Mary nie jest pewna nawet tego czy zastanie Molly po wyjściu z własnej sypialni. Z zewnątrz nie słyszy żadnych dźwięków, a to w jej fachu oznacza kłopoty. To bezpieczeństwo jest szumem ulicy, przesuwanymi meblami, cudzymi krokami na miękkim dywanie. Każdy kto cię chce skrzywdzić bowiem będzie się skradał, starając się być nie zauważonym.
Ludzki instynkt ma niesamowity zasięg. Mary niejednokrotnie 'wyczuwała' snajpera na dachu naprzeciwko, bombę pod własnym samochodem, nieczyste intencje kogoś, o kogo życie miała zadbać.
W przypadku Molly nie jest niczego pewna. Jest to dziwne pobudzające. Całe życie unikała podobnych osób, ponieważ stanowiły zagrożenie, ale tu w środku Londynu, gdy jej lata służby dobiegły końca – podobne gierki były stymulujące. Przypominały jej o czasach, których nienawidziła, ale jednocześnie to one ją ukształtowały, więc nie mogła od tak o nich zapomnieć.
Może była uzależniona od adrenaliny, więc jej wyobraźnia podsuwała wyimaginowanych wrogów. A może Molly i jej wrogość były po prostu najbardziej realną rzeczą w jej obecnym życiu.
Mary przeczytała kiedyś, że każdy potrzebuje kogoś, kto go pokocha. Nie zadawała tym słowom kłamu – uczucie Johna przywróciło ją do życia na tak krótko, ale jednak nie potrafiła żałować.
Każdy jednak potrzebował też kogoś, kto go będzie nienawidził. I Mary miała Molly.
Wychodzi z sypialni z marynarką przewieszoną przez rękę. Nie ma jeszcze na stopach butów, ale to jej dom, jej mieszkanie. Może wyglądać tak jak chce. Molly zresztą czego już na korytarzu ze swoim bagażem i dzieckiem. Kolejna kwiecista sukienka opina ją w odpowiednich miejscach, jednocześnie jednak nie przesadnie. Molly jest w końcu matką i myśli bardziej o tym niż o seksapilu, który nadal się czai niezabity przez wyjątkowo niemodny wzór.
Mary z łatwością potrafi sobie wyobrazić tę kobietę lepiej ubraną. Szpilki dodałyb jej nie tylko wzrosu, ale i szykowności. Wymusiłyby mniej kaczy chód i wprowadziły biodra w kołysanie, które mogłoby rozbudzić cudzą wyobraźnię.
Molly ma przed sobą całe życie. Nie może mieć więcej niż trzydzieści lat. Są więc rówieśnicami. Jej trauma jednak kiedyś przejdzie. Jeśli nie zapomni o samym Johnie to na pewno o jego kochance, która podwójnie zniszczyła jej życie. Mary jest o tym przekonana. Kobiety takie jak Molly nie pozostają długo wolne. Na jej twarzy wypisane jest jak doskonałą matką będzie, jak świetną gospodynią.
Mary wie, że w jej oczach widać każdy jeden raz, gdy pociągnęła za spust albo cudza krew wylądowała na jej policzku. Wojna jest brudna i taka czuje się właśnie ona.
- Nie widzę sensu, abyś zabierała swoje bagaże. Nie będzie ci wygodnie – informuje ją Mary, podchodząc do lustra.
Ma ochotę zapytać czy Molly chce tusz do rzęs albo puder. Kobieta jest bez makijażu, coś na co Mary nie pozwalała sobie nigdy. Wbrew pozorom był to zawsze najlepszy sposób maskowania.
Molly uparcie milczy, jakby nie chciała nadwerężać jej dobroci. A Mary nie posiada czegoś takiego w sobie już więcej. Pokłady jej wyczerpano lata temu na szkoleniach, gdy musiała zdradzać ludzi, którym ufała. Jej przyjaciółki i przyjaciół.
Zerka na kobietę korzystając z lustra przed sobą i wzdycha.
- Zabiorę cię potem do mieszkania. Nie ma sensu, żebyś zabierała wszystkie bagaże. Mogę powiedzieć nawet agentom, żeby cię wpuścili, jeśli skończysz wcześniej – obiecuje jej Mary.
Molly zaciska usta w wąską kreskę, jakby z sobą walczyła.
- Możemy uznać, że jestem ci to winna – dodaje Mary.
- Jesteś mi winna o wiele więcej – rzuca kobieta po raz pierwszy od dłuższego czasu.
Mary uśmiecha się krzywo do siebie, ponieważ nie spodziewała się niczego innego i po raz pierwszy nie pomyliła się w stosunku do Molly. Widzi ogień w oczach kobiety i wie, że Molly może wyglądać na niezadbaną kurę domową, ale ona też pociągnęłaby za spust, gdyby miała odpowiednią motywację. Może byłby to John Junior, a może po prostu John. Tego nie jest pewna, ale na szczęście to nie jej problem.
Jeszcze kilka godzin temu Molly wrzeszczała przerażona z lufą przyłożoną do skroni, a w tej chwili prostuje się dumnie i patrzy na nią ze złością, która ma wszelkie podstawy, aby się pojawić.
- Nie mam problemu ze spłacaniem własnych długów – mówi Mary spokojnie.
Molly unosi lekko podbródek, jakby chciała spojrzeć na nią z góry, ale są jednego wzrostu. A Mary nie wstydzi się tego, że kochała. Może wybrała nieodpowiedniego mężczyznę,a może to nie był ten czas. Gdyby spotkali się z Johnem wcześniej, może ona byłaby jego żoną i nosiłaby jego dziecko. Jednak na pierwszej misji z Molly, John zapewne zdradziłby ją, ponieważ tak wyglądało życie. Miłość nie była prosta. A kochanie więcej niż jednej osoby zawsze rodziło problemy.
Molly zapewne tego nie rozumie. Jej świat jest czarno-biały. W jej rozumieniu to ona miała wszelkie prawa do Johna. Ona była jego żoną, ale to nadal nie przekreślało tego, co oni mieli razem.
Molly odkłada nosidełko z dzieckiem na dywan i otwiera drzwi do pokoju, który tej nocy zajmowała. Wsuwa bagaże do środka, ale niezbyt daleko, jakby chciała jej w ten sposób powiedzieć, że nie zostaje na długo. Mary to nie przeszkadza. Jedynie bawi ją jak bardzo ta kobieta lubi manifestować swój opór. A przecież łatwiej zaskoczyć wroga, który nie ma pojęcia o tobie.
Molly jednak nie była nigdy na wojnie. Nigdy nie musiała kłamać, ani sypiać z ludźmi, którzy zabijali tysiące. Nosiła dziecko człowieka, którego kochała i szanowała. Który zginął za swój kraj i ratował ludzi dzięki swoim zdolnościom.
Mary kiedyś była w ciąży. Ten rozkaz wydawał się jej niedorzeczny, ale szybko zrozumiała jak bardzo to przywiązuje mężczyznę do kobiety. Stała się najbardziej pożądaną spośród innych kochanek. Czczoną przez człowieka, na którego rozkaz mordowano całe wsie w Bośni i Hercegowinie. Czuła mdłości za każdym razem, gdy dotykał ją z czułością, ponieważ to była jedna z nielicznych szczerych rzeczy, które robił. Pokazywał się jej z ludzkiej strony, a ona nie chciała widzieć w nim człowieka.
Był mordercą, może najgorszym ze wszytkich, ponieważ każdy krok planował całkowicie świadomie i racjonalnie.
Zabiła go szybko i bezboleśnie, ponieważ jedyne o czym mogła myśleć w tych cholernym podziemnym bunkrze, który specjalnie dla niej przerobiono na pałac, to jak się wydostać z tego wszystkiego.
Kiedy tylko skontaktowała się ze swoimi, kazała zabrać im to z siebie. Natychmiast. Czuły dotyk mordercy na jej policzku do tej pory budził ją czasami w nocy.
- Moje spotkanie nie potrwa długo. To rutynowa kontrola – informuje ją Mary.
Molly po raz pierwszy ma wątpliwość wypisaną na twarzy.
- Powinnaś zostać dłużej – rzuca kobieta.
Nie jest to rada, raczej uwaga. I Mary ma ochotę uśmiechnąć się krzywo, ponieważ chociaż Molly jej nienawidzi, najwyraźniej jej powołanie nadal wiedzie prym.
