za kołnierz i wyprowadziła z baru.
: : : : : : : : : :
Dwa razy sprawdziła adres hotelu nabazgrany chwiejnym pismem na wygniecionej kartce papieru, zanim wepchnęła Francis'a przez główne drzwi. Ciekawe, czy rezerwował tu nocleg na chybił trafił, czy też był wstawiony? Szklane, biało-czarne lobby i bujna roślinność rozstawiona po kątach nie były w guście Francuza przyzwyczajonego do ciężkiego wystroju wnętrz. Hotel był też droższy od tych, w których zwykle odsypiał kaca.
Michelle rozejrzała się niespokojnie.
- Masz klucz albo kartę?
- W recepcji... – wykrztusił Francis.
Chwiał się na nogach. Tylko cudem dowiozła go w jednym kawałku. Nie miał tak dużej przyczepności jak pewien uroczy Włoch. Uwiesił się jej po prostu na karku całą swoją nieruchomą wagą ciągnąc w dół.
- Moja najdroższa Monique... – chuchnął jej procentami w ucho – Wiesz... ja tego... ja muszę...
- Tam jest łazienka – Michelle wzrokiem odnalazła drzwi do męskiej toalety zakamuflowane za dużym drzewkiem niedaleko wejścia do hotelowej restauracji – Mam nadzieję, że dasz sobie radę.
- Uhm...
Francis kiwając się i potykając o własne buty dziarsko pomaszerował w wyznaczonym kierunku. Nie odwracała od niego wzroku, dopóki bezpiecznie nie zamknął za sobą drzwi. Kiedy upijał się, była zmuszona robić wiele rzeczy, ale nigdy nie zdobyłaby się na wejście do męskiej toalety.
- Michelle?
Odwróciła się słysząc swoje imię.
- Michelle, co za niespodzianka! Jakże się cieszę, że mogę zobaczyć znajomą twarz!
Jekaterina Bragińska natychmiast chwyciła jej dłonie w swoje i uścisnęła mocno.
- Dobry wieczór... – Michelle wydukała zaskoczona.
Ukrainka wyglądała ślicznie w długiej atłasowej sukience z dekoltem obitym białym futerkiem. Mogła wracać z balu lub ważnego spotkania, choć żadna światowa, czy europejska konferencja nie odbywała się tu w najbliższym czasie. Monako było stolicą rozrywki, beztroski i sportu, a nie polityki i Michelle wolała, żeby już tak zostało.
- Jak się masz? Co porabiasz? Tak rzadko cię widujemy.
Przyjazne usposobienie Słowian było jedną z cech, których nigdy nie mogła zrozumieć. Mogli się kłócić, wyrzynać sąsiadów, rzucać im kłody pod nogi, wypominać sobie krzywdy jeszcze od średniowiecza. A dla innych nacji byli wyjątkowo uprzejmi i mili. Jekaterina cieszyła się szczerze. Oczy jej błyszczały, głos dźwięczał czysto. Uśmiech rozświetlał całą twarz i był zaraźliwy.
- Och, ostatnio zajęłam się promocją młodych sportowców... – Michelle nie wdawała się w szczegóły dotyczące pozyskiwania sponsorów dla dzieciaków, które chciały przejechać rowerem przez Grenlandię, albo dla chłopaka, który marzył o pobiciu rekordu prędkości na wodzie.
- Robisz coś konkretnego dla konkretnych osób. To musi być bardzo budujące – Ukrainka objęła ją w pasie jak najlepszą przyjaciółkę ze szkolnych lat – Nie to, co nasza nudna polityka.
- Ostatnio chyba nie jest tak nudno – Michelle dała się poprowadzić do recepcji – A ty co robisz w Monako?
- Brat wybrał się do kasyna – Jekaterina pochyliła się i zniżyła głos – Mówi, że przynoszę mu szczęście.
W tym momencie Monakijka dostrzegła drugą znajomą sylwetkę mężczyzny odbierającego od recepcjonistki karty elektroniczne i dwa klucze do pokojów. Ciarki przebiegły jej po plecach.
Iwan Bragiński odwrócił się do nich z olśniewającym uśmiechem na ustach.
- Yao Wang życzył nam na ostatnim spotkaniu ONZ, byśmy żyli w ciekawych czasach – powiedział nawiązując do rozmowy kobiet – Jego przepowiednia sprawdziła się co do joty. Witaj, Michelle.
Nie mogła znaleźć słów, więc tylko skinęła mu głową.
Iwan wyglądał jak dokładne przeciwieństwo swojej siostry - w czarnym garniturze, czerwonej koszuli i odpowiednio dobranym krawacie. Mógł się podobać kobietom, wysoki, przystojny, dobrze zbudowany. Jednak w tym momencie wywoływał u Michelle jedynie uczucie strachu.
Miała nieodparte wrażenie, że wiedział o jej telefonach do Berlina.
- Znów dotrzymujesz towarzystwa Francis'owi? – zapytał.
- Tak... Kręcił się gdzieś tutaj.
Skupiła wzrok na trójkątnym kawałku czerwonej chustki wystającym z kieszonki na jego piersi. Dokładnie taki sam odcień jak koszula, jedwab, najlepszy gatunek. Byleby tylko nie patrzeć w oczy Rosjanina, bo wtedy na pewno wyczyta z jej twarzy strach.
- Pozdrów go od nas.
- Oczywiście.
Iwan czule objął siostrę.
- To wspaniale, że ma kobietę, na którą może zawsze liczyć – powiedział – Chodź, Katiusza. Dobranoc, Michelle.
- Pa! – Ukrainka pomachała jej ręką.
- Dobranoc...
Zniknęli w szklanej windzie dokładnie w momencie, kiedy Francis wytoczył się z toalety. Michelle szybko wzięła z recepcji klucz do pokoju i kartę.
: : : : : : : : : :
Nie przyglądała się dokładniej pokojowi. Najważniejsze, że był wyposażony w duże łóżko. Jej pijanemu towarzyszowi nie groziło więc przypadkowe spotkanie z podłogą, gdyby zaczął się wiercić we śnie.
Francuz zachowywał się jednak jak kłoda drewna. Zaczął chrapać, gdy tylko jego głowa dotknęła poduszki. Michelle z nieszczęśliwą miną zdjęła mu buty i skarpetki. Unikając jakiegokolwiek dotyku odpięła i wysunęła mu pasek ze spodni. Postawiła na stoliku nocnym szklankę z wodą i opakowanie tabletek przeciwbólowych. Chwilę jej zajęło wyszukanie metalowego pojemnika na lód, który przezornie zostawiła obok łóżka. Oby tylko Francis zdążył z niego skorzystać, gdy jego własny żołądek obróci się przeciwko niemu.
Ostatni raz sprawdziła, czy wszystko jest na miejscu, odgarnęła Francis'owi mokre włosy z czoła i zgasiła światło.
: : : : : : : : : :
Korytarz hotelowy był dobrze oświetlony ale przeraźliwie pusty. Gdy zamykała drzwi do pokoju przyjaciela, obiecała sobie, że odwiedzi go rano. Lepiej się upewnić, czy nie zatruł się alkoholem.
Odwróciła się, ale nagle coś z tyłu popchnęło ją na ścianę. Uderzyła czołem o gipsową ozdobę przymocowaną do chropowatej powierzchni. Zanim zdążyła zawołać o pomoc, napastnik odwrócił ją i ponownie przygniótł do ściany.
- Chyba pomagasz zbyt wielu osobom – łagodny szept otarł się o jej ucho – A to może być bardzo, bardzo niezdrowe.
Na moment serce Michelle zatrzymało się. Głos uwiązł w gardle.
Tylko nie on, tylko nie teraz...
Iwan Bragiński uśmiechnął się tym swoim niewinnym uśmiechem dziecka. W jego oczach nie było złośliwości czy gniewu. Przypominały ciekawe świata oczy noworodka.
Naparł na nią mocniej ciałem. Tak blisko czuła zapach jego drogiej wody kolońskiej. Zacisnęła powieki.
- Twoje telefony do Ludwiga są mi bardzo nie na rękę. Szczególnie ten pierwszy, pamiętasz?
Nie odpowiedziała. Gdzieś wychodząc z pokoju Francis'a straciła zupełnie kontrolę nad własnym ciałem. Wszystkie mięśnie napięły się boleśnie, choć i tak nie byłaby w stanie nimi poruszyć. W głowie miała biały szum. Myśli uciekły w popłochu. Pozostało tylko przerażenie.
Brak reakcji nie spodobał mu się. Zmysły Monakijki zanotowały dużą dłoń zaciskającą się powoli na jej gardle. Nagle oddychanie przestało być takie oczywiste.
- Pamiętasz, Michelle? – powtórzył.
Zamrugała uwalniając spod powiek pierwsze łzy. Twarz Rosjanina znajdowała się zbyt blisko jej twarzy. Nie chciała patrzeć w te liliowe, naiwne oczy. Skupiła wzrok na trójkącie czerwonej chustki elegancko wysuniętym z kieszonki ciemnego garnituru. Ten widok miał pozostać w jej głowie już na zawsze. Czerwony materiał na czarnym tle.
Uścisk zelżał. Zakaszlała jednocześnie szybko kiwając głową.
- Dobrze... – twarz Iwana rozpromieniła się – Taka porządna dziewczyna nie powinna mieszać się w politykę. Nie rób tego nigdy więcej.
Wyciągnął dłoń i prawie czule otarł jej łzy z policzków.
- Nie chcę, by spotkała cię kiedyś jakaś krzywda, Michelle – to mówiąc odwrócił się i odszedł w kierunku windy.
Monakijka osunęła się pod ścianę łapiąc powietrze. Zostaną ślady. Wciąż czuła palce, które moment temu zaciskały się na jej szyi. Krew szumiała w uszach.
Rozejrzała się po pustym korytarzu. Jedyne kamery były zamontowane przy windzie i wejściu na klatkę schodową. Wątpiła, by cokolwiek się na nich znalazło, a jeśli już, ochrona budynku na pewno nie dopatrzyłaby się niczego niepokojącego. Z daleka musieli pewnie wyglądać jak... jak...
Zatrzęsła się i objęła rękoma. Wolała nie kończyć tej myśli.
AN: Długo szukałam w internecie informacji na temat imienia i nazwiska Ukrainy. Ostatecznie zostało na Jekaterina „Katiusza" Bragińska.
Ponieważ w szkole miałam przez pewien czas kontakt z językiem rosyjskim i twórczością literacką pewnego pana mającego dużo przyjaciół na wschodzie (nazywał się Mickiewicz), gdzieś tam w podświadomości pozostała mi polska pisownia rosyjskich imion i nazwisk. Dopiero teraz się na tym przyłapałam. ^_^
