NIŻ 5.2
Głośne plaśnięcie rozeszło się po sali, gdy Harry został z całą siłą odepchnięty przez Draco. Jego spojrzenie natychmiast wróciło do swojego naturalnego koloru. Brunet odszedł jeszcze kawałek, nawet nie patrząc na blondyna, który wycierał usta w rękaw pidżamy.
— Co cię opętało, Ar? — warknął Gryfon, naprawdę wściekły na bestię.
— On jest mój!
— Na pewno nie w ten sposób! Nie zgadzam się na nic takiego. Gdybyś zapomniał, mam jedenaście lat, Draco też. To jest chore! — Wilk już chciał coś powiedzieć, ale chłopak mu nie pozwolił. — Cicho siedź! To, że masz na karku parę setek, tym bardziej cię nie usprawiedliwia. W twoim wypadku zaliczane byłoby to pod pedofilię! Nic cię nie tłumaczy! Jeszcze raz zrobisz coś takiego, a osobiście poproszę Severusa, by zaklął cię z powrotem! Choćby mnie to miało kosztować zdrowie lub nawet życie!
— Ale...
— Nie ma żadnego „ale"! Jedyne wyjście dla ciebie to poczekać, aż oboje będziemy dorośli i, tu zaznaczam bardzo wyraźnie, Draco zgodzi się na twoje umizgi.
Bestia już nie starała się sprzeciwiać.
— Wolałem cię, jak byłeś głupim dzieciakiem bez tych wszystkich wkutych książek, doświadczeń z niebezpiecznych przygód, o których w większości nikt nie wie. Mógłbyś się czasami zachować jak na twój wiek przystało.
— To nie trzeba było mnie dodatkowo „oświecać" także wykładami z twojego doświadczenia. To potrafi zniszczyć psychikę dziecka, wiesz? Oglądanie kilkaset razy jak mordujesz jest... nieważne — mruknął Harry, czując, jak ból głowy znów wraca. — Idę przeprosić Draco. Nie chcę cię dziś więcej słyszeć.
Blondyn przyjął przeprosiny i tłumaczenie Harry'ego, że Rumuar jest dupkiem. Malfoy nie wyglądał na przekonanego, ale Potter nic więcej nie mógł zrobić. Teraz chciał tylko się położyć i nie myśleć. Nie wiedział, czemu głowa znów go bolała, i tym bardziej mu się to nie podobało.
Malfoy patrzył, jak Harry zmaga się mentalnie z bestią i, choć czuł obrzydzenie, trochę rozumiał zachowanie tej drugiej jego osobowości.
W końcu kto mógłby się oprzeć Malfoyowi?
Po przeprosinach, które łaskawie przyjął, pozwolił sobie na rozmyślania na temat zdarzeń z ostatnich trzech nocy.
Przemiana była okropna. I chociaż był przyzwyczajony do pewnych dawek bólu, ten był nie do zniesienia. Gdy to tego doszło jeszcze rozrywanie ciała w kilku miejscach, stracił przytomność.
Nie wykrwawił się tylko dzięki Blaise'owi i Snape'owi. Ta dwójka siedziała przy nim przez wszystkie trzy noce. Wybuchy gniewu, depresji czy strachu hamował Zabini, by Draco przypadkiem nie ukąsił profesora.
Wzrost siły i szybkości bardzo go zadowoliły. Przy jego kruchej budowie każda taka zdolność była plusem. Teraz będzie mógł przeciwstawić się sile siłą, a nie tylko pokazem wyższości. Nie mógł jeszcze sprawdzić swoich nowych umiejętności, by nie pootwierać ledwo co zasklepionych ran. Jednak po samym uderzeniu Pottera wiedział, że siła sporo mu wzrosła. Czerwona smuga na policzku Gryfona już zaczęła zmieniać kolor na ciemniejszy. Zdecydował się zdrzemnąć, skoro jego Alfa także to robił. Jutro czeka go spotkanie ze Ślizgonami.
O poranku obudził go wybuch oburzenia Snape'a.
— Czy was nie można na chwilę zostawić samych? Musicie od razu okładać się jak szczeniaki?
— Przecież nimi jesteśmy. Sam mi to wczoraj powiedziałeś — bronił się Potter, ubierając powoli koszulę i starając się uciec przed dotykiem. — Nic mi nie jest, należało mi się.
Severus spojrzał w stronę Draco.
— Skoro tak twierdzi, to pewnie tak jest — stwierdził chłodno chłopak, ignorując to szczególnie, według niego, nadopiekuńcze spojrzenie profesora.
Jak można tak przywiązać się do znajdy?
Czasami jednak rozumiał mężczyznę. Jako czterolatek znalazł kota i bardzo chciał go zatrzymać. Zabroniono mu tego. Jedyną rzecz, którą udało mu się wtedy uprosić, to nie zabijanie kociaka. Jeden ze skrzatów wyniósł go w okolice sierocińca, gdzie został natychmiast przygarnięty.
— Pokaż wreszcie ten policzek! — zażądał ostro Severus i Harry usiadł posłusznie na brzegu łóżka. — Moglibyście chociaż trochę panować na tą swoją nieludzką siłą — zaburczał, sprawdzając stan pokaleczonej szczęki. — Dziwię się, że możesz mówić, jest zwichnięta. Kolejna seria zaklęć leczących naprawiła Złotego Chłopca. — Lepiej was rozdzielę. Mistrz Artur chciałby cię zobaczyć, Harry. A z tobą, Draco, porozmawiam sobie później.
— Tak, proszę pana.
Severus wyszedł pierwszy, a zaraz za nim Potter.
Jeszcze dobrze drzwi nie zamknęły się za nimi, a pojawił się w nich Zabini.
— Coś ty zrobił Potterowi, że wygląda jak dojrzała śliwka? — zapytał na wstępie.
— Nie chcesz wiedzieć, co on zrobił. Należało mu się.
— I niczego ci za to nie przetrącił? Chociaż pewnie Rumuar go powstrzymał, żeby nie uszkodził jego pięknego — zaśmiał się na koniec.
Draco nawet nie skomentował ostatniego zdania.
Harry szedł jak na ścięcie. Wiedział, że Artur nie da mu teraz spokoju, dopóki nie odkryje powodu ataków. Wczoraj dał mu jeszcze żyć, ale dziś już nie popuści.
Severus też nie uciekł przed wpływem mistrza. Wszystkie starsze uczennice rozmarzonym wzrokiem wodziły za nowym, nieznanym im dotąd wizerunkiem profesora. Długa, czarna szata została zastąpiona białą, ale krótszą, sięgającą bioder, bardziej przypominającą kamizelkę, i to obcisłą, z dopinanymi szerokimi rękawami, sięgającymi łokci. Spodnie miał te co zawsze, tylko zmienił kolor, by sprostać wymaganiom mentora. Przy chudej sylwetce Snape'a wszystko to prezentowało się bardzo dystyngowanie i Harry mógł zrozumieć ciche westchnięcia, które towarzyszyły im przez całą drogę do lochów.
— Siadaj! — Rozkaz wydany lodowatym głosem Severusa nie wróżył niczego dobrego.
Chłopak nie przepadał za laboratorium Snape'a w Hogwarcie. Za bardzo przypominało ono salę Artura, gdzie prowadzili początkowe eksperymenty nad likantropią.
Nikt jak dotąd nie dowiedział się, że wśród leczonych były i ofiary śmiertelne. Dopiero wtedy zrozumieli, że budzić bestię można tylko i wyłącznie u dzieci. Dorośli mają już za bardzo ukształtowane osobowości, by móc sprostać jeszcze jednej i to iluś tam letniej.
Poza tym obaj mistrzowie przypuszczali, że wcześniejsze przeżycia chłopaka miały spory, jeśli nawet nie ogromny, wpływ na ten typ zespolenia bestii z gospodarzem.
Harry wykonał polecenie, siadając na środkowym stole. Nawet nie rozglądał się za krzesłem. Artur uwielbiał mieć swoją ofiarę na tej samej wysokości, co on sam.
— Ściągnij koszulę. Chcę cię obejrzeć. — Mistrz Artur wszedł w tej samej chwili, w której Harry usadawiał się na marmurowym blacie.
Wynik serii zaklęć diagnostycznych chyba nie spodobał się starszemu czarodziejowi.
— Potwierdzam słowa Poppy, Severusie. Utrata wagi prawie pięć kilogramów w ciągu czterech tygodni. Wyczerpanie magiczne dwadzieścia procent, choć nie rzucał zaklęć przez ostatnie cztery dni. Niedotlenienie organizmu na wysokości trzech procent, ale atak był wczoraj, więc powinno się wkrótce wyrównać. Czy coś cię boli?
— Trochę głowa. Chyba za dużo ostatnio myślę.
Brwi u obu mężczyzn uniosły się nieznacznie.
— Chcesz eliksir? — spytał Severus.
— Byłbym wdzięczny.
Artur potwierdził, że można mu go podać. Profesor przyniósł fiolkę i wyciągnął ją w stronę chłopaka.
Ten uniósł rękę i ta opadła nagle bezwładnie na kolano chłopca.
— Harry? — zaniepokoił się Severus i zdążył złapać osuwającego się dzieciaka, zanim uderzył w podłogę.
— Przenieśmy go do łóżka — zaproponował Artur, znów wymachując różdżką nad Harrym. — Ma gorączkę, choć jeszcze przed chwilą jej nie było.
Od dobrych kilku minut próbowali ocucić chłopca, ale nawet podwójny czar budzący nic nie zdziałał. Natomiast kominek w gabinecie rozbrzmiał nagle spanikowanym głosem Pomfrey.
— Severusie, jesteś tu? Potrzebuję twojej pomocy w szpitalu!
— Idź! Zajmę się nim — nakazał Artur.
Gdy Severus wyszedł z kominka w skrzydle szpitalnym, zamarł. Pomieszczenie pełne było uczniów, jak przy jakiejś epidemii.
— Severusie, nie wiem, co się dzieje. Koledzy znoszą nieprzytomnych przyjaciół, którzy nagle zasłabli bez wyraźnego powodu.
— Wygoń niepotrzebnych uczniów, jak już położą kolegów. — Zbliżył się do pierwszego z brzegu łóżka.
Leżała na nim Padma Patil, była oczywiście, jak wszyscy inni, nieprzytomna i wykazywała początki gorączki. Niczego poza tym nie wykrył. Żadnych zmian mogących świadczyć o zatruciu czy chorobie. Podszedł do kolejnego. Tu napotkał Neville'a Longbottoma i u niego było to samo. Każdy następny pacjent wykazywał te same objawy. Na ostatnich łóżkach leżeli Zabini i Malfoy. I u nich występowały te same symptomy.
Pomfrey w międzyczasie wygoniła zdrowych uczniów i nałożyła zaklęcia monitorujące na każdego pacjenta.
— Ilu ich w sumie jest? — spytał Severus, rozglądając się po sali.
— Dwunastu, z różnych domów. Poza posiłkami nic ich nie łączy, a innym uczniom nic się nie stało. Nie wiem, jak im pomóc. — Kobieta załamała ręce, zmieniając ubrania uczniów na szpitalne pidżamy i przykrywając wszystkich kocami.
Po Zabinim i Malfoyu Snape zaczął się domyślać prawdy. Teraz musiał się tylko upewnić. Ukąszenia wilkołaka nie goją się do końca. Zawsze pozostawiają ślad. Sprawdził wszystkich jeszcze raz.
Czekała go bardzo poważna rozmowa z tym szczególnym chłopakiem. Chciał wiedzieć, co mu strzeliło do głowy, by zarażać taką liczbę dzieci czystokrwistych czarodziejów. Zawsze podejrzewał, że kiedyś kogoś ukąsił, ale mimo to nie potrafił wydobyć z dziecka tej informacji. Teraz zastanawiał się, czy to była tylko jedna tajemnica. Może ukrywał przed nim o wiele więcej. Niestety wysoki poziom Magii Umysłu uniemożliwiał sprawdzenie wspomnień. Po jednorazowej próbie, gdy chłopiec miał siedem lat, dali sobie z mistrzem spokój. Ponad miesiąc cierpieli na chroniczne bóle głowy.
— Co robimy, Severusie? Dyrektor wkrótce tu będzie, by coś zaradzić.
— Nie będzie takiej potrzeby. Idę do Harry'ego. — Skierował się w stronę pokoju z kominkiem.
— A co z dziećmi tutaj?
— Wyleczę chłopca, to jego stado też się obudzi.
Kobieta otworzyła szeroko oczy.
— Stado? — Obejrzała się za siebie, przesuwając wzrokiem po wszystkich chorych.
— Chyba nie muszę się powtarzać? Wszyscy są likantropami ze stada Pottera. I to niezarejestrowanymi. Możesz o tym poinformować dyrektora, ale lepiej, żeby to nie wyszło poza tę salę. Nie wiem, co kierowało Harrym, ani tym bardziej rodzicami tych dzieciaków, że pozwolili na coś takiego.
Severus był wściekły. I na Harry'ego, i na siebie, za to, że nic dotąd nie zauważył. Harry zawsze miał wielu gości, bo razem z mistrzem Arturem starali zapewnić się mu towarzystwo, ale zdarzało się, że ktoś wpadał z dzieckiem na wizytę, a potem nigdy więcej się nie pojawiał. Severus był przekonany, że było to spowodowane likantropią dziecka, a wychodzi na to, że jednak nie. Że były inne plany dotyczące tych odwiedzin.
A jemu cały czas było żal dziecka, które poza Draco nie miało kolegów na dłużej.
Gdy wrócił do siebie, od razu wszedł do tymczasowej sypialni chłopaka.
Artur pochylał się nad chorym, wyraźnie mocno spoconym, dzieciakiem.
— Ile? — Nawet nie musiał precyzować, o co mu chodzi.
— 103,8 F*— odparł na pytanie starszy czarodziej.
— Musimy go schłodzić.
— Skrzat już przygotowuje wannę.
Gdy przychodziło do czegoś ważnego, mistrz Artur stawał się małomówny i wydawał tylko określone wskazówki i polecenia.
Severus skierował się do łazienki, by sprawdzić poczynania małego magicznego stworzenia. Woda była letnia, tylko kilka stopni chłodniejsza od rozgrzanego ciała chorego. Dobrze, że chociaż skrzaty znały się na robocie.
Największym błędem byłoby wkładanie rozpalonego gorączką chłopaka do lodowatej wody. Szok gwarantowany.
— Gotowe?
— Tak.
Chłopak owinięty w prześcieradło lewitował przed mistrzem Arturem. Ostrożnie i powoli został zanurzony w wodzie. Severus odkręcił zimną wodę i pozwolił jej płynąć małym strumieniem.
W pewnej chwili Harry ocknął się i otworzył oczy, rozglądając się zdezorientowany. Czując, że jest zanurzony po szyję, zaczął panikować.
Snape i Artur starali się go przytrzymać, choć przychodziło im to z trudem. Nie trwało długo i zostali odrzuceni siłą wilkołaka, a Harry wyskoczył z wanny. Zatoczył się na ścianę, uderzając w nią ramieniem.
— Harry, spokojnie. Musimy cię schłodzić, masz gorączkę — próbował przemówić mu do rozsądku Artur.
— NIE! — krzyknął chłopiec, zasłaniając się ręką, jakby przed ciosem.
Jego oddech był urywany. Osunął się na kolana, ale gdy mężczyźni chcieli się zbliżyć, warknął ostrzegawczo. Zaraz potem jego wzrok rozmył się i chłopak opadł nieprzytomny na podłogę łazienki. Severus natychmiast zawinął go w ręcznik, a skrzat tymczasem sprzątał wannę i zabierał z niej przemoczone prześcieradło.
Choć Harry był zanurzony w wodzie tylko przez chwilę, gorączka trochę opadła i mogli znów położyć chorego do łóżka.
*(39,9C)
