Część druga
Harry siedział z przyjaciółmi w bibliotece i od czasu do czasu zerkał w stronę wejścia by zobaczyć kto wszedł. Postanowił rozwiązać tę sprawę tak szybko jak tylko to będzie możliwe. Musiał złapać Snape'a i porozmawiać. Wytłumaczyć, że między nimi do niczego nie dojdzie, bo nie był zainteresowany swoją płcią oraz, że list był tylko zwykłym eksperymentem, który nic tak naprawdę nie znaczył. Musiał to odkręcić, sprostować, cokolwiek! Przecież sama myśl o tym, że Snape miałby robić z nim cokolwiek wywoływała u niego ciarki. Całą noc myślał nad tym co mógłby powiedzieć profesorowi i doszedł do wniosku, że tylko bezpośrednie wyłożenie kart na stół załatwi sprawę. Najlepiej żeby było jeszcze z odpowiednimi wyzwiskami o zboczeńcach i pedofilach.
- Harry? Co powiesz na szybki wypad do Hogsmeade? Jeszcze zdążymy a chciałabym wpaść do księgarni… - Hermiona patrzyła na niego błagalnie. Oczywistym było, że jeżeli
Harry się zgodzi, to Rona nie trzeba będzie do niczego przekonywać. A zdecydowanie łatwiej było przekonać do czegoś bruneta niż rudzielca.
- No dobra…
- Ale wpadniemy też do Miodowego Królestwa i do Zonka. – Ron z ochotą wrzucił pergaminy do swojej torby i odsunął książki od siebie.
- Nie wiem, czy zdążymy… - Hermiona zaczęła ale widząc spojrzenie rudzielca, przewróciła oczami. – Dobra. Ja pójdę do księgarni a wy gdzie tam was poniesie.
Harry czujnie szedł ze swoimi przyjaciółmi korytarzem, oddychając głównie przez nos, aby nie przegapić Snape'a. W prawdzie nie wiedział co by zrobił gdyby się teraz na niego napatoczyli, jednak ukradkowe zerkanie we wszystkie strony i monitorowanie zapachów sprawiało, że czuł się lepiej, spokojniej. Gdy w końcu wyszli z zamku niemalże westchnął z ulgą. Wiedział, że musiał porozmawiać z profesorem ale cholernie bał się konfrontacji z nim. Co, jeżeli nie będzie potrafił nad sobą zapanować gdy tylko poczuje ten zapach? Harry był przekonany, że to właśnie przez ten zapach reaguje tak a nie inaczej w obecności Snape'a. Doszedł do tego po bardzo długich rozmyślaniach i analizie wszystkich cech jakie posiadał Mistrz Eliksirów, wszystkiego co mogłoby potencjalnie go w nim pociągać. Nie chodziło o jedwabiście gładkie włosy, które aż się prosiły by przeczesać je palcami, ani o oczy, które zdawały się hipnotyzować i rozbierać go za każdym razem gdy był na tyle nieostrożny by w nie spojrzeć. Głos Snape'a wcale nie sprawiał, że miękły mu kolana. To wszystko była wina tego zapachu! Może gdyby udało mu się przestać tak na niego reagować…
- Harry! – Dłoń Hermiony pojawiła się w zasięgu jego wzroku, gdy dziewczyna zamachała nią przed jego oczami by zwrócić na siebie jego uwagę. Harry zamrugał i popatrzył na nią pytającym wzrokiem. Kiedy zdążyli dojść do Hogsmeade?
- Pytałam się czy chcesz iść ze mną do księgarni czy z Ronem gdzieś indziej? – Gryfonka lekko urażona powtórzyła swoje pytanie.
- Przepraszam, zamyśliłem się. – Harry uśmiechnął się do niej przepraszająco. – Chyba pójdę z Ronem… nie chcę ci przeszkadzać w buszowaniu między regałami.
Dziewczyna przewróciła oczami, mówiąc pod nosem coś co zabrzmiało jak „po co ja w ogóle pytam?".
- Spotkamy się w Trzech Miotłach. Godzina chyba powinna nam wystarczyć, prawda? – Obaj chłopcy jej przytaknęli, więc uśmiechnęła się lekko i poszła w stronę księgarni z takim podekscytowaniem, że aż musieli mocno się postarać by nie wybuchnąć śmiechem. Zamiast tego Harry i Ron wymienili szerokie uśmiechy.
- To co, Zonk? – Ron ruszył nawet nie czekając na odpowiedź bruneta, który podążył za nim, lekko się uśmiechając. Przypadkiem jego wzrok padł na mały sklepik obok apteki.
- Czekaj. Wejdźmy tu. – Harry wskazał na niepozorny sklepik i rudzielec zmarszczył brwi.
- Ale to babski sklep, Harry. Wiesz, z kosmetykami i takimi innymi rzeczami, które są dziewczynom potrzebne. – Ron patrzył na niego skonsternowanym wzrokiem, jednak razem z nim przeszedł na drugą stronę ulicy.
- Wiem… ale tak sobie pomyślałem, że chciałbym mieć jakieś mydło lub coś w tym stylu o zapachu miodu z wanilią. – Oczy Harry'ego dziwnie błyszczały. Oto znalazł rozwiązanie swojego problemu! Jeżeli będzie często otaczał się tym zapachem to w końcu się do niego przyzwyczai i danie kosza Snape'owi czy cokolwiek to było co zamierzał zrobić, będzie dla niego znacznie łatwiejsze.
- Ble… przecież to okropnie słodkie, Harry! – Rudzielec się skrzywił na samą myśl o tym, że miałby się myć czymś co by tak pachniało. – To jest zapach ciasta a nie mydła. Zresztą, przecież nie jesteś jakąś dziewczyną, żeby używać zapachowych mydełek!
Harry jednak już otworzył drzwi sklepu i wszedł do środka, więc Ron poszedł za nim, modląc się by nikt z uczniów Hogwartu ich nie zauważył. W nos uderzyła ich mieszanka różnych zapachów, dziwnie przywodząc na myśl klasę Trelawney. Brunet wziął koszyk i zaczął przechadzać się między półkami. W środku sklep był bez porównania większy niż z zewnątrz, jednak szybko udało mu się znaleźć sekcję mydeł i tam z zapałem rozpoczął poszukiwania. Po dziesięciu minutach znalazł jedno, jednak nie miało ono tak cudownego zapachu. Ten był miły, owszem, ale miał w sobie jakąś nutę, która drażniła jego nozdrza. Niczego innego waniliowo-miodowego w tej sekcji nie było, więc mydło odpadało. Niedaleko znajdowały się płyny do kąpieli, jednak i tam nie znalazł niczego tak dobrze pachnącego. Po powąchaniu dziesięciu różnych waniliowo-miodowych produktów musiał w końcu zrezygnować. Nie był już w stanie poczuć żadnego zapachu. Nie wiedział czego używał Snape ale wyglądało na to, że nie będzie miał możliwości uodpornienia się na jego zapach. Zrezygnowany razem z przyjacielem wyszedł ze sklepu i obaj zaczerpnęli pełne płuca świeżego powietrza.
- Merlinie, Harry. Nigdy więcej mnie nie zmuszaj bym tam wchodził. To było straszne. Ja nie wiem jak dziewczyny mogą znosić ten smród!
oOo
Snape skrzywił się. Sam nie mógł uwierzyć, że robił coś tak żałośnie… romantycznego. To było niemalże równie niesmaczne jak te wszystkie słodkie kosmetyki, jak flirtowanie z Potterem! Potter wysłał do niego list w tym samym czasie co on zdecydował się w końcu wysłać do niego. Snape nie wiedział czy płakać czy śmiać się z tego powodu. List chłopaka był prosty, nie tak prosty jak jego ale jednak jasno wszystko mówiący. Nic więcej się nie liczy gdy jesteś blisko mnie. Mistrz Eliksirów przypomniał sobie zdanie, które podsunęło mu do głowy taki a nie inny pomysł. Skrzywił się z niesmakiem, czując obrzydzenie do samego siebie. Robił to tylko po to by zdobyć Pottera.
Dlaczego ostatnio cały czas to sobie powtarzał?
oOo
Harry i Ron poszli do swojego dormitorium by zostawić tam swoje zakupy. Rudzielec zamierzał zaraz po tym wrócić do Pokoju Wspólnego na małą partyjkę szachów lub eksplodującego durnia, jednak Harry postanowił po prostu wcześniej się dziś położyć do spania. Gdy otworzyli drzwi, brunet stanął w nich jak wryty.
- Hej, co jest kumplu? Czemu nie wchodzisz? – Ron zajrzał mu przez ramię i również zrobił zdumioną minę.
Harry wziął głębszy oddech. Ten zapach pieścił jego nozdrza, owijał się wokół niego, sprawiając, że wszelkie myśli znikały. Jeżeli istniało niebo to na pewno pachniało właśnie tak. Miód i wanilia. Zamknął oczy i od razu pojawił się przed nimi nikt inny jak Snape. Ten zapach kojarzył mu się już tylko z tym mężczyzną i był tak cudowny. Harry oddychał głęboko. Chciał wypełnić się tym zapachem, chciał być jak najbliżej niego. Nogi same poprowadziły go do miejsca w którym zapach był najintensywniejszy. Uderzył nogami o coś twardego i niechętnie otworzył oczy. Stał przy swoim łóżku. Na poduszce leżała czerwona róża ozdobiona cienką srebrną wstążką. Na pościeli i dookoła łóżka rozrzucone były płatki róż a w powietrzu unosiły się malutkie świeczki nadające pomieszczeniu jeszcze bardziej intymnej atmosfery. To od nich zdawał się bić ten niesamowity zapach. Jego wyobraźnia od razu podsunęła mu scenariusz wydarzeń, które teraz mogłyby mieć miejsce. Oczami wyobraźni zobaczył jak Snape podszedł do niego i złożył na ustach delikatny pocałunek. To byłoby tylko delikatne muśnięcie, jednak samo pomyślenie o tym sprawiło, że Harry poczuł jak jego spodnie stają się dziwnie ciasne. Zatopiłby się wtedy cały w mrocznej głębi oczu Mistrza Eliksirów, szczelnie spowity tym zapachem. Niemalże poczuł jak zgrabne, długie palce mężczyzny delikatnie dotknęły jego policzka, gdy druga dłoń lekko niczym muśnięcie piórka, spoczęła na jego biodrze, przysuwając bliżej, sprawiając, że do cudownego zapachu doszło też ciepło drugiego ciała…
- Harry! – Ktoś potrząsnął nim gwałtownie za ramię i Harry otworzył oczy zdezorientowany. Ron patrzył na niego zaniepokojony. – W porządku?
- Co się… - Harry odchrząknął by pozbyć się chrypki, która nagle pojawiła się w jego głosie.
– Co się stało?
- Nie wiem. Weszliśmy do pokoju i wpadłeś w jakiś dziwny trans. Zupełnie nie zwracałeś uwagi na to co się wokół ciebie dzieje! – Rudzielec żywo gestykulował, wskazując na przystrojone łóżko, świeczki i wszystko w ogóle. – Idę po Hermionę, może ona będzie wiedziała co się tutaj stało. A tak nawiasem to jak myślisz, kto ci tak urządził łóżko?
- N…nie wiem. – Harry skłamał aż za dobrze domyślając się kto mógł to zrobić. Usiadł delikatnie na łóżku, układając szatę tak, by nie było widać jego erekcji. Co to było? Czy Snape użył jakiegoś zaklęcia czy to jego własna wyobraźnie go tak bardzo poniosła…? Zapach wciąż go otaczał i sprawiał, że miał ochotę zamruczeć zadowolony. Ron tymczasem wybiegł z dormitorium na poszukiwanie Hermiony. Och, Merlinie. Aż do tej chwili nie wiedział jak bardzo tęsknił za tym zapachem. Chciał być z nim przez cały czas, z tym ciepłem. Wziął do ręki różę i położył ją na szafce nocnej a sam opadł na łóżko i wtulił twarz w poduszkę. Był w domu. Był w niebie.
Niestety z błogostanu wyrwała go Hermiona. Kilka machnięć różdżką i po płatkach i świeczkach nie było już śladu. Różę zostawiła w spokoju, stwierdzając, że taki mały romantyczny akcent przyda się w ich pokoju.
- Nie rozumiem co się stało. – Przyznała. – Sprawdziłam zaklęciami wszystko i nie było w tym niczego co mogłoby wywołać u ciebie taki stan, Harry.
Brunet siedział na łóżku, mając nadzieję, że dobrze zakrywa swoją erekcję i sam się zastanawiając dlaczego jest mu tak smutno. Ach, prawda, nie było już tego zapachu. Dziewczyna przyjrzała mu się uważniej, na chwilę zatrzymując wzrok w miejscu, gdzie normalnie nigdy nie patrzyła i zarumieniła się. Harry również gdy to zobaczył i zorientował się, że ona wie.
- Och… nie pomyślałam o tym.
Ron popatrzył to na jedno to na drugie, zastanawiając się o co im chodzi. W końcu też zauważył i się zarumienił.
- Wygląda na to, że… to ten zapach, prawda, Harry? – Hermiona uśmiechnęła się lekko przepraszająco. Harry tylko przytaknął, czerwieniąc się jeszcze bardziej. – To tak jakby… coś w rodzaju fetyszu…?
- Nie…! – Harry pokręcił głową. Może to i tak wyglądało ale on na pewno nie miał żadnych fetyszy! – Ten zapach jest… dobry… coś jak narkotyk…? Ulubiona potrawa…? Nie wiem jak to określić. A… to… dlatego, że kojarzą się z nim… różne myśli… - Harry jąkał się, starając powiedzieć o co mu chodzi tak by tak naprawdę nic nie powiedzieć. Hermiona zamyśliła się na chwilę a następnie przytaknęła.
- Chyba wiem o co ci chodzi. Powiedz jakich słów użyłbyś do opisania tego zapachu? – Harry nie wiedział do czego teraz jego przyjaciółka zmierzała, ale jeżeli to miało mu pomóc, to zamierzał z nią współpracować najlepiej jak umiał.
- Ciepło… nie wiem, dom? Bezpieczeństwo? – Podrapał się po głowie. Tak te trzy słowa chyba najlepiej określały zapach, który stał się dla niego tak ważny.
- A z jaką osobą ci się on kojarzy? – Czy mu się wydawało, czy w oczach Hermiony pojawiły się iskierki podobne do tych w oczach Dumbledore'a? Wzruszył ramionami, udając, że nie wie. Za nic nie powie swoim przyjaciołom z kim nierozerwalnie teraz kojarzył mu się zapach miodu i wanilii. Jednak dziewczyna wyglądała jakby tak naprawdę odczytała to z jego myśli i uśmiechnęła się z czymś w rodzaju satysfakcji.
oOo
Severus popatrzył na staroświecki zegar stojący w kącie jego salonu. Wybiła dwudziesta czwarta. Uśmiechnął się pod nosem i dotknął końcem różdżki kryształu, który od razu rozjarzył się bladym światłem. Etap drugi rozpoczęty. Rozsiadł się wygodniej w fotelu, by dokończyć książkę i drinka.
oOo
Harry nie wiedział co go obudziło. W dormitorium panowała cisza, przerywana pochrapywaniem jego kolegów. Ron mruczał coś pod nosem przez sen, jakieś głupoty o goleniu ogórka. Brunet przewrócił się na drugi bok i wtulił twarz w poduszkę, czując, że sen jest na wyciągnięcie jego ręki. Odetchnął głęboko, chcąc się jak najbardziej rozluźnić. Odetchnął jeszcze raz. I jeszcze raz. Merlinie! Jego poduszka pachniała miodem i wanilią! Usiadł i popatrzył na nią z niedowierzaniem, po czym uśmiechnął się do niej szeroko i ponownie wtulił w nią twarz, rozkoszując się zapachem i uczuciem, które on ze sobą niósł. Zamruczał zadowolony i przytulił się do niej jakby była ulubionym pluszowym misiem. Wkrótce zasnął spokojny i wypełniony poczuciem bezpieczeństwa i ciepła.
oOo
Rano z bólem pożegnał się ze swoim łóżkiem a dokładniej poduszką, która wciąż emanowała tym niesamowitym zapachem gdy tylko się do niej przytulił. Jednak szybko został nagrodzony gdy odkrył, że również jego szkolna torba jest przesiąknięta tym cudownym zapachem. Z uśmiechem na ustach i niemalże podskakując z radości, udał się więc ze swoimi przyjaciółmi na śniadanie.
oOo
Severus uważnie obserwował Pottera w czasie śniadania i powstrzymywał się przed uśmiechem. Tak, jego plan działał doskonale. Chłopak nie położył torby pod ławką, jak to zwykle miał w zwyczaju. Zamiast tego położył ją sobie na kolanach i od czasu do czasu pochylał się lekko nad nią z rozmarzonym wyrazem twarzy. Ciekawe jaką minę miał gdy wczoraj zobaczył swoje łóżko. Albo gdy odkrył, że jego poduszka pachnie jeżeli się do niej przytuli. Mistrz eliksirów właśnie miał sięgnąć po bułeczkę, gdy wylądowało przed nim stadko sów. Znowu. Nie ważne ile razy wściekle niszczył te głupie miłosne wyznania na oczach ich autorów! I tak co rano otrzymywał ich nowy stos. Cały czas znajdował je też poupychane i pozostawione dla niego w różnych miejscach. Do tej pory nie miał pojęcia jak niektórym uczennicom udało się dostarczyć je na biurko jego gabinetu gdy go tam nie było. Nawet nie naruszyły zaklęć zabezpieczających i portret w korytarzu nikogo nie zauważył. Akurat te ukarał bardzo surowym szlabanem z woźnym, więc już więcej tego nie zrobiły ale wciąż rano ich miłosne wyznania zaśmiecały jego miejsce przy stole nauczycielskim.
oOo
Sala Tronowa była spowita mrokiem tak gęstym, że miało się wrażenie, że jest on istotą żywą. Gdzieniegdzie na kolumnach znajdowały się pochodnie, których rozedrgane płomienie wydobywały z mroku, poruszające się niczym demony z dna piekieł, cienie. Po kamiennej posadzce kłębiła się mgła, przepływając i unosząc się niczym woda w jeziorze. Zawsze gdy Severus na nią patrzył miał niemiłe przeczucie, że zaraz wyłoni się z niej ręka jakiegoś trupa by złapać go i pociągnąć w otchłań stęchłego piekła. Pomimo mroku Tron był wyraźnie widoczny w swym majestacie. Gdyby nie dwa błyszczące czerwienią punkty, człowiek nie domyśliłby się, że ktoś na nim siedzi. Mistrz Eliksirów podszedł bliżej i upadł na kolana oddając pokłon. Według niego Mroczny Pan naoglądał się zdecydowanie za dużo filmów o sułtanach, haremach i niewolnikach. Cieszył się, że nie przyjął z nich idei eunuchów, chociaż mgła łaskotała mu nos i sprawiała, że miał ochotę kichnąć.
- Witaj, Ssseverussssie…
- Czym mogę ci służyć, Panie? – Głos Snape'a nawet nie zadrżał, gdy poczuł jak Voldemort wchodzi mu do umysłu w poszukiwaniu obrazów dotyczących Pottera. Mężczyzna od razu podsunął mu je, oczywiście wymieszane z kilkoma innymi mniej ważnymi, by Mroczny Pan nie zorientował się w jego Oklumencji.
- Chcę by najdalej za dwa tygodnie Potter ssstał sssię twój… - Voldemort wstał ze swojego Tronu i leniwym krokiem podszedł do klęczącego przed nim mężczyzny. Z kieszeni czarnej niczym mrok szaty wyciągnął pudełeczko. Oczywiście było ono oprawione w czarny materiał i miało kilka ćwieków. – Weź to. Mam nadzieję, że będziesz wiedział co z tym zrobić.
Snape przyjął pudełko i otworzył je. Na widok zawartości serce podskoczyło mu do gardła i potrzebował kilku sekund by nad sobą zapanować. W końcu je zamknął i włożył do swojej kieszeni.
- Tak, Panie. Dla ciebie wszystko, Panie. – Czasami się zastanawiał jak takie słowa w ogóle były w stanie przejść mu przez gardło. Dlaczego musiało trafić właśnie na niego? Dlaczego to właśnie on musiał zostać szpiegiem? Tyle ludzi było na tym świecie a padło właśnie na niego. I teraz jeszcze to. Czy jeżeli teraz popełni samobójstwo to uznają, że miał jak najlepsze powody by go dokonać? Oddałby wszystko byleby tylko ktoś inny znalazł się na jego miejscu. Wszystko!
- Cieszę sssię. Możeszszsz odejśśść. – Wysyczał Voldemort i przed oczami Snape'a mignęły jego czarne glany nabite ćwiekami. Broń Merlinie by kiedykolwiek rozzłościł go na tyle by zasłużyć na kopniaka od niego. Chyba już wolałby Crucio. Severus powoli wstał z podłogi i, starając się iść pewnym krokiem, opuścił Salę.
TBC
CDN
