Oto następny rozdział, wybaczcie, że trochę mi zajęło dodanie go, ale musiałam się zająć inną historią. :)
Nadal nie jestem do końca przekonana co do tego rozdziału, ale mam nadzieję, że się spodoba.
Chcę jeszcze dodać, że nie mam zielonego pojęcia jak nazywają się bronie i inne tego typu rzeczy, a więc wybaczcie, jeśli komuś to przeszkadza, może spokojnie napisać mi te nazwy (sama jestem ich ciekawa ;P)
Przypominajka: Nic nie należy do mnie.
~~~Rozdział 3~~~
"To zależy, czego od przyjaciół oczekujesz. Możesz nam zaufać, że Cię nie opuścimy w dobrej czy złej doli, choćby do samego końca. Możesz też nam ufać, że strzec będziemy twojej tajemnicy lepiej niż ty sam jej strzegłeś. Ale nie licz na nas, byśmy pozwolili ci samotnie stawić czoło niebezpieczeństwu i odejść od nas bez słowa. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi. Boimy się okropnie, ale pójdziemy z tobą albo za tobą, jak psy za tropem."
~ J.R.R Tolkien
~~~~~~~~~~~~
Wstali ociężale, milcząc. Obi-Wan chwycił Anakina za ramię i zaczął go prowadzić jak małego, zagubionego chłopca. Widział jak cierpi. Chciał mu tak bardzo pomóc, ale jednocześnie prawie tak samo bardzo nie chciał złamać jakichkolwiek zasad. Nie potrafił okazywać uczuć. Nie w sposób, w jaki Anakin chciałby by to robił. Co jeśli pewnego dnia go przez to straci? Tego by nie przeżył. W Anakinie odnalazł brata, syna, przyjaciela. Gdyby tylko wszystko było tak proste jak uważa pozostała część Rady.
- Mistrzu... - zaczął Anakin głosem cichym i drżącym, stając na chwilę. Ich oczy spotkały się, a widniała w nich wzajemna troska.
Obi-Wan zerknął na niego pytająco. Nie chciałby wystraszyć Anakina po takim zwierzeniu. Moc w nim jest silna, a jego emocje jeszcze silniejsze. To dar, ale i przekleństwo.
- Dziękuję. - szepnął. Zawahał się, Obi-Wan widział po jego postawie, że chciał go objąć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
Starszy Jedi z początku nie wiedział jak zareagować, ale sekundy później sam wyciągnął do niego ramiona i objął go jak ojciec syna. Kto był zaskoczony bardziej, ciężko stwierdzić.
- Nie ma za co, Anakinie. Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść z jakimkolwiek problemem i porozmawiać. - uśmiechnął się i poczuł jak chłopak rozluźnia się w jego ramionach.
Brunet odwzajemnił uśmiech, jednak nie chciał mówić o Kimie. Nie był na to gotowy. Oderwał się od starszego Jedi i otarł ostatnie łzy. Był zmęczony, ale sam widok Kima odbierał mu chęci nawet do życia. Był rozdarty pomiędzy obawą przed rozczarowaniem wszystkich wokół, a potrzebą przyjaźni i zaufania do drugiej osoby.
~~~o*o~~~
Dotarli do jaskini, cali przemoczeni i zmarźnięci. Obi-Wan bez zastanowienia rozniecił ognisko, by ogrzać padawana i siebie przy okazji. Anakin usiadł naprzeciwko pomarańczowego, strzelającego płomienia i wpatrywał się w niego kilka minut. Obi-Wan nie zaczynał rozmowy, znał go zbyt dobrze by wiedzieć, że potrzebuje teraz własnej przestrzeni. Zwłaszcza po takim zwierzeniu. Cisza była jedynym dźwiękiem słyszalnym w jaskini, poza odgłosami strzelającego ogniska. To pomagało im się zrelaksować i skupić, zebrać wszystkie myśli.
Kimo spał jak zabity, a przynajmniej tak się im wydawało. Obi-Wan westchnął i wyszedł na zewnątrz, ocenić jak długo będzie jeszcze padać. To właśnie wtedy Anakin usłyszał cichy chichot, słyszalny dla jego czułych uszu. Odwrócił się do źródła dźwięku i zobaczył Kima. Zmarszczył brwi i zacisnął pięści. Cały spokój, który przywrócił mu Obi-Wan rozwiał się na wszystkie strony świata.
- Mój ulubiony outsider jak zwykle nie w humorze? Ooj... - szepnął i podciągnął się spotykając spojrzenie Anakina.
- Czego chcesz? - warknął. Głupi, myślał, że zazna choć odrobiny spokoju.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, że takie zero jak ty dotarło tak wysoko. Gratuluję, że twój mistrz Cię jeszcze nie porzucił. - parsknął złośliwie.
Anakina nie zabolały te komentarze, jedynie rozzłościły, a to była różnica, prawda?
- Mój mistrz mnie nigdy nie porzuci. Z kolei ja nie widzę nigdzie twojego, więc odczep się od mojego, dobrze? - odgryzł się gniewnie. Ich głosy tworzyły małe echo.
- Ohoho, jaki agresywny... stary, dobry Skywalker. Twój mistrz tego nie widzi, ale ty jesteś po prostu bezużyteczny. Ile już misji zepsułeś, co? Bo ja żadnej.
- Nie wiem czy się orientujesz, ale jeśli nie byłeś na żadnej, nie mogłeś też żadnej zepsuć. - uśmiechnął się złośliwie. Widział jak Kima twarz zmieniła się z zadowolonej na poirytowaną. I właśnie to umiliło mu wieczór.
- Jesteś żałosny. - prychnął. - Powinienem ci tamtego dnia mocniej przyłożyć. Może wtedy zrozumiałbyś jak bardzo nie nadajesz się na Strażnika Pokoju.
Anakin, sam nie wiedząc dlaczego, stracił kontrolę, jak kiedyś. Rzucił się na niego jednym susem. Kimo zaśmiał się, ale również nie pozostał mu dłużny, zaczęli się szarpać.
- Właśnie o tym mówię. Strażnik Pokoju, bez pokoju w samym sobie. Brawo Skywalker. Jeśli twój mistrz Cię teraz zobaczy, znów go rozczarujesz. - szepnął. Anakin starał się powstrzymać, ale nie potrafił zapanować nad emocjami, które go przytłaczały. Uderzył go raz, drugi, Kimo mu odpowiedział, ale wszystko zatrzymało swój bieg kiedy tylko wrócił Obi-Wan.
- Anakin?! - krzyknął zaskoczony, przez chwilę miał nawet wrażenie, że jego serce stanęło na widok tarzającego się padawana, swojego padawana.
Zmarszczył brwi. Anakin natychmiastowo wstał, nie otrzepując się z kurzu. Kimo przestał się śmiać i zapadła cisza. Ponownie słychać było tylko ogień, który też już powoli wygasał.
- M-mistrzu... ja... - zaczął jąkając, jednak po chwili westchnął i zamknął oczy. Wstyd. To było jedyne co w tej chwili czuł. Odbiegł tak szybko jak pojawił się Obi-Wan.
- Anakinie, czekaj! - zawołał, ale Anakin zdawał się nie słyszeć, lub też wcale nie chciał słyszeć.
Zszokowany mistrz Jedi odwrócił się do Kima. Nie wiedział co ma powiedzieć, nie czuł złości ani rozczarowania. Po raz pierwszy od naprawę bardzo dawna zaniemówił. Postanowił mimo to wziąć się w garść.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak mistrzu Kenobi. Wszystko gra.
- Co się stało?
- N-nie wiem, rozmawialiśmy i nagle... coś w niego wstąpiło. Jak kiedyś, w Świątyni.
- To z Tobą się wtedy bił? - zapytał, jego źrenice zdradziły jego szok i zaskoczenie. Nie ukrywał w swoim głosie zdziwienia.
Owszem, wiedział, że się bił, ale na tym koniec. Nigdy nie zapytał z kim, o co, dlaczego.
Kimo przytaknął, uznając odpowiedź słowną za zbędną.
- Przepraszam Kimo, powinienem za nim iść. - szepnął po chwili i uśmiechnął się na przeprosiny.
Nie chciał go zostawiać, ale tym bardziej nie mógł pozwolić Anakinowi błąkać się samemu po obcej planecie w gniewie. Znał go za dobrze by nie wyczuć żadnych kłopotów.
- Oczywiście. Poczekam. - odparł.
Obi-Wan przytaknął i wybiegł z kryjówki. Pobiegł śladami swojego padawana, a co więcej przyjaciela. W błocie widział jego ścieżkę. Biegł jak najszybciej mógł, ale Anakin był zwinniejszy niż przypuszczał. I znacznie szybszy. Próbował zrozumieć zachowanie Rycerza, ale doszedł do wniosku, że nie dowie się niczego póki Anakin sam mu tego nie powie.
Podążał jego śladem, aż nagle się urwał, a na drodze był tylko jego płaszcz Jedi, w którym jeszcze niedawno wylewał słone łzy.
Obi-Wan podniósł go, pogłaskiwując jednocześnie swoją brodę. Dokładnie obejrzał narzutę. Zobaczył na niej rozerwany skrawek materiału, ale ewidentnie nie od miecza świetlnego. Zmarszczył brwi zmartwiony. Rozejrzał się. Wokół były porozwalane droidy, ślady ciągania urywające się przy górze oraz miecz. Doskonale znał ten miecz. Należał do Anakina.
Zamknął oczy, chcąc skupić się na Mocy, jednak niczego nie poczuł. Anakin był daleko. Miał tylko nadzieję, że gdzieś na tej planecie. Przypiął broń do swojego paska i obrał drogę powrotną, by skupić się na nowo i znaleźć jakieś wskazówki. Nie potrafił myśleć w biegu, każdy jego ruch musiał być wcześniej dokładnie zaplanowany. Tego nigdy nie potrafił zrobić Anakin. On zawsze działał impulsywnie i gwałtownie. Czasem miało to swoje zalety, ale przez większość czasu pogarszało sytuację.
~~~o*o~~~
Biegł przed siebie, zawstydzony i przybity. Czy znów zawiódł Obi-Wana? Zaklnął na siebie za to, że tak łatwo dał się znowu sprowokować i przyśpieszył kroku jeszcze bardziej. Jego buty stukały o twardą ziemię, czasem brudziły się o kałużę. Nienawidził swojej impulsywności. Nie, kiedy chodziło o gniew.
Nie ustawał. Nawet nie wiedział dokąd idzie, ale robił to bez przerwy, w deszczu, przez błoto i trawy, byleby jak najdalej Kima.
Musiał stracić czujność, bo nawet nie poczuł zaburzeń w Mocy. Stanął przed górą, kiedy dreszcz przeszył jego szkielet. Spojrzał w górę, na cień formujący się za nim, gdy naskoczyło na niego stado droidów. Szybko wyciągnął swój miecz i zaczął z nimi walczyć. Jednak stało się coś nieoczekiwanego. Z nieba przyleciał kolejny statek, bez wątpienia nie należał on do Republiki. Gdy jego drzwi otworzyły się, stanął w nich Dooku i cztery droidy zabójcy, którzy w rękach trzymali swoje bronie. Jego oczy nie mogły uwierzyć w ten widok. I tak szybko jak pokonał droidy, tak trudno było mu z Dooku i jego zabójcami.
- Młody Skywalker... - szepnął złowieszczo, uśmiechnięty. Jego ton wrogi i niesympatyczny jak zawsze.
- Dooku... - syknął marszcząc brwi. Przygotował się na atak.
Hrabia ponownie się uśmiechnął i skoczył na niego. Ich miecze zetknęły się ze sobą, pozostawiając iskry.
- Bez Kenobiego będziesz dużo łatwiejszym przeciwnikiem... - szepnął i uderzył jako pierwszy.
Anakin zablokował uderzenie i szybko kucnął przy uniku ataku dwóch droidów. Obrócił się i przeciął jednego z nich gdy zaatakował go kolejny. Ten atak również odparł zręcznie. Lecz gdy Dooku na niego naskoczył, nie mógł się obronić. Jeden z droidów go poraził.
Krzyknął w bólu i zdołał przeciąć droida, ale Dooku znów zaatakował, wyrywając mu miecz z ręki. Rycerz użył mocy by go przywrócić, ale hrabia go poraził, a razem z nim droid. Chciał uciec, wyrywał się z bolesnych objęć prądu. W tym momencie wstał, ustał krzywo i zachwiał się na nogach. Poczuł ból w kostce, ale mimo to odparł dwojga. Anakin chwycił za miecz i uderzył pierwszy, ofensywa należy do jego mocnych stron. Zignorował kostkę, a gdy Dooku chwycił go za szatę, szybko odskoczył upadając. Zaczepił płaszczem o coś twardego i ostrego, ale nawet nie zdążył przyjrzeć się co to było, bo od razu się oderwał, słysząc tylko rwanie materiału. Zdjął go, by nie przeszkadzał w walce. Nie planował się poddać, był żołnierzem, był Jedi. Lecz tym razem i pewność siebie nie pomogła w zwycięstwie. Skoczył, by zbalansować postawę kiedy poraził go hrabia i chwycił Mocą, zaczynając go dusić. Osłabiony Jedi upadł nieprzytomny na ziemię po długiej walce. Nie zdążył nawet zawiadomić Obi-Wana przez komunikator. A z resztą, nie był nawet przekonany czy on chce go widzieć..
~~~o*o~~~
Dotarł do jaskini, był zaniepokojony brakiem swojego byłego ucznia, ale zmartwił się jeszcze bardziej, gdy zniknął i Kimo.
- Hmm? - mruknął w zastanowieniu, po czym odpalił swój komunikator. - R2, jak sytuacja ze statkiem? - zapytał. Przez chwilę pomyślał, że Kimo go ukradł, ale to nie tworzyło dla niego żadnego sensu.
R2 odpowiedział mu spokojnie, a on sam szybko wybiegł, wcześniej gasząc ognisko. Już nie dbał o deszcz. W jego prawej ręce zaciskał płaszcz Anakina, a jego miecz przyczepił do paska.
Wskoczył na pokład statku, musiał połączyć się z Radą Jedi. Miał nadzieję, że zgodzą się poszukać Anakina.
W hologramie pojawił się mistrz Windu i Yoda. Ich twarze były spokojne jak zawsze. Doskonale panowali nad sobą i swoimi emocjami, czego nie mógł teraz powiedzieć o sobie.
- Obi-Wanie, masz dla nas jakieś nowe wieści? - zapytał Mace.
- Tak, mistrzu Windu. Lecz obawiam się, że nienajlepsze. Anakin chyba został porwany, a Kimo zniknął bez śladu. Do tego jest tu parę jednostek Separatystów.
- Czekaj, czekaj. Kimo? - zapytał Windu.
Obi-Wan otworzył usta by odpowiedzieć, kiedy coś go uderzyło, rozświetlając umysł. Zadrżał i potrząsnął głową, mając nadzieję, że Rada nie potwierdzi tych obaw.
- Kimo. Powiedział, że przydzieliliście go do tej misji w ostatniej chwili.
- Hmm, to co mówisz ciekawe jest. - odezwał się w końcu Yoda. - Kimo zdrajcą być może.
- Jego mistrz został zamordowany wczoraj w Świątyni. Podejrzewamy właśnie jego. - dokończył Windu.
Obi-Wan urósł w strach i zmartwienie. Zaklął w myślach. Sam wpuścił go na statek, przyjął jak przyjaciela. Jeśli Anakin trafił w jego ręce... wolał się nad tym nawet nie zastanawiać.
- Znaleźć Skywalkera musisz. - stwierdził Yoda.
Obi-Wan słysząc te słowa odetchnął z ulgą. Czuł, że Anakin potrzebował jego pomocy.
- Wyślemy do ciebie grupę klonów, zniknięcie Skywalkera jest ciosem dla całej Republiki. Musisz go odnaleźć, nie możemy go stracić.
I tak szybko jak się ucieszył, tak łatwo się zirytował. Dla nich Anakin był po prostu kolejnym Jedi, potężnym i silnym, lecz nadal tylko Jedi. A dla niego, to był jego padawan i przyjaciel, najlepszy jakiego miał, jeśli nie jedyny. Pamiętał pierwszą misję Anakina jako Rycerz, nie uczeń. Pierwszą misję samotnie, bez niego. Bał się tego dnia. Tytułem był już wyszkolonym Jedi, ale dla niego zawsze pozostanie uczniem, którego wychował, i wychowywać będzie. Zwłaszcza z wyjątkowym talentem Anakina do wpadania w kłopoty.
Uznał słowa za zbędne, więc tylko przytaknął i rozłączył się. Zaczął czekać na klony. Miał nadzieję, że szybko tu przybędą. Anakin mógł teraz umierać, nie miał wiele czasu.
~~~o*o~~~
Ocknął się z bólem rozprzestrzenionym po całym ciele. Otworzył powoli oczy, lecz i tak widział ciemność. Rozejrzał się, był uwięziony w wiązce, z której nie było możliwości się wydostać, chyba że zostałaby ona zniszczona, bądź wyłączona. A na to nie mógł liczyć.
Nie rozpoznawał miejsca w jakim się znalazł. W głowie miał tylko przebłyski świadomości. Pamiętał bójkę z Kimem. Wybiegł i walczył.
- Ehh... Dooku... - jęknął pod nosem cicho. Nie wiedział dlaczego, ale jego siła szybko go opuściła. Za szybko, według jego mniemania.
Zmrużył oczy starając się przezwyciężyć ból głowy, jednak bezskutecznie. Nie mógł sobie pozwolić na okazanie słabości ani tym bardziej strachu. Głowa zaczęła mu pulsować jeszcze mocniej kiedy nagle zapaliły się światła.
Na chwilę zamknął oczy, jednak otworzył je kilka sekund później. Ujrzał Dooku, a za nim stał jakiś młodzieniec. Jego obraz był częściowo rozmazany, ale nie miał zamiaru poddać się Ciemnej Stronie, którą wyraźnie czuł. Skupił w sobie Moc i zobaczył wszystko wyraźnie. Ale zaraz pożałował tej czynności, gdy Hrabia uśmiechnął się do niego niezbyt sympatycznie.
- Dooku... - szepnął, jego głos był pełen wrogości. Ukrywał słabość.
Sith ponownie uśmiechnął się mało przyjaźnie i wyszedł z cienia, odsłaniając postać za nim. Anakin zaklął, mógł to przewidzieć.
- Kimo... i dlaczego mnie to nie dziwi... - odparł odepchnięty postawą upadłego Jedi.
- Nie jesteś zaskoczony jak widzę. Szkoda, chciałem zrobić ci niespodziankę.
- Powiedz mi tylko... dlaczego? - zapytał, wydając z siebie zbolały jęk.
- To chyba proste, czyż nie? - prychnął. - Jedi są tacy żałośni. Te wasze głupie kodeksy, zasady... one doprowadzą tylko do klęski Republiki.
- Tu akurat się zgodzę... - mruknął by nikt nie usłyszał. Kodeks zawsze mu przeszkadzał. Zawsze uważał go za pozbawioną sensu formułę, która powstała tylko po to, by zniszczyć osobowość każdego Jedi.
- Lekceważyliście moją moc, nigdy nikt mnie nie wyznaczył do żadnej misji. Marnowałem się tylko w tej głupiej Świątyni. Hrabia Dooku zauważył we mnie potencjał. Przyjął mnie pod swoje skrzydła. Ciemna Strona Mocy mnie rozumie. I docenia... Dzięki niej jestem silniejszy.
- Uh-huh. A powiedzieć ci co się stało z jego poprzednim uczniem? - warknął. Całe swoje życie słyszał tylko, że Ciemna Strona Mocy jest zła, że zadaje ból. Jak można być dzięki niej potężniejszym?
Schwytany czy nie, nie miał zamiaru się tak łatwo dawać. Nikt nie oszuka jego rozumu.
Dooku zachrząkał zza pleców Kima i przeszył Anakina jadowitym spojrzeniem. Jego czerwone oczy nie spuszczały z niego wzroku.
- Mam dość tego gadania. - odparł w końcu i dał znak gestem ręki, by droidy poraziły swoją bronią Jedi.
Anakin zdążył tylko spojrzeć przed siebie gdy jego całe ciało napięło się od prądu. Krzyczał, nie mógł tego powstrzymać. Ból był zbyt silny. Słyszał radosne śmiechy i rozmowę Dooku i Kima, ale nie mógł się na niej skoncentrować.
Nagle dawka bólu jakby się zwiększyła. Prąd stał się mocniejszy, silniejszy, rozrywał go. Gdyby nie był unieruchomiony, dawno by się miotał na podłodze, błagając o litość. Tak, tak by było gdyby nie był sobą.
To jednak nie miało końca. A gdy w końcu poczuł swój oddech ponownie, wiedział że już po wszystkim. Już skończyli.
- Po co... po co mnie tu... trzymasz? - zapytał zaciskając zęby z bólu. Oddech miał niestabilny, ale wciąż obecny.
Kimo zachichotał i pokręcił głową.
- Ja Cię trzymam dla rozrywki, a mój mistrz ma swój własny plan. Mistrzu... - szepnął i ukłonił się przed Hrabią.
Gdyby Anakin miał siłę, prychnąłby w rozbawieniu. Jak można było tak się uniżyć, i to przed Dooku.
- Potrzebuję... Ciebie. Dołącz do nas, a nie pożałujesz... - zaczął Sith.
- O... A dlaczego... miałbym to zrobić? - zapytał słabo.
- Bo inaczej złamię Cię, Skywalker. - podszedł do niego i spojrzał prosto w oczy. Ich twarze były milimetry przed sobą. - Jeszcze będziesz błagał o litość...
- ... Wątpię, Dooku. Jedyne o co mogę Cię błagać to to, żebyś zniknął mi z oczu, bo sam twój widok mnie wystarczająco odpycha. - odparł gniewnie.
Dooku spoliczkował go, plask rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu. Zachrząkał i ponownie zagestykulował do droidów.
Znowu jego bolesny krzyk wypełnił ciemne pomieszczenie. Gdyby mógł, zwinąłby się teraz w kłębek.
"P-pomóż mi... m-mistrzu... pomocy..." pomyślał, jego wola i Moc była na tyle silna, że nawiązała połączenie z Obi-Wanem. Poczuł się okropnie, prosząc o pomoc, nigdy tego nie robił, ale wiedział, że nie ma innej możliwości.
Zamknął oczy, a zaraz potem zemdlał od kolejnej dawki prądu.
~~~o*o~~~
Klony przybyły godzinę później pod dowództwem Rex'a. Dwóch z nich musiało zostać, by pilnować statku wraz z R2, na wypadek gdyby Separatyści mieli tu więcej swoich kryjówek.
Obi-Wan zabrał ze sobą pozostałą 10 i ruszył przed siebie. Był zdesperowany by znaleźć Anakina. Zacisnął pięści w złości, której nie odczuwał zbyt często. Zebrał w sobie Moc, chcąc poczuć w niej obecność padawana. Nagle doszła do niego wiadomość.
"P-pomóż mi... m-mistrzu... pomocy..." usłyszał złamany głos Anakina. Był on nasycony bólem. Obi-Wan sam poczuł jego cierpienie. Przerażenie ścisnęło jego serce.
Zmarszczył brwi, wiedział, że to nie halucynacje. Anakin naprawdę się z nim skontaktował i poprosił o pomoc. To sprawiło, że zaczął się zastanawiać, czy młodszy Jedi na pewno nie umiera.
"Anakinie... Anakinie, gdzie jesteś? Gdzie mam szukać?" zapytał, lecz tylko głucha cisza była mu w stanie odpowiedzieć, co go zmartwiło jeszcze bardziej. Nadal go czuł gdzieś niedaleko.
- Generale, wszystko w porządku? - zapytał Rex, tym samym sprowadzając go do rzeczywistości.
- Hmm? Tak, tak Rex. Ruszajmy, nie ma czasu do stracenia.
Rex przytaknął i podążył za Jedi. Obi-Wan nie wiedział gdzie ma szukać. Czuł, że Anakin jest gdzieś na planecie, lecz nie znał konkretnego położenia. Musiał skupić w sobie całą Moc by odszukać jakieś ślady.
Tak też zrobił. Jego padawan był słaby, czuł to. Nie mógł oprzeć się myśli, że to jego wina. Gdyby Anakin nie wybiegł, byłby tu teraz z nim. A skoro wybiegł, znaczyło to tylko, że bał się jego reakcji, a więc i jego tym samym.
~~~o*o~~~
Ocknął się ponownie, mimo że wcale tego nie chciał. Na myśl o widoku twarzy Dooku i Kima robiło mu się niedobrze. Odbierał sygnały z Mocy. Nie były zbyt wyraźne, ale on był zbyt potężny, a jego więź z Obi-Wanem zbyt silna.
Czuł jak cały w środku drżał. Korzystając z chwili spokoju od tortur, robił wszystko co mógł by skontaktować się ze swoim mistrzem, który na pewno go szukał.
"M-mistrzu..."
Na odpowiedź nie czekał długo. Obi-Wan odpowiedział niemalże błyskawicznie.
"Anakinie... gdzie jesteś? Gdzie mam Cię szukać? Wszystko w porządku?" zasypał go pytaniami. Był nerwowy, wypełniony stresem oraz strachem.
Każda wypowiedź kosztowała Anakina dużo energii, dlatego musiał ostrożnie dobierać słowa.
"K-Kimo... Dooku... ja... j... przepraszam... nie dam r-rady..." zdołał powiedzieć gdy ponownie jego przytomność zaczęła go opuszczać. Wszyscy wokół niego zmieniało się w czarną plamę. Miał wrażenie że wiruje.
"Anakinie!" słyszał, głos jego mistrza, ale był przytłumiony, jakby pod jakąś powłoką.
Zamknął oczy i już ich nie otworzył...
C.D.N