ROZDZIAŁ 3

Bella POV

- To świnia! Wiedziałam! Wszyscy faceci to świnie! - Krzyczała jak szalona, kiedy byłyśmy już w domu. Leżała naprzeciwko mojego łóżka, a ja siedziałam i trzymałam się za nogi.

- Zobacz... Dajesz im wszystko co chcą, oni to biorą, a potem wyrzucają cię jak śmiecia. Wszyscy mężczyźni są tacy sami. - Krzyczała nadal. Jedynie o czym myślałam to słowa Edwarda. „Twój chłopak rzucił cię tylko dlatego, by zabrać moją dziewczynę." Czułam się... taka bezużyteczna. Nie umiałam wypełnić wszystkich obowiązków dziewczyny. Byłam naprawdę zła, że umawiał się z tą Tanyą Denali. To nie tak, że jej już teraz zazdrościłam! Nigdy! Panna Perfekcyjna, miała każdą rzecz, jakiej zapragnęła - pieniądze, ubrania, przyjaciele, popularność. Więc, do czego ona potrzebowała mojego Jake'a? On jest moją pierwszą miłością. Moją prawdziwą miłością. Tanya powiedziała Edwardowi, że jest ktoś inny. Dlaczego ona mu to powiedziała, a Jake mi nie? Teraz głupi Edward miał dużą przewagę. Jego szyderczy głos odbijał się echem w moich uszach. Nie chcę płakać, ale dlaczego Jake?

- Nie waż się przez niego płakać! - Przestała chodzić po pokoju i wskazała na mnie palcem.

- Dlaczego? Dałam mu wszystko, co mogłam. Czy to nie wystarczyło? Co ona mu daje, czego ja nie mogłam? - płakałam. Leah podeszła do mnie i przyłożyła moją głowę do swojego ramienia. Trzymała mnie mocno i tuliła.

- Dlaczego? - płakałam.

- Nie wiem. - Powiedziała nieśmiało, ale nadal mnie tuliła. Nie wiem jak długo to trwało, ale płacz nigdy nie zajmował mi tak wiele czasu. Tak jak się mówi - właśnie teraz opuszczały moje ciało wszystkie możliwe emocje, mój ból zmniejszał się z minuty na minutę. Z resztą, do cholery tak się tylko mówi, a tak naprawdę czułam się ja gówno. Czułam jakby cały czas odbywały się konkurencje między mną a Panną Perfekcyjną i w końcu ona wygrała. Czułam się też źle z powodu tego, że on mi nie powiedział, iż jest ktoś inny. Tak jakby nic to dla niego nie znaczyło. A ja nadal byłam w nim zakochana. I tak prawdopodobnie pozostanie na zawsze.

- Nie wiem.. - Leah nadal próbowała odpowiedzieć na moje pytanie. - To tak jakby Brad zostawił Jen dla Ang. Wtedy on byłby dupkiem. Jakby wyszedł na zewnątrz i zapomniał, co zostawił w środku. Świnia. - Mruknęła ostro Leah. Podniosłam głowę i spojrzałam na nią.

- Czy ty musisz wszystko porównywać do Jennifer Aniston?

- Tak. - podniosła brwi.

- A czy ty musisz powtarzać cały czas, że Tanya jest najpiękniejszą kobietą na świecie i Jake jest najseksowniejszym facetem na ziemi? - powiedziała. Skinęłam głową.

- Ich związek jest najgorętszą częścią ich życia. I jak ja mogę być w takim momencie szczęśliwa? - jęknęłam. Świetnie, teraz naprawdę czułam się jak prawdziwe gówno. Tak, ona zdecydowanie teraz sprawiła, że czuję się o wiele lepiej.

- Nie nazwałabym Brada Pitta najseksowniejszym chłopakiem na ziemi. - Skrzywiła noc, na samym myśleniu o Bradzie Pitt'cie. Musiałam zachichotać, gdy zobaczyłam jej minę.

- Naprawdę? Więc, kto jest najseksowniejszym chłopakiem na ziemi? - zapytałam się. Wzięłam ją za ramię i podniosłam palcem jej podbródek. Naprawdę widać było, że poważnie myślała o tej odpowiedzi.

- Hugh Jackman. - Westchnęła i opadła na łóżko. To był pierwszy raz, kiedy powiedziała mi, że jakiś chłopak się jej podoba. Leah nienawidzi mężczyzn, od czasu, gdy to się stało z Samem. A ja zawsze miaam Jake'a. Myślenie o innych chłopcach wtedy było dla mnie czymś nie do pomyślenia.

- Dlaczego? Dlaczego myślisz, że Brad nie jest sexy? - zdawała się upokorzona. To było naprawdę zabawne, czułam się jakbyśmy się nigdy nie widziały i to było nasze pierwsze spotkanie. – O boże NIE! Byłabym nim zainteresowana, gdybym miała przynajmniej trzydziestkę na karku. To "BradAngelina" nie była tym czymś dla mnie.

- Więc.. Bello kto jest twoim zdaniem sexy? - zapytała.

- Colin Firth! - Zapiszczałam i zaczęłam skakać po moim łóżku. Leah starała nie skomentować się mojej wypowiedzi, naprawdę widać było jak bardzo to chciałaby zrobić, a jednak nie. Prawie już zamykała oczy i wstrzymywała oddech a tylko po to, by czegoś nie palnąć.

- No dawaj. - Wiedziałam, że ona już nie wytrzyma.

- Pan Daaaarcy! - Próbowała udawać kobietę z brytyjskim akcentem. Pokręciłam głową, a ona położyła się na brzuchu i się śmiała.

- Taa.. - Przerwała mówić, ponieważ upadła na podłogę, ale i tak nie przestała się śmiać. Czułam jak moje policzki przybierają czerwony kolor. No co? Colin Firth jest naprawdę seksowny. Coś mnie ciągnęło do faceta z brytyjskim akcentem. Po kilku minutach śmiania się z Leah, zdałam sobie sprawę co się właśnie stało. Ta rozmowach o chłopakach.. znaczy mężczyznach, wywołuje na mojej twarzy uśmiech.

- Leah? - Spojrzała na mnie, wciąż próbując złapać oddech. Po policzkach spływały jej łzy ze śmiechu. - Dzięki. - Wiedziałam, że ona wiedziała czemu to powiedziałam. Była to pierwsza chwila od dawna, w której ani przez sekundę nie myślałam o Jake'u i Tanya'i, uśmiechnęłam się. Lecz i tak po tym wszystkim nadal go kochałam i chciałam go odzyskać z powrotem. Po raz kolejny usłyszałam słowa Edwarda w uszach, zanim poszłam spać tej nocy. Prawda jest taka, że nie tylko tej nocy go słyszałam. Towarzyszył mi przez cały tydzień.

Cóż.. Pokażemy im, czego mogą teraz żałować...

Razem...

Razem!

Edward POV

Był piątek. Rozmawiałem z Isabellą lub Leah... Nawet nie wiem w końcu która była którą. Z resztą najważniejsze, że rozmawiałem z nimi wtedy, w poniedziałek, i nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Wygląda na to, że będę pośmiewiskiem w całej szkole i Tanya do mnie nie wróci. Nagle poczułem, że panika mnie dopadła, moje nogi zaczęły się lekko trząść. Aż nagle przypomniałem sobie gdzie jestem. Grałem z chłopakami, w końcu byłem kapitanem Bears Forks High. Emmet nie lubił tak bardzo piłki. Nie był to aż tak sport kontaktowy jak inne. James był bramkarzem, a ja potrzebowałem tylko jednego punktu do wygrania. Kopnąłem piłkę i już. James wylądował na ziemi, a ja strzeliłem gola. James był naprawdę spoko facetem, ale był cieniasem. Wstał z ziemi i podkradał się cichutko do szatni. Wziąłem butelkę i ręcznik, który leżał na ławce i otarłem nim swoją twarz. Poszedłem prosto przed siebie, nawet jej nie zauważyłem. Siedziała na trybunach, a ręcę trzymała na kolanach. Patrzyła na mnie przez okulary. Tak, ona była Isabellą. Podszedłem do trybun, gdzie siedziała. Kiedy stanąłem przed nią, spojrzała na swoje ręce. Musiałem zacząć pierwszy, ponieważ nie mogłem już wytrzymać. Musiałem odzyskać Tanyę jak najszybciej.

- Cześć. - Powiedziałem i machnąłem ręką. Ona nawet nie zwróciła na to uwagi. Czułem się naprawdę niezręcznie. Nie spotkałem żadnej dziewczyny w życiu, którą musiałbym prosić, by została moją dziewczyną. Dziwnie!

- Więc... - zacząłem powoli, miałem nadzieję, że ona w końcu coś powie. Niech mi powie dlaczego tutaj przyszła i co myśli o tym całym planie. Cisza. Pamiętam, jak wtedy w poniedziałek ona tylko siedziała i nie odezwała się nawet słowem. Może jest nieśmiała, a może niema. - Nie mówisz za dużo, co nie? - Nadal nic, patrzyła nadal na swoje ręce. Ona chyba w ogóle nie będzie mówiła. Jeśli mój plan ma zadziałać, to ona musi ze mną rozmawiać, a teraz...

- Um... Mówiłem to, co myślałem na głos, może masz jakieś sugestie co do mojej propozycji... cokolwiek?

- Nadal cisza. Denerwowałem się. Zaraz po prostu oszaleję. - Okay, więc zostałem rzucony przez swoją dziewczynę, tylko, dlatego by mogła być teraz z twoim chłopakiem.. - Skrzywiła się na mój komentarz. Cholera, przecież ona była zbyt wrażliwa. Chciałem by była jak Tanya. Chciałem tylko by TEN WIELKI PIEPRZONY WIELKOLUD trzymał się z dala od mojej dziewczyny. - Nie wiem co zmusiło tego Wielkiego Pieprzonego Wielkoluda do poderwania mojej dziewczyny i do rzucenia ciebie, ale chcę okazywać swoje uczucia .. - Miałem już przeprosić za swój wcześniejszy komentarz, ale uświadomiłem sobie, że ona może mnie nawet nie słucha.

- Więc co, chcesz zrobić to na tylnym siedzeniu volvo? - Byłem zszokowany, nie spodziewałem się, że ona mnie słucha. Cholera! Po co mówiłem " o okazywaniu uczuć".

- Przepraszam. Kiepski żart. Sprawdzałem po prostu, czy mnie słuchasz. - Spojrzała ponownie na swoje ręce, zacząłem być już sfrustrowany. - Słuchaj, nie wiem o tobie dużo. Ale dziewczyna, którą kocham jest teraz z niewłaściwą osobą. Muszę sprawić, by ona to dostrzegła. Muszę jej pokazać, co mogę dla niej zrobić, gdy tylko do mnie wróci. - Nadal cisza. Nie sądzę, bym mógł zainteresować się kiedykolwiek tą dziewczyną. Wyglądała na zdenerwowaną i zawstydzoną, ale może tak zawsze się zachowywała. Potrzebuję jej, by osiągnąć to, co chce. - Myślę, że ty też byś chciała coś mu uświadomić. Mamy więc te same cele i to sprawia, że musimy pracować razem. Razem możemy im pokazać, że będą mogli mieć to wszystko, czego pragnęli, gdy do nas wrócą. I kiedy już oni sobie to uświadomią, wrócą do nas i pozostaną z nami. - Nadal cisza. Jak mieliśmy udowodnić ludziom, że jesteśmy razem, jak ona nawet się do mnie nie odzywała?

- Wiesz, że jak mamy to wszystko udowodnić to musimy ze sobą rozmawiać. - I nic. Chryste, teraz to już byłem nieźle wkurzony. Nie mogłem uwierzyć, że chce się w to wszystko zaangażować. Nic dziwnego, że zostawił ją chłopak. - Wiem, że może jesteś zdesperowana. Dzisiaj spotkali się znowu w pokoju dozorcy i w ciągu następnych kilku miesięcy cały czas będą ssać swoje twarze na widoku całej szkoły. – Syknąłem.

a ona drgnęła i zacisnęła pięści. Tak to było to. Czuły punkt! - Dobrze, przecież czemu miałoby nam to w ogóle nie pasować. - Westchnąłem. Powiedziałem wszystko, co mogłem. Marnuję swój czas na rozmowę z tą dziwaczką. - Muszę już iść, mam zaraz biologię. - Powiedziałem i poszedłem do szatni wziąć prysznic. Chryste. Dlaczego myślałem, że mój plan może zadziałać? Ona jest naprawdę dziwna. Czułem się, jakbym rozmawiał z powietrzem. Dlaczego musiałem wybrać ją? Prawda, totalnie nieseksowana dziewczyna pomogłaby mi wrócić do Tanyi? O czym ja wtedy myślałem, że wybrałem taką dziewczynę?

Dlaczego więc wybrałem Isabellę Swan, która nie byłą gorąca? Cóż ona była byłą WPW[1]. Miała też motywację, mogła mi pomócw tym, bym wrócił do Tanyi a ona do swojego byłego.

Była doskonała do tej roboty, gdyby nie to, że była cholernie dziwna. Szybko pobiegłem na salę biologiczną, ponieważ wiedziałem, że i tak już jestem spóźniony. I tak wszystko będzie w porządku, podam Panu Bannerowi fałszywy pretekst mojego spóźnienia i będzie dobrze. Cholera! Tanya chodziła ze mną na te zajęcia. Była moją partnerką. Cholera! Cholera, nie miałem żadnego planu. Marnowałem swój czas z dziwadłem. Wszedłem do klasy i znowu zauważyłem, że nikt przy moim stole nie siedzi. Znowu. Gdzie ona jest?

- Przepraszam za spóźnienie.

- W porządku Edwardzie, dopiero, co zacząłem. Zajmij swoje miejsce. - Podszedłem i usiadłem na swoim miejscu. Siedziałem w ławce w pierwszym rzędzie przy oknie. Zawsze siedziałem w tym miejscu. Może to ona zawsze chciała mieć to miejsce i dlatego nazwała mnie nieczułym?

- Oh, zapomniałbym wam o czymś powiedzieć. Panna Dendali przeniosła się na inne zajęcia i przez to wszystko ulegnie zmianie, podam wam nowych partnerów. - Stwierdził. Ona odeszła? Przeze mnie? Biologia była naszą wspólną rzeczą. Pewnie to wszystko przez WPW1. Cholera, ciekawe, kto był moim nowym partnerem.

- Johnson - Austin.

- West - Beck.

- Newton - Crowley. - PRZYNAJMNIEJ NIE BYŁEM Z Newtonem.

- Swan - Cullen. - Swan? Ta Isabella Swan? Na pewno nie. Byłem w tej grupie od dwóch lat i nigdy jej nie widziałem. Po zakończeniu przydzielania nowych partnerów, pan Banner poprosił o zmianę miejsc. Stałem, rozejrzałem się po klasie i ją ujrzałem. Dziwaczka. Siedziała w najdalszym koncie klasy. W tym miejscu było najciemniej w całej klasie, siedziała z dala od okien i jak spojrzałeś było widać jedynie z połowę jej ciała, resztę zasłaniał cień. Podszedłem do niej. Ja i zmutowana dziewczyna. Będzie zabawnie. Właśnie w tym momencie brakowało mi Tanyi najbardziej. Usiadłem obok Swan. Wyprostowałem się, nie patrząc na nią. Nawet wtedy na mnie nie spojrzała, więc teraz zrobiłem dokładnie to samo. Dziwaczka.

- Wszyscy mają się uspokoić. Dobrze dokończmy temat ze strony 445. Raporty z laboratorium zostaną uwzględnione z ocenami na koniec roku.. - Banner wyjaśnił nam poszczególne rzeczy. Chciałem wszystko zakończyć jak najszybciej. I wtedy nagle zrozumiałem, że nasza ocena będzie zależna od partnerów, a praca miała zostać wykonana poza szkołą. Może uda mi się przekonać nauczyciela, by zmienił mi partnera? Już chyba wolałbym Newtona. Podszedłem do niego i szybko wyjaśniłem Bannerowi, czemu nie mogę z nią współpracować. Brak umiejętności komunikacji był dobrym pretekstem. Pokiwał głową i

powiedział mi, że zdecyduje o tym pod koniec lekcji. Ciągle miałem uczucie, jakby ktoś mnie obserwował, spojrzałem w kierunku dziwaczki i szybko opuściła głowę z zarumienionymi policzkami. Dobra to było zdecydowanie dziwne! Gdy usiadłem, usłyszałem jej westchnięcie. Nie obchodziło mnie to dopóki nie usłyszałem jej głosu.

- Pytałam go, czy jest ktoś inny... - Powiedziała cicho. Poczułem się jakby mówiła sama do siebie, a nie do mnie.

- Co proszę? - Rozmawiałem z nią niegrzecznie. Najpierw nie chciała ze mną rozmawiać, a jak już to zrobiła, mówiła bez sensu. Westchnęła ponownie i na mnie spojrzała. Jej oczy były szkliste. Poczułem, że byłem trochę za surowy w stosunku do niej.

- Kiedy on zrywał ze mną, spytałam go, czy ma kogoś innego. Powiedział, że nie. - I wtedy sobie przypominałem. Przypominałem sobie naszą rozmowę na zajęciach sztuki. Ona wcześniej nawet nie miała pojęcia o nich. Byłem tą osobą, która ją uświadomiła. Jeśli Tanya by mi nigdy nie powiedziała i nie usłyszałbym o jej nowym związku od osób trzecich, pewnie też wyglądałbym teraz jak ona. Ale możliwe, że ona wygląda tak zawsze. Miałem powiedzieć coś w stylu "przykro mi z twoje straty" czy coś takiego, kiedy...

- Wchodzę. - Rzuciłem przez przypadek mój zeszyt na podłogę. Wchodzę. Wchodzi w mój plan? Zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli z sali. Po prostu siedziałem zszokowany z otwartą buzią. Chyba zaczęła się czuć niepewnie, bo zaczęła rozglądać się na boki. Ona wchodzi w to. CHOLERA! Zostałem wyrwany z mojego stanu przez Pana Banera.

- Więc, o co tutaj chodzi? - Zapytał. BANNER CHOLERA! Zupełnie o nim zapomniałem. W momencie, w którym się zgodziła, zmieniło się wszystko.

- Wszystko w porządku proszę pana. Myślę, że stworzymy dobrą drużynę. Oboje wiemy co chcemy i się nie poddamy. - Uśmiechnąłem się. Mam nadzieję, że Isabella zrozumiała tą dwuznaczność.

- W porządku, tak? - Zapytał, nie rozumiejąc mojej nagłej zmiany nastawienia w stosunku do partnerki. Potwierdziłem to skinięciem głowy. Miałem jeszcze dużo roboty, musiałem popracować z nią i rozwinąć jej umiejętności komunikacyjne. Spakowaliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z sali. Pan Banner przypominał jeszcze nam, że musimy oddać tą pracę po weekendzie.

- Partnerzy. - Uniosłem rękę w jej kierunku. Zacząłem się bać, że może już zmieniła zdanie, ale powoli podniosła swoją rekę i ją chwyciła. I nagle poczułem coś naprawdę dziwnego - jakby elektryczność, która powstała poprzez dotyk naszych ciał. W tamtej chwili myślałem, myślałem, że to sprawka grzejników czy coś.

- Partnerzy. - Powiedziała nieśmiało i skinęła głową.

Grę czas zacząć.

1 WPW – WIELKI PIEPRZONY WIELKOLUD