NIŻ 6.2

Rumuar oddał władzę nad ciałem nosiciela chwilę po pojawieniu się Jego. Głównym powodem było wycieńczenie. Jednocześnie ufał Mu na tyle, że mógł sobie pozwolić na oddanie kontroli komuś innemu.

Harry, zanim jeszcze otworzył oczy, wiedział, że jest z nim źle. Głowa pękała mu niemiłosiernie, a gdy próbował obrócić się na bok, poczuł też chyba wszystkie mięśnie.

Znajdował się w sali szpitalnej Hogwartu, a koło niego krążyli Severus i Poppy. Nadal nic nie słyszał, więc domyślał się, że nie odzyskał naszyjnika.

Ar, mam szansę na jakieś streszczenie, jak się tutaj znalazłem?

W skrócie? Uciekłem przez okno.

Tak po prostu?

Można tak powiedzieć.

Harry poczekał jeszcze chwilę, ale nic więcej nie usłyszał. Nie domagał się też odpowiedzi. Żył, a to chyba powinno wystarczyć.

Severus zauważył, że chłopiec w końcu się obudził, i zaczął coś do niego mówić. Młody Gryfon cierpliwie czekał, aż ten zrozumie swój błąd. Pielęgniarka kilka razy także coś powiedziała do Severusa, chłopak domyślił się, że mężczyzna zapewne używał zbyt dosadnego języka. Potter przymknął na chwilę oczy, gdy młot pod jego czaszką dał jeszcze dobitniej o sobie znać. Całe szczęście Snape był bardzo domyślny i już po kilkunastu sekundach eliksir przeciwbólowy spływał do gardła głuchego męczennika.

Czemu nic nie mówisz? — Mistrz eliksirów w końcu nie wytrzymał i wszedł w umysł rannego.

Nie mam naszyjnika — odparł Harry. — Bellatriks, przynajmniej tak na nią wołał Voldemort, zabrała mi go.

Czeka nas bardzo długa rozmowa, mój panie. Chcę się dowiedzieć wszystkiego i tym razem żeby to było naprawdę wszystko.

Teraz? — mruknął chłopak niepocieszony. — Ledwie się ruszam, a ty chcesz mnie przesłuchiwać jak jakiegoś złoczyńcę?

Harry! — ostrzegł go groźnie mężczyzna. — Obiecałeś mi coś kiedyś.

I zaczynam tego bardzo żałować. Nie mogę mieć żadnych tajemnic?

Na pewno nie takich, które zagrażają twojemu życiu. Dlaczego nikogo nie wezwałeś na pomoc? Co się działo, odkąd opuściłeś salę szpitalną? Czego Czarny Pan od ciebie chciał? Jak mu uciekłeś? Jak wróciłeś? Dlaczego jesteś wyczerpany magicznie i fizycznie jak po jakimś Turnieju Trójmagicznym?

A może tak trochę wolniej, Severusie? — zaproponował Harry, przerywając mu. — I najlepiej po kolei, bo sam się już pogubiłem.

Dobrze. Zjedz coś, a ja w międzyczasie porozmawiam z dyrektorem o nowym naszyjniku.

Severus wycofał się i po krótkim dialogu z Pomfrey wyszedł ze szpitala.

Harry znów westchnął. Czekała go teraz naprawdę ostra przeprawa z opiekunem. Ziewnął zmęczony i nawet bezdźwięczne nalegania Poppy niewiele dały, gdy zasnął po zjedzeniu zaledwie kanapki.

— Severusie, to nie jest takie proste. Zrobienie tego typu magicznego przedmiotu to minimum dwa tygodnie, i to gdy się ma wszystkie części. Zobaczę, co da się zrobić, ale nie spodziewaj się szybkich efektów.

Dumbledore postawił sprawę bardzo jasno.

— Pomogę Harry'emu, ile będę w stanie — rzekł spokojnie Snape, choć wiadomość nie spodobała mu się ani trochę. — Brak słuchu obniży jego możliwości i boję się, że ucierpią na tym jego oceny. Będzie potrzebował korepetycji do czasu odzyskania słuchu.

Snape był rozsądnym człowiekiem. Wiedział, że nic nie jest na już. Na wszystko trzeba czekać. I nieważne, co by się zrobiło, swoje należy odczekać.

— Wiesz już coś, Severusie?

— Nie. Właśnie pójdę sobie z nim poważnie porozmawiać. Wiem tylko, że Bellatriks była wplątana w zabranie naszyjnika. Czarny Pan chce go unicestwić w ten lub inny sposób. Nadal się go obawia, a ta ucieczka tylko jeszcze bardziej go wzburzy — stwierdził mistrz eliksirów.

— Też się o niego martwię, Severusie. Nie bądź dla niego za ostry. Daj mu się wytłumaczyć z tego, co zrobił. Remusowi też byłoby to pomocne. Niejeden likantrop chciałby zostać wyleczony. Czy mógłbyś popytać go też o Kamień? O co mu chodziło, gdy mówił, że go nie odda? Jeśli go posiada, to naprawdę prosiłbym o jego zwrot. To nie jest zabawka.

Severus tylko skinął głową na zgodę.

— A jeśli nie powie, gdzie go ukrył? — zapytał.

— Jako jego opiekun chyba jesteś w stanie dotrzeć do tego, gdzie go ukrył?

Tego ostatniego Snape nie skomentował. Ufał Dumbledore'owi w wielu sprawach, ale na wychowaniu starzec nie znał się w ogóle. Ciągłe pobłażanie lub odwrotnie – nagminne karanie, nie było dobrym wyjściem.

Wrócił do szpitala i zastał chłopca śpiącego. Rozmowa musiała poczekać. Nawet za bardzo nie nastawiał się na coś dłuższego. Tak osłabiony organizm musiał naładować baterie, a sen był do tego najlepszy.

==WSPOMNIENIE==

Uciekaj!

Nie mam już sił. — Dziesięcioletni chłopiec opadł pod drzewem, ciężko dysząc i przyciskając rękę do krwawiącego boku.

W następnej chwili osunął się na ziemię, a wokół niego pojawiła się grupa mrocznych istot. Rumuar natychmiast przejął kontrolę nad ciałem, powstając z ziemi i opierając się o pień drzewa. Osłaniał swoje tyły w jedyny możliwy oraz dostępny sposób. Oceniał swoje szanse wszystkimi pozostałymi zmysłami. Czuł odór zgnilizny i śmierci. Znał aż nazbyt dobrze ten zapach i już wcześniej domyślał się, kim byli ci, którzy „ich" gonili.

WAMPIRY!

Oba gatunki nienawidziły się, odkąd sięgał pamięcią. Jedną z głównych zasad u obu ras była eliminacja tych drugich. I nieważne było, czy to dziecko, czy dorosły. Nowougryziony czy stary wyga. Skąd się wzięli tak blisko siedziby mistrza eliksirów, to było niewiadomą.

Nagle odeszli, zostawiając tylko jednego ze swoich. Wampir podszedł bliżej, co wilkołak skwitował warknięciem. Ten podniósł ręce do góry, pokazując, że nie ma różdżki ani wrogich zamiarów. Wskazał na swoje oczy, potem na czoło.

Rumuar zmarszczył brwi. Wampir wiedział, że on go nie słyszy. Poczuł napór na umysł.

Czego chcesz? Nie bratam się z krwiopijcami!

Może jednak zrobisz wyjątek? Jestem alfą mojego klanu i mam dla ciebie, a dokładniej dla twego nosiciela, intratną propozycję.

Mów. Słucham — odparł po chwili zastanowienia.

Negocjacje, bo trudno było to nazwać inaczej, zakończyli po kilkunastu minutach. Dla obu stron warunki były jasne i nawet nie czekając na ocknięcie się nosiciela, Rumuar zrobił to, czego chciał wampir. Jemu to w niczym nie przeszkadzało, a zyskiwał bardzo wiele.

==KONIEC WSPOMNIENIA==

Pytaj. Jeśli będę mógł odpowiedzieć, to to zrobię.

Harry obudził się jakiś czas temu i po zjedzeniu posiłku pod czujnym okiem Severusa, przygotował się na rozmowę.

Chciałbym wiedzieć, jak uzdrowiłeś Lupina — zaczął Severus. — I co oznacza twoje stwierdzenie, że nie oddasz Kamienia Filozoficznego?

Chłopak westchnął ciężko.

Użyłem go, by wyleczyć likantropię u Remusa. Mogłem go zdominować, ale nie widziałem w tym sensu. Nadal jestem na niego zły za to, co mi zrobił, i gdyby był w moim stadzie, nie wiem, jakby to się kiedyś skończyło. W ten sposób zlikwidowałem powód kilku ewentualnych problemów.

Ale ty nie użyłeś Kamienia, tylko swojej krwi. Jak to wytłumaczysz?

Kamień jest we mnie. Dlatego nie mogę go oddać.

Słucham? — Severus nie bardzo mógł to pojąć.

Teraz ja jestem Kamieniem Filozoficznym.

Snape przerwał kontakt mentalny. Musiał się uspokoić po usłyszeniu takiej wiadomości. Część przepowiedni stawała się dla niego coraz bardziej jasna. Czyżby Kamień był tą mocą, której nie miał Czarny Pan, a którą posiadał Potter? Kiedyś myślał, że to likantropia. Teraz dochodził jeszcze Kamień. A może chodziło o połączenie obu? Odetchnął kilka razy głęboko i wrócił do umysłu dziecka.

Zostawmy na razie temat Kamienia. Opowiedz, co się działo od twojego wyjścia ze skrzydła szpitalnego.

Chciałem na chwilę zostać sam. Poszedłem na błonia. Tam znalazłeś mnie ty...

Ale... — przerwał mu profesor.

Spokojnie, od razu wiedziałem, że to nie byłeś ty. Uśmiechnąłeś się morderczo. Potem złapałeś mnie i użyłeś chyba świstoklika, bo błysnęło jaskrawe światło i znalazłem się przed jakąś ruderą. Wtedy też zacząłeś się zmieniać w kobietę. Potem okazało się, że to właśnie ta Bellatriks. Voldemort miał już przygotowaną dla mnie srebrną klatkę. Pogroził mi, kazał rzucić swoim sługom kilka zaklęć. Podczas tego pokazu sił straciłem przytomność. Ar twierdzi, że wyskoczył oknem, ale nie powiedział, jak uwolnił się z klatki...

Tym razem połączenie przerwał Harry, czując nadchodzący atak. Wcześniejsza przerwa zastanawiała go i już miał cichą nadzieję, że może mu przeszło. Kaszel był naprawdę wyczerpujący. Bez sił opadł na poduszkę i ani eliksiry Severusa, ani zaklęcia lecznicze Poppy nie pomagały. Na koniec jeszcze, jakby tego było mało, wzrosła mu temperatura.

Kłopoty przecież chodzą stadami, pomyślał cierpko.

Zaczynasz się robić jak Severus — rzucił Rumuar, ale rozumiał chłopca. — Lepiej odpocznij.

Harry? — Snape dołączył do nich bardzo szybko. — Odpocznij trochę. Nadal jesteś wyczerpany, więc dobrze ci zrobi sen.

Dobrze, Severusie — zgodził się chłopak.

I tak nie miał siły na nic innego. Jak myślał wcześniej, kłopoty są stadne i nie dały mu tak łatwo spokoju. Koszmar, który go nawiedził, był dziwnie znajomy. Rozumiał, że to ostatnie przeżycia obudziły w jego podświadomości lęki, ale dlaczego tak bolało? Śniący mu się Voldemort znęcał się nad ludźmi, a on czuł każde rzucane przez niego zaklęcie. Dlaczego śnili mu się jacyś obcy, też nie wiedział. Czy to nie on powinien być na ich miejscu? Gdy kolejne Crucio zostało rzucone, przestał o tym myśleć, a cierpienie wzięło go w swoje okrutne objęcia.

Naprawdę miał dosyć.

Otworzył oczy i zobaczył pochylonego nad sobą Severusa, i to najwyraźniej zmartwionego. Spróbował odgarnąć opadającą mu na oczy grzywkę, ale dłoń drżała mu tak mocno, że tylko patrzył na nią niepewnie.

Severus złapał uniesioną nadal w powietrzu rękę i delikatnie położył ją na pościeli. Nawet ten dotyk sprawił Harry'emu ból. Efekty pocruciatusowe były mu już znane, ale dlaczego znów je miał? Przecież one utrzymywały się przez góra pięć godzin, a od porwania minęły dwie doby. Dodatkowo było mu strasznie gorąco i czuł, że jest cały mokry. To nie było normalne, ani trochę.

Pomfrey zmieniała mu właśnie okład na czole. Nadal miał gorączkę? Przecież eliksiry powinny już dawno sobie z nią poradzić.

Severus zwrócił jego uwagę lekkim dotknięciem i wszedł w jego umysł.

Harry, co się dzieje?

Nie wiem. A co się dzieje? — zapytał skołowany.

Nie mogliśmy cię obudzić. Krzyczałeś, szarpałeś się, jakbyś był torturowany. I jeszcze te efekty klątw, które nagle zaczęły się na tobie pojawiać.

Śnił mi się Voldemort. Znęcał się nad kimś.

Skoro to sen, to jak wytłumaczysz resztę?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem — jęknął.

Severus wycofał się, a on pozwolił się traktować jak dziecko. Było mu teraz wszystko jedno. Napojenie kolejnymi miksturami złagodziło skutki czarów, a zmiana pidżamy odświeżyła ciało, choć niestety na krótko. Potem zapadł znów w sen, tym razem już spokojny.

==WSPOMNIENIE==

Harry? — zapytał niepewnie Severus, siadając przed dzieckiem na trawie.

Chłopiec trzymał głowę na kolanach i skubał trawę pomiędzy nogami zapatrzony w dal.

Jeśli uważasz, że trawnik jest zbyt rzadki, możesz wyskubać cały. Powinien wkrótce wyrosnąć gęściejszy. Dobre jest też dziurkowanie trawnika, gdzieś chyba są buty do tego.

Severus oparł się na rękach i spojrzał w niebo, a zaraz potem znów w oczy chłopca.

Harry, znam bardzo dobrze warunki, w jakich dorastałeś. Widziałem większość twojego życia w umyśle tych... lepiej nie mówić... „opiekunów". Porozmawiam z mistrzem, by już nie wchodził na siłę do twoich wspomnień. Musisz nam jednak obiecać to samo. Nie obraziłbym się jednak, gdybyś podjął także naukę legilimencji. Jeśli chcesz, to tylko ze mną. Będzie to trudne, bo jesteś naturalnym legilimentą, a ja tylko wyszkolonym, ale myślę, że damy sobie radę.

Chłopiec zgodził się po chwili. Przesiedzieli tak jeszcze trochę czasu, rozmawiając o tym, co się stało. Lęk dziecka przed obejrzeniem przez kogoś innego jego wspomnień był ogromny, ale Severus go rozumiał. Sam nie chciał, by ktoś oglądał jego dzieciństwo.

==KONIEC WSPOMNIENIA==

Pomimo wyraźnego zakazu Severusa, stado Harry'ego oraz przyjaciele przyszli w odwiedziny. Pomfrey napisała mu na kawałku pergaminu, że skoro nie słyszy, to hałas, jaki robią, nie będzie mu przeszkadzał, a jednocześnie ci przestaną ją ciągle męczyć. Oczywiście nie mogli siedzieć za długo, ale zawsze to coś. Hermiona, Ron i Neville po jednej stronie łóżka. Zabini, Draco po drugiej. Reszta po krótkiej wizycie została wyproszona.

Harry widział, jak grupa się o coś kłóci, a zarumienione policzki Malfoya świadczyły, że chłopak przegrywa w tej dyskusji.

W pewnej chwili Harry chciał wejść w którykolwiek umysł, by się dowiedzieć, o co chodzi, ale nie przepadał za takimi wtargnięciami, a poza tym czuł się zmęczony.

Znów zasnął.

— Nie mieszaj do tego mojego ojca, Granger! — warknął wściekle Draco.

— A właśnie, że będę! W tych plotkach musi być ziarno prawdy, bo inaczej by cię nie wydziedziczył. Jest śmierciożercą i to na pewno on stał za porwaniem Harry'ego.

— Nie mógł, bo nawet nie było go w Anglii.

— Skąd wiesz? Z gazet? One mogą pisać cokolwiek. To nie jest dowód.

— Nie mam zamiaru się z tobą użerać. — Malfoy odwrócił się i ciągnąc za sobą Zabiniego, opuścił skrzydło szpitalne.

— Nie cierpię tego nadętego dupka — fuknęła zdenerwowana Hermiona.

— To po co w ogóle zaczynałaś tę rozmowę? — zauważył Neville. — Nie lepiej było zająć się Harrym, dopóki nie spał? Teraz to możemy też iść, bo zasnął.

— Ma szczęście, że została mu oszczędzona ta kłótnia — mruknął Ron, podążając za wychodzącymi. – I co to, do diabła, jest inwektywa?