ROZDZIAŁ 5

Bella POV

Jest niedziela wieczór. Nie mogłam zasnąć, czułam jakby moje serce miało zaraz wylecieć z piersi. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, cały czas kręciłam się z boku na bok na moim łóżku. Strasznie się pociłam. Cóż mogę powiedzieć? Po prostu strasznie się denerwowałam. W piątek po południu ustaliliśmy z Edwardem, że powinniśmy pójść o krok do przodu. Edward chciał porozmawiać ze mną w bibliotece o projekcie JB. Podałam mu jakiś pretekst, że nie możemy tam rozmawiać i powiedziałam mu, że możemy jedynie na zewnątrz na parkingu. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie skomentował mojej wymówki. Po tym jak przedyskutowaliśmy cały plan na poniedziałek, odszedł. Tak po prostu sobie poszedł, nawet nie zapytał, czy potrzebuję podwózki do domu czy coś w tym stylu. Ta, najprawdopodobniej to była jedna z przyczyn, dla których ona go rzuciła. BELLA NIE! PRZESTAŃ! Nie miałam żadnego prawa by go osądzać.

W końcu Jacob zostawił mnie dla niej i jakoś bardziej teraz rozumiałam, czemu Edward tak sobie po prostu odjechał. Prawdopodobnie sądził, że mam własny samochód czy coś. To nie jego w końcu wina, że był bogaty a ja nie. Nie mogłam nawet poprosić Leah o pomoc. Zaraz zapewnie by udzieliła mi wykładu pt „nigdy nie ufaj facetom". Musiałam wrócić do domu na piechotę. Spacer trwał ponad godzinę. Gdy weszłam do domu, okazało się, że Charlie już w nim był. Zapytał mnie nawet, czemu tym razem Leah mnie nie odwiozła.

- Ymm... miałam coś do zrobienia i kazałam jej jechać beze mnie. Po prostu nie wiedziałam, że tak szybko uda mi się to skończyć. - Wyjaśniłam. Byłam pewna, że nie będzie zadawał więcej pytań.

Przez cały weekend myślałam o poniedziałku. To już jutro. Jutro. Tak dokładnie to za 5 minut, będzie jutro ...

- Baw się dobrze dzieciaku - Powiedział Charlie, kiedy podrzucał mnie do szkoły. Nawet nie dałam rady mu odpowiedzieć. Byłam za bardzo zdenerwowana. Wzięłam podręczniki do sztuki, mój szkicownik i udałam się na lekcję. Nie weszłam jeszcze do szkoły, a zobaczyłam Edwarda opierającego się o ścianę. On wyglądał na... tak pewnego siebie. Głupi dupek, teraz przez niego musiałam to zrobić. Wzięłam głęboki oddech, nawet kilka, by przynajmniej na chwilę się zrelaksować, ale to nie pomagało.

- Weż oddech, zrelaksuj się. Zaufaj mi - Szepnął mi do ucha. Z jakiegoś powodu mu uwierzyłam i się trochę zrelaksowałam. Trzymał ręce przede mną, dałam mu moją torbę i książki. Nie dałam mu jedynie mojego szkicownika. O mój Boże. Ten "Edward Cullen" trzymał moją torbę i moje "ciężkie" książki. Nosił je przed całą szkołą. Czułam jak wszyscy się na nas patrzyli, słyszałam te wszystkie szepty:

Co do cholery robi Cullen z dziwaczką?

Wow, widać jego standardy są naprawdę niskie.

Nie. Nie mogę uwierzyć, że jest coś między nimi, no nie?

O mój Boże, oni tak razem słodko wyglądają.

Cholera... oni są razem. Idź zadzwonić do Lauren.

Cholera. Czemu ja się na to zgodziłam? Byłam tak bardzo pochłonięta swoimi myślami, że nawet nie zauważyłam, że dotarliśmy do mojej klasy.

- Do zobaczenia na obiedzie. - Szepnął, kiedy się pochylał.

- Taak. - Wzruszyłam ramionami. Obiad. Głupi piątek!

PIĄTEK

- Dobrze, więc uważam, że powinniśmy działać szybciej.

- Okej - Nie chciałam się sprzeciwiać. W końcu on był moją jedyną szansą, bym odzyskała Jake'a z powrotem.

- Więc zaczniemy w przyszły poniedziałek.

- Co proszę? W przyszłym tygodniu? - Tak wcześnie?

- Jeśli będziemy czekać dłużej, to jest możliwość, że oni się jeszcze bardziej do siebie zbliżą – Edward miał rację, ale w przyszłym tygodniu?

- Nie będziemy się aż tak bardzo chwalić się naszym związkiem w obecności innych. Jeśli ktoś po prostu zapyta, czy jesteśmy razem, odpowiemy, że jesteśmy blisko. Bardzo blisko.

- Umm... Jestem trochę zmieszana. - Co znaczy "naprawdę blisko".

- To proste. Znam Tanyę od gimnazjum. Wiem, że jak czegoś nie wie, doprowadza ją to do szału. Jeśli będą krążyły plotki o nas, o tym co między nami się dzieje, wiem, że będzie chciała wiedzieć więcej. To co do niej dotrze, na pewno będzie w pewnym stopniu przesłodzone. Będzie tam więcej "faktów", które tak naprawdę nie istnieją. Więc pokażmy wszystkim małe show. - Uśmiechnął się na swój plan. Jedna rzecz jaką dowiedziałam się przez ostatnie dni o Edwardzie Cullenie to to, że to wszystko co robiliśmy było jego planem. Był naprawdę strategicznym myślicielem. I wiem, że jak coś osiągnie, to chce jeszcze więcej - logiczne.

- Um... - To było pytanie, które chodziło mi w głowie już od czwartku. - Zastanawiałam się ... - Cholera, jak miałam go o to zapytać. - Um, więc... jak daleko, no wiesz... - No wyrzuć to z siebie dziewczyno! - Edward, um.. ja.. chodzi o to, że ... - Nie nie mogę tego zrobić, no nie?

- Czy coś ci nie pasuje w naszym planie? - Oparł się o maskę swojego volvo i wyprostował się. Myślę, że chyba go mogłam zranić, wysławiając się w taki sposób.

- Nie! Wszystko w porządku.. Chodzi tylko... um... Po prostu chciałam wiedzieć, jak daleko się posuniemy? - Wreszcie powiedziałam.

- Co masz na myśli? - Zapytał. Czułam, że rumieńce pojawiały się na moich polikach. - Ohhh... – W końcu zrozumiał. - Masz na myśli... fizycznie. - Powiedział. Dobra, teraz to już byłam chyba cała czerwona. - Słuchaj... Isabella. Ja nic nie zamierzam. To jest po prostu gra dla ludzi. Psychicznie a nie fizycznie. Nawet cię nie dotknę. - Ulżyło mi. Wypuściłam dużą dawkę powietrza z ulgi, nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy. Nie mogłabym zaakceptować, żeby dotykał mnie ktoś inny oprócz Jacoba.

- Dzięki - Mruknęłam.

- Okej. - Zachichotał. - Więc w poniedziałek przynieś jakieś "ciężkie" książki. Wezmę je od ciebie i zaprowadzę cię do klasy. W rzeczywistości będę cię odprowadzał pod każdą następną salę. Słodko no nie? - Wyglądał na trochę zmieszanego. Myślę, że chciał udowodnić Tany'i, że jest wrażliwy.

- Ummmmm... Ok.

- Świetnie. - Stwierdził. - A i pod koniec tygodnia zjemy razem obiad, ok?

- Pewnie. - Skinęłam głową.

- Świetnie. Więc, do zobaczenia w poniedziałek. - Uśmiechnął się i wsiadł do samochodu, wyjechał z parkingu i zniknął mi z oczu.

KONIEC PIĄTKU

Hmmm... Jeśli Edward się zmieniał, to muszę powiedzieć, żeby stał się dżentelmenem. Znaczy... podwiezienie dziewczyny do domu, otworzenie jej drzwi i przepuszczenie ją, wyciągnięcie dla niej krzesła i wstawanie, kiedy jego dziewczyna wchodzi do pokoju. Okej, może to ostatnie nie. Ale musiałam mu powiedzieć. Było to dla dobra nas wszystkich. Miał stać się bardziej wrażliwy i mniej być... ziomkiem. Musiałm mu o tym powiedzieć w porze lunchu. Byłam teraz na zajęciach sztuki i zajmowałam się moją rzeźbą. Leah opowiadała o jakieś głupocie, którą zrobił, Seth, kiedy nauczyciel poprosił ją, aby mu pomogła.

- Opowiem ci resztę na lunchu. - Powiedziała zirytowana.

- Och, ale ja dzisiaj nie będę siedziała przy naszym stole. - Mruknęłam cicho, mając nadzieję, że tego nie dosłyszy.

- Dlaczego? To gdzie będziesz siedziała? - Spojrzałam na nią z przepraszającym wyrazem twarzy, - O mój Boże. Pan Prezydent? Masz zamiar usiąść z nim przy stole zimna? - Leah mówi na ich stół „stół zimna", ponieważ ludzie, którzy przy nim siedzieli byli zbudowani z lodu. Piękni, silni i zimni jak lód. „Stół zimna".

- Nie, nie będę z nimi siedziała, będziemy siedzieć sami.

- Bądź ostrożna Swan. - Powiedziała i podeszłą do pani Defoe. Po dzwonku czekałam na Edwarda. Czekałam chyba z 10 minut, co wydawało się wiecznością, ale w końcu się pojawił.

- No chodź, dawaj. - Powiedział, gdy wziął moje książki.

- Gdzie byłeś? - Zapytałam cicho. Już zachowywałam się jak natrętna dziewczyna.

Bella, ty nie jesteś jego dziewczyną.

- Zajęty byłem. - To wszystko co powiedział. Taa, jestem z Tanyą. Nie chwila, nie jestem z tą krową. W końcu doszliśmy do stołówki.

- Przedstawienie czas zacząć. - Szepnął mi do ucha i przeszliśmy prawie przez sam środek stołówki. Byłam pewna, że ten stół był zajęty jak zwykle, ale jak zazwyczaj wyszło inaczej. Wyciągnął swoje krzesło i na nim usiadł. No i czego się spodziewałaś Bello? Wyciągnęłam, więc swoje krzesło i usiadłam spokojnie. Więc to było wszystko, co poszło gładko. Było trochę niezręcznie. Co mogłam powiedzieć swojemu udawanemu chłopakowi. Nie powinno to zabrzmieć obojętnie, „o czym moglibyśmy pogadać z moim udawanym chłopakiem?" Ha, spróbuj powtórzyć to kilka razy w głowie, a już mi się w niej kręciło. Siedzieliśmy całą przerwę w milczeniu. To było dziwne. Edward zawsze był zorganizowany, ale nie teraz, był tutaj ze mną ciałem, ale jego umysł był gdzieś indziej. Wtedy spojrzałam na lewo. Stół zimna.

Teraz nie był to tylko zwykły stół zimna, chodziło o to kto przy tym stole dziś siedział. Nie byłam zaskoczona moim szczęściem, Tanya siedziała przy stole. Ze wszystkich dni tygodnia, musiała akurat przyjść dzisiaj na lunch. Głupia krowa. Edward nie miał zbytnio okazji, by zrealizować swój plan. Zaczął coś do mnie mówić i się śmiać i robić różne rzeczy, co mnie trochę wpędziło w zakłopotanie.

- Czy ona na nas patrzy? - Spytał po minucie jego "działania". Zarzuciłam okiem na stół zimna. Tanya spojrzała dokładnie na nas na sekundę, za to Victoria cały czas się na nas patrzyła. Tanya wzruszyła po prostu ramionami i wróciła do jedzenia.. u niespodzianka.. sałatki! Potrząsnęłam głową do Edwarda. Spojrzałam jeszcze się raz na stół, ale nic. Myślę, że czuł się już pokonany.

- Czemu plan nie działa? - Wymamrotał do siebie. - Ten plan był doskonały. Czemu on nie działa?

- Nie od razu Rzym zbudowano - Starałam się go jakoś pocieszyć, ale mnie całkowicie zignorował. Znowu poczułam się jak dziwaczka. Czemu ja w ogóle się do tych ludzi odzywałam? Zdawałam sobie sprawę, że on się już poddawał. Nie. On nie mógł zrezygnować. Nawet poważnie się nie staraliśmy. Musiałam go jakoś przekonać.

- Słuchaj, Tanya zbytnio jak widać nie przejmuje się tym, że gadasz z jakąś dziwaczką.

- Zdaję sobie sprawę, co dobrze robię. - Powiedział zdenerwowany, ale on nie był jednym graczem przy tym stole.

- Nie obchodzi ją to czy podwieziesz kogoś innego do domu. Nie obchodzi ją, że zaczniesz filtrować z jakąś nową dziewczyną. Zwłaszcza z dziwaczką. - W końcu na mnie spojrzał. No Bella, mów dalej. - Czemu ona odeszła od ciebie? - Zapytałam. On nie odpowiedział. Musiałam spróbować ponownie. - Edward...

- Ponieważ myśli, że nie dojrzałem jeszcze do odpowiedniego materiału na chłopaka. Nie jestem dla niej poważny. Nie mówię o swoich uczuciach, nie trzymam jej za rękę w miejscu publicznym, nie nadałem jej pieszczotliwej ksywki i nie jestem jej księciem z bajki. - Powiedział. Było mi przykro z jego powodu. Jacob zostawił mnie, ponieważ byłam brzydka na zewnątrz, a Tanya zostawiła go bo był brzydki wewnątrz. Wreszcie zrozumiałam, co Tanya chciała od Edwarda.

- Oh, już wiem. - Powiedziałam do siebie.

- Co? - Zapytał.

- Ona chce cię widzieć... walczącego.

- Ona chce, żebym jej kupił... kotka1. - Skrzywił się. Oczywiście nie wysłuchał mnie do końca.

- Nie, ona chce zobaczyć... jak walczysz o dziewczynę.

- Walczyć? - Zapytał. Ah Edward Cullen nie wiedział, co to znaczy walczyć.

- Być zafascynowanym, opętanym fantastyczną miłością, być aż chorym z miłości. - Użyłam wszystkie słowa, jakie wpadły mi do głowy.

- Ale wziąłem twoje książki i odprowadziłem cię do klasy. - Był zdezorientowany, musiałam aż zachichotać.

- Jest różnica między walczeniem o dziewczynę i byciem z dziewczyną, Edward. - Zachichotałam. Każdy chłopak może odnieść dziewczynie książki i odprowadzić ją pod klasę, ale ona oczekuje nieoczywistych rzeczy...

- Wyjaśnij. - Powiedział. Skrzyżował dłonie i oparł się o stół.

- Więc musimy m... - Już miałam użyć słowa "my", ale nagle się powstrzymałam. – Noszenie książek lub torby nie może być dla ciebie obowiązkiem. Chodzi o to, być nie był obok dziewczyny, tylko z dziewczyną. Musisz jakby pokazywać, że nie możesz wytrzymać ani jednej minuty bez niej. - Zdałam sobie sprawę, do kogo ja mówiłam i nagle przestałam. Po raz kolejny poczułam się jak idiotka przez Edwarda Cullena.

- No dalej. - Zachęcał. Byłam zaskoczona, ale kontynuowałam.

- Walczenie o dziewczynę jest to działanie w jakiś sposób w stosunku do niej, ale z miłością. Robisz głupie rzeczy, by wywołać uśmiech na jej twarzy. Otwierasz dla niej drzwi, wyciągasz dla niej krzesło, idziesz obok niej i się do niej uśmiechasz. Robisz głupie rzeczy, by spowodować uśmiech na jej twarzy. Śmiejesz się nerwowo i zapominasz nawet o własnym imieniu, albo nie raz nawet nie jesteś w stanie wypowiedzieć całego zdania. Wszystko dla ciebie powinno być piękne. Każdy najskrytszy sen jakby się spełniał. Każda chwila... Znasz w tym momencie jedno imię.

- Black. - Powiedział głębokim głosem.

- Co? - Wyrwałam się z własnych myśli.

- Zaczęłaś o nim mówić i powiedziałem ci, że właśnie zaczęłaś porównywać mnie do niego. - Nie chciałam o tym rozmawiać, więc zmieniłam szybko temat.

- Więc, próbuję ci powiedzieć, że gdy twoja ex patrzy na mnie i na ciebie.. Zniżyłeś się do standardów dziwaczki. I ona myśli, że i tak nic z tego na pewno nie wyjdzie. Ale jeśli...

- Jeśli, będę walczył o nią, to może wywołam jakąś w niej reakcję. - Skinęłam głową. - Wiedziałem, że był jakiś powód, bym to właśnie ciebie wybrał na swoją partnerkę, Isabello Swan. - Uśmiechnął się.

- Tylko Bella. Moi przyjaciele mówią do mnie Bella. Jeśli będziesz używał mojego pełnego imienia nikt nie uwierzy - Gestykulowałam rękami. Naprawdę już mnie irytowało słyszeć cały czas moje pełne imię i nazwisko. Jeśli Jake usłyszałby jak on mówi do mnie Isabella, od razu by nas rozpracował.

- W każdym razie, jak myślisz, czemu pan Banner z nas zrobił partnerów? - Potrząsnął głową i się zaśmiał. Czułam z jaką łatwością wychodzi ze swoje tymczasowej depresji. Gdy się śmiał, zauważyłam, że Tanya spojrzała na nas przez dłuższą chwilę.

- Edward - Szepnęłam. Spojrzał na mnie wciąż uśmiechnięty. - Tanya się na nas gapi.. Edward przesunął swoję rękę pod stół i sięgnął po moją. Poczułam elektryczne kopnięcie między nami. Co nie tak jest z tymi pokojami w tej szkole? Zaczął pomału masować kciukiem moją rękę.

- Czy można to nazwać "walką o dziewczynę"? - Zapytał pokazując mi cały czas"CULLENOWY USMIECH".

- Myślę, że tak. - Uśmiechnęłam się z powrotem.

1 Gra słów. walczący- smitten, a kotek - kit ten.