Rozdział 3.2
Zaklęcie kameleona, pod którym ukrył się Malfoy, zostało zdjęte. Chłopak był blady i przerażony.
— Harry... Ja...
— Teraz to Harry — warknęła bestia, zbliżając się powoli z uśmiechem pełnym krwawej żądzy na twarzy. — A gdzie podziała się znajda?
— Proszę, nie rób tego — wręcz zaskomlał Draco, opadając na podłogę i kuląc się pod ścianą.
Atak jednak nie nastąpił. Gdy po kilku sekundach nic się nie stało, Malfoy podniósł głowę i zobaczył, że Harry siedzi na materacach, patrząc tylko na niego. Pot spływał mu po czole.
— Co cię opętało, że tu przyszedłeś? — Głos znów należał do jedenastoletniego chłopca. — Przecież miałeś już z nim kontakt. Wiesz, jaki on jest. Chce ciebie za wszelką cenę i dziś cię dostanie. Nikt i nic go nie powstrzyma. Zniszczył eliksir i nie będę dziś w stanie nad nim zapanować. Módl się, żeby cię nie zabił.
Jęknął, łapiąc się za brzuch. Draco otworzył szeroko oczy, gdy materace zaczęły się coraz bardziej uginać pod zmieniającą się drastycznie postacią. Cały pokój zadrżał od gromadzącej się i kumulującej wokół wilkołaka magii. Przemiana nie trwała długo. Draco obserwował wszystko zszokowany. Spodziewał się zobaczyć coś zgoła innego. Wielkie, kosmate monstrum, a nie...
Przełknął głośno, gdy istota spojrzała na niego złotymi oczami, mrużąc je groźnie. Ubranie wisiało na niej w strzępach – mięśnie rozerwały je, zwiększając swoją objętość. Nie jakoś drastycznie, ale jednak.
Czarne włosy, dotąd sięgające karku, opadały teraz do samego pasa. Dopiero przy poruszaniu się wilkołaka można było zauważyć, że wyrastały one z pleców na całej linii kręgosłupa, odłączając się na końcu i tworząc długi, gęsty ogon, który nerwowo machał na boki.
Nagi Potter cały pokryty był czarną, krótką sierścią. Warkot bez przerwy wydobywał się z jego gardzieli, gdy z każdym krokiem zbliżał się do upatrzonej wcześniej ofiary.
— Nie, proszę. — Draco skulił się ponownie.
— Jesteś mój. Na zawsze. Nie pozwolę ci odejść, piękny.
Wilkołak zatrzymał się tuż przy chłopcu i zniżył do jego poziomu.
— Nie. Nie. Nie. To nie dzieje się naprawdę. To tylko koszmar.
— Ależ oczywiście. Najpiękniejszy koszmar, jaki kiedykolwiek ci się przyśnił. A gdy się obudzisz, on nadal będzie trwał.
Istota uniosła długim, hebanowym paznokciem podbródek blondyna. Oblizała kły i wyszczerzyła się na koniec. Paznokieć powoli przesunął się po krawędzi szczęki za ucho Ślizgona, odgarniając jasne włosy. Ostry ból szarpnął ciałem Malfoya, ale chłopak nie odważył się poruszyć, by nie drażnić bestii. Czuł, jak krew spływa mu po szyi, ale istota nie przerywała. Paznokieć rysował jakiś wzór od ucha aż po kark.
— To znak, że należysz tylko do mnie. Będziesz moim szczęściem, piękny. — Bestia pochyliła się nad raną i zlizała krew z cichym mlaśnięciem. — Słodka.
Sekundę później odskoczyła od Draco i zawyła przeciągle. W tym wyciu można było usłyszeć lęk, przerażenie, ale i groźbę, a także żądzę krwi.
— On jest mój. Przestań walczyć — zawarczał wilkołak, zataczając się na ścianę. — Nie pozwolę ci. Zasłużył sobie. Cicho siedź. Teraz moja kolej! — Potrząsnął głową, jakby chcąc coś z siebie wyrzucić. — Nie. Jest mój. Nie interesują mnie...
Wycie tym razem pełne było bólu.
Można było usłyszeć w nim jakby dwie osoby. Krzyk Pottera i skowyt wilka. Obaj cierpieli, walcząc o przywództwo. Głos Pottera słabł, cichł, aż w końcu zamilkł całkowicie. Wycie przepełniło się radością zwycięstwa.
Draco nie ruszył się z miejsca. Wiedział, że nie ma najmniejszych szans na złamanie blokady Snape'a. On, zaledwie jedenastolatek, nawet nie próbował przełamać czarów dorosłego czarodzieja.
Istota znów do niego podeszła.
— Chodź, piękny. Wygrałem cię uczciwie. — Zaśmiała się gardłowo.
Draco załkał. Wiedział, że to już koniec.
— Przykro mi, Draco — usłyszał nagle głos Harry'ego. Poderwał głowę i zobaczył zielone oczy. — Postaram się, żeby cię nie zabił. Nie opieraj się mu.
Oczy znów stały się żółte i Ślizgon został przyciągnięty bliżej.
— Spróbujmy jeszcze raz, jak smakujesz. — Z tymi słowami wilkołak rozerwał ubranie chłopca.
Malfoy po prostu stał sparaliżowany. Nawet gdyby chciał uciec, nie byłby w stanie. Wilkołak złapał go mocno za ręce i przygwoździł do ściany, przytrzymując w miejscu.
— Mój — warknął i wgryzł się w ramię chłopca.
Krzyk rozniósł się po pokoju. Zaraz potem Draco ogarnęła ciemność.
Powrót do świata żywych był bolesny. Pomieszczenie wirowało przy najmniejszym poruszeniu głową.
— Jesteś idiotą, Malfoy. Ale już chyba o tym wiesz.
Harry stał po przeciwnej stronie pokoju, opierając się o kamienną ścianę i krzyżując na piersi ręce. Po jego prawej stronie w słabym świetle pochodni Draco zobaczył burą plamę. Ciągnęła się od ściany do samego materaca.
Kolejna fala bólu, tym razem skumulowana w ramieniu, spowodowała, że jęknął, zwijając się w kłębek.
— Staraj się nie ruszać. Wkrótce przyjdzie Severus i cię stąd zabierze. Powinieneś się cieszyć, że nie zjadł się całego.
— To ty mnie ugryzłeś! — krzyknął Draco i pomimo bólu usiadł.
Zawroty nasiliły się tak bardzo, że musiał oprzeć się o ścianę.
— Miałeś leżeć. Straciłeś sporo krwi.
— Odczep się! Nie będziesz mi rozkazywał, Potter!
Harry'emu zadrgał kącik ust.
— Połóż się! — Ton jego głosu zmienił się w wilczy i Draco poczuł gdzieś wewnątrz siebie nakaz wykonania polecenia.
Opadł na plecy, osuwając się bezwładnie po ścianie.
— Co to było? — Odwrócił głowę w jego stronę.
Półnagi chłopak w resztkach bokserek nie miał żadnych oznak przeżytej przemiany. Tylko plamy zakrzepłej krwi gdzieniegdzie znaczyły jego ciało.
— To, mój drogi Draco, był nakaz Alfy. Od dziś zawsze go będziesz wykonywał. Nawet, gdy nie będziesz chciał. Sprzeciw będzie bolesny.
Dźwięk odblokowanego zaklęcia odwrócił ich uwagę od siebie, a skierował na otwierające się drzwi.
Severus wszedł do pokoju i zbladł na widok krwi. Gdy zobaczył, kto leży na materacach, jego twarz zmieniła się diametralnie.
— Malfoy. — Przetarł twarz dłonią. — Nie interesuje mnie, jak się tu dostałeś. Karę już, jak widzę, otrzymałeś. Drugą dostaniesz od swego ojca.
Draco, choć już dosyć mocno blady z powodu utraty krwi, zbladł jeszcze bardziej.
+++WSPOMNIENIE+++
Malfoy patrzył z uśmiechem na szarpiącego się chłopca.
— Ale ja chcę się jeszcze bawić! — krzyczał Harry, próbując się wyrwać i ze skutecznością zresztą, odrzucając opiekuna o kilka kroków.
Po chwili chłopak zamarł, widząc, jak ten podnosi się powoli z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Pochylił głowę i skulił się.
— Przepraszam, proszę pana. Nie chciałem.
— Musisz iść, Harry. Draco jeszcze tu przyjdzie, nie martw się.
Malfoy stanął pośrodku pokoju z rękami na biodrach.
— Następnym razem cię pokonam, Potter.
Reakcja Harry'ego była natychmiastowa. Doskoczył do blondyna, wywracając go na dywan. Żółte oczy znalazły się kilka centymetrów nad twarzą leżącego. Warkot rozszedł się głuchym pogłosem po komnacie.
Nagle coś uniosło w powietrzu atakującego i przelewitowało go na drugi koniec sali.
— Idź do siebie, Draco. Harry jest rozdrażniony twoim zachowaniem. Nie chcemy przecież, żeby przypadkiem zrobił ci krzywdę.
— Już idę, idę. Nie chcę być taki, jak inni jemu podobni. Jestem zbyt piękny, by zmarnować urodę na coś takiego.
— Piękny. — Warkot i zmieniony ton głosu ponaglił oddalającego się młodego arystokratę. — Będziesz mój.
— Cicho, Harry.
Severus zabrał ze sobą warczącego dzieciaka.
+++KONIEC WSPOMNIENIA+++
Draco stracił ponownie przytomność, gdy Severus pomagał mu wstać.
— On rozbił eliksir, Severusie. Mógłbyś przynieść mi jeszcze jedną porcję?
Harry opadł ciężko na zwolnione przez unoszącego się obecnie na noszach Malfoya materace.
— Wziąłem ze sobą na wszelki wypadek.
Podał mu eliksir. Chłopiec wypił duszkiem.
— Próbowałem go powstrzymać, Severusie. — Jego powieki stawały się ciężkie.
— Wiem, Harry. Wiem, że się starałeś. Przynajmniej żyje. Śpij teraz, potem podeślę ci posiłek.
— Dziękuję, Severusie.
Po chwili już spał. Snape rzucił na niego zaklęcie diagnozujące i dodatkowo wyciągnął jeszcze jeden eliksir, pojąc nim śpiącego. Spięta dotąd twarz chłopca rozluźniła się. Wyczarował ubranie oraz koc, którym go przykrył.
Zniknięcie Malfoya na trzy dni, w tym samym czasie, co Pottera z powodu pełni, wywołało falę plotek. Gdy na trzeci dzień obaj pojawili się w Wielkiej Sali, z czego Ślizgon z ręką na temblaku, plotki nabrały jeszcze mocy.
— Cześć, stary — przywitał Ron Harry'ego, a pochylając się w jego stronę, szepnął: — Powiedz, że kontuzja Malfoya to twoja sprawa. Proszę.
Harry zastanowił się.
— W pewnym sensie i tak, i nie. Ale mogę ci obiecać, że teraz raczej nie będzie podskakiwał.
Hermiona zbladła, przysłuchując się ich rozmowie.
— Harry, czy ty próbujesz nam powiedzieć, że go ugryzłeś?
Także szeptała, nie wiedząc, czy ta informacja może dotrzeć do innych.
— Można tak to nazwać — odszepnął chłopak. — Ale sam się prosił.
— Jak to? — dopytywał się Ron, przysuwając jeszcze bliżej.
— Ten idiota wszedł do pomieszczenia, gdzie przechodzę przemianę, i został tam ze mną zamknięty na całą noc. Zapanowałem nad bestią tylko na tyle, by go nie zabił.
— Na Merlina! — sapnął zszokowany rudzielec. — Zrobiłeś z jedynego dziedzica Malfoyów wilkołaka? Jego ojciec cię zamorduje.
— Był ostrzegany wielokrotnie, że ma mnie nie denerwować, bo bestia upatrzyła go sobie już dawno temu. Jestem tylko ciekaw, co on teraz wymyśli. Przyjmuję oczywiście za fakt, że nikomu nie powiecie. Chyba że Malfoy sam to ogłosi, a to raczej nie wydarzy się za szybko.
— Oczywiście, Harry — obiecała solennie dziewczyna.
— Jasne, kumplu. Po raz pierwszy żal mi Malfoya — dodał Weasley.
Powrócili do posiłku. Harry cały czas czuł na sobie spojrzenie Malfoya.
— Panie Potter, proszę zgłosić się do dyrektora — poinformowała go McGonagall, gdy opuszczał Wielką Salę.
Spodziewał się tej rozmowy.
Pożegnał się z przyjaciółmi i skierował w stronę gabinetu Dumbledore'a. Zaskoczył go trochę widok Malfoya czekającego obok chimery, ale tego też właściwie mógł się spodziewać.
Chimera odsunęła się po chwili, wpuszczając ich na ruchome schody.
— Zapraszam, chłopcy. — Drzwi do gabinetu stały otworem, gdy dyrektor z uśmiechem zapraszał ich do środka.
Harry na chwilę przystanął w wejściu, widząc Lucjusza i Severusa przy kominku w wyraźnie wrogich pozach.
— Usiądźcie wszyscy — polecił dyrektor, wskazując fotele.
Harry zajął fotel tuż przy biurku, obok niego usiadł Severus. Po prawej stronie miał obu Malfoyów.
— Chyba wiadomo każdemu, po co się zebraliśmy — zaczął Albus. — Draco został ugryziony, ale jednocześnie złamał kilka zasad szkoły...
— To pana wina, dyrektorze! — wyrwał się Lucjusz. — Pozwolił pan przybyć wilkołakowi do szkoły pełnej dzieci. Proszę nie myśleć, że Rada się o tym nie dowie.
— A co za tym idzie, cały magiczny świat, panie Malfoy. Wszyscy dowiedzą się, że pana jedyny syn to wilkołak — zauważył bardzo spokojnie Dumbledore i to posadziło z powrotem arystokratę na jego czterech szlachetnych literach.
— Z tego, czego się dowiedziałem, Draco sam spowodował tę drastyczną sytuację, zakradając się za profesorem Snape'em i Harrym do komnaty, w której chłopak przechodził przemianę. Gdyby tego nie zrobił, nic by się nie wydarzyło. Harry nie miał najmniejszych szans wydostać się z tamtego pokoju.
— To nie jest wymówka. Ten potwór zaraził likantropią Draco. Musi ponieść karę! — wrzasnął Lucjusz.
Harry przysłuchiwał się tej wymianie zdań, lecz nie spuszczał wzroku z Draco. Z zastraszonego Draco.
— Panie Malfoy, proszę przestać krzyczeć — poprosił Harry cicho. — Rani pan własnego syna.
Malfoy senior zgromił go spojrzeniem.
— Będę krzyczał, kiedy tylko będę mieć ochotę! — Teraz to już prawie darł się wniebogłosy. — Nie będziesz mnie pouczał, gówniarzu!
— Malfoy, zapominasz się — ostrzegł go Snape, wstając, tak że górował nad starszym blondynem.
Ten także wstał.
— Twoja znajda omal nie zabiła mi syna, a ty jeszcze...
Harry sam źle czuł się w małym pomieszczeniu, który aż rezonansował krzykiem mężczyzny.
Odsunął się aż do samego kominka i machnął na Draco, by zrobił to samo. Wiedział, że zmysł słuchu jako pierwszy robi się czuły, choć nie dowiedział się tego z własnego doświadczenia.
Draco pokręcił przecząco głową. Jednak Harry widział, że głupia kłótnia, teraz już z udziałem dyrektora, który starał się pogodzić Snape'a i Malfoya, rani Ślizgona coraz bardziej.
— Chodź do mnie — nakazał, nie przejmując się, że wilczy głos przebił się przez hałas.
Draco natychmiast wstał i podszedł.
— Wracaj tu natychmiast! — Lucjusz wręcz wrzasnął i, zanim ktokolwiek zdążył zareagować, podszedł do syna i złapał go za ramię.
— Sprzeciw się. — Tym razem Harry-bestia nie podniósł głosu.
Draco jednak usłyszał i wyrwał się z uchwytu, choć szok był widoczny na jego twarzy. Musiał zrobić to po raz pierwszy.
— Ty...! — Lucjusz uniósł rękę, by ukarać chłopaka, ale tym razem zareagował Potter, doskakując do niego.
Uderzył ciałem Malfoya o ścianę, aż posypał się pył i dorosły wylądował na kolanach.
— On należy do mnie! — warknęła istota i żółte ślepia zmroziły arystokratę. — Nie waż się go tknąć choćby palcem. Należy do mojego stada i jest pod moją ochroną.
Odszedł od mężczyzny. Choć cała scena wyglądała z boku niecodziennie, gdy dzieciak pokonał dorosłego, nikt nic nie zrobił, by stanąć mu na drodze.
Harry podszedł do nadal zszokowanego Draco, zagarniając go do siebie i unosząc jego włosy w górę.
— Tu jest mój znak, żebyś pamiętał.
Kark, po wygojeniu się rany, jaką zadał w nocy wilkołak, zdobiła teraz blizna o dziwnym, skomplikowanym kształcie.
