ROZDZIAŁ 4
Bella POV
Nie powiedziałam o planie Edwarda nikomu. Nawet Leah. Wiem, co by powiedziała. „On Cię
wykorzystuje." Ale wiedziałam, że to nie prawda. Za każdym razem widziałam ból w jego oczach. Ten sam ból, który ja odczuwam po Jacobie. Edward miał racje - możemy im pokazać, że możemy być bez nich i stworzyć coś dobrego. Wiem, że damy radę. Jak co rano obudziłam się po tym samym nocnym koszmarze. Nikomu o tym nie mówiłam. To był ten sam koszmar. Ten jeden, zawsze ten sam.
Budzę się w miękkim, ciepłym łóżku z białą jedwabną pościelą. Promienie słońca wpadają do mojego pokoju przez okno codziennie rano. Wstaję z łóżka i wsuwam na stopy białe puszyste kapcie. Mam na sobie białą suknię, która sięga mi do kostek. Wychodzę z pokoju i zawsze rozglądam się dookoła. Idę korytarzem i wchodzę do salonu po środku, w którym stoi drewniany stolik. Była to jedyna rzecz w całym pokoju, która nie była biała. Lezy na nim mnóstwo białych kartek. Podchodzę do stolika i widzę pełno rysunków - rysunków dzieci. Jest tam pełno rysunków dziewczynki z warkoczykami, domy z niebieskimi dachami. Kolory. Pełno kolorów. Czerwony, biały, pomarańczowy, niebieski, fioletowy, zielony i zero szarości. Nagle słyszę dźwięk dzwonka. Podchodzę do drzwi i przez wizjer widzę dziecko. Otwieram drzwi i jestem oślepiona prze światło, które wpada do mieszkania. Ale nie jest. to zła rzecz. Czuję, że żyję. Tak zawsze czuję się każdego ranka. Widzę wiatr, który dotyka moich zasłon. W przedniej części domu znajduje się pole - coś w stylu trzciny cukrowej, lub bardzo wysokiej trawy. Zaczynam schodzić po schodach na dworze i wychodzę na to pole. Idę przez nie. Widzę przed sobą dom - dwupiętrowy dom zbudowany z drewna, pomalowany na biało. Dach i okna oraz drzwi są niebieskie. Przepiękny widok. Rośnie tam kilka drzew. Są posadzone kwiaty, różowe kwiaty a niektóre były nawet czerwone. Wiosenny poranek, zawsze nie mogłam się doczekać tego okresu. Słyszę za sobą hałas. Szybko się odwracam i widzę kogoś.. Człowieka. Stoi po środku pola i obserwuje wschodzące słońce. Nie widzę jego twarzy, stoi plecami do mnie. Nie widzę go również wyraźnie, ponieważ promienie słoneczne świecą mi prosto w oczy. Podchodzę do niego. Jestem już na skraju pola i zdaję sobie sprawę, kto to. To on. To musi być on. Jacob. Biegnę. Biegnę do niego. Trawa plącze się między moimi nogami, ale nie dbam o to i biegnę dalej., ponieważ moje słońce mnie wzywa. Biegnę dalej. Jestem już coraz bliżej. W końcu jestem już po środku pola. Sama. Słońce zniknęło za szarymi chmurami. Jestem sama. Niebo robi się ciemne i słyszę grzmoty.
Jestem całkowicie sama. Zaczyna się. Pada deszcz. Deszcz jest ciężki i uderza o moją skórę, przez co czuję ból. Jestem cała mokra i jest mi zimno. Przez moje ciało przechodzą dreszcze. Sama. Woda powoduje, że z ziemi robi się błoto, dalsze krople spadają nadal na mnie, a moja sukienka i nogi są całe w błocie. Zawsze będę sama. Nie mogę zobaczyć ponownie domu, widzę tylko nie żyjącą trawę i szare niebo. Zamykam oczy i mamroczę jedno słowo : Samotność.
Wtedy się budzę. Moje serce wali jak szalone, czuję się jak po jakichś wyścigach. Super, znowu szkoła. Schowałam głowę w poduszkę i przykryłam się kocem.
- Bello obudź się. Jest już poniedziałek. Spóźnisz się do szkoły.
No i co z tego? Nie mam nic dziś ważnego. Ekonomia, Angielski, Sztuka, Bio..
BIOLOGIA!
EDWRAD!
Jake.
Zerwałam się z łóżka i przygotowałam wszystko na biologię. Musimy robić nasze zadanie związane z Jakiem - Bitch Projekt. Tak, tak wiem prawa autorskie. Ściągnęliśmy tą nazwę od 'The Blair With Project' .No i? POZWIJCIE MNIE! W końcu jednak zmieniliśmy nazwę na JB. Teraz już nie czułam się komfortowo wymawiać "B". Było to dla mnie w jakiś sposób za dużo. Nie chciałam o tym rozmawiać, a nawet już myśleć. Ten tydzień był dość urozmaicony w porównaniu do poprzednich.
W poniedziałek pokazałam się z Edwardem na biologii i robiliśmy razem nasze zadanie. Byłam bardzo zdenerwowana tą całą sytuacją, ale trzeba było wszystko robić w wolnym tempie, jeśli pragniemy by ludzie we wszystko uwierzyli.
We wtorek byłam przy swojej szafce i wkładałam do niej książki, kiedy Edward przyszedł do mnie i oparł się o szafkę obok mnie. Myślę, że to był przełomowy moment.
W środę byłam z Leah w kawiarni. Oczywiście moje oczy szukały Jake'a. Nigdzie go nie widziałam. Nigdy go nie widziałam na żadnej przerwie. Myślałam o, Jaku, gdy nagle usłyszałam...
- Cześć Isabella. - To był Edward, który przeszedł obok nas ze swoimi przyjaciółmi i do mnie pomachał.
- Cześć. - Odpowiedziałam. Usłyszałam ciche szepty, ale starałam się je ignorować. Dzięki Bogu, Leah nie usłyszała jak Edward się do mnie odezwał. Naprawdę nie chciałam jej objaśniać całego projektu JB.
W czwartek nie było w szkole Leah. Zmyśliła chorobę, ponieważ nie chciała iść na siłownię. Szczęśliwa ku.. krowa. Siedziałam na obiedzie sama i w pewnym momencie podszedł do mnie Edward.
- Mogę usiąść? - Zapytał. Na początku myślałam, że może zabrakło miejsc czy coś, ale rozejrzałam się do okoła. Kiwnęłam głową. Usiadł obok mnie i od razu usłyszałam ciche szepty za sobą.
- Co robisz? - Zapytałam cicho.
- Daję im powody do gadania. - Uśmiechnął się.
Przesunął krzesło przez co byliśmy jeszcze bliżej siebie. Połknęłam ślinę i się zarumieniłam. Czułam wzrok wszystkich na moich plecach. Wziął książkę od biologi i otworzył na przypadkowej stronie. Położył ją przed nami.
- Wow, książka. To na pewno nam pomoże w całym naszym planie. - Powiedziałam sarkastycznie.
- Zamknij się i udawaj, że powiedziałem coś śmiesznego. - Zaśmiał się i odwrócił stronę w książce. Zachichotałam, ale nie był to udawany śmiech. Śmiałam się z niego a nie z nim. On nadal do mnie mówił, ale tak naprawdę mówił mi, że mam się uśmiechnąć, zaśmiać się, czy udawać szok.
- Isabello, kiedy dołączyłaś na lekcje biologi? - Zapytał.
- Co masz na myśli?
- Znaczy, nie widziałem cię na nich nigdy. Dopiero w piątek. Zamieniłaś się miejscami w tym samym czasie co... Tanya.
- Byłam w tej grupie od dwóch lat. - Mruknęłam. Był on po prostu zbyt arogancki, by zwrócić
kiedykolwiek na mnie uwagę. Był zajęty ssaniem twarzy Panny Doskonałej.
- Oh... przepraszam. - Rzeczywiście wyglądał na zawstydzonego w tym momencie.
- W porządku. Nikt mnie nigdy nie zauważa, więc nie jesteś pierwszy. Klasa nie była parzysta, więc zawsze byłam bez partnera. Nie przeszkadzało mi to. Lubię pracować sama. Znaczy się wszystko w porządku.
- Przykro mi, ze muszę być tym, który ci to oznajmi, ale utknęłaś teraz ze mną. - Wywołał on uśmiech na mojej twarzy. Może nie był aż taki zły? Naprawdę nienawidziłam fałszywych zachowań, ale wydaje mi się, że on wiedział co robi, więc tym razem mi to nie przeszkadzało. Byłam naprawdę szczęśliwa. Czułam, że jeszcze chwila. a mogłabym wskoczyć mu w ramiona, ale zobaczyłam ją. Szła za nim.
Jake ją trzymał.
Jake bawił się jej blon włosami.
Jake'a ramię było ownietę wokół jej ciała.
Jacke'a usta na jej...
STOP! PROSZĘ STOP!
Edward nadal gadał, więc coś zrobiłam. Oblizałam swoje wargi i umieściłam je w pobliżu ucha Edwarda. Słyszałam jak moje serce bije niczym miliony afrykańskich bębnów.
- Um.. - Edward zamarł. - Powiedziałem, um.. - cholera, nienawidziłam takich rzeczy. Mogę udawać, że mówię mu coś seksownego. Dzięki Bogu, Edward zrozumiał, o co mi chodzi. Zaśmiał się kiwając głową, dając mi znak, że rozumie, podniósł swoją rękę i poczochrał nią swoje włosy. Zachichotałam mu do ucha i powiedziałam dziękuję, po czym wróciłam spowrotem na swoje miejsce.
Jake stał sztywny. Kiedy mnie tylko zobaczył, odwrócił się i wyszedł. Nie wiem czy był to dobry czy zły znak.
- Widziałem go w drzwiach, kiedy szeptałaś mi do ucha. - Wyjaśnił Edward. Nie sądzę, by zobaczył Tanyę i jej wyraz twarzy. Nie chciałam teraz o tym myśleć. Po obiedzie pożegnaliśmy się i nie widziałam go już więcej... w tym dniu.
PIĄTEK. Jak zawsze tata podrzucił mnie do szkoły. Kiedy szłam spotkałam od razu Edwarda. Zapytał mnie, czy mam już jakieś plany dotyczące popołudnia.
- Cześć! Isabella! Co robisz po szkole?
- Um...
- Świetnie! Powinniśmy popracować nad naszym zadaniem z biologii.
- Okay!, um...
- Świetnie! - Powiedział i odszedł w innym kierunku. Chciał popracować nad naszym zadaniem domowym, ale czułam, że chodzi mu również o projekt JB. Gdy szłam do biblioteki spotkałam Leah... Leah. Cholera! Powiedziałam jej, że nie musi mnie dzisiaj odwozić do domu.
- Dlaczego? - Szepnęła, gdy siedziałyśmy w bibliotece.
- Um.. mam zamiar zapytać Edwarda, czy on by mógł.. - Powiedziałam jak najszybciej.
- CO? - Wrzasnęła.
- Shhhhh. - Powiedział ktoś przy drugim stole.
- Co? - Syknęła.
- Edward poprosił mnie bym została dłużej, ponieważ musimy zrobić to nasze zadanie na biologię.
- Ok. W takim razie poczekam dłużej i cię odwiozę.
- Nie. Jedziemy do jego domu. - Cholera, on mnie zabiera do siebie. Znaczy tak sądzę. Ale nie mogłam pozwolić Leah, by cała akcja skończyła się katastrofą.
- Oh.. - Wzruszyła ramionami i wróciła do czytania książki podobnie jak ja. Lecz za chwilę...
- Chwila. Czy to ma coś wspólnego z poniedziałkiem? - Szepnęła.
- Co masz na myśli? - Udawałam, że nie pamiętam. Wow, byłam coraz w lepsza w kłamaniu.
- Ten cały szatański plan. - Syknęła.
- To nie ma nic z tym wspólnego..
- O MÓJ BOŻE!
- Shhh... - PowiedziałA ta sama osoba ze stolika obok.
- Wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku. - Leah przewróciła oczami.
- Słuchaj, to nie wygląda.. - Starałam się jej to wyjaśnić.
- Czemu to robisz Bello? - Syknęła.
- Spójrz. Wiem tylko, że chcę trzymać Jake'a z dala od Paryża. - Ta, porównałam Tanyę do Paryża. Chociaż, chwila mogłam do Blondi, Złodziejki Chłopaków.. itp.
- Hilton?
- Oczywiście, że tak. A jak myślałaś, że, o kim ja mówię?
- Myślałam, że on chce wyjechać do Paryża. - Chwila, czy ona mówiła serio.
- Idiotka. - Mruknęłam.
- Wiesz co robisz Bello?
- Nie. - Powiedziałam, patrząc na książkę.
- Potrzebujesz pomocy? - Zapytała.
- Dlaczego chcesz mi pomóc?
- Z chęcią obejrze cierpienie Blacka. - Powiedziała poważnie.
- Dam ci znać, jak będę potrzebować pomocy. - Zachichotałam i potrząsnęłam głową.
- Będę czekać. - Odpowiedziała. - Więc... co będzie jakaś bijatyka?
- Nie. - Krzyknęłam.
- Shhhhhhh...! - Tym razem powiedział to ktoś inny, ale Leah tego nie zauważyła.
- Oh. Sam się Shhh dupku! Nie możesz kurwa zobaczyć, że my kurwa tutaj rozmawiamy. - Wrzasnęła.
- Clearwater. Swan. Wynocha. - Powiedziała Pani Maria - bibliotekarka. Nie mogłyśmy przychodzić do biblioteki przez następny tydzień. Ciekawe jak to wyjaśnię Edwardowi.
Edward POV
W poniedziałek rozmawialiśmy o naszym zadaniu z biologi.
We wtorek stałem przy jej szafce. Wtedy ludzie mogli nas zobaczyć razem poza zajęciami.
Środa była najlepsza. Umówiłem się z chłopakami i zobaczyłem Bellę. Nie mogłem przegapić tej okazji. Powiedziałem jej „cześć", a ona odpowiedziała, po czym się uśmiechnęła. Koledzy zobaczyli to i zapytali o co chodzi między mną a dziwaczką. Powiedzialem im, że jesteśmy po prostu partnerami od biologii i że zbliżyliśmy się do siebie. Bardzo podkreśliłem to zbliżanie się. Spojrzeli na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Później zobaczyłem ją jeszcze w porze obiadu i powiedziałem jej „cześć", ale tym razem mi nie odpowiedziała. Chciałem by zareagowała. Chciałem by cała szkoła o nas gadała, aż w końcu plotki doszłyby do Tanyi.
W czwartek zobaczyłem ją jak siedziała sama, wiec się do niej dosiadłem. Cały czas rozmawialiśmy, gdy nagle poczułem jej usta przy moim uchu. Zamarłem. Co ona do cholery robi? Nie mieliśmy czasem robić wszystkiego w wolnym tempie? Ale potem zrozumiałem. Zobaczyłem Blacka na dwunastej. Nawet nie usłyszałem, co ona powiedziała, ale zaśmiałem się. Zadziałało, ponieważ gdy tylko nas zobaczył od razu wyszedł. Miałem tylko nadzieję, że powie wszystko Tanyi. Byłem właśnie na historii, kiedy Jasper się do mnie odezwał.
- Więc.. co jest z tobą i umm... Swan? - Szepnął. Wowo, był on jedynym, który nie nazwał jej dziwaczką.
- Co masz na myśli? - Zapytałem niewinnie.
- No wierz Cullen. Co znowu masz za plan? Znam cię od trzeciej klasy. Wiem, że nie robisz tego dla zabawy.
- Ja i Isabella jesteśmy tylko przyjaciółmi. Poznajemy się i tak sobie myślę, że jest naprawdę fajna. - Tak, właśnie to powiedziałem - dziwaczka jest fajna.
- Więc, znasz ją tak? - Zmarszczył brwi.
- Tak. - Wzruszyłem ramionami.
- Jaki jest jej ulubiony kolor? - Szepnął.
- Co? - Zapytałem w szoku. Skąd mu się wzięło na takie pytanie?
- Jeśli się kogoś poznaje, zadaje się na początku najprostsze pytania.
CHOLERA!
- Nie rozmawialiśmy o jej ulubionym kolorze Jazz.
- Więc, o czym? Znaczy się, jeśli nie rozmawiacie o ulubionym kolorze i innych rzeczach tego typu, to jak do diabła możecie się poznawać? Co macie ze sobą wspólnego? Cholera! Ja nic o niej nie wiem! Nawet nigdy nie pomyślałem o tym, podczas planowania mojego planu. Musimy udawać, wiec powinniśmy wiedzieć o sobie więcej. Cholera. I co ja mam mu teraz powiedzieć? Co ja mam z nią wspólnego?
- Cullen, Whitlock, jeśli chcecie porozmawiać, to możecie zrobić to na zewnątrz. - Krzyknął Pan DeMartino.
- Przepraszamy. - Powiedzieliśmy jednocześnie. Nauczyciel nadal mówił o jakimś tam bezpieczeństwie i miał w zwyczaju mówić głośniej co piąte słowa. Ale przynajmniej Jasper się zamknął i nie zadawał więcej pytań.
- Cullen czy możesz nam podsumować doktrynę Manifest Destiny? - Krzyknął nauczyciel.
Piątek rano, chowałem swoje książki do szafki, gdy usłyszałem.
- O MÓJ BOŻE! Nie gadaj. - Krzyknęła Jessica Stanely, rozmawiała przez swój telefon. - Zamknij się. Ona go zostawiła? Nie no. - Miałem wrażenie, że wiedziałem, o kim ona mówi. - Jest ktoś inny? - Zapiszczała. - Nie no! Wiesz, nie coś tak, że on.. ale NIE! Nie mogę w to uwierzyć, że ona jest z nim. I co, on teraz spełnia jej wszystkie potrzeby? Widziałaś jego rozmiar nóg? - Zaśmiała się. - Nikt teraz nie będzie chciał się z nim umówić.. Choć ja bym mogła ... Ale wiem, zasada 6 miesięcy. No nic... biedactwo... Pewnie jest bardzo zraniony,.. - Roześmiała się. Nie mogłem już tego znieść i trzasnąłem mocno szafką.
- O, hej Edward. - Po prostu przeszedłem dalej, ona pewnie nawet nie wiedziała, że słyszałem jej rozmowę. Stanley nie była cheerldeerką, ale od pieprzonego roku się starała. Chciała się nią bardzo stać. Jej słowa cały czas krążyły po moim umyśle.
Biedactwo...
Na pewno jest teraz zraniony...
Rzuciła go...
Te słowa cały czas miałem w głowie. Nie mogłem już znieść więcej. Spotkałem Isabellę i zapytałem, czy możemy się spotkać po lekcjach. Musieliśmy się tylko spotkać w bibliotece, nikt wtedy już tam nie będzie. Wtedy ona będzie mogła pójść do swojego domu, a ja do swojego. Musieliśmy rozpocząć nasz plan i to szybko. Chryste, mógłbym przysiąc, że słyszę w uszach cały śmiech Jessici.
Nikt teraz z nim nie będzie chciał być.
