Witam szanownych czytelników w ostatnim rozdziale tejże historii. ;)

Jestem bardzo podekscytowana myślą, że mogłam się nią z Wami podzielić. Pisanie jej sprawiło mi mnóstwo przyjemności.

Poza tym, na samym początku zapomniałam powiedzieć że Anakin i Padmè nie są tutaj razem (chociaż można się tego domyślić z poprzedniego rozdziału).

Tak czy siak, dziękuję Wam za czytanie tej historii, w planach mam jeszcze kilka innych, aczkolwiek prawdopodobnie będą one w wersji angielskiej (chociaż niewykluczone że pojawi się również wersja polska). ;)

Nie posiadam niczego.

~~~Rozdział 8~~~

"Przyjaciel staje się fragmentem naszej biografii, jak data urodzenia, pierwsza szkoła czy imiona rodziców."

~ Janusz Leon Wiśniewski

~~~~~~~~~~~~

Obi-Wan Kenobi, Mistrz Jedi, wzorowy Rycerz, Negocjator, idealny przykład stoicyzmu mógłby przysiąc, że nigdy wcześniej nie czuł takiego lęku i niepokoju jak w tym momencie. Myślami był ciągle z Anakinem, wciąż miał w głowie tą wizję, swoją własną śmierć. I to z rąk kogoś kogo uważał za rodzinę.

Moc wciąż była niestabilna, chwiała się w stronę ciemności żeby zaraz potem powrócić do światła. I mimo że wiedział, że inni tu zgromadzeni też to odczuwają nic nie mówiąc, on nie mógł siedzieć tak spokojnie. Anakin... co się z nim działo, czy go stracił? Co się stanie jeśli Wybraniec zginie bądź przejdzie na drugą stronę? Czy sam Obi-Wan to przeżyje?

- Obi-Wanie... - usłyszał głos mistrza Windu, który przywołał go do rzeczywistości.

Ocknął się i szukał wzrokiem pozostałych.

- Tak? Przepraszam... musiałem się zamyślić... - odparł spokojnie, ukrywając to co czuje.

- Tak, z pewnością.

- Zaburzenia w Mocy, też je czuję. - odparła Shaak Ti. - Jakby coś ją ciągnęło ku złu.

- Tak. - wtrącił mistrz Yoda. - Powodów tego, nie znamy.

Obi-Wan westchnął i pogłaskał brodę, patrząc na podłogę. Czuł coraz większy niepokój. To, co mówiła Rada było dla niego niczym w porównaniu ze strachem o Anakina.

- Separatyści w siłę rosną. Powstrzymać ich, musimy. - odparł Yoda ponownie, zmieniając temat. Doświadczenie podpowiadało mu, że ta sprawa rozwikła się sama.

Pozostali przytaknęli. Teraz Obi-Wan, pokonując nerwy, zabrał głos. Jednak wciąż czuł Anakina gdzieś w Mocy, czuł jego brak zbalansowania.

- Bez wątpienia powinniśmy. - odparł cicho. - Na planecie na której byłem z Anakinem odkryliśmy jedną z, podejrzewam, wielu innych kryjówek Dooku i jego oddziałów.

Kiedy tylko wypowiedział imię swojego dawnego padawana wszystkie jego niezbyt pozytywne emocje powracały. Nie miał wątpliwości, że pozostali Mistrzowie również wyczuwają jego spięcie. Mógł tylko mieć nadzieję, że nie odkryją powodu przez którego był taki a nie inny.

- Myślisz że Separatyści wiedzieli o tej planecie dużo wcześniej? - zapytał Plo Koon.

- Nie wiem, czy dużo wcześniej, mistrzu Plo. Ale na pe-

W tym momencie jego wypowiedź przerwało nagłe wtargnięcie Anakina do sali.

Dyszał, kulał i był słaby. Ledwo się trzymał na drżących nogach. Lecz mimo jego nienajlepszego stanu, Obi-Wan odczuł ogromną, olbrzymią ulgę widząc go wciąż na stronie światła, wciąż był z nim, wciąż był jego bratem.

- Anakinie! - krzyknął i bez zastanowienia podbiegł do padawana, chwytając go za ramię. Na jego twarzy widniała wielka agonia, wyglądał jakby uciekł z pola bitwy.

Anakin spojrzał się na niego, łzy wezbrały w jego oczach i z pewnością upadłby gdyby nie natychmiastowa reakcja jego mistrza, który podtrzymał go delikatnie. Anakin chwycił jego ramiona i spojrzał mu prosto w oczy, wciąż łapiąc oddech.

- Anakinie, co się stało? - zapytał Obi-Wan łagodnie, lecz jego głos zdradzał zmartwienie, a nawet przerażenie.

- Ka-kanclerz. On... - wydyszał, ale ciężko było mu nabrać powietrza.

- Wody, dajcie wody! - wykrzyczał zdenerwowany stanem przyjaciela. Widział że to, co chce mu powiedzieć jest ważne. Myślał jednak, że chodziło o porwanie Kanclerza, w najlepszym wypadku.

Jego ciało drżało, nie był w stanie ustać na złamaną kostkę, w czym nie było nic dziwnego. Ale Anakin nigdy nie wyszedłby nigdzie w takim stanie. Nie był zdziwiony tym, że nie posłuchał jego zaleceń by został w pokoju, lecz strach w oczach Rycerza dał mu do myślenia.

Mistrz Fisto podał Obi-Wanowi szklankę wody, a ten szybko napoił Anakina, który walczył by zostać przytomnym. Drżał, zupełnie jakby dostał piorunem.

- Usiądź. - szepnął i zaprowadził go do pierwszego lepszego fotela, ten akurat należał do mistrza Plo.

- Skywalker, co się stało? - zapytał Windu spokojnie, jednak w jego głosie również rósł niepokój.

- Kanclerz... On... on jest Sithem... on jest... Lordem... Si-Sidiousem... - wyjąkał słabo. Tak bardzo obawiał się, że go wyśmieją.

Przepełnione niedowierzaniem, spodziewane przez niego westchnienie rozniosło się po pomieszczeniu między wszystkimi mistrzami. Anakin spotkał się ze wzrokiem swojego. Bał się że nikt mu nie uwierzył, bo jakie ma dowody? Rada mu nie ufa, w tym akurat Palpatine miał rację.

- Skąd takie przypuszczenie? - zapytał Plo Koon. Anakin nie był przekonany, czy jego spojrzenie było bardziej wyśmiewawcze, lekceważące, czy po prostu zmartwione.

- Ch-chciał żebym... żebym do niego dołączył. Chciał mnie... zabić, kiedy odmówiłem. - powiedział ze łzą w oku.

Uważał go za przyjaciela, a on co? Tylko go wykorzystał. Bawił się jego uczuciami po to, by namówić go na ciemną stronę, by zrobić z niego sługę Sithów.

- Walczyliśmy ale... on był silniejszy. - szepnął, tłumiąc w sobie ból.

- Nie miałeś szans w twoim obecnym stanie. - stwierdził Obi-Wan, czując że brunet obwinia się o to co się stało. Wierzył mu i nie zamierzał zostawiać.

Anakin przytaknął, był zszokowany zdradą najwyższego polityka Republiki, jego przyjaciela. Dlaczego to zawsze on ma takiego pecha?

Członkowie Rady wymienili się milczącymi spojrzeniami, aż w końcu pierwszy przemówił Mace Windu. Anakin spodziewał się jakiejś nagany, krytyki, na pewno nie tego, co w rzeczywistości usłyszał.

- Jeśli to, co mówisz jest prawdą, zyskujesz moje zaufanie, Skywalker. - odparł, brzmiał tak dumnie i zdecydowanie. Przez chwilę miał nawet wrażenie, że się uśmiechnął.

- I nasze również. - odparli pozostali równocześnie. To było aż przerażające, jak ich głosy zlały się ze sobą jakby w chórze.

Anakin wbił wzrok w swojego mistrza nie wiedząc co powiedzieć. Nie ukrywał zaskoczenia, spodziewałby się wszystkiego, że mu nie uwierzą, że go wyśmieją, a nawet wyrzucą z Zakonu, ale na pewno nie tego.

- Co? Nie patrz się tak, moje już miałeś od dawna, wiesz o tym. - uśmiechnął się, a jego dawny padawan odwzajemnił ciepły gest.

Obi-Wan nie znał słów by wyrazić swoją dumę.

Anakin otworzył usta, ale nie odpowiedział już nic. Czy to jest moment w którym Rada będzie się z nim liczyć?

- Trzeba znaleźć Palpatine'a i go aresztować. - oznajmił Fisto, przerywając tę jakże niezręczną ciszę.

Pozostali przytaknęli w zgodzie. Anakin zapomniał o bólu. W tym momencie czuł tylko ulgę odciążającą jego serce. I już wiedział, że podjął dobrą decyzję...

Spokój jaki im towarzyszył został gwałtownie zakłócony przez Kanclerza, który wpadł do pomieszczenia, czerwony ze wściekłości. W ręku zaciskał swoje dwa miecze świetlne.

- To twój koniec, Skywalker. To koniec was wszystkich. - syknął z wściekłości, jakby zupełnie zapomniał gdzie jest.

Jedi natychmiast zareagowali, aktywując własne bronie, a Obi-Wan stanął w pozycji obronnej przed Anakinem, musiał go chronić, gdyż to właśnie on, Wybraniec, będzie głównym celem Sitha stojącego przed nim.

- Kanclerzu, jesteś aresztowany. - odezwał się mistrz Windu, który jako pierwszy zrobił krok w jego stronę.

Ich miecze zderzyły się ze sobą, tworząc głośne echo. Pozostali natychmiast dołączyli. W sumie była ich 5: Shaak Ti, Fisto, Plo, Windu, Yoda, no i Obi-Wan, lecz on nie zamierzał walczyć. Wolał pilnować Anakina.

Ataki Palpatine'a były bardzo eleganckie, dokładne oraz silne. Stanowił on prawdziwe wyzwanie, nawet dla mistrza Yody, który przecież w swojej świetności był niepokonany przez żadnego innego Jedi.

- Jesteście za słabi by mnie powstrzymać, Jedi. - syknął i wyskakując w górę wykonał piruet, atakując Shaak Ti.

Togruta zablokowała jego bardzo ofensywne uderzenie, jednak potknęła się i przewróciła. Zanim zdążyła spojrzeć w górę, czerwone ostrze przebiło jej klatkę piersiową, a ona padła martwa.

- Nie! - krzyknął tym razem dotychczas milczący Yoda. Jednym susem wytrącił z ręki Sidiousa miecz.

Palpatine wysłał na niego błyskawicę. Wszyscy patrzyli w niedowierzaniu jak mistrz Jedi odparł ją własnymi rękoma. Windu i Obi-Wan wymienili się spojrzeniami.

- Mistrzu... - usłyszeli cichy głos Anakina, który ze łzami w oczach wpatrywał się w swojego dawnego nauczyciela. - On jest za silny... musimy uciekać. - szepnął.

Musiał być przerażony. Ostatnią rzeczą jaką mógłby zrobić Anakin Skywalker, była ucieczka.

Obi-Wan dostrzegał prawdę w jego słowach, ale to wszystko zaszło za daleko. Sidious był niemalże w ich rękach, jednakże był potężny, naprawdę potężny. Każdy jego ruch wyglądał jak dostojny taniec, dopracowany nawet w najdrobniejszym szczególe.

A kiedy użył swej Mocy, posyłając wszystkich, nawet samego mistrza Yodę, na ścianę, spojrzał na Anakina i uśmiechając się złowieszczo przyciągnął swój drugi miecz.

- To koniec, przyjacielu. - wycedził przez zęby. Anakin mógłby chwycić miecz, mógłby. Ale był za daleko, nie zdążyłby. Już czuł ciepło bijące od czerwonego ostrza, odpowiedzialnego za śmierć mistrzyni Ti oraz wielu innych, poległych na polu bitwy.

Gdy już zamknął oczy, czując tylko upokorzenie, usłyszał krzyk zza swoich pleców. Znał ten głos i doskonale wiedział do kogo należy.

Kiedy dwa miecze zderzyły się ze sobą, młody Jedi ujrzał wchodzący w błękit miecz świetlny oraz biały strój.

- Odważnie, mistrzu Kenobi. - syknął Sith. - Obawiam się jednak, że walka ze mną znacznie przewyższa twoje zdolności. - uśmiechnął się.

Obi-Wan nie odpowiedział. Zmarszczył brwi, ścisnął swój miecz mocniej, i odepchnął przeciwnika od swojego ucznia. Zaatakował. Palpatine odpowiedział tym samym. Obi-Wan, stawiający na defensywę i opanowanie, nie był gotów na walkę z nim, wiedział to doskonale. Ale lepiej jego życie, niż życie Anakina. Kątem oka widział innych mistrzów, oszołomiomych po mocnym zderzeniu ze ścianą. Widział również przerażonego, młodego Jedi, którego chciał za wszelką cenę chronić.

Tu popełnił błąd. Pozwolił odwrócić swoją uwagę. Drugi błąd, stracił balans gdy Kanclerz zaatakował. Upadł na kolana, wypuszczając swój miecz z dłoni. Za szybko i za łatwo odpuścił.

- Ile razy będę jeszcze powtarzał, że to koniec? - zapytał Sheev, ukazując swoje zęby delikatnym, usatysfakcjonowanym uśmieszkiem.

Anakin widział tą akcję. Widział jak jego mistrz upadł bezsilnie na podłogę. I nie było nikogo, nikogo kto mógłby mu pomóc. Wizja jego śmierci, to, jak nie był w stanie zrobić niczego by go uratować. Nie. To nie mogło się tak skończyć. Zacisnął pięść, zamknął oczy i pozwolił by Moc wypełniła jego ciało. Nie wiedział jak to zrobił, ale poczuł silną energię wewnątrz siebie. Cały jego ból zniknął, cała wściekłość i żal poszły w zapomnienie. Po prostu wstał i przyzwał Mocą miecz Obi-Wana, aktywując w tym samym czasie swój własny. Zerwał się na równe nogi i z krzykiem zablokował cios Palpatine'a, który miał zakończyć życie Jedi, którego Anakin obdarzył zaufaniem i miłością.

- To nie koniec, Palpatine. To początek końca. Twojego końca. - syknął i uderzył.

Sith zablokował pierwszy cios, zablokował również drugi. Echo od walki słychać było w całym pomieszczeniu, w którym odbywał się właśnie taniec śmierci. Taniec Przeznaczenia.

Obi-Wan z szokiem i niedowierzaniem obserwował jak jego dawny uczeń wykonywał każdy dopracowany, szybki ruch. Jakby zapomniał o własnym bólu, manewrował i atakował jak nigdy. Obi-Wan mógłby przysiąc, że nigdy wcześniej nie widział tak zawziętej, a jednocześnie tak zapierającej dech w piersiach walki. Wyglądało to tak, jakby Anakin w ogóle nie potrzebował pomocy, jego potęga i siła przewyższała nawet samego Sidiousa, który jak wszyscy pozostali tu zebrani, nie tego się spodziewali.

Anakin wykonał obrót, potem unik, a całość zakończył mocnym, silnym atakiem, który spowodował, że Kanclerz wypuścił swój drugi miecz. Bez niego nie był już taki groźny.

I wtedy, widząc niebieskie, pewne siebie oczy Jedi, nie mógł zaprzeczyć. Lord Sidious, potężny Pan Sithów, czuł strach.

To go sparaliżowało i pchnęło do wielu nieprzemyślanych decyzji. Jedną z nich był atak. Atak, który nie był dość silny by powstrzymać Wybrańca przed wypełnieniem Przepowiedni.

Anakin zablokował drżące, niecelne uderzenie i wykonując obrót, wbił miecz Obi-Wana w jego klatkę piersiową. Palpatine, wydając z siebie tylko cichy jęk, padł na ziemię bezwładnie. To był koniec. Przepowiednia okazała się prawdą. Balans w Mocy został przywrócony.

Otarł spocone czoło i wziął kilka wdechów. Dopiero po jakimś czasie zorientował się co właśnie się stało. Podczas gdy pozostali mistrzowie wstawali z kolan, on wbił wzrok w ciało Kanclerza, który miał być jego przyjacielem i sprzymierzeńcem. Który był jego przyjacielem i sprzymierzeńcem.

Zaraz potem poczuł ból w kostce, który powrócił nagle. Jednak był pestką w porównaniu z bólem w jego sercu. Padł na kolana, zmęczony, przybity i bezsilny.

- Anakinie... - poczuł łagodną dłoń Obi-Wana na swoim ramieniu.

Spojrzał się na niego ze łzami w oczach. Cierpiał. Obi-Wan zaklął, czemu zawsze on?

- Co się stało? - zapytał cicho, lekko drżącym głosem.

Obi-Wan odpowiedział mu szerokim, radosnym uśmiechem i poklepał go po ramieniu delikatnie.

- Właśnie uratowałeś galaktykę. Przywróciłeś balans w Mocy. Zniszczyłeś samego Sidiousa. - odparł dumnie.

Anakin wpatrywał się w niego chwilę, ale uśmiechnął po krótkiej chwili. Za dużo emocji jak na jeden dzień, zdecydowanie.

Spojrzał w dół, na swoje ręce. Nie zwracał uwagi na mistrzów stojących wokół niego, ani na ciało Shaak Ti, przebite ostrzem Palpatine'a.

Rzeczywiście, Moc była ustabilizowana, przynajmniej na teraz. Jednak to nie oznaczało, że wszystko jest w porządku.

~~~o*o~~~

Mistrzowie wzięli ciało mistrzyni Ti, o dziwo jedynej poległej w tej bitwie. Chcieli przygotować wszystko do pogrzebu, Jedi powinna być pochowana godnie, zgodnie z tradycją.

Tym o to sposobem zostali sami. Tylko Mistrz i Padawan. Przez chwilę panowała głucha cisza, w której tylko cichy oddech Anakina mógł zostać usłyszany. Obi-Wan widział jego smutek, był zszokowany i nic tego nie ukryje.

- Jestem z ciebie dumny. - szepnął i uśmiechnął się, kładąc dłoń na jego ramieniu.

Błyszczące oczy Anakina rozświetliły jego posiniaczoną twarz. On sam odwzajemnił gest. Jednak każdy uśmiech można przykleić. Tak też zrobił i tym razem. Może i miał powód do bycia szczęśliwym, może nawet czuł jakąś małą cząstkę szczęścia. Lecz wszystko co się stało, stało się zbyt szybko.

- Nie zrobiłem niczego wielkiego. - odparł skromnie, dbając o to, by brzmiał przekonująco i radośnie.

A że skromność nie była jego mocną stroną, Obi-Wan zmierzył go wzrokiem przenikliwym, lecz mówiącym za siebie.

- No dobra, trochę zrobiłem. - uśmiechnął się, pokazując swoje białe zęby. Nie mógł powiedzieć, że żałuje swojej decyzji pozostania lojalnym Jedi i Republice.

- Pokazałeś dziś wszystkim że jesteś lojalny i silny. Zdałeś najtrudniejszy, a zarazem najważniejszy test dla każdego Jedi. Nie uległeś ciemnej stronie, choć pokusa z pewnością była wielka.

Owszem, była ogromna. Prawie tak ogromna jak ryzyko. Czy była to dobra decyzja - nie wątpił. Jednakże jej skutki, bez względu na to czy była słuszna czy nie, mogą być widoczne w przyszłości. To nie koniec wojny. To początek końca, ale z pewnością nie sam koniec.

- Ale ja... - zaczął ze zwątpieniem i zamknął oczy. - Ja miałem... sen. Śniło mi się że... że rozmawia ze mną Ciemna Strona... - nawiązał kontakt wzrokowy ze swoim mistrzem. Czas prawdy. - Mówiła, że Zakon Jedi nie jest czymś dla mnie. Że razem stworzymy lepszy świat. Że kiedyś do niej dołączę... - szepnął. - Vaderze... tak do mnie powiedziała. - spojrzał się na niego raz jeszcze. - Ja... po tym śnie zacząłem się zastanawiać. Przez chwilę chyba nawet uwierzyłem w jej słowa...

Obi-Wan westchnął i położył dłoń na jego ramieniu jeszcze raz. Mógł poczuć, że ta sytuacja wywarła na niego duży wpływ. Ale wszystko w Mocy się uspokoiło. Lecz za jaką cenę?

- Niezależnie od tego co ci powiedziała, lub w co chciała żebyś wierzył... nie dałeś się. Nawet jeśli miałeś wątpliwości, a każdy je ma, ostatecznie z nimi wygrałeś. Uratowałeś się. I... pewnie wiele istnień przy okazji. Dobra robota, Anakinie. - uśmiechnął się lekko. Nie potrafił wyrazić swojego zadowolenia i dumy, jaka go rozpierała.

- Nie jesteś zły że myślałem przez chwilę że przejście na ciemną stronę, zboczenie ze ścieżki, to dobry pomysł?

- Ani trochę. Słuchaj, to, że tak pomyślałeś nie świadczy o twoim błędzie.

- Nie?

- Nie. - pokręcił głową. - Każdy Jedi ma wątpliwości czy na pewno dobrze postępuje.

- Nawet ty?

Spojrzał w dół i westchnął. Teraz prawda i tylko prawda...

- Nawet ja. - wbił w niego wzrok. Był spokojny.

Anakin uśmiechnął się, lecz Obi-Wan widział w jego oczach coś jeszcze - strach, niepokój i zmartwienie.

- Co Cię niepokoi? - zapytał łagodnie. Wiedział, że teraz albo nigdy. Wszystko musi zostać powiedziane. Zero tajemnic, zero kłamstw, tylko przyjaźń.

Anakin otworzył delikatnie drżące usta, ale potrzebował chwili by znaleźć i dobrać odpowiednie słowa. Obi-Wan dzisiaj prawie zginął. A on był niemalże bezsilny. Gdyby nie Moc... nie chciał nawet o tym myśleć.

- Ja... ja miałem... wizję. - stwierdził i spojrzał w dół. - Zabiłem wielu. Zabiłem dzieci. - uronił łzę, lecz szybko ją otarł.

Źrenice Obi-Wana zwiększyły swoją objętość. Słowa Anakina zaintrygowały go prawie tak bardzo jak zmartwiły. Czekał jednak cierpliwie na jego dalsze słowa.

- Ale najgorsze w tym wszystkim jest to... że zginąłeś, a ja nie mogłem tego powstrzymać. Umierałeś, a ja tylko stałem bezradnie i patrzyłem jak odchodzisz... - jego głos na sekundową chwilę załamał się. - Palpatine... on mi proponował potęgę. Twierdził, że wie jak kontrolować śmierć, jak ją powstrzymywać. - zerknął na niego i wbił swój wzrok w jego niebieskie jak ocean oczy.

- Dlatego chciałeś przejść na ciemną stronę? Żeby mnie ratować?

Nie wiedział, czy cieszył się z tego, że dla Anakina był tak ważny, czy raczej martwił, bo to on był głównym powodem dla którego prawie się skusił.

- Tak. - przytaknął. - Nie mogłem znieść myśli że mogę ciebie stracić. Tak, wiem, wiem, że Kodeks zabrania się przywiązywać. Ale ja... ja nie chcę Cię stracić, mistrzu, nie mogę, nie jestem na to gotowy. A dzisiaj... dzisiaj prawie to zrobiłem... i byłem bezsilny. Mogłeś zginąć, a ja nie zrobiłbym nic by Cię ratować. - zniżył swój głos i poczuł, jak zalewa się niekontrolowanymi łzami.

- Ale zrobiłeś, Anakinie. To ty mnie uratowałeś. To dzięki tobie żyje. Nie byłeś bezsilny. Gdybyś był, zapewne nie rozmawialiśmy teraz. Ani później. - uśmiechnął się delikatnie. - I tak jak tu teraz siedzę, mogę ci przysiąc, nie stracisz mnie nigdy, Anakinie. Nie pozwolę na to. - westchnął i zamknął oczy. Musiał to powiedzieć, musieli być ze sobą szczerzy. Kodeks nie może tego zabronić. - Ja... ja również nie jestem gotowy stracić i ciebie. - szepnął i poczuł wzrok Anakina na sobie. - Gdybyś zostawił Zakon Jedi, zostawiłbym go razem z Tobą. Ale... gdybyś nas zdradził... nawet jeśliby mi kazano, nawet jeśli wskutek bym zginął, nie zabiłbym Cię. Nie dałbym rady. - teraz on sam poczuł łzę, która powoli spływała mu po policzku. Wszystko co przed chwilą powiedział było prawdą. On by za Anakinem poszedł na koniec świata. A gdyby ten wybrał nieprawidłową drogę, tam, gdzie by za nim nie był w stanie pójść, nie przeżyłby tego nigdy.

- Ja po prostu... miałem cały czas twoje słowa w głowie. Żaden argument Kan... Palpatine'a nie zmienił tego w co wierzyłem dzięki tobie. To ty mi powiedziałeś, że mogę ci ufać i że mi pomożesz. Wiedziałem że nie będę sam bo na to nie pozwolisz. To wszystko dzięki tobie. No dobra... może trochę chwały przypisane jest Ahsoce... tak czy inaczej... to głównie twoja zasługa. Dziękuję, mistrzu. Za wszystko co dla mnie zrobiłeś i zapewne jeszcze zrobisz. - uśmiechnął się i po raz kolejny nawiązał z nim kontakt wzrokowy.

Obi-Wan był bardzo uradowany. Cieszył się, że udało mu się zyskać zaufanie Anakina na nowo, dzięki czemu go nie zawiódł. Uratował go przed najgorszym, przed złym wykorzystaniem niezwykłego daru Mocy jaki posiada. Przed samym sobą.

Uratował też i siebie, wiedział to. Mógł mieć teraz pewność, że Anakin jest godzien zaufania nawet w najczarniejszych godzinach. Owszem, miał wątpliwości, ale to przeszłość. One minęły razem z erą Palpatine'a, erą Ciemności.

- Dziś udowodniłeś, że jesteś godny tytułu prawdziwego Jedi. - stwierdził uśmiechnięty i poklepał go po ramieniu.

- Dziękuję, mistrzu. - szepnął. - Uważam, że powinieneś iść teraz dołączyć do pozostałych. Powinieneś zdać raport. - zażartował. Jego humor natychmiastowo powrócił, bo to właśnie słów swojego mistrza potrzebował najbardziej.

- Niestety, ale muszę odrzucić twoją uprzejmą propozycję. Nigdzie nie idę. A przynajmniej nie bez ciebie. Poza tym, uważasz że kto musi Cię teraz zawlec do pokoju, hmm? - zapytał wesoło. Humory obydwu zdawały się powrócić na swoje miejsce.

Mimo napiętej atmosfery jaką przysporzył Palpatine, oni mieli teraz tylko i wyłącznie siebie. Można powiedzieć, że Anakin otrząsnąl się po zdradzie Kanclerza, może nie całkowicie, ale przynajmniej odrobinę, a Obi-Wan cieszył się z pokonania go. Niezależnie od tego co się stanie, nie bali się niczego. Może powinni, ale nic się dla nich tak nie liczyło jak miłość jaką siebie darzyli. Oboje zyskali w sobie przyjaciół, mogli sobie ufać bez końca, ponieważ ta przyjaźń ich ratuje dzisiaj, i będzie ratować również jutro. Ta przyjaźń była właśnie teraz silniejsza niż kiedykolwiek. I mimo że czasu nie da się cofnąć, nie żałowali żadnych swoich poczynań oraz nie płakali za złymi chwilami jakie nieraz przysporzyły im problemów. W pamięci mieli te dobre wspomnienia, których też było sporo. Tak, dobre wspomnienia... piękne dni spędzone razem, wspólne sparingi, misje, bitwy. Wszystkie sytuacje zagrożenia życia, w których byli szczęśliwi, że umierają razem, jak jedność. Byli jednością. Nawet jeśli koniec miał nadejść, a ich przeznaczeniem była śmierć, stawią jej czoła. Razem. Pokonają wszystko. Razem. Zawsze będą u swego boku. Będą razem.

Koniec

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jeszcze raz dziękuję za dotarcie aż tutaj i czytanie tej historii, mam nadzieję że to jako pierwsze moje fanfiction z Gwiezdnych Wojen było całkiem przystępne :)

I mam nadzieję, że ten koniec nikogo nie rozczarował ;)