Rozdział 2.3

Betowała: MichiruK

Harry panował nad sobą ile tylko był w stanie. Malfoy zdenerwował go wystarczająco, by mógł zrobić mu coś raczej niedelikatnego. Schował się w swoim łóżku za zasłoniętymi kotarami i padł na poduszkę, podkładając ręce pod głowę. Starał się zapanować nad gniewem wilka. Nad swoim własnym także. Malfoy zawsze potrafił trącić czułą strunę, a śmierć jego rodziców stanowczo była drażliwym tematem. Severus opowiedział mu kiedyś, jak to było naprawdę i, przynajmniej ze swojej strony, mu wierzył. I tak samo ufał w jego przekonanie, że to jeszcze nie koniec ich zmagań z Voldemortem. On wróci. Nikt nie wie jak, ale mimo wszystko opiekun był tego pewien. Nie bez powodu uczył Harry'ego podstaw obrony. Niemożność rzucania zaklęć w tak młodym wieku wcale mu w tym nie przeszkadzała. Pod osłoną barier mistrza Artura żadne, nawet czarnomagiczne zaklęcie nie zostało wyłapane przez Ministerstwo Magii. Nie żeby Harry je rzucał. Nawet teraz potrafił zapanować tylko nad kilkoma czarami. Nie przeszkadzało to jednak dorosłym opiekunom w ćwiczeniu ich na chłopcu, a dokładniej w ćwiczeniu obrony przed nimi. Jak na razie tylko ich trójka wiedziała, że [i]Imperiusem[/i] mogą Harry'ego co najwyżej poszturchać, a [i]Crucio[/i] (choć ten czar zastosowali tylko kilka razy, by chłopak wiedział, co to właściwie za klątwa) zwala go z nóg i raczej nie boli tak, jak to opisują.

Wilk zaczął się powoli uspokajać, nie rozpraszany przez żadne bodźce zewnętrzne. Harry wiedział, że czekał go jeszcze szlaban u Severusa, a on już miał dosyć na dzisiaj.

— Harry? — Ciche pytanie doleciało z drugiej strony zasłony.

Usiadł i odsunął ją. Ron stał przy jego łóżku z lekko niepewną miną.

— Tak?

— Uspokoiłeś się czy mam sobie pójść?

— Możesz zostać. To nie na ciebie jestem zły — odparł Harry, wstając i kierując się do szafy.

Znając Severusa, przyda mu się dodatkowe ubranie, bo może jeszcze będzie chciał z nim poćwiczyć. Nie narzekał, co prawda, na zaklęcia czyszczące, ale czegoś im brakowało. Wolał ubrać normalnie wypraną odzież. Zostało mu jeszcze trochę czasu do spotkania, więc zdecydował się na zejście do pokoju wspólnego. Na razie jego uczestnictwo w tegorocznych rozgrywkach quidditcha było tajemnicą, nawet dla Rona, a on sam nie miał zamiaru się chwalić. Już to, że pozwolono mu przywieźć miotłę jako pierwszorocznemu, wywołało ostatnio dyskusję w pokoju wspólnym. Całe szczęście do niektórych dotarło, że ma tu opiekuna i tak naprawdę zamek jest jego drugim domem, a w domu przecież można mieć miotłę. Trochę to zamotane, ale w końcu dali mu spokój.

Teraz znów go unikali. Nie dziwił się im, jeszcze niedawno przeszedł tędy jak burza, ciskając gromy. A właśnie, schody! Severus już pewnie został poinformowany o szkodach. To też mu zapewne doliczy do kary. Załamany usiadł na opustoszałej nagle sofie przy kominku i ciężko westchnął. Nie oczekiwał niczego normalnego po zajęciu fotela w pokoju wspólnym. A już na pewno spodziewał się wrogich spojrzeń i lękliwych ucieczek z jego pobliża.

— Pokazałeś Ślizgonom, Harry. — Chłopak zamrugał, gdy Fred stanął przed nim w rozkroku i z szerokim uśmiechem na twarzy.

— Szkoda, że poszkodowana jest barierka, a nie Malfoy — dodał zaraz George, stając obok w podobnej pozie.

— Słucham?

Bliźniaki przysiedli się do niego, cicho szepcząc:

— Jesteśmy w drużynie, mały. Pałkarze, i to najlepsi, trzeba zaznaczyć. A Ślizgoni ciągle zwijają nam puchar sprzed nosa.

Harry uśmiechnął się. Severus nie omieszkał pochwalić się zwycięstwami swego domu.

— Siedem lat z rzędu, jeśli dobrze pamiętam.

— O! Do zielonych nie należysz! To wspaniale się składa. W przyszłą sobotę pierwszy trening...

— Nie będzie mnie na nim. W piątek pełnia — przypomniał im.

W tym momencie dołączył do nich Ron, zerkając na innych uczniów cicho szepczących po kątach.

— Tylko nie próbujcie w coś wciągnąć Harry'ego. Znam te wasze pomysły — ostrzegł pozostałych rudzielców.

— Spokojnie, Ron — uspokoił go Potter. — Ja też je znam. Pamiętaj, kto jest moim opiekunem. A teraz wybaczcie, muszę już iść powoli na swój szlaban.

Pożegnał się i opuścił Wieżę Gryffindoru.

+++WSPOMNIENIE+++

Severus stał naprzeciw przemoczonego siedmioletniego chłopca. Ten, ze spuszczoną głową, obserwował swoje buty z takim zainteresowaniem, jakby nie było nic ciekawszego na całym, szerokim świecie.

—[i] Możesz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego jesteś cały mokry? Deszcz dziś nie padał. [/i]Osuszył zaczynającego drżeć z zimna dzieciaka. —[i] Albo może powinienem zadać inaczej pytanie? Co robiłeś nad jeziorem?[/i]

Harry powoli uniósł głowę.

— Chciałem się tylko pobawić. Puszczałem kaczki.

Ciężkie westchnięcie wyrwało się z piersi mężczyzny. Uklęknął przed chłopcem, kładąc mu ręce na ramionach.

—[i] Mówiłem ci już kilka razy, że Nessy nie lubi hałasu. A tym bardziej magicznych hałasów w pobliżu jej legowiska. Jakbyś zapomniał, jest teraz czas lęgu koni morskich.

Ale to jest jezioro! Czemu nie może tego robić w morzu, tak jak mówi jej nazwa? Nie miałem zamiaru robić jej krzywdy, a ona...[/i] — wzdrygnął się.

Severus wstał i popchnął delikatnie Harry'ego w głąb domu.

—[i] Nienawidzi najbardziej nas, czarodziei, bo boi się, że wykradniemy jej młode. Są bardzo cenne na każdym rynku. Samice rzadko znoszą więcej niż jedno jajo na dziesięć lat. Przy ich wielkości miałyby kłopot w wyżywieniem się.

I tak jej nie polubię. Nie po tym, co mi zrobiła.

A co zrobiła?[/i]

+++KONIEC WSPOMNIENIA+++

Harry otrząsnął się ze wspomnień, gdy stanął pod drzwiami swego opiekuna. Zapukał i po usłyszeniu zaproszenia wszedł do środka. Severus siedział za biurkiem i tylko wskazał piórem drzwi łazienki.

— Ile? — zapytał wprost chłopiec, drżąc lekko.

— Godzina.

Gdyby nie ta resztka dumy, która tliła się jeszcze gdzieś tam na dnie, błagałby opiekuna nawet na kolanach, by zmienił karę na cokolwiek innego. Jednak się nie dał i wszedł do wskazanego pomieszczenia. Rozbierał się najdłużej jak tylko mógł, ale wiedział, że tym nie zwiedzie Snape'a. Znając jego przewrotną ślizgońską naturę, rzucił jakiś czar kontrolujący, żeby się upewnić, czy jego podopieczny się nie miga. Aż sapnął, gdy okazało się, że ma rację. Na jednej ze ścian łazienki świeciła się średniej wielkości klepsydra. Jej piasek zamiast przesypywać się na dół, tkwił w górnym pojemniku. Stanął na brzegu swojego szlabanu. Nie pomagało mu ani odrobinę, że to basen bez żywych stworzeń wielkości Tytanika. Z cichym jękiem wsunął stopę do wody. Severus zlikwidował na stałe stopnie, zastępując je drabinką. Od czterech lat Harry nie wskoczył do żadnego głębszego zbiornika wodnego. Teraz też wybrał powolne wejście. Magiczny zegar piaskowy uruchomił się dopiero, gdy wszedł po szyję. Serce wilkołaka biło jak szalone, starając się nadążyć ze strachem. Każdy najmniejszy plusk wywoływał w chłopcu napad paniki. I chociaż bardzo dobrze wiedział, że to tylko łazienkowy basen, taka większa wanna, a i tak w każdym momencie oczekiwał ataku. Jego oddech stał się chrapliwy, gdy parę razy zakrztusił się wodą, okręcając się nagle wokół osi, szukając wyimaginowanego napastnika. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, powodując tym powolnym mijaniem dodatkowo napady złości wilka, który też nie przepadał za wodą. Czas w końcu minął i woda sama zaczęła się obniżać, spływając do kanalizacji. Harry wręcz rzucił się do barierki, by opuścić basen jak najszybciej. Opadł na kolana przy ławce z ubraniami. Nie miał sił na nic innego. Po wyjściu z ciepłej wody trząsł się z zimna i z opadającej adrenaliny.

Drzwi łazienki stanęły otworem, a na progu zobaczył Severusa.

— Jakaś poprawa?

Zaprzeczył, próbując wstać na chwiejnych nogach. Dopiero, gdy podparł się rękami o ławę, dał radę na niej usiąść i sięgnąć po ręcznik.

— Moglibyśmy spróbować nad jeziorem — zaproponował mężczyzna.

— Nieee! — Hary spojrzał na niego z takim przerażeniem, że Severus aż sapnął ze zdziwienia.

— Harry...

— Nie! Nie pójdę pływać w jeziorze pełnym trytonów i Wielkiej Kałamarnicy! Nie, za żadną cenę!

— Nikt z mieszkańców tego jeziora nie zrobi ci krzywdy. Dam ci skrzeloziele, jeśli chcesz.

— Nie! — Harry zaczął chaotycznie wkładać ubranie wprost na mokre ciało.

Nie zrażał się tym, że trzykrotnie chciał włożyć głowę w rękaw. Chciał się tylko stąd wydostać. Nie pozwolił się zatrzymać opiekunowi. Wybiegł z komnat jak wystrzelony z armaty. Zatrzymał się dopiero na ruchomych schodach, ale tylko dlatego, że te zaczęły się niespodziewanie poruszać. Nikogo nie było już o tej porze na korytarzach i na schodach też. Harry miał szansę trochę się uspokoić, ochłonąć. Sam nie rozumiał, dlaczego tak się bał, ale to było silniejsze od niego. Odetchnął głęboko i złapał się nagle za poręcz, gdy schody szarpnęły mocno, zatrzymując się. Patrzył na wejście do nieznanego mu korytarza. Już samo wejście do niego wydawało mu się podejrzane, bo kurz zalegał spora warstwą, jakby nikogo nie było tu od dłuższego czasu. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie poszedł sprawdzić, co się w nim znajduje.

Za zakrętem poczuł niepokojący zapach zwierzęcia. Co ono by tu robiło? Chyba że uciekło któremuś z uczniów. Ruszył dalej zaciekawiony i zatrzymały go dopiero drzwi. To za nimi wyczuwał ten zapach. Spróbował otworzyć, ale były zamknięte. Wyciągnął różdżkę i rzucił [i]Alohomorę[/i], podstawowe zaklęcie otwierające. Zadziałało i drzwi uchyliły się powoli. Harry szeroko otworzył oczy, widząc wielkie bydlę o trzech głowach.

— Ożesz w mordę...

Wszystkie natychmiast odwróciły się w jego stronę. Każda paszcza odsłoniła kły wielkości jego nogi.

Wilk w ciele chłopaka zaczął domagać się uwagi, więc ten warknął na niego, uciszając bestię. Nawet nie zauważył, że zrobił to głośno. Trzygłowy potwór przed nim usiadł na zadzie, kładąc łby na ziemi.

O! Tego się po nim nie spodziewał. Czyżby to, że on jest wilkołakiem, dawało mu jakąś władzę nad tym sporym kundlem? Zwykłe psy bały się go i uciekały albo natychmiast stawały się uległe. Czy i w tym przypadku tak to działa?

Podszedł bliżej, ale pies już nie reagował wrogo, ba, nawet pozwolił się pogłaskać.

— Co tu robisz? Przecież bez powodu by cię tu nie zamknęli.

Rozejrzał się po pomieszczeniu i teraz zauważył klapę, na której siedział psiak.

— Przesuń się, mały.

Popchnął go, by usłuchał, i otworzył klapę. Ciemność w dole nie wróżyła niczego dobrego, ale [i]Lumos[/i] od razu rozświetlił mu kolejne pomieszczenie na dole. Puste.

— Siedź tu grzecznie. Zaraz wracam — rzucił do psa i zeskoczył.

Na dole nie znalazł nic poza kolejnymi drzwiami i kolejnym pokojem, także pustym, choć trochę dziwnym. Bardzo wysokim i z kilkoma miotłami stojącymi przy kolejnych drzwiach. Gdy minął następne puste komnaty, zaczął się już tym nudzić i chciał wrócić, ale trafił do jeszcze jednego pomieszczenia i tam zamarł. Coś go zaniepokoiło. Rozglądał się, ale nikogo tu nie było, stał na otwartej przestrzeni, a otaczały go tylko ściany. Nie było tu nic, kilka kolumn i nic poza tym. Nagle przed nim jedna z niewysokich kolumn zaczęła się jarzyć słabym światłem. Podszedł bliżej, przyglądając się światłu. Jego nagły rozbłysk oślepił go na kilka sekund. Przetarł oczy, przyzwyczajając się na nowo do zwykłego światła.

Znów wszystko było zwyczajne. Wzruszył ramionami i skierował się w powrotną drogę, zastanawiając się, co robił pies, skoro niczego tu nie było.

Kolejny dzień zaczął się niewesoło. A wszystko rozpoczęło się na śniadaniu, gdy pierwsze sowy wleciały do Wielkiej Sali. Gdy Harry zobaczył pierwszą stronę „Proroka", aż się zjeżył. Zerknął na Severusa, ale ten tylko pokiwał głową i nakazał mu gestem wrócić do posiłku.

Wilkołak w Hogwarcie!

[i]Czy nasze dzieci są bezpieczne? Jak powiadamia nas jeden z uczniów (prosi o anonimowość), wczoraj w godzinach popołudniowych Harry Potter-Snape w przypływie gniewu zniszczył część schodów. Co, jeśli następnym razem jego ofiarą okaże się któryś z uczniów? Jak wiemy, wilkołaki nie należą do łagodnych magicznych stworzeń, wręcz przeciwnie. Są krwiożercze, złośliwe i nieokiełznane. Dlaczego nikt nie zareagował na jego przybycie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa? Czy to, że jest Chłopcem-Który-Przeżył daje mu inne przywileje niż pozostałym dzieciom?...[/i]

Dalej Harry już nie czytał. Miał dosyć. Mało tego, że jako dziecko został pokąsany przez wilkołaka, to jeszcze mu to teraz wypominają, jakby zrobił to specjalnie. O, unicestwienie Voldemorta to tylko kolejna wymówka. Może najlepiej zamknąć go w jakimś odosobnionym miejscu i czekać, aż znów pojawi się Czarny Pan i wtedy łaskawie go na niego napuszczą. Tak, tylko że poza nim i Severusem wszyscy są szczęśliwie przekonani, że on już nie wróci, więc najlepiej byłoby zaklasyfikować Harry'ego jako stworzenie groźne i odstrzelić, tak dla przykładu.

— Harry, uspokój się. Zaczynasz warczeć — przestrzegła go Hermiona, szturchając w bok.

Chłopak natychmiast się opamiętał i wrócił do posiłku, starając się jednocześnie panować nad obiema istotami w sobie. Mordował jajecznicę pojedynczymi ciosami i pochłaniał ją szybko. Całe szczęście, że jeszcze tylko trzy dni i będzie miał chwilę spokoju w samotni. Nie śpieszyło mu się bynajmniej do pełni, ale tam chociaż będzie mieć ciszę i spokój.

Ruszył na pierwsze lekcje, taksowany nieprzychylnymi spojrzeniami większości uczniów. Żadna nowość.