NIŻ 5.1
Gdy rankiem Severus otworzył drzwi, na pewno nie spodziewał się takiego przywitania.
— Nie mogę obudzić młodego.
Już po samym tonie Rumuara mężczyzna zrozumiał, że dzieje się coś niepokojącego. Nawet podczas dnia pomiędzy nocami pełni powierzchowność wilka powinna być uśpiona.
— Jak to nie możesz go obudzić?
— Gdy wyszedłeś wczoraj, wypił swój eliksir. Potem zaczął zanikać, jakby zapadał się w sen, ale tylko umysłem. Wołałem go większość nocy. Bezskutecznie.
Severus westchnął ciężko, przymykając powieki.
— Eliksir był dobry. Lupinowi ani Draco nic się nie stało. Coś innego musiało wpłynąć na jego stan. Nikt mu czegoś wcześniej nie dał? Napój, potrawę, cokolwiek?
Bestia za każdym razem zaprzeczała. Dziwnie się czuła bez jaźni gospodarza. Powinna cieszyć się wolnością, ale tak nie robiła. Czuła się nago. Samotna jak palec.
Rumuar warknął na samego siebie, zaczynając krążyć po pokoju.
— Musimy poczekać, aż skończy się pełnia. Nie mogę ryzykować — odparł nagle Snape.
— Co za różnica? Nadal będę taki jak teraz, może poza brakiem futra. Nie ma sensu czekać.
— Nie, Rumuarze. Szkoła jest pełna dzieci. Harry zgodziłby się ze mną, że to zbyt niebezpieczne. Mogą cię kusić.
Nawet gdyby nie chciał, musiał się zgodzić z Severusem. Wystarczy, że w tym stanie poczuje krew albo jakiś szczególnie interesujący zapach i koniec. Bez kontroli, chociaż minimalnej, swojego gospodarza wpadnie w amok. Przyznał rację mężczyźnie. Pozwolił sprawdzić swój stan, ale czary diagnostyczne nie mogły wykryć braku drugiej osobowości.
Rumuar został ponownie zamknięty i nie pozostało mu nic innego, jak nawoływać Harry'ego. Niestety, przez kolejne dwie doby nic się nie zmieniło. Dopiero rankiem po ostatniej pełni bestia wyczuła budzącą się jaźń gospodarza.
— Młody, co się stało? Jak się czujesz? Severus zaraz przyjdzie nas wypuścić!
— Nie krzycz, Ar. Głowa mi zaraz eksploduje — poprosił cicho Harry.
Wilk też odczuwał jego cierpienie, które pojawiło się w tej samej chwili, w której Harry się obudził.
Chłopak, zaraz po uciszeniu bestii, opadł na łóżko, wtulając się w materac. Tak bardzo starał się nie zwracać uwagi na ból, że nie usłyszał, jak drzwi się otwierają.
— Rumuar? — zapytał niepewnie Severus, wchodząc do pokoju.
Jednak zielone spojrzenie, które natychmiast zostało w nim utkwione uświadomiło mu jego błąd.
Harry zerwał się z łóżka i, zataczając się, wpadł w ramiona Snape'a, który z szoku przytulił go mocno. Chłopiec spazmatycznie łapał oddech, jakby starał się nie rozpłakać.
— Harry, co się stało? — Mężczyzna kucnął przed nim i chłopiec otoczył jego szyję ramionami.
— Tam było tak strasznie ciemno. I nikt ze stada nie przychodził, chociaż wołałem wiele razy. Nawet Ar nie reagował. — Płacz, który starał się hamować, w końcu przebił się przez tę zaporę i łzy zaczęły spływać po policzkach.
— Spokojnie, Harry. Nic z tego nie rozumiem — szepnął Severus, ścierając chusteczką, wyciągniętą z jego przepastnych kieszeni, łzy. — Chodźmy do moich kwater. Muszę jeszcze zajrzeć do Draco. Jest w skrzydle szpitalnym.
Rumuar jak na zawołanie zareagował, warcząc.
— Draco odpoczywa, ma kilka ran, które wymagają dłuższego leczenia. Poza tym nic mu nie jest — wytłumaczył spokojnie mężczyzna, zauważając jednocześnie, że kolor tęczówek podopiecznego wraca do normy.
— Będę go mógł później zobaczyć? Inaczej Ar nie da mi spokoju.
++WSPOMNIENIE++
Harry czuł się bardzo niepewnie. Bał się tych mężczyzn, ale rozumiał, że teraz oni sprawują nad nim prawną opiekę. Musiał zostać w tym dziwnym, ale jednocześnie jakby znanym otoczeniu. Był święcie przekonany, że nigdy nie przebywał w tym domu, jednak czuł się tu dobrze. Wiadomość o byciu czarodziejem jakoś mocno go nie zdziwiła. Teraz przynajmniej mógł sam sobie wyjaśnić kilka dziwacznych zdarzeń ze swojego mocno pokręconego życia. Młodszy mężczyzna zostawił go na chwilę po śniadaniu, by odetchnął, jak go poinformował. Po godzinie, w ciągu której chłopiec przemieścił się z krzesła na łóżko, i to ze sporym wysiłkiem, Snape wrócił z tacą pełną kolorowych fiolek i słoiczków.
Postawił swój balast na stoliku obok okna, niedaleko łóżka i zaczął ze zmarszczonym czołem odmierzać krople z różnych buteleczek.
— Co pan robi? — zapytał Harry z ciekawością, odwracając się w jego stronę.
Nagłe pytanie nie wystraszyło mężczyzny, choć tego Harry się spodziewał, widząc takie skupienie na jego twarzy.
— Przygotowuję ci eliksir. Nie jesteś jeszcze zdrowy. Jesteś także blady i mocno niedożywiony, co oczywiście obaj wiemy komu zawdzięczasz. Widzę także drżenie nóg i rąk, co może być spowodowane zbliżającą się przemianą albo zbyt dużym przemęczeniem. Rozbierz się, muszę sprawdzić ranę i nałożyć nową porcję maści. Choć blizna z całą pewnością pozostanie, nie musi cię oszpecać.
— Ale się pan rozgadał. Prawie jak mistrz Artur — rzucił Harry, gdy ten nakazał wykonać polecenie.
— Durny bachor! — Tego ostatniego nie usłyszał, bo Severus już zerwał magiczne połączenie.
Dzieciak nie grymasił, choć mikstury nie należały do smacznych. Wypił wszystko, tylko się krzywiąc. Potem położył się tak, by Severus miał łatwy dostęp do obandażowanego barku. Wzdrygnął się przy pierwszym dotknięciu, ale nie czując większego bólu, pozwolił mężczyźnie kontynuować nakładanie maści.
Delikatny masaż zranionego miejsca był usypiający i powieki wkrótce zaczęły same mu opadać.
Severus nie musiał informować dzieciaka o składniku usypiającym w eliksirze i maści.
++KONIEC WSPOMNIENIA++
— Chcę go zobaczyć teraz! — krzyczał wilk, ale tym swoim krzykiem i tak niczego nie wymusił.
— Ar, jestem zmęczony. Przestań krzyczeć. Skoro Severus mówi, że nic mu nie jest, to mu wierzę. Pomfrey go poskłada.
Harry usiadł ciężko w fotelu naprzeciwko kominka w gabinecie Snape'a. Przymknął oczy i modlił się do wszystkich istniejących bóstw, by to natrętne łupanie pod czaszką już przeszło. I żeby Severus już wrócił.
— Czemu nie weźmiesz sobie eliksiru?
— Chcesz zginąć? To kwatery Severusa. Przecież znasz zasady. Jeszcze mi życie miłe.
Całe szczęście opiekun szybko wrócił i widząc nadal mocno bladego chłopaka, dopytał się, co się dzieje.
— Boli mnie głowa. Okropnie — wytłumaczył Harry.
— Dam ci eliksir przeciwbólowy, ale masz zaraz coś zjeść. Ta twoja bestia zapomina o posiłkach. A potem opowiesz mi, co się z tobą działo.
— Jak długo spałem? Chyba nie całe trzy doby? Chociaż nie musisz odpowiadać. Skoro mnie wypuściłeś, a Draco jest u Pomfrey, to pełnia już minęła.
Profesor potwierdził, wręczając mu błękitną fiolkę.
— Harry, nie zmieniaj tematu.
Chłopak drgnął, utwierdzając tym samym Severusa w przekonaniu, że jego domysły były słuszne. Po przebudzeniu Harry szukał drugiej osoby, ale teraz, gdy trochę się otrząsnął, chciał swoim zwyczajem zająć się problemem sam.
— Opowiedz, co się stało — nalegał profesor.
Harry spojrzał na niego ostrym wzrokiem.
— Straciliście Kamień Filozoficzny, prawda? Nie wiecie, gdzie on jest.
Mistrz eliksirów sapnął.
— Skąd wiesz o Kamieniu?
— Nieważne. Wiem, że Voldemort go nie ma. I że jest bezpieczny — zapewnił.
— Śniłeś o tym? To nie musiał być wiarygodny sen — zauważył chłodno Snape. — To mogła być twoja wyobraźnia. Może gdzieś usłyszałeś przypadkiem o Kamieniu Filozoficznym i twoja podświadomość zinterpretowała to po swojemu.
Tym razem to Harry sapnął, choć bardziej przypominało to warknięcie.
— Skoro mi nie wierzysz, to twoja sprawa! — burknął obrażony.
— Nie unoś się tak, Harry! — ostrzegł Severus ostro. — Raczej trudno jest uwierzyć w twoją historię.
— Nie musisz. Nikt cię o to nie prosi! — krzyknął chłopak, zrywając się z miejsca i natychmiast zataczając się niebezpiecznie.
W ostatniej chwili zdążył się złapać gzymsu kominka.
— Harry? — zaniepokoił się mężczyzna, podchodząc bliżej.
Chłopiec złapał się za koszulę na piersi, ciężko łapiąc oddech.
— Cholera! Nie teraz! — jęknął, osuwając się na kolana.
Severus uklęknął tuż przy nim, przyciągając go do siebie. Zdziwił go brak reakcji nastolatka na ten gest. Ten nie bronił się przed nim, a i tak nie miało to większego sensu.
— Jak długo to trwa, Harry? — zapytał Snape. — Jak często masz te ataki?
Głowa podopiecznego uniosła się i złote oczy spojrzały na niego.
— Harry będzie na mnie wściekły, ale powiem ci. On tak cierpi od ponad roku. Ataki zdarzają się chaotycznie, raz na tydzień. Czasami na dwa. Zawsze bolą go płuca i ma trudności z oddychaniem.
— Dlaczego nic nie powiedział? Przez ten czas choroba mogła już narobić sporych szkód.
— Wtedy wykryłbyś je zaklęciem. Przecież sprawdzasz nasz stan przy każdej pełni. Poza tym on się boi, że znów się przejmiesz.
— Przejmę? Oczywiście, że się przejmę! On jest chory, i to poważnie, i nie mówi o tym nikomu.
— Raczej nie o to chodzi. Harry chyba ma na myśli eksperymenty.
Tym razem Severus zrozumiał, jakim torem biegną myśli chłopca.
— Boi się kolejnych sesji?
— Nie! — Nagle świadomość Harry'ego wybiła się na powierzchnię, spychając bestię na przynależne jej miejsce. — Nie boję się! Nie chcę tylko, byś znów brał całą winę na siebie. Wtedy też się zgodziłem...
— Byłeś tylko dzieckiem. Nie mieliśmy prawa użyć cię jako królika doświadczalnego — przerwał mu Severus.
Chłopiec wyraźnie się wkurzył. Uderzył pięścią w bok kominka, rozłupując go w drobny mak.
— Przestań mnie traktować jak dziecko!
— Jesteś nim — spostrzegł Severus, wstając w tej samej chwili co Harry, by go podtrzymać.
Kaszel jeszcze bardziej utrudnił oddychanie. Okropne rzężenie słychać było bardzo wyraźnie.
— Idziemy do Pomfrey. Ona zna lepsze zaklęcia lecznicze. Może coś wykryje?
— Nie chcę — oponował Harry słabo, opierając się na ramieniu opiekuna. — Uziemi mnie na tydzień.
— Nie masz nic do gadania. Jesteś chory, a to oznacza wizytę w skrzydle szpitalnym. Dodatkowo poproszę mistrza Artura, żeby wpadł cię zobaczyć.
— Tylko nie on! — jęknął chłopiec, poddając się już całkowicie. — Zagada mnie na śmierć. — Profesor już wrzucał proszek do ognia, by aktywować sieć fiuu. — Mam nadzieję, że każe ci ubrać te jego białe ubranka — mruknął złośliwie, gdy trochę udało mu się zapanować nad atakiem. — Skoro ja muszę cierpieć, to ty też trochę możesz.
— Nie muszę już ich nosić. Przestałem być uczniem, odkąd uzyskałem mistrzostwo.
Harry zerknął na niego wymownie.
— Myślisz, że mistrza to powstrzyma?
Tu Snape musiał przyznać rację swojemu podopiecznemu. Mistrz Artur jak się na coś uparł, to zawsze to otrzymywał. Chyba wypada na wszelki wypadek odświeżyć tę część garderoby.
— Lepiej już siedź cicho, bo użyję na twoim naszyjniku zaklęcia wiecznego przylepca i nie będziesz mógł go ściągnąć.
— O nie! Nie zrobisz tego!
Nie zrobił tego i Harry dziękował Merlinowi, bo mistrz Artur jak się rozkręcił następnego dnia, to Draco, ku uciesze Rumuara leżący w łóżku obok, zakrywał poduszką głowę, choć nie było to zbyt szlacheckie zachowanie.
Zaklęcia Pomrefy także nic nie wykryły u Harry'ego, nic poza wyczerpaniem i głodem. Obchód po sali zakończyła wezwaniem posiłku.
Gdy przybył mistrz Artur i zobaczył Snape'a w tych jego mrocznaśnych ubrankach, nakazał (nie prosił) zmienić je na białe, grożąc, że albo Severus to zrobi, albo on wraca do siebie. Nie pomogło tłumaczenie, że takie szaty obowiązują w szkole.
Minerwa McGonagall, odwiedzająca Harry'ego w tym czasie, stwierdziła, że nigdzie w regulaminie nie ma wzmianki o obowiązującym kolorze. Osaczenie przez dwóch starszych w pewnym sensie mentorów zmusiło Severusa do odwrotu.
Gdy wszyscy w końcu zostawili go w spokoju, Harry usiadł na brzegu łóżka. Poppy gdzieś wyszła i teraz byli z Draco sami. Blondyn nie zauważył zmiany na twarzy Pottera, bo od razu mógłby się przerazić. Zapatrzony w okno, obserwował niebo, odpoczywając w błogiej ciszy.
— Piękny? — Nagłe pytanie tuż przy jego uchu spowodowało, że Draco omal nie spadł z łóżka, próbując się odsunąć.
— Harry! Nie strasz mnie tak! — Usiadł po odzyskaniu równowagi.
Na więcej bestia mu nie pozwoliła, przygniatając go z powrotem do poduszki.
— Jesteś mój, piękny.
Przerażony blondyn nie wiedział, co zrobić. Przełknął głośno, widząc twarz swej Alfy coraz niżej. Zamarł, gdy gorące wargi dotknęły jego z cichym jęknięciem.
