Oto znowu ja, a to kolejny, (już 5!) rozdział! W międzyczasie zaczęłam tworzyć również wersję angielską (ale różni się tylko niektórymi szczegółami i dialogami), ale bez obaw dbam o wersję polską jak potrafię ;)
Myślę, że już nie potrzebuję pisać, że nic nie należy do mnie (gdyby tak było nie siedziałabym na kanapie i pisała fanfiction, tylko leżałabym na jakiejś hiszpańskiej plaży) :)
~~~Rozdział 5~~~
"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."
~ Antoine de Saint-Exupéry
~~~~~~~~~~~~~
Westchnął starając się przezwyciężyć ból w klatce piersiowej. Czuł dotyk dłoni Obi-Wana, który był niezwykle delikatny i kojący.
- M-mistrzu... - szepnął wciąż ciszej niż by chciał i niż się spodziewał. Za wszelką cenę musiał odzyskać siły. Nie mógł za długo leżeć i martwić Obi-Wana.
Kaszlnął i zacisnął pięści. Sam nie wiedział co bolało go bardziej, miał wrażenie, że ta agonia rozrywa całe jego ciało równomiernie.
- Anakin. - zaczął głosem opanowanym, jednak jego twarz zdradzała wszystkie towarzyszące mu emocje.
Tak, obwiniał się. Tak, był ślepy. Ale chciał to teraz wszystko naprawić. Już zrozumiał swoje błędy i zaakceptował fakt, że Kodeks nie zawsze jest najważniejszy, i nie zawsze rozwiązuje każdą sprawę.
- Mistrzu... - otworzył usta, ale dalsze słowa utknęły mu w gardle, jakby coś chwyciło go za struny głosowe, ciągnąc powietrze z powrotem do płuc.
Odkaszlał nie poddając się. Obi-Wan właśnie takiego go znał. Zawziętego, niezależnego, trochę buntowniczego. Nie dającego za wygraną nawet z ogromnym bólem.
- W-wody... - wyszeptał zachryple. Jego przymrużone oczy zetknęły się ze spojrzeniem Obi-Wana.
- Już. - odparł starszy Jedi, sięgając po butelkę wody, którą trzymał Rex. Obydwoje nawet nie zauważyli kiedy klon do nich dołączył. Czuli się tak, jakby czas się zatrzymał, a wszystko wokół nich zamarło.
Uniósł delikatnie głowę padawana i napoił go powoli. Jego serce ściskał ból gdy widział jak młodszy Jedi łapczywie łyka zimny dla jego gardła płyn, usiłując powstrzymać kaszel. Usta Anakina były całe popękane, a z górnej wargi sączyła się wpół zaschnięta krew. Nie wyglądał jak Rycerz Jedi, który towarzyszył mu od bardzo dawna. Przypominał teraz zbitego chłopca, porzuconego przez los, znalezionego przez ból.
Anakin westchnął ciężko, a następnie bez słowa zamknął oczy. Zdawało się, że zasnął. Obi-Wan przytaknął do Rex'a, który czekał na rozkazy cierpliwie.
- W porządku kapitanie, weź trzech ludzi i pójdźcie po statek. Tylko ostrożnie. Na planecie wciąż może być Dooku. - szepnął nie chcąc zbudzić Anakina.
Rex przytaknął i wykonał polecenie. Razem z nim zabrano także Kima, który teraz odpowie za zabójstwo swojego mistrza i pozostałe zbrodnie przeciw Republice, przeciw Anakinowi. Obi-Wan nie czuł nienawiści tak bardzo jak jego dawny padawan, ale złość zaległa gdzieś głęboko w jego sercu. Nie wiedział tylko, czy ta złość była na niego samego, czy na Kima, za to co zrobił. Wiedział, że nie zazna spokoju póki szczerze nie porozmawia z Anakinem.
Westchnął cicho i odgarnął kosmyki włosów z trochę posiniaczonej twarzy ucznia. W jego oczach zebrały się łzy, lecz szybko je otarł. Mimo wszystko wciąż był Jedi. Wciąż chciał podążać za Kodeksem. Ta sytuacja była wyjątkowa. Stawiał teraz Anakina ponad wszystko co dla niego ważne.
Chcąc sprawdzić temperaturę ciała Jedi, którego twarz była nienaturalnie rozpalona, dotknął jego czoła ponownie. Jednak tym razem doznał czegoś na wzór wizji. Z tymże wizja ta miała miejsce w przeszłości. Przeszłości Anakina. Jego świat zawirował, a dookoła otoczyło go białe, ostre, niemalże oślepiające światło. Zmrużył oczy, a gdy je otworzył, był już gdzie indziej - na Coruscant.
~~~o*o~~~
Wychodził właśnie z zajęć zamyślony jak to on. Jego twarz była pozbawiona wszelkich emocji, kamienna i chłodna. Stanął pod ścianą, z dala od pozostałych padawanów, gdzie mógł odnaleźć spokój i otworzył książkę, kiedy wbiegł w niego Aronn, uczeń z jego klasy. Wytrącił mu książkę z ręki.
- Woah, uważaj trochę, co?! Mogłem sobie coś zrobić! - warknął wściekły.
Anakin popatrzył w dół na leżącą na ziemi książkę i schylił się po nią, kiedy Aronn pchnął go na ścianę. Nie wiedział co on do niego ma, z resztą jak większość.
Spojrzał się na niego wilczym wzrokiem, bez żadnego słowa. Mowa była zbędna, uczucia wisiały nad nimi jak deszczowe chmury.
- O co ci chodzi? - zapytał ciemno ubrany padawan. Jego ton był spokojny, opanowany, co nie było do niego podobne.
- O co? Przeproś mnie. - szturchnął go.
- Za co? To ty na mnie wpadłeś.
Aronn kopnął jego książkę dalej, po kamieniach i betonie, rwąc jej okładkę. Obi-Wan pamiętał ten podręcznik. Była to jego własność, za którą potem zganił Anakina.
- Nie interesuję mnie to. Powinieneś już znać swoje miejsce. Przeproś natychmiast! - rozkazał chwytając go za kark. Aronn zawsze był problematyczny, a przynajmniej dla niego.
- Nie mam zamiaru Cię przepraszać kołku! - warknął Anakin, odpychając jego silną rękę. Mimo tego, że Aronn przerastał Anakina o głowę, jeśli nie o dwie, nie miał zamiaru się tak łatwo zdominować, nigdy.
- Że jak mnie nazwałeś? - zapytał i zacisnął pięść, wymachując nią przed jego twarzą.
- Wiesz, na takich jak ty mam wiele określeń, jednakże jestem prawie pewien, że chodziło ci o "kołka"? - odgryzł się w swoim stylu, jak to on.
Aronn ryknął w furii i wziął zamach, jednak Anakin wykazał się sprytem i szybkością. Natychmiast wykonał unik, a pięść jego przeciwnika uderzyła o twardy mur. Kolejny ryk, tym razem pełen bólu, rozniósł się echem, koncentrując na nich uwagę reszty.
- Pożałujesz tego. Pożałujesz, że kiedykolwiek odważyłeś się mi przeciwstawić, zobaczysz! - zagroził mu przez zęby.
Anakin tylko uśmiechnął się ze zlekceważeniem i pokręcił głową.
- Już widzę. - prychnął. - I dam ci małą radę. Następnym razem jak będziesz chciał przyłożyć komuś w twarz, celuj w twarz, nie to co za nią. - stwierdził wyśmiewawczo, obserwując jak Aronn odbiega, czerwony na twarzy od gniewu. To usatysfakcjonowało Anakina. Nawet jeśli będzie miał przez to kłopoty, było warto.
~~~o*o~~~
Obi-Wan oderwał ręce od czoła przyjaciela. Oddychał szybko, walcząc z własnym szokiem i niedowierzaniem. Anakin wymamrotał coś pod nosem, lecz nie zbudził się, ku uldze Obi-Wana. Jedi obejrzał swoje drżące ręce jak najdokładniej mógł, a następnie wrócił spojrzeniem do byłego padawana.
- Och Anakinie... tak strasznie Cię przepraszam... - szepnął zamykając oczy.
Nigdy sobie nie wybaczy tego, jak bardzo nie widział co się działo. Tracił go na własne życzenie. Teraz był już pewny, czekała go poważna rozmowa ze swoim pierwszym i jedynym padawanem. Ale nie był to czas na smutki. Teraz liczył się tylko jego powrót do zdrowia.
~~~o*o~~~
Usłyszał statek, poruszył powiekami, powoli je otwierając. Ból w jego ciele był już nieco mniejszy, ale wciąż obecny nie dawał mu spokoju. Gdy odzyskał ostrość obrazu, od razu zauważył Obi-Wana, stojącego zaraz obok.
- Mistrzu? - zaczął niepewnie, jego głos był już odrobinę silniejszy, lecz nadal zachrypły i cichy.
- Anakinie, jak się czujesz? - zapytał natychmiastowo, nie spuszczając wzroku z jego twarzy.
- Eh... jakby... jakby przejechał po mnie... speeder... jakieś pięć tysięcy razy. - odpowiedział, ale zdołał się uśmiechnąć.
Humor mu powrócił, co uradowało Obi-Wana, i to bardzo. Podarował mu mały uśmiech w odpowiedzi. Atmosfera między nimi z lekka się rozluźniła, co było dobrze odczuwalne w Mocy.
- Generale, statek gotowy do odlotu. - zameldował Rex zza jego pleców.
Obi-Wan przytaknął i nawiązał kontakt wzrokowy z kapitanem. Był mu wdzięczny za tak sprawne wykonywanie poleceń, jednak nie było w tym nic dziwnego odkąd jest on w armii Generała Skywalkera.
- Wspaniale. Teraz pomóż mi z Anakinem. - powiedział, znów przewijając go przez ramię. Nie chciał słyszeć tego jęku gdy Rycerz próbował podnieść się z ziemi, ale niestety usłyszał.
Rex podszedł, był niemniej szczęśliwy, że jego generał jest cały. Chwycił drugie ramię młodszego Jedi i wprowadzili go powoli na pokład. Tam Obi-Wan zaprowadził go do małego pokoiku. Była to salka medyczna, jednak bez droida-medyka.
Anakin kuśtykał, jego nogi wciąż były jak z waty. Gdy tylko poczuł pod sobą miękki materac łóżka, westchnął tłamsząc w sobie ból. Od jakiegoś czasu nie czuł pod sobą niczego tak wygodnego, a mimo to wciąż tak banalnego.
- Gdzie Cię najbardziej boli? - zapytał jego kochany mistrz, którego szanował ponad wszystko i wszystkich.
- Poza tym, że wszędzie..? Chyba... kostka. - wskazał na swoją nogę. Tak, była spuchnięta nawet przez but.
- Połóż się. - zażądał mistrz Jedi łagodnie. - Czuj się wolny by spać. Powinieneś teraz odpoczywać. - stwierdził i delikatnie zdjął jego buta. Robił to jak najdelikatniej mógł, by nie krzywdzić dodatkowo przyjaciela.
Jego kostka była zaczerwieniona i spuchnięta. Nigdy wcześniej nie widział takiego poważnego uszkodzenia. Nie chciał jej dotykać, by zaoszczędzić przyjacielowi niepotrzebnego bólu. Myśl, że musi ją opatrzeć trochę go zaniepokoiła, ponieważ wiedział, że Anakin będzie cierpiał nawet przy najmniejszym dotyku.
- Przepraszam. - wyszeptał do ledwo przytomnego padawana, ale on zdawał się nie słyszeć.
Następnie wziął kilka bandaży i lód. Najdelikatniej jak umiał obłożył obolałą część ciała, słysząc syk Anakina. Nie potrafił go zignorować, zamknął oczy i przełknął ślinę.
Zaczął ostrożnie owijać kostkę, skupiony na tym co robi jak nigdy dotąd. Gdy skończył, zauważył że Anakin zdawał się spać. Obi-Wan uśmiechnął się sam do siebie łagodnie i swoją mocą okrył młodszego Jedi ciemną kołdrą, która trochę zlała się z kolorem ubrań Anakina. Lecz zmartwiła go rozpalona twarz ucznia, a on sam trochę drżał. Chwycił go za dłoń, ale ponownie, wbrew jego woli, przeniósł się w przeszłość.
~~~o*o~~~
- Co do..? - zapytał, ale gdy otoczenie wokół niego się zmieniło, zauważył że był w pokoju Anakina. Nie chciał tu być. Wiedział, że nie trafił tu przypadkowo.
Przez drzwi wbiegł jego padawan, a za nim on sam. Szybko domyślił się, że jest niewidzialny, jak duch. Był w trakcie ich kolejnej kłótni.
- Ale mistrzu, to nie moja wina, dlaczego nie chcesz mnie wysłuchać?! - zaczął krzykiem Anakin.
Już wiedział gdzie jest, a raczej kiedy jest. W ręku trzymał swój podarty i brudny podręcznik. Ten sam, który w poprzedniej wizji potoczył się przez pół ziemi.
- Dlatego, że zniszczyłeś moją własność! Dałem ci to do nauki, nie do zabawy w droida niszczyciela.
- Ale to nie moja wina, naprawdę!
- A więc czyja? - westchnął. Uspokoił swój głos. - Anakinie. Jedi powinien być rozważny i uważać na rzeczy innych. Musisz się trochę ogarnąć.
- Ale mistrzu, powtarzam ci że to nie ja, gdybyś tylko zechciał mnie wysłuchać nie byłoby w ogóle tej rozmowy! - ton padawana nadal był gniewny. Cały Anakin.
Gdyby tylko mógł teraz wpłynąć na tą rozmowę, zrobiłby to. Widział swoje błędy. Tym razem wyraźnie. Czy właśnie to Moc, lub cokolwiek innego powodującego te wizje, chce mu uświadomić?
- Uważasz, że to wszystko załatwi? Zwalenie winy na kogoś innego nie jest ścieżką Jedi.
- Brak wysłuchania też nią nie jest. To ty mi zawsze powtarzasz, że rozmową można wszystko załatwić! Ale gdy chodzi o mnie, nigdy ze mną nie rozmawiasz, tylko wysuwasz bezpodstawne oskarżenia! - krzyknął.
Miał rację. Ale Obi-Wan zawsze chciał go wytrenować na idealnego Jedi, chciał spełnić obietnicę daną Qui-Gonowi jak najlepiej mógł. Nie, nie żałował podjęcia się jego treningu. On odnalazł w Anakinie przyjaciela i brata. Szkoda, że zadziałało to w tylko jedną stronę...
~~~o*o~~~
Ocknął się z wizji gdy poczuł słaby uścisk drżącej dłoni Anakina. Brunet patrzył się na niego, jego niebieskie oczy skrywały w sobie smutek i cierpienie. Zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Ale z rozmową wolał poczekać aż Anakin odzyska siły.
- Mistrzu... - szepnął cicho. - Co się stało?
Obi-Wan mrugnął i zaklął w myślach. Zapomniał, że Anakin może wyczuć jego stan, a to mogłoby pogorszyć jego samopoczucie, które jest równie ważne przy regeneracji, jak sam sen.
- Anakinie... śpij. Odpoczywaj... - odparł łagodnie, ignorując pytanie w nadziei, że Anakin póki co go nie zada.
- N-nie... nie mogę.
Chciał się podciągnąć, ale agonia była zbyt wielka. Zaraz jak podniósł swoje ciało, chwycił się za brzuch, sycząc z bólu. Obi-Wan natychmiast do niego podszedł i położył dłoń na jego ramieniu, chcąc umiejscowić go w wygodnej pozycji leżącej.
- Nie wstawaj, musisz leżeć. - rozkazał cicho, chciał się uśmiechnąć, ale widząc jego łzy w oczach, powstrzymał się.
"Nigdy ze mną nie rozmawiasz tylko wysuwasz bezpodstawne oskarżenia" słyszał echo w swojej głowie.
Delikatnie położył go na łóżku. Chciał się nim opiekować. Musiał to robić. Inaczej jego sumienie nie da mu spokoju do końca życia.
- Zi... zimno mi. - wyszeptał głosem spokojnym, lecz drżącym.
Obi-Wan, zaniepokojony słowami młodszego Jedi, położył dłoń na jego czole. Było gorące jak nigdy wcześniej.
- Masz gorączkę. - odparł szeptem, hamując łzy. To nie mogło wróżyć niczego dobrego.
Anakin odkaszlał w odpowiedzi.
- Wygląda na to, że twój organizm doznał szoku. - wyjaśnił spokojnie, jednak mimo zdystyngowanego tonu, w środku czuł ogromny niepokój.
Jedi spojrzał się na niego, ale tylko pokręcił głową.
- Bardzo... pocieszające... - wyjęczał.
Obi-Wan westchnął bez słowa. Widząc upartość Anakina, która zawsze utrzymywała się na wysokim poziomie, pokręcił głową wiedząc, że nie namówi go na odpoczynek. Choć raz mógłby go posłuchać. Powinien teraz kazać mu spać.
Ale zamiast tego wziął wodę z pobliskiej szafki i usiadł na łóżku obok swojego padawana.
- Masz, napij się. - szepnął i podał płyn do rąk osłabionego Jedi.
Anakin, ku jego zaskoczeniu, przyjął wodę bez żadnego słowa sprzeciwu. Był już trochę silniejszy, jednak na dłuższą konwersacje się jeszcze nie nadawał. Lecz jego smutek był ogromny. A jego nadzwyczajna więź z Anakinem pozwalała im zrozumieć wzajemnie swoje emocje i uczucia. Tak jak Obi-Wan wiedział kiedy Anakin cierpi, tak Anakin wyczuwał smutek Obi-Wana.
- C-co się stało... mistrzu? - zapytał drżącym głosem. Gorączka wprawiała jego całe ciało w drgania. Czekała go długa, ciężka podróż powrotna. Czuł się coraz gorzej.
Starszy Jedi spojrzał na niego, w jego oczach tliło się zamartwienie. Zacisnął dłoń padawana jeszcze mocniej, czując zobowiązanie do pomocy mu.
- Przepraszam, Anakinie. - zdołał wyszeptać, jednak nie potrafił się uśmiechnąć.
- Za... za co?
- Za wszystko. - powiedział i okrył jego ciało grubszym kocem. Musiał zbić gorączkę, najlepiej jak najszybciej się da.
- N-nie rozu-
- Pogadamy o tym później, Anakinie. Narazie, czy tego chcesz czy nie, musisz odpoczywać. A ja muszę zwalczyć tą gorączkę. - stwierdził i zmoczył w zimnej wodzie szmatkę, którą obłożył czoło młodszego Rycerza.
Znał jeden przepis, recepturę na lekarstwo. Jednakże statek był ubogi w składniki. A jeśli pominąłby niektóre z nich, gramatura musiałaby się zmienić. A on nigdy nie był wzorowym medykiem.
Anakin przymknął oczy. Oboje wiedzieli, że z tak wysoką temperaturą nie zaśnie. Obi-Wan nawet dziwił się, że do tej pory jego padawan wciąż trzyma się ku przytomności i nie majaczy. Wiedział, że powinien powiadomić Radę o pojmaniu Kima, ale nie był w stanie zostawić tu swojego najlepszego przyjaciela, nie z gorączką i nie rannego.
A droga na Coruscant jest długa. Za nimi leciał drugi statek, którym przybyli żołnierze by pomóc mu schwytać Kima i uwolnić Anakina.
- Mistrzu, proszę, zostaw mnie tu i wypełnij swoje obowiązki wobec Rady. - wyrwał go z rozważań Anakin, zdając się czuć rozterkę Jedi.
Mistrz pokręcił tylko głową, lekko uśmiechnięty. Zaskoczony następnymi słowami odpowiedział krótko.
- Nie, nie zostawię cię. Już tego nie zrobię. A Rada zawsze może poczekać.
- Nie wierzę że... mówi to Obi-Wan... Kenobi. - wysyczał w przypływie agonii. Chwilę potem jęknął głośno, zaciskając oczy i pięści.
- Anakinie, co się dzieję?! Anakinie! - natychmiast się zerwał na równe nogi.
- B-b-boli... m-mistrzu... boli... - syknął i ścisnął jego dłoń tak mocno, że Obi-Wan musiał powstrzymać się od jęku. Jakby nie patrzeć, to mechaniczna dłoń, musi boleć.
- Gdzie Cię boli? - zapytał. Jego głos brzmiał jak struna gotowa pęknąć przy drobnej usterce. On sam czuł się jak taka struna, widząc stan przyjaciela.
- W-wszędzie... Ahh! - zaczął się okropnie wiercić. Gorączka zaczęła przejmować nad nim kontrolę. Obi-Wan nie był nawet pewien, czy jeszcze jest tu z nim.
- Anakinie, musisz zachować spokój! Leż spokojnie, to zmniejszy ból! - rozkazał, ale on go nie słyszał.
Łzy w oczach padawana łamały mu serce. Gdyby tylko mógł zrobić coś więcej. Może dałby radę uzdrowić go choć trochę Mocą? Ale Anakin jest silnym organizmem, takie działanie jest ryzykowne. Ale czy miał inne wyjście? Albo to, albo śmierć jego przyjaciela w ogromnej męce. Westchnął kręcąc głową. Odpowiedź była bardziej niż oczywista. Musiał zrobić wszystko co w jego mocy by ratować młodszego Jedi.
- Przepraszam Anakinie. - szepnął i zamknął oczy, bał się ewentualnych skutków, ale gotów podjąć każde ryzyko, przystąpił do pracy.
Jęki padawana nie pomagały mu się skupić. Po kilku chwilach poczuł w sobie przypływ Mocy. Podszedł do Anakina i zaczął machać powoli rękoma nad zagonizowanym ciałem Jedi. Dotknął jego czoła i klatki piersiowej, pragnąc przekazać cały spokój i harmonię torturowanemu ciału.
Wraz z czasem, chłopak zaczął się uspokajać. Rozluźnił pięści i zdawało się, że zasnął, ku wielkiej radości Obi-Wana.
Mistrz Jedi otworzył oczy i zmierzył nimi padawana. Rzeczywiście, spał. To go uspokoiło. Dotknął jego czoła. Nadal było ciepłe, ale już chłodniejsze niż sekundy temu. Westchnął, przytaknął i szybko skierował sie do centrum kierownictwa. Musiał powiadomić Radę o postępach w misji...
C.D.N