Mary śni jak każdej nocy o piaskach pustyni, które wciągają ją coraz głębiej. Nie ma niczego, czego mogłaby się chwycić. Jej stopy nie mają oparcia, więc bierze jeden głęboki wdech i pozwala się pochłonąć, wiedząc, że jeśli to efekt tortur – właśnie umiera. A jeśli tylko sen – obudzi się zdrowa, bezpieczna i tylko mocno spocona.

Piaski utrudniają jej oddychanie, ale już nie walczy, ponieważ jest tak bardzo zmęczona. Tylko jedno z tym wszystkim nie ma sensu. Coś stuka w tle, a ten dźwięk sprawia, że jej serce zaczyna bić coraz szybciej.

Wpółświadomie wyciąga pistolet spod poduszki i w ciemności na palcach wychodzi na korytarz. Nie wie kto jest jej przeciwnikiem, ale widzi wyraźny zarys sylwetki. Bez ostrzeżenia przewraca przeciwnika na dywan i przykłada mu lufę do czoła.

Jest przygotowana na opór, ale czego się nie spodziewa to dzikiego wrzasku, który sprawia, że dziecko w pokoju obok zaczyna płakać. Molly pod nią krzyczy, jakby nie potrafiła się powstrzymać i Mary schodzi z niej tak szybko jak tylko może. Ma serce w gardle i wie, że to nie jest normalne czy łatwe do wytłumaczenia. Szczególnie, gdy drzwi jej mieszkania zostają wyważone, a do środka wpada dwóch agentów latarkami oświetlając pomieszczenie.

- Wszystko w porządku – mówi szybko, zanim któryś z tym idiotów pociągnie ze stresu za spust.

John Junior płacze, a Molly krzyk zamiera w ustach. Kobieta teraz tylko łka i Mary nie widzi jej twarzy.

- Wszystko w porządku – odmeldowuje agent, a potem nagle robi się jaśniej.

Mary podnosi się i podchodzi do Molly, ale oczy kobiety robią się wielkie jak spodki na widok broni. Kobieta jest tak blada, że Mary zastanawia się jakim cudem Molly jeszcze nie zemdlała. A potem kobieta wstaje i wbiega do swojej sypiali. Przez chwilę wszyscy stoją lekko zdezorientowani na korytarzu, gdy z pomieszczenia dobiega śpiew.

Molly fałszuje, bo co chwila jej głos załamuje się przez łkanie i to wszystko jest tak kuriozalne, że Mary nie wie co ma z tym zrobić. Jej stopy są chłodne i pewnie wygląda jak idiotka w koszulce i bieliźnie, ale nikt nie zwraca na to uwagi.

Agent spogląda na nią, jakby nie był pod wrażeniem.

- Dam znać Lestrade'owi, że skorzystasz z pomocy psychologa – mówi mężczyzna.

Mary ma ochotę mu powiedzieć, żeby pocałował się tam, gdzie słońce nie dochodzi, ale Molly zaczyna płakać cicho, a dziecko najwyraźniej śpi, bo dociera do nich tylko łkanie kobiety. Pistolet w jej dłoni zaczyna dziwnie ciążyć, więc odkłada go na szafkę, a potem zaraz podnosi, ponieważ nie zostawia się broni na wierzchu.

Agent zerka na nią przelotnie, a potem daje znak do odwrotu i obaj wychodzą. Drzwi są wykrzywione, ale udaje im się je jakoś zamknąć. Rano zapewne mają zostać wymienione.

Mary czuje, że nie jest już zmęczona. Ma ochotę wejść i sprawdzić co z Molly, ale wie, że nie wybełkocze słów przeprosin, bo nie błaga się o wybaczenie za to, że przez całe życie broniła kraju. John wróciłby w tym samym stanie. Może to nawet błogosławieństwo, że mężczyzna nie żyje.

Nie chce tak myśleć, ale nie potrafi inaczej.

ooo

Kiedy budzi się po raz kolejny, nie wie za bardzo gdzie się znajduje. Jej jest nienaturalnie chłodno, więc musi być wczesny ranek. Molly siedzi w salonie na kanapie, tuląc do siebie dziecko i wpatruje się w nią z wyraźną obawą.

Mary zdaje sobie nagle sprawę, że zasnęła na korytarzu, plecami oparta o ścianę. Pistolet w jej dłoni tkwi niezwykle pewnie.

Molly jest blada, ale nie wygląda na przerażoną.

- To PTSD? – pyta kobieta tak cicho, że Mary przez chwilę wydaje się, że się przesłyszała.

Molly jednak patrzy na nią zaskakująco przenikliwie. Oczywiście jest pielęgniarką, więc jeśli może nazwać coś chorobą, łatwiej jej to zrozumieć. Ale Mary nie chce zrozumienia. Ani litości. Nie od wdowy po swoim kochanku, bo wtedy musiałaby odczuć miłosierdzie i w jej stronę i sytuacja byłaby jeszcze bardziej skomplikowana.

A już teraz nie wie co dokładnie czuje. Nie nienawidzi kobiety. Nie zna jej. A nienawiść to takie mocne uczucie. Już dawno zapomniała jak takowe smakują na języku. Może sądziła, że John jej przypomni.

- Wystraszyłam cię – stwierdza w zamian nie dając odpowiedzi.

Dyskutowanie o oczywistościach to strata czasu.

- To nie jest nowe - mówi dalej Molly.

- Strach znano… - zaczyna Mary.

- Chorujesz dłużej. To nie jedyna misja – stwierdziła kobieta, nie dając jej dojść do słowa.

Mary ma ochotę powiedzieć, że może ta misja zmieniła wszystko. Załamała ją najbardziej, bo widziała śmierć jedynej osoby, na której mogło jej zależeć, ale milczy. Jej plecy odmawiają posłuszeństwa, ale wstaje i rozciąga się. Koszulka podwija się lekko, ale wie, że nie widać żadnych blizn. Są stare, jasne i w tym świetle z tej odległości niewidoczne dla Molly.

Kobieta nie spuszcza jej z oka i teraz nagle role się odwracają bo to Mary czuje się jak zwierzę w klatce, oswajane.

Molly nie oczekuje przeprosin i to jest dziwne. Zapewne ma się to stać jedną z rzeczy, o których nie rozmawiają. Tak jak o jej romansie z Johnem.

- Kim jesteś? – pyta w końcu kobieta.

Mary marszczy brwi, bo nagle w jej głowie pojawia się pustka. Mogłaby się przedstawić swoim obecnym nazwiskiem, ale jak wszystko w jej dossier i ono jest fałszywe. Może wszystko roztrzaskało się w drobny mak, ponieważ ona tak naprawdę nie istnieje. Nie jest pewna. W tej chwili jest tak bardzo nikim, że robi się jej sucho w ustach.

- Jestem kobietą z bronią – odpowiada, ponieważ to jest jedyna dostępna prawda.

Molly wygląda, jakby analizowała jej odpowiedź i cień pojawia się na jej twarzy. Może kobieta nie spała, przerażona tym, że zostanie napadnięta przez sen, przez wariatkę, która wciąż miała pozwolenie na broń. Mary nie jest pewna do końca czy takie ma, ani kartę pływacką. Jest natomiast przekonana, że nigdy nie zdawała prawa jazdy.

- Jadłaś coś? – pyta, ponieważ musi się czymś zająć i zniknąć z tego korytarza, gdzie czuje się tak nago i nie tylko przez to, że ma na sobie tylko przykrótkawą koszulkę.

- Mam za godzinę autobus – informuje ją Molly.

Mary nie wierzy w ani jedno jej słowo.

- Mam za dwie godziny spotkanie z psychologiem. Wejdę do budynku z przepustką, więc mogłabyś skorzystać z tego i zobaczyć lekarza, z którym chciałaś się wczoraj spotkać – proponuje.

Molly jest teraz wyraźnie zaskoczona i Mary odczuwa tylko przez krótką chwilę satysfakcję. Potem dostrzega wyraźny odcisk na skroni kobiety, który mogła zrobić tylko lufa pistoletu. Molly starała się ją zakryć grzywką, ale włosy nie chciały posłuchać jej woli.

Mary wychodzi zanim kobieta zdąża odpowiedzieć.