Lestrade chce wiedzieć, co stało się w nocy, ale ona nie potrafi tego wytłumaczyć. Zresztą to rutynowe przesłuchanie, ponieważ takie są procedury. Agenci nadal będą mieli ją na oku. Ona wciąż nie będzie pewna na ile będzie bezpieczna, ale z tym uczuciem pożegnała się już dawno. I nie spodziewała się, aby prędko powróciło.

Bezpieczeństwo było dla ludzi, którzy w swoim życiu nie osiągnęli niczego. Nie wyobrażała sobie stopnia nudy, który należało osiągnąć, aby spać snem sprawiedliwego. I nie wierzyła, że istnieli tacy ludzie, którzy nie mieli swojej ciemnej strony. Molly Watson jest tego idealnym przykładem. Wszyscy widzą w niej świętą, wdowę po żołnierzu, matkę, która walczy o zdrowie dziecka. Mary wie, że Molly potrafiłaby zabić, że są takie zakamarki w jej duszy, które są tak mroczne, że nie zapędza się tam za często. Pewnie ignoruje je, żeby nie musieć mierzyć się z nienawiścią do Johna. Może odczuwa nienawiść do niej, udając, że zdrada wymagała aktywnego udziału tylko jednej strony.

Mary nie jest pewna jej wszystkich powodów, ale nie jest zaskoczona, kiedy wraca z biura i zastaje Molly nadal w swoim mieszkaniu. Kobieta wygląda na zmęczoną i wyczerpała ją nie tylko nieprzespana noc. Jeśli Mary napędziłaby jej aż takiego stracha, Molly zapewne spakowałaby się już wtedy. A jednak została i może należało mierzyć to miarą desperacji. Czyli czymś, co znała doskonale. I dlatego miała do tej emocji taki szacunek. To desperacja pozwalała jej przeżyć przez te wszystkie lata. Ilekroć jej przykrywka padała, znajdywała sposób, żeby wygrzebać się z najgorszego bunkra. Studie na środku pustyni, gdzie wrzucono ją, aby zdechła z upału, a może przez skorpioni jad, nie stanowiły dla niej problemu. Paznokcie, które zdarła mogły odrosnąć. Blizny, które nosiła na ciele ukrywała pod warstwami ubrań.

Molly nie potrafiła się jednak kamuflować tak dobrze. A może Mary wiedziała po prostu czego szukać, bo jej oczy też bywały tak matowe.

- Co powiedział lekarz? – spytała rzeczowo.

Kobieta spięła się niemal natychmiast i popatrzyła na śpiące dziecko. Jej sukienka była pomięta w okolicy talii i na pośladkach. Więcej siedziała, czekając niż stała. Był niemal wieczór i słońce powoli zachodziło, ale w mieście panował już nieprzyjemny półmrok.

- Nie przyjął cię? – upewniła się.

Molly spojrzała na nią ze źle ukierunkowaną złością. Może obwiniała ją, ale Mary nie znajdywała swojego błędu akurat tutaj.

- Przenieśli naszą wizytę na jutro – poinformowała ja Molly i jej pierś unosiła się, i opadała tak gwałtownie, jakby kobieta przebiegła maraton.

Mary nigdy nienależała do najbardziej emocjonalnych ludzi, ale poznawała uczucia, kiedy je widziała. Nie zaryzykowałaby jednak przytulenia Molly bez odpowiedniego wsparcia. Może kobieta nie pchnęłaby jej nożem między żebra, kiedy odsłoniłaby się, ale nie miała tej pewności. I nie mogłaby jej winić. Lestrade wspominał o psychologu, do którego powinna się udać i widziała nawet setkę powodów, dla których powinna to zrobić. Wiedziała jednak, że ten najpoważniejszy siedział w jej salonie na kanapie z dzieckiem na kolanach.

Wdowa po jej kochanku była niepotrzebnym wspomnieniem Johna. I szaleństwem było, że ta kobieta przynosiła takie myśli.

- Starają się was zmęczyć – odparła spokojnie.

Znała tę metodę. Wiedzieli, że Molly jest spoza miasta i nie miała pieniędzy. Nie mogła przebywać w Londynie zbyt długo. I pewnie rodzice Johna byli gotowi ją odebrać na każde wezwanie.

Molly spoglądała na nią, jakby była wściekła nawet przez to, że Mary rozgryzała biurokratyczne gierki. Wcześniej kobieta ignorowała ją w zupełności i ta nagła zmiana taktyki nie zaskakiwała ją specjalnie. Może Molly też starała się dostać pod jej skórę, całkiem nieświadoma, że udało się jej to na wiele przed tym, gdy spotkały się pierwszy raz. A potem stała się wdową po jej kochanku. Kiedy ona była nikim.

Mary uczono, aby nie reagowała emocjonalnie, więc cudza złość nie była jej obca. Jeśli bała się kogokolwiek to ludzi, którzy jak ona nie obdarzali świata swoimi uczuciami. Sadystów, którzy nie mrugnęliby nawet okiem, zanim pozbyliby się Molly i jej dziecka.

- Udaje im się – warknęła kobieta, chociaż Mary prawie zapomniała co powiedziała wcześniej.

- Nie – odparła spokojnie.

Molly spojrzała na nią trochę zaskoczona.

- Nie, nie udaje im się – poinformowała ją Mary. – Jutro pójdziesz tam znowu – rzuciła.

- Ale – zaczęła Molly.

- Chcesz zadzwonić, żeby przyjechano po ciebie – podjęła. – Jeśli wyjedziesz, wygrają. Ja nie mogę oczyścić jego imienia. Nie ufają mi. Prowadzą śledztwo przeciwko niemu, a ja nie mam prawa do protestu. Sprawa może być w zawieszeniu przez tygodnie, miesiące, a nawet lata. Jak długo przeżyje twój syn bez pieniędzy i ubezpieczenia? – spytała wprost i może to było bezlitosne, ale Molly nawet nie drgnęła, więc to samo musiało przejść przez jej głowę już wcześniej.

I może te ślady na jej twarzy to były łzy, których Mary miała nigdy nie zobaczyć.

- Jego syn – wtrąciła Molly.

- Jeśli myślisz, że robię to dla niego, masz rację – przyznała. – Czy jednak ma znaczenia tak naprawdę dlaczego to robię? – spytała jeszcze.

Molly nie opowiedziała, ale na jej twarzy pojawiło się wszystko, co Mary chciała wiedzieć. I ten upór, który dobrze znała wystarczał. Nie potrzebowała słów, aby komunikować się z ludźmi i Greg pewnie miał nigdy nie zrozumieć, że żadna rozmowa z lekarzem nie mogła jej pomóc. Ból, który ją złamał, miał się nigdy nie skończyć. Ran, których nie było widać nie można było zaleczyć.

Wdowa po jej kochanku siedziała na jej kanapie, zdesperowana i u kresu sił. I Mary nie miała pojęcia jak znalazły się w tej sytuacji. Nie była nawet pewna czy kobieta zna jej imię. W końcu nigdy go nie wypowiedziała. Mary wiedziała o niej wszystko i to wydawało się tak niesprawiedliwe. John opowiadał o niej początkowo, chwaląc się żoną i dzieckiem, do którego chciał wrócić. I zakochała się w jego śnie doskonałej rodziny, której nie mogła mieć.

Wdowa po jej kochanku była jedyną, która mogła ją zrozumieć. Ale nie chciała. A Mary nigdy tak naprawdę nie chciała zrozumienia.

- Czy znasz tam kogoś? - spytała Molly tak cicho, że wydawało się jej, iż się przesłyszała.

- Nie - odparła zgodnie z prawdą. - To nie jest jednak problem.