AN: Wydarzenia z tego rozdziału, podobnie jak poprzedniego oraz następnego, dzieją się na przestrzeni około 36 godzin. W związku z tym, że akcja jest umieszczona w kilku różnych czasowych, bohaterowie nie zawsze mają czas i możliwość kontaktować się z przyjaciółmi.
Zanurzył się powoli w ciepłej wodzie. Miał nadzieję, że długa kąpiel rozgrzeje jego stare kości. Nie mógł jednak odpędzić od siebie wrażenia, że rosyjski chłód wniknął głęboko do wewnątrz ciała i pozostawił bryłę lodu. Potrafił nawet dokładnie zlokalizować miejsce – tuż nad splotem słonecznym.
Oparł z ulgą głowę na brzegu wanny. Zwinięty ręcznik izolował skórę od zimnej ceramicznej powierzchni. Roderich zamknął oczy i oddychał głęboko. Odsunął od siebie myśli nie dające mu spokoju podczas wizyty w Moskwie. Denerwowanie się nie przyniosłoby nikomu pożytku.
Stateczną ciszę luksusowego apartamentu rozbiły głośne, zdecydowane kroki. Nie ruszał się jednak z wanny spodziewając się, że ktoś z hotelowej obsługi przyszedł zabrać jego rzeczy do prania. Nie przejął się też, kiedy ucichły. Ułożył wygodniej głowę na ręczniku i zamknął oczy. Udało mu się prawie wyobrazić, że jest teraz w domu. W Berlinie.
Nagle drobna dłoń odgarnęła mu mokre włosy z twarzy. Usta musnęły jego czoło. Usta o bardzo kobiecym kształcie.
- Elizavieto!...
Zaskoczony wyprostował się. Wzburzona woda wylała się na podłogę ochlapując spodnie Węgierki.
- Cześć.
Nie podobał mu się wszystkowiedzący uśmieszek i błysk w jej oczach.
- Pozwolisz? – wskazał ręką na siebie i na stan swojej nagości.
Kobiety wiedzą, co robią, dodając płyn do kąpieli. On nie miał niestety luksusu skrycia się w pianie. Krystalicznie czysta woda pozwalała zobaczyć wszystko. Na twarz Austriaka wypełzł gorący rumieniec. Był równie oburzony, co zażenowany. Postawa byłej żony nie pomagała ani trochę w odzyskaniu równowagi.
- Uspokój się, Roderich – Elizavieta przysiadła na brzegu wanny ignorując wilgoć.
Położyła mu dłoń na ramieniu.
- Nie masz nic, czego bym wcześniej nie widziała – stwierdziła ze śmiechem.
Roderich starał się przybrać groźną i surową minę, choć wiedział, że jest to próżny wysiłek. Jego była żona nigdy nie dawała się zastraszyć. W obecnej sytuacji niewiele miał do powiedzenia. Wolałby jednak mieć na sobie ubranie.
- Co tu robisz? – zapytał chłodno.
- Wpadłam z wizytą. Nudziło mi się samej w tak dużym hotelu.
- Przedstawienie zaczyna się dopiero za trzy godziny.
- Wiem – odparła nie patrząc nawet na stylowy męski zegarek leżący obok wanny.
To prawdziwy cud, że zgodziła się towarzyszyć mu podczas podróży do Moskwy. Premiera nowego przedstawienia baletowego była tylko pretekstem, choć nie wtajemniczył Elizaviety w prawdziwy cel ich wizyty. Kilka przecznic dalej w dużo tańszym hotelu Eryk von Meklemburg zapewne przygotowywał się do misji wykradzenia tajnych dokumentów Iwana Bragińskiego. Musieli dobrze zgrać to w czasie, ale szczęście zdawało się być po ich stronie. Bragiński wyjechał z kraju zostawiając Syberii nadzór nad sprawami państwowymi, a jego siostra miała zabawiać spodziewanych gości.
Węgierka zamyśliła się przez chwilę. Jej nieobecne spojrzenie krępowało go bardziej niż rozmowa.
- A gdzie się podziewa Ludwig?
- Jest na konferencji w Nowym Jorku.
Pokiwała głową.
- Wracasz stąd prosto do domu?
- Najpierw zajrzę do Berlina.
- Och... – uniosła w górę lewą brew w niewypowiedzianym pytaniu.
- Do Berlina jest mi bardziej po drodze. Są lepsze połączenia lotnicze. Poza tym powinienem też sprawdzić, co porabia Gilbert.
- Zajęty z ciebie człowiek – zauważyła cynicznie.
- Nie dopytuj się o więcej.
Elizavieta wstała i przeczesała ręką włosy.
- Oboje wiemy, że równie dobrze możesz lecieć prosto do domu. Do diabła, Roderich, czemu wciąż dbasz o pozory? – zapytała wyraźnie zirytowana.
Kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa, nie podobał się Austriakowi ani trochę.
- Dom w Wiedniu jest zamknięty na cztery spusty. Od 20 lat nikt tam nie mieszka.
Postanowił nie reagować. Zwykle to była najlepsza taktyka obchodzenia się ze zdenerwowaną Węgierką.
- Dlaczego ty wszystko chcesz ukrywać?
- Jaką odpowiedź chciałabyś usłyszeć?
- Zadowalającą.
- Nie będę karmił twojej homoerotycznej wyobraźni zapewnieniami o czymś, czego nie ma – odparł gorzko.
Elizavieta straciła prawo do wtrącania się w jego życie uczuciowe wiele lat temu. Wciąż miał w pamięci ten bolesny rok po przegranej wojnie. Wtedy ostatecznie zabrała wszystkie swoje rzeczy i wróciła do Budapesztu. A on spadł z konia podczas przejażdżki i połamał nogi. Rok wyjęty z życia, dwie operacje kolan, jakże ryzykowne w tamtych czasach, potem rehabilitacja. I ból. Nieustanny, niekończący się ból. Ale od bólu gorsza była samotność.
Nie pomogła mu wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebował. Teraz też mogła iść do diabła.
- Moja wyobraźnia i bez tego ma pole do popisu – powiedziała Elizavieta patrząc znacząco na jego zanurzone w wodzie ciało.
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem. Z Roderich'a uszedł cały wstyd robiąc więcej miejsca wszechogarniającemu oburzeniu i goryczy.
- Powiedziałeś mi kiedyś, że lubisz Ludwig'a – nie dawała za wygraną.
- I co z tego?
Ponownie przysiadła na brzegu wanny.
- Czy on może liczyć na coś więcej?
Ton jej głosu złagodniał. Za to w głowie Austriaka rozdzwoniły się wszystkie alarmy.
- Po co tutaj przyjechałaś? Przecież ty nienawidzisz baletu. Chyba nie jesteś tu po to, by bawić się w chorą swatkę dla...
- A czy ja mogłam liczyć na coś więcej? – przerwała mu w pół zdania.
Z jej postawy zniknęły ślady wesołości i przewrotnej złośliwości. Pozostała samotna kobieta walcząca z całym światem, w duszy zawsze wojowniczka.
- Ciebie też lubię – Roderich wyciągnął do niej rękę, ale odsunęła się.
Potrząsnęła głową. Nie wiedzieć czemu jego wyznanie bardzo ją przygnębiło, choć liczył na całkiem inny efekt.
W obecnej sytuacji nie mógł sobie pozwolić na utratę sojuszników, choćby byli nie wiadomo jak wścibscy i nieznośni.
- Wiesz, jaki jest twój problem, Roddy?...
Skrzywił się, kiedy nazwała go przezwiskiem zarezerwowanym dla niewdzięcznego Prusaka.
- ...Masz serce z kamienia. Żadne miłe słówka ani gesty tego nie zmienią. Jedno twoje spojrzenie i człowiek gotów iść dla ciebie w ogień, ale ty nigdy nie odwdzięczysz się tym samym. Twoje oczy są okrutne.
Miał jej dość. Przekroczyła linię, której nie powinna była przekraczać. Roderich, mając w perspektywie nadzorowanie akcji przechwycenia tajnych danych rosyjskich służb specjalnych, nie posiadał tego wieczora nieskończonych pokładów zrozumienia i cierpliwości.
- Tak, jak ty potrafisz być okrutna – powiedział cicho – Nie mogę w tej chwili znieść twojego widoku. Zajmij się czymś albo zacznij się robić na bóstwo. Zajrzę do ciebie za trzy godziny.
Widział, że Elizavieta otarła wierzchem dłoni policzek. Skinęła mu głową na pożegnanie i wyszła bez słowa.
: : : : : : : :
Ciemna kobieca sylwetka odcinała się wyraźnie na tle okna. Za nią miasto powoli rozjaśniało się sztucznymi światłami. Ludzie mieszkający w nim mówili w obcym, brzmiącym wrogo w jego uszach języku. Szumiały samochody przepychające się w zatłoczonych ulicach. Ten kraj chyba od zawsze był pogrążony w strukturalnej biedzie i chaosie ciągnących się od średniowiecza przez XX wiek aż do XXI-go, a mimo to zamieszkujący go bogacze prowadzili dekadencki żywot w luksusach nieznanych na Zachodzie. Nigdzie społeczne kontrasty nie objawiały się ostrzej.
Eryk zacisnął mocniej paski mocujące lekką kamizelkę kuloodporną. Jak to się działo, że Łucja Galicja przygotowała się znacznie szybciej do zaplanowanej akcji?
- Czuję się, jakbym miał za chwilę brać udział w napadzie na bank.
- Prawie – blondynka odwróciła się do niego bokiem prezentując swój piękny i bardzo kobiecy profil – Włamujemy się tylko do gabinetu Iwana Bragińskiego.
- Który to gabinet konwencjonalnie zainstalował na Łubiance – przypomniał jej kwaśno.
- W budynku na lewo od Łubianki. Bragiński ma poczucie humoru.
- Nigdy nie zauważyłem u niego tej cechy.
- Bo jest słowiańskie – prychnęła Galicja.
W dopasowanym czarnym kostiumie wyglądała niemal jak bohaterka amerykańskich komiksów. Na pewno sprawiała bardziej profesjonalne wrażenie niż on – wychowany w cieplarnianych warunkach arystokrata guzdrający się z zapięciem kurtki.
- Taka okazja trafia się rzadko. Gospodarza nie ma, czyli poczuł się na tyle pewnie, by opuścić Moskwę – stwierdziła – Gdyby coś podejrzewał, zostałby tutaj.
Eryk spróbował się uśmiechnąć.
- Mamy Roderich'a, by w razie czego odciągnął jego uwagę.
Galicja potrząsnęła głową.
- Jesteśmy zdani tylko na siebie. W razie wpadki zarówno ambasada austriacka jak i konsulat niemiecki odetną się od naszych działań.
A negocjacje nad wymianą szpiegów mogły trwać latami. Eryk na samą myśl czuł się chory. Na moment schował twarz w dłoniach i policzył do dziesięciu. Pomogło. Przynajmniej serce przestało mu bić jak oszalałe.
- Dlaczego po tobie nic nie widać? – zapytał sfrustrowany.
- Co ma być widać?
- Nie wiem... Strach, niepokój, nerwowość...
- Zgłosiłam się na ochotnika by pilnować twojego arystokratycznego tyłka. Ty i ja jesteśmy razem w tym bagnie i tylko razem wrócimy z tej misji – powiedziała surowo – Strach, gniew, agresja, one tylko zaciemniają umysł.
Nie spodziewał się po niej tego typu życiowych mądrości. Może po prostu w inny sposób radziła sobie ze stresem.
Zauważył jak zza kołnierza wydobyła połyskujący złotem maleńki krzyżyk. Ucałowała go szybko i schowała z powrotem. Eryk, jako protestant ostatnimi laty balansujący na granicy ateizmu, nie mógł się powstrzymać od komentarza:
- Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki otaczał blaskiem potęg i chwały...
- Tę pieśń napisano, by uczcić cara, a nie Boga – rzuciła ostro – Gotowy?
Przypiął jeszcze nóż przy kostce i poprawił spodnie.
- Bardziej już nie będę.
Galicja naciągnęła czapeczkę z cienkiego, czarnego materiału. Dyskretnie umieściła w uchu minisłuchawkę.
- Roderich, wychodzimy – powiedziała cicho.
- My również – usłyszał Eryk w swojej słuchawce.
Austriak nalegał na tę formę kontaktu przekonując, że w ten sposób łatwiej będzie mógł śledzić ich posunięcia. Jednak Meklemburczyk wierzył, że jego kolega chce wiedzieć, kiedy wpadną w kłopoty. On i Galicja byli tylko pionkami w tej grze. Edelstein'owi przypadła rola gońca.
Nie wierzył, by życie, zdrowie i bezpieczeństwo jednego Prusaka były aż tyle warte.
