Przysięgam! Napisało się samo! Nie miałam w tym swojego udziału i nie jestem z tego jakoś bardzo dumna.

Jak zwykle - niebetowane, więc błędów pewnie masa.

Przygotujcie chusteczki, mogą się przydać [przynajmniej taki był plan (?)]


Patrzył na więdnące w jego rękach ciało, tak, jak jeszcze niedawno On patrzył na więdnące w kolorowym wazonie kwiaty. Cichy szum ulicy za oknem, samochody, ludzie, miasto, żyjące, ŻYJĄCE swoim własnym, nieprzerwanym cichą tragedią, równo pulsującym życiem.

Patrzył, szeroko otwartymi, błękitnymi oczami na spokojne, alabastrowe powieki, zakrywające rubin oczu, tak jak On, jeszcze wczoraj patrzył na białą pozytywkę baletnicy w bordowej sukni.
Tykanie zegara nie zwracało uwagi na lokatorów willi pod Berlinem, tylko nadal, z uporem, jaki znają tylko najstarsze istoty, wybijało jednostajny, monotonny rytm upływających, urywanych oddechów blondyna, dławiącego się własnym istnieniem.

A on patrzył. Patrzył i wiedział. Oczywiście, że wiedział, nie urodził się wczoraj. Wiedział. Wszyscy wiedzieli, On także. Zwłaszcza On. Być może wiedział nawet bardziej niż wszyscy.

Ściśnięte gardło nie pozwala na nic innego, niż ciche, pełne czułości i goryczy, szepnięcie...

- Bruder...

I czeka. Patrzy i czeka, ale wie, że już nie usłyszy, zbyt głośnego, podszytego złośliwością ' Co jest, West?'. Więc pozostaje mu tylko patrzenie, na te wygięte lekko ku górze, jak zwykle w ironicznym pół, a nawet ćwierć-uśmieszku, wargi.

Nie płacze. Mężczyźni nie płaczą. Żołnierze nie płaczą. A on nie płacze, nie dlatego, że nie wypada, ale dlatego, że On by tego nie chciał.

Ciało staje się coraz bardziej lekkie, jaśnieje, choć nikt tego nie dostrzega. Nikt oprócz małego, żółtego kurczaczka, siedzącego na piersi swojego pana. Piersi, która nie wznosi się i nie opada. Po prostu jest, ale już jej nie ma, zanika.

A mały, choć całkiem już dorosły, niebieskooki blondynek roztrzęsioną dłonią odgarnia białe, a może bardziej srebrne, kosmyki z nieruchomej twarzy i składa czuły pocałunek na odsłoniętym czole, nim ten zniknie na dobre.

Chwilę jeszcze wpatruje się w swoje puste ramiona, błękitem nieba, pełnym łez. Zagubiony ptak pisnął cicho, nie rozumiejąc, gdzie zniknął jego właściciel, przyjaciel.

West, nie, już nie West, Niemcy, kręci głową z lekkim uśmiechem, pełnym smutku, zagubienia i pewnej melancholii, którą rozumie tylko mały, żółty kurczaczek, wtulający się w jego roztrzęsioną dłoń.


Ciekawe, czy ktoś znienawidził mnie po przeczytaniu tego, tak bardzo jak sama się za to nienawidzę... Chętnie poczytam wasze żale, więc nie bójcie się mnie zlinczować w komentarzach.