NIŻ 4.2

Harry usiadł, zanim jeszcze otworzył oczy. Tak nagły zryw spowodował, że jęknął głośno, czując całe ciało i to bardzo boleśnie. Złapał się za głowę, która szczególnie dotkliwie mu dokuczała, jakby pod czaszką kowal urządził sobie warsztat. Na dodatek jeszcze poczuł znajome ukłucie w piersi. Zranienie musiało pogorszyć jego stan. Trzymał się kurczowo za koszulę, głęboko oddychając. Ból głowy w tym wypadku zszedł na dalszy plan. Rwanie we wnętrzu nie chciało odejść. Trzymało swe pazury głęboko zanurzone, szarpiąc nimi biedne wnętrzności.

Nagle poczuł czyjąś dłoń na swoich plecach. Szarpnął się do tyłu, ale chwilę później rozpoznał Severusa i tym razem lekko zbladł, mając nadzieję, że opiekun pomyśli, że to skutek wypadku.

Mężczyzna coś do niego mówił, ale on go nie słyszał. Rozejrzał się wokół siebie i dopiero teraz zauważył, że leży w sali szpitalnej osłonięty z trzech stron parawanem. Na szafce obok łóżka leżał jego naszyjnik i Harry już chciał po niego sięgnąć, kiedy kolejny atak mu to uniemożliwił. Zwinął się w kłębek, znów łapiąc za pierś. Trud oddychania, a nawet myślenia spowodował, że było mu teraz wszystko jedno. Chciał tylko, żeby to się skończyło.

Mam mu powiedzieć? — Rumuar przynajmniej nie musiał korzystać z naszyjnika, by się z nim porozumieć.

Nie, nie pozwalam! — zabronił ostro Harry.

Wolisz zdychać tu w cierpieniu? — oburzył się wilkołak na taki ton chłopaka.

Ar, nie pozwalam!

Wilk ucichł, ale Severus szybko zajął jego miejsce.

Harry, co się dzieje? — W jego głosie rzadko słychać było strach, lecz myśli trudniej było kontrolować.

Nic, trochę mnie boli — mruknął wymijająco Harry, czując, jak atak powoli ustępuje. — Gdzie jest Voldemort?

Poczuł, jak Severus zesztywniał.

Czarny Pan? Harry, czy ty chcesz powiedzieć, że on tu był i cię zaatakował?

I tak, i nie. To Quirrell zastawił na mnie pułapkę. Voldemort go opanował. Siedział w jego głowie, i to dosłownie. Miał twarz na potylicy profesora. To dlatego czułem ten dziwny zapach. Mogę dostać coś na ból głowy? Zaraz mi eksploduje — poprosił na koniec, gdy wcześniejszy ból znów dał o sobie znać.

Severus poszedł po eliksir, a Harry sięgnął po naszyjnik leżący na szafce przy łóżku. Chwilę obracał go w dłoni, zastanawiając się, jak czuje się zwykły wilkołak po dotknięciu srebra. Jego to nie dotyczyło i cieszył się z tego. Ciekawiło go, kiedy Severus powiedział McGonagall, że może dotykać srebra. A może kobieta nie wiedziała? Miał nadzieję, że nie chciała zrobić mu krzywdy. Snape i tak zbyt często zachowywał się paranoicznie jeśli chodzi o ludzi. Weźmie po prostu za pewnik, że profesorka zapomniała o tej przypadłości likantropów.

Założył naszyjnik i dźwięki natychmiast uderzyły w niego z całą mocą. Słyszał, jak Severus przesuwa szklane fiolki w szafce i cicho dyskutuje z Pomfrey. Przynajmniej po niej nie krzyczy jak kiedyś.

++ WSPOMNIENIE ++

Chłopiec odwrócił się, zauważając jakiś ruch w korytarzu za sobą. Przycisnął czarny notes mocniej do piersi i nie widząc nikogo, pobiegł dalej. Uchylił trochę drzwi do łazienki dziewcząt.

— Cześć, Marto! Wybacz, że ci przeszkadzam. Mogę się tu schować przed Severusem? Chciałbym coś poczytać, a on ciągle wymyśla mi jakieś zajęcia.

Duch dziewczyny o niezbyt pięknym wyglądzie podleciał do niego i dotknął jego ręki.

Nie ma sprawy, Harry. Lubię, jak do mnie przychodzisz.

Chłopiec wzdrygnął się mimowolnie, czując zimno. Ale wiedział już, że tylko w ten sposób może porozumieć się z duchem. Całe szczęście, dziewczyna odleciała gdzieś, gdzie latają duchy, zostawiając go samego.

Otworzył notes i przeczytał ostatnią linijkę, która pojawiła się kilka minut wcześniej.

Jeśli chcesz mnie spotkać, idź do łazienki dziewcząt i poszukaj kranu z wężem na obudowie. Potem powiedz mu, żeby się otworzył. Jeśli zasłużyłeś, by mnie spotkać, to cię wpuści. To pewnego rodzaju test."

Harry zaczął szukać. Szybko znalazł odpowiednią umywalkę. Pochylił się nad nią i powiedział:

— Otwórz się!

Przez chwilę nic się nie działo i już zaczął myśleć, że może faktycznie nie zasłużył, ale nagle cała umywalka zadrżała i tuż przed nim otworzył się ciemny korytarz prowadzący w dół. Kilkanaście minut później bardzo żałował, że wziął notes od ojca Malfoya, ale nawet gdyby chciał powiedzieć o nim Severusowi, został magicznie zaprzysiężony, że nigdy tego nie zrobi.

Ogromne cielsko monstrum przesuwało się tuż przed nim. Nie słyszał go, a stary kapelusz zasłaniał mu widoczność, głęboko osiadając mu na głowie.

Nie ściągaj mnie! To bazyliszek, zabije cię wzrokiem, jeśli na niego spojrzysz.

Jak mam się bronić, skoro nic nie widzę?

Poczekaj chwilę, Fawkes wydziobuje mu właśnie oczy, zaraz potem coś ci dam. Będziesz musiał sobie jakoś poradzić. Dobrze, oczy załatwione. Trzymaj!

Harry poczuł, jak coś ciężkiego ląduje na jego biednej głowie. Sięgnął pod kapelusz i chwycił... rękojeść miecza.

I co ja mam z tym zrobić? Chyba oszalałaś. Mam osiem lat, nie umiem walczyć!

To giń. Jeśli ci życie miłe, to chociaż spróbuj je ratować.

++ KONIEC WSPOMNIENIA ++

Nagłe uderzenie dłoni w blat biurka przerwało ciszę w gabinecie dyrektora szkoły dla magicznie uzdolnionej młodzieży.

— Severusie, nie wiem, gdzie on jest. Nie było go w końcowej sali. — Albus przetarł szkła okularów i założył je z powrotem, w jego glosie słychać było zmęczenie i strach.

Severus nauczył się odczytywać niektóre nawyki Dumbledore'a i teraz wiedział, że sprawa jest bardzo poważna. Nie przeszkodziło mu to jednak w pokazaniu swego oburzenia.

— Jak to nie było? Żadne z zabezpieczeń nie zostało przełamane w jakikolwiek sposób. Tam nawet nikogo nie było od czasu ich założenia. Nie mów mi, że został ukradziony podczas tych kilku godzin, gdy przygotowywaliśmy wszystko? — Snape oparł się o biurko Dumbledore'a, pochylając niebezpiecznie w jego stronę. — Jeśli Czarny Pan zdobył Kamień, to wiesz, że odrodzi się w przeciągu kilku tygodni i to nie będzie nasz najgorszy problem. Wiesz, co może ten Kamień.

— Tak, Severusie. Wiem. Flamel wyjaśnił mi wszystko.

Snape usiadł w fotelu. Co mieli teraz zrobić? Kto mógł zdobyć Kamień bez choćby aktywowania podstawowego alarmu wejścia. No i ten kundel. Nie przepuściłby nikogo bez zagrania mu czegoś, a w sali nie było nawet śladu po użyciu magii, która tłumaczyłaby chociaż inkantację czaru muzycznego.

— Kto teraz obejmie posadę Quirrella? — zapytał nagle.

— Mam już jedną osobę na to stanowisko. Jest zaznajomiona z tematem i mogę jej w pełni zaufać. Powinienem od samego początku jemu dać ten etat — powiedział Albus. — Nie zdarzyłby się wtedy ten wypadek.

— Mogę wiedzieć kto to?

— Pewnie nie spodoba ci się ten wybór, ale to Remus Lupin.

Snape prychnął.

— Albusie, czyżbyś zamieniał tę szkołę w schronisko dla zwierząt? To już trzeci wilkołak w tym roku.

— Jesteś pewien, że trzeci? — zapytał chłodno Dumbledore i mistrz eliksirów od razu przypomniał sobie rozmowę o stadzie z Rumuarem.

Głęboka bruzda pojawiła się na jego czole, ale nic nie mógł powiedzieć, bo nie wiedział, czy Harry rzeczywiście ma stado, czy nie.

— Nie martw się tym, Severusie. Nawet jeśli Harry ma swoje własne stado, to teraz i tak nic z tym nie zrobimy. Ale skoro nie zgłosił się do ciebie nikt nowy z likantropią, możemy uznać, że nikogo takiego nie ma.

— To nie jest dobre wytłumaczenie. Wiele wilkołaków ukrywa swoją prawdziwą naturę. Mogli nie przyjść do mnie, a nawet do mistrza Artura z lęku, że zostaną ujawnieni. A wracając do Lupina, lepiej go ostrzeż. Harry może na niego reagować bojowo, chociaż bardziej podejrzewałbym Rumuara. Jest bardzo dominującym osobnikiem. Czy twoje stwierdzenie, że w pełni możesz mu zaufać, jest na pewno prawdziwe? — dodał, wstając i nie czekając na odpowiedź, rzucił: — Idę do chłopca, powinien się wkrótce ocknąć.

Harry wszedł do Wielkiej Sali z łobuzerskim uśmiechem na ustach i od razu skierował się do stołu Ślizgonów. Został wypuszczony ze szpitala z samego rana i zdecydował się coś zrobić. Czas kogoś uświadomić.

Stanął przed Malfoyem, czekając, aż nagła cisza przy stole nakaże Ślizgonowi odwrócić się, ale ciekawość chyba nie była u blondyna zbyt mocna albo też chłopak dobrze wiedział, kto za nim stoi.

— Draco, czy mogę cię prosić na chwilę rozmowy?

Malfoy spojrzał na niego zły i zaraz też odwrócił się ostentacyjnie, nie reagując na prośbę.

Potter nie przejął się zbytnio takim zachowaniem. Skierował się z powrotem w stronę wyjścia i dopiero wtedy się odwrócił.

— Draco, dołącz do mnie na chwilę. — Głos tym razem należał do Rumuara.

Malfoy, jak rażony piorunem, uniósł głowę i powoli wstał z zaciętym wyrazem twarzy, jakby walczył z nakazem.

— Możesz wziąć ze sobą Blaise'a, jeśli się mnie boisz. — Teraz odezwał się Harry, po czym odwrócił się i wyszedł na korytarz.

Zabini wstał i ruszył z Draco do wyjścia. Potem obaj dołączyli do Gryfona.

W tym samym czasie plotki zaczęły żyć własnym życiem. Ron i Hermiona spojrzeli na siebie, wstali szybko i ruszyli za trójką. Harry chyba przypuszczał, że dołączą, bo nawet przytrzymał im drzwi jednej z wolnych sal, by weszli. Potem rzucił zaklęcie wyciszające i zamykające na drzwi.

— Czego chcesz, Potter?

— Chciałem, byś się o czymś dowiedział przed pierwszą przemianą. Rumuar nie chciał, byś o tym wiedział wcześniej, ale ja się z nim nie zgadzam. Powinieneś być świadomy tego, żebyś w razie czego mógł się obronić. Ron i Hermiona też mogą wiedzieć, by mogli prosić o pomoc, gdyby zaszła taka potrzeba.

— Czyli teraz jestem twoim chłopcem na posyłki? Mam bronić szlamę i Wiewióra! — krzyknął, ale Potter nie zareagował.

— Zabini, mogę cię prosić o mały pokaz? — zwrócił się do czarnoskórego chłopca i kontynuował dalej, gdy oczy wszystkich pozostałych powoli otwierały się szerzej w szoku. — Jak już kiedyś mówiłem Hermionie, nie jestem typowym wilkołakiem. Moje stado jest tak samo niezwykłe.

Zabini na ich oczach zmieniał się. Czarne futro pojawiło się na widocznych fragmentach ciała, a pewnie także i pod nim. Kły wydłużyły się, wysuwając z ust wykrzywionych uśmiechem. Warkot rozniósł się po sali.

— Ale dziś nie jest pełnia — zauważyła nagle Hermiona, odsuwając się pod drzwi.

— Spokojnie, Blaise nic wam nie zrobi. — Harry przytrzymał ja za ramię. — Ma pełną władzę nad sobą. Jest wilkołakiem, który może zmienić się, kiedy tylko chce. Nie przechodzi przemiany raz w miesiącu. Jest jakby animagiem, ale nadal zachowuje wszystkie minusy likantropów, choćby reakcję na srebro.

— Ale ty przechodzisz przemianę.

— Tak, bo ja zostałem ugryziony przez zwykłego wilkołaka — odparł Harry. — To późniejsze próby Severusa i mistrza Artura zmieniły moją naturę.

Malfoy niepewnie podszedł do Blaise'a i dotknął jego ciała, sprawdzając, czy jest prawdziwe.

— Kiedy on cię ugryzł? Dlaczego nikt o tym nie wiedział? — Nagle odwrócił się w stronę Pottera. — Dlaczego nie powiedziałeś tego mojemu ojcu? Nie wydziedziczyłby mnie, gdyby wiedział, że tak będę w stanie zapanować nad wilkiem?

Oczy Harry'ego w jednej sekundzie zmieniły barwę i Draco został zagarnięty w ramiona Pottera. Jego twarz została uniesiona do góry tak, że prawie stykali się ustami.

— Dlatego, że jesteś mój. Mam zamiar cię zniewolić każdym możliwym sposobem. Należysz do mnie duszą i ciałem.

Ar, mógłbyś przestać? — Głos Harry'ego dotarł do umysłu Rumuara. — Nie życzę sobie takiego zachowania!

On jest mój.

Wiem i nie bronię ci się z nim spotykać na twoich warunkach, ale hamuj się. On nadal ma uczucia i nie chcę ich ranić. I bez tego ma dosyć problemów, a twoje zachowanie tylko wszystko pogarsza.

Mimo że rozmowa prowadzona była cichym głosem, i tak została zauważona przez zebranych. Nagłe zmiany na twarzy Harry'ego trudno było pomylić z czymkolwiek innym. Raz złość, raz radość. Zabini wrócił do swojej ludzkiej postaci i czekał cierpliwie przy oknie. Hermiona pomyślała nagle, że chyba często widywał takie zachowanie, skoro nie reaguje w żaden sposób. Uspokoiło ją to trochę, bo oznaczało, że wszystko jest normalne i ktoś nad tym panuje.

— Kogo jeszcze ugryzłeś? Jak wiele wilków jest w szkole? — zapytał Draco, wywarkując pytania przez zaciśnięte w gniewie zęby.

Harry uśmiechnął się, a jego oczy tylko mocniej zalśniły złotem.

— Kilka i mogę ci powiedzieć, że tylko jeden został ugryziony celowo. Reszta sama chciała.

W tej samej chwili zaklęcie na drzwiach zamigotało i zgasło, a do sali wszedł Snape. Uniósł brew na widok pozycji, w jakiej znajdowali się Wąż i Lew, ale sekundę później jego twarz wróciła do standardowego wyrazu irytacji.

— Chciałbym wiedzieć, co oznacza to tajne zgromadzenie. Czyżby lekcja biologii dla pana Weasleya?

— Profesorze Snape! — krzyknął Potter, wypuszczając zarumienionego Malfoya z objęć. — Jeśli już, to uczymy Draco, jak ma się zachowywać w stosunku do Ara.

Hermiona już miała się odezwać, ale Blaise pokiwał w jej stronę głową i skierował się do drzwi.

— Skoro wszystko już wyjaśnione, to idę na zajęcia — odezwał się wesoło. — Profesorze, proszę się nie denerwować. Byłem ich przyzwoitką. Do niczego nie doszło. Nawet nie zdążyli się pocałować.

— Blaise! — Połączone głosy Pottera i Malfoya wyrwały się aż na korytarz, gdy Zabini otworzył drzwi.

Uczniowie na zewnątrz zaczęli zaglądać do sali zaciekawieni.

— Rozejść się! — Snape nie musiał podnosić głosu, by polecenie natychmiast zostało wykonane. — Was też to dotyczy — dodał w stronę grupy znajdującej się w sali. — I to teraz.

— Idźcie, muszę jeszcze porozmawiać z Draco — poprosił Harry Rona i Hermionę, przytrzymując za ramię odchodzącego blondyna.

Severus popatrzył na nich z powątpiewaniem, ale nic nie powiedział, tylko wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Harry na powrót uaktywnił zaklęcia i odwrócił się do czekającego niepewnie Ślizgona. Niepewność ta natychmiast zniknęła z jego twarzy, gdy czar zabłysł na nowo. Złapał Pottera za ramiona i potrząsnął nim, krzycząc:

— Zrobiłeś to wszystko specjalnie! Zbierasz sobie stadko, żeby cię broniło przed Czarnym Panem! To jest twój cel! Chcesz się ukryć za plecami innych!

— Czyli robię dokładnie to samo, co ty chciałeś zrobić, a dokładniej twój ojciec — odezwał się całkiem spokojnie Harry. — Od samego początku chciał, byś zaprzyjaźnił się ze mną, aby potem bez problemu móc mnie eskortować przed oblicze Voldemorta.

— Czarny Pan nie żyje. Sam go pokonałeś jako niemowlę!

— Nieprawda. Wrócił. Myślisz, że co robiłem przez ostatnie kilka dni? Jak to się stało, że cały korytarz w lochach został zawalony? On wrócił i twój ojciec to wiedział. Przeczuwał, że tak się stanie.

Malfoy zbladł, i to mocno. Zachwiał się i osunął na kolana podtrzymywany przez Harry'ego.

— Powiedz, że kłamiesz. Powiedz, że to tylko głupi żart. To nie może być prawda — szeptał w szoku.

— Przykro mi, Draco. Widziałem go. Nie ma jeszcze ciała, ale zdobycie nowego chyba nie będzie dla niego wyzwanie, skoro nawet taka egzystencja nie była dla niego problemem. Opętał Quirrella, by ten użyczył mu swojego ciała. Teraz znajdzie kolejne, a potem może nawet wymyśli sposób, by odzyskać własne. Severus zawsze to podejrzewał.

Malfoy ukrył twarz w dłoniach, trąc ją, jakby nie wiedział, co zrobić. Kilka razy nawet zanurzył ręce we włosach, szarpiąc je krótko.

— Cholera! — zaklął i wstał. — To jakaś paranoja! To jest chore! Co ja mam teraz zrobić?

Harry poklepał go po ramieniu.

— Możemy jedynie iść naprzód. Mimo, że nie widzimy końca. Musimy przeć z otwartym umysłem i bez obaw, co przyniesie jutro.

Przybycie nowego nauczyciela odbyło się w ciszy. Nie było przedstawiania podczas posiłku ani żadnych tego typu ekstrawagancji. Pewnego poranka po prostu siedział za stołem nauczycielskim i cicho rozmawiał z dyrektorem. Taki sobie niepozorny, trochę mizerny człowieczek. To jednak były tylko pozory. Każdy, kto dobrze się przyjrzał, mógł zauważyć, że w ten sposób mężczyzna ukrywał swoją siłę. Jego ruchy były bardzo opanowane i precyzyjne, niczego nie robił nagle, jakby się bał, że może kogoś zranić niedbałym gestem.

Tego ranka Harry wszedł do Sali całkowicie nieświadom nowego gościa w szkole. Warkot i żółte oczy zostały zauważone przez przyjaciół dopiero, gdy chłopak usiadł i nie ruszył jedzenia, wpatrzony w stół na podium.

— Ar, co się dzieje? Dlaczego zagłuszasz Harry'ego? — spytała Hermiona.

Wcześniej odbyli ze swoim przyjacielem rozmowę o Rumuarze, nawet trochę z nim samym, gdy chciał im co nie co opowiedzieć.

Nie, żeby to zmieniło lęk przed wilczą naturą kolegi, ale teraz trochę go rozumieli. Tyle że w tym momencie Ar w ogóle nie przypominał spokojnego wilka. Mrużył groźnie oczy, ukazywał niewielkie o tej porze miesiąca kły i cicho warczał.

Nagle obok niego usiadł Neville i zapytał:

— Co się dzieje z Harrym? Dziwnie się zachowuje. Zaczyna zwracać na siebie uwagę innych.

Nagle Potter potrząsnął głową i jego oczy na powrót zabłysły zielenią.

— Przepraszam, zamyśliłem się. O czym mówiliście? — zapytał wymijająco, spostrzegając wpatrzonych w siebie uczniów.

— Ar warczał. Chyba na nowego nauczyciela. Myślisz, że jest niebezpieczny? — zaniepokoiła się dziewczyna.

— Kto? Ar czy nauczyciel? — rzucił Ron, zapychając usta kiełbaskami.

— Ron, mógłbyś nie mówić z pełnymi ustami? — zrugała go dziewczyna. — I miałam na myśli profesora. Ostatni raczej nie był przyjaźnie nastawiony do Harry'ego i wtedy też reagował, choć z tego, co mówiłeś, Harry, był to tylko ból głowy, a nie reakcja Rumuara.

Potter nie spuszczał wzroku z mężczyzny, ten nawet parę razy na niego spojrzał i uśmiechnął się lekko. Raczej niespotykane zachowanie u osób, które się nie znają. O co tu chodzi?

— Za chwilę mamy obronę, to pewnie się dowiemy — zauważył Neville, wyciągając dłoń spod stołu.

Kiwnął jeszcze głową w stronę Harry'ego, na co ten odpowiedział podobnym gestem, i ruszył ku wyjściu z sali.

— Też chodźmy.

— Najpierw coś zjedz. Nie ruszyłeś niczego od samego początku. Weź chociaż kanapki — pouczyła go Granger, nakładając mu śniadanie na talerz.

— Dobrze, mamusiu. — W efekcie otrzymał kuksańca w bok, a zaraz potem pobłażliwy uśmiech.

Chyba wszyscy czekali na zajęcia z obrony z podobną niecierpliwością. Uczniowie szeptem rozmawiali pod salą, czekając na przyjście nowego nabytku grona pedagogicznego. Niewielu wiedziało o prawdziwym powodzie zniknięcia poprzedniego profesora, ale niektórzy powiązali jego odejście z wypadkiem w lochach. Śmierć pod zawalonym korytarzem była bardzo częstym tematem rozmów o Quirrellu.

Nareszcie nowy profesor nadszedł i otworzył im drzwi, wpuszczając do sali. Wszyscy szybko zajęli miejsca i czekali.

— Witam wszystkich. Nazywam się Remus Lupin. Sytuacja jest dość nietypowa, bo jeszcze niedawno mieliście innego nauczyciela, ale mam nadzieje, że okażę się lepszy, a wy przyłożycie się do nauki, by sprostać moim wymaganiom. Na tych zajęciach często będziemy używać różdżki, ale podręczniki będą wam potrzebne do zadań domowych.

Harry nawet na sekundę nie spuszczał wzroku z nauczyciela.

To wilkołak, wiesz o tym tak samo jak ja — odezwał się nagle Ar.

I co z tego? Nie rzucę się na niego z tego powodu. Co by mi z tego przyszło? Jakoś nie bawi mnie zdominowanie dorosłego mężczyzny, tylko po to, by dołączyć go do stada.

Nie o to mi chodziło.

Cicho już bądź. Jestem na lekcji.

Bestia ucichła.

— Po zapoznaniu się z programem poprzednika mogę stwierdzić, że teorię zaczęliście odpowiednio przyswajać i raczej nie mam niczego nowego, by w tym temacie dodać. Przejdziemy zatem do kolejnego problemu. Wyjmijcie różdżki, zaczniemy ćwiczyć zaklęcia, o których uczyliście się przez ostatni miesiąc.

Harry, zagłębiony w rozmowie z Arem, nie słyszał ostatniego polecenia i nie wykonał go, co zwróciło uwagę profesora. Przez chwilę patrzył na chłopaka w ciszy, po czym rzekł:

— Panie Potter, proszę wyciągnąć różdżkę.

Harry, który właśnie uciszył wilkołaka, poczuł dziwne szarpnięcie w środku, jakby w duszy, i natychmiast ujął różdżkę w dłoń.

Warkot, który wydobył się tym razem z jego gardła, był dużo donośniejszy. Pobliscy uczniowie odsunęli się na bezpieczną odległość. Sam Harry opanował się bardzo szybko i uśmiechnął słabo do przyjaciół, jednak w stronę nauczyciela zerknął z wyraźnym gniewem w oczach.

— Panie Potter, proszę zostać po zajęciach. A teraz proszę pokazać podstawową tarczę ochronną.

— Nie.

Cichy i nagły sprzeciw zdziwił profesora.

— Dlaczego, jeśli mogę wiedzieć?

— Nie panuję nad tym zaklęciem, nie mam zamiaru nikogo zranić.

— Czy dyrektor wie o pana problemie? Nie zostałem o nim poinformowany.

— Tak, wie. Niewiele jest zaklęć, które sprawiają mi kłopot, może dlatego nic panu nie powiedziano — rzekł Harry, niecałkiem zgodnie z prawdą. — Gdy będę mógł wykonać zaklęcie, po prostu to zrobię, w innym wypadku nie mam najmniejszego zamiaru narażać kogokolwiek na uszczerbek na zdrowiu.

— Dobrze, rozumiem.

Wszyscy przysłuchiwali się tej wymianie zdań z zaciekawieniem. Potter nie zachowywał się jak ich rówieśnik. Raczej jak dorosły. Poza dwiema czy trzema osobami nikt nie zauważył, że z trudem utrzymuje się pod kontrolą. Hamował się z całych sił, by nie wybuchnąć i nikogo nie zranić .

— W takim razie porozmawiam z twoim opiekunem o dodatkowych zajęciach z zaklęć. Będą ci potrzebne, byś mógł zdać do następnej klasy. Na razie usiądź. Proszę resztę o ćwiczenie Protego.

Potter ciężko opadł na swoje miejsce.

TO ON! — Wrzask Rumuara ciągle dudnił w jego umyśle. — TO ON!