Rozdział 279: Atak paniki

Minęło sporo czasu, odkąd Greg miał z tym do czynienia. Uścisk w klatce piersiowej, niewytłumaczalna panika przepełniająca jego umysł, odrętwiające uczucie, które zalało jego ciało. Z jakiegoś powodu nie były mu obce ataki paniki, kiedy był młodszy. Nigdy nie był w stanie tego rozgryźć, jego rodzice nigdy nie byli w stanie tego zrozumieć, ale z czasem ataki zniknęły. Gdy stał się starszym nastolatkiem, ilość ataków zmalała, a zanim dostał się na studia prawie zniknęły. Oprócz okazjonalnych przypadków, kiedy jego poziom stresu był niesamowicie wysoki, zostawiały go w spokoju. Dziś jednak miał jeden, gdy wszedł rano do biura.

Wszystko było chaotyczne. Był bardzo zestresowany. Sprawa była popieprzona, Sherlock zniknął i miał teraz spore kłopoty, John wariował i to było za dużo. Znaleźli dzisiaj jeszcze dwa ciała - nastolatków - i to było za dużo. Ledwo był w stanie prawidłowo oddychać, odkąd dotarł na miejsce zbrodni. Nie potrafił zachować bystrości umysłu, co było najgorszą rzeczą, jaka mogła mu się przytrafić, kiedy prowadził sprawę. Teraz z Sherlockiem…

Był trochę zbyt emocjonalnie zaangażowany, ale był w tym zbyt głęboko, a wszystko było tak intensywne. Sally nic nie powiedziała, gdy przejęło kontrolę nad pewnymi sprawami. Częściowo dlatego była najlepszym sierżantem, jakiego kiedykolwiek miał.

Ponieważ Sherlock się zaangażował i został porwany, oznaczało to, że Mycroft również był teraz zaangażowany. Podobnie jak John, ale to naprawdę nie było nic nowego. John był obecnie w kontakcie z Sally, a Greg siedział w nieużywanym biurze w pobliżu swojego, oparty o stół, gdy jego wzrok był zamazywał się.

Nie słyszał, jak drzwi się otwierają i zamykają. Trzymał oczy mocno zamknięte, czując, jakby się dusił. Zacisnął dłonie. Dłoń pojawiła się na jego ramieniu. Podskoczył i jęknął, obracając się zbyt szybko i chwiejąc się lekko. Dzięki Bogu, to był Mycroft, który w ciągu sekundy wiedział, co się działo.

— Oddychaj, Gregory — powiedział cichym i opanowanym głosem.

Greg przełknął i przygryzł wargę.

— Nie mogę — zdołał powiedzieć.

Jego oddech był płytki. Ręce mu się trzęsły, a kąciki oczu szczypały.

— Możesz — powiedział spokojnym głosem Mycroft.

Był on głębszy i wolniejszy niż normalnie, Greg nie mógł powstrzymać się od zastanawiania się, czy było to celowe. Znowu przełknął ślinę, gdy młodszy mężczyzna podszedł i objął go ramieniem, wahając się, jakby sprawdzał, czy to w porządku. Kiedy Greg nie protestował ani nie odsunął się, Mycroft przyciągnął go trochę bliżej. Ciepło było właściwie dość kojące.

— Oddychaj powoli — wyszeptał Mycroft, powoli przesuwając dłoń po plecach Grega. Inspektor zamknął oczy i spróbował. — Właśnie tak, Gregory. Pięć sekund… Teraz przez siedem. I wydech przez dziewięć. Powoli, Gregory. Dobrze.

Greg wciąż się trząsł i robił, co mógł, choć nie sądził, żeby wydychał powietrze przez pełne dziesięć sekund. Zacisnął powieki i wyciągnął rękę, by chwycić mocno marynarkę Mycrofta.

— A teraz zrób to jeszcze raz — polecił łagodnie Mycroft.

Greg to zrobił. Tym razem poszło trochę lepiej, choć nie było to łątwe. Nie mógł przestać myśleć o Sherlocku. Musieli go szukać.

— Gregory — rozległ się głos Mycrofta, tym razem nieco twardszy. To sprawiło, że starszy mężczyzna zamrugał i spojrzał na niego. Jednak w jasnoniebieskich oczach była widoczna cierpliwość i uczucie. — Oddychaj. Przestań myśleć o sprawie. Przestań myśleć o Sherlocku. Zaczynałeś hiperwentylować. Oddychaj tak, jak powiedziałem. Oddychaj ze mną.

Oblizując wargi, Greg przycisnął się do niego, kładąc policzek do piersi Mycrofta. Ponownie zamknął oczy i spróbował skupić się na oddechu mężczyzny. Greg zauważył, że ten świadomie oddychał i powoli dołączył do rytmu jego oddechu. Jego własny oddech wciąż był przez chwile nierówny, ale w końcu zaczął się uspokajać. Kilka łez spłynęło mu po policzkach, a serce biło szaleńczo, ale im dłużej tak oddychali, tym bardziej wszystko wydawało się bardziej wyraźne.

Wreszcie jego klatka piersiowa nie czuła żadnego nacisku i już się nie trząsł. Kontynuował branie głębokich oddechów, aż w końcu wyprostował się i przetarł oczy.

— Lepiej się czujesz? — zapytał Mycroft, kładąc dłoń na jego ramieniu.

Greg skinął głową.

— T… tak — przyznał, przeczesując palcami włosy i spuszczając wzrok. — Dziękuję.

— Nie ma za co. Posiedźmy przez chwilę.

— Ale Mycroft…

— Usiądźmy — powiedział Mycroft, delikatnie przerywając protest Grega. — Skupimy się teraz na tobie. Gdy poczujesz się bardziej sobą, dołączymy do reszty. Zaufaj mi, Gregory.

Greg oblizał usta i skinął głową. Usiedli. Mycroft ujął dłonie Grega w swoje i delikatnie potarł je kciukami.

— Ufam ci — wyszeptał Greg głosem wciąż drżącym, ale z bijącym normalnie sercem.

Mycroft uśmiechnął się.

— Wiem.