NIŻ 7.1

Pożyczam tylko motyw z ludzką ofiarą do kamienia filozoficznego z „Full Metal Alchemist" Nie będzie to Crossover.

Artur pochylił się nad chłopcem, a zaraz potem spojrzał na Severusa.

— Nie pytaj. Naprawdę nie wiem — odparł na to nieme pytanie Snape.

Pomimo że Harry był w kilku miejscach poważnie ranny, na jego ciele znajdowały się niewielkie ilości krwi, a same rany zasklepiły się, zostawiając szerokie blizny. Snape oglądał każdy skrawek ciała, sprawdzając, czy wszystkie rany goją się podobnie. Zamarł, zatrzymując się nad dłońmi Pottera. Artur zauważył to i także zerknął. Wnętrze dłoni nie należało już do zwyczajnych.

Kroki pielęgniarki ocuciły Severusa.

— Sprawdź drugą i zamaskuj — polecił szybko.

Sam zrobił to samo i podniósł głowę, jakby dopiero co usłyszał Poppy.

— Wystarczy eliksir wzmacniający. Nic mu nie jest. Możesz iść, poradzimy sobie z mistrzem Arturem.

— Skoro tak twierdzisz, Severusie. — Kobieta podała mu wspomniany eliksir z niesionej tacy i odeszła.

Snape rzucił zaklęcie wyciszające na otoczenie i odwrócił się do mentora.

— Stracił sporo krwi. Przydałaby się na to mikstura, tak by nie wzbudzać podejrzeń.

— Jest w mojej torbie. Co z jego dłońmi? — Dopiero teraz mógł dokładniej się im przyjrzeć.

Usunął czar ukrywający i kciukiem dotknął niewielkiego kryształu, tkwiącego w samym środku jakiegoś nieznanego mu symbolu. Na drugiej dłoni był identyczny znak. Klejnot był tak umiejscowiony, że nie sprawiał żadnego problemu w zamknięciu dłoni czy poruszaniu nią.

— Co to?

Severus rozejrzał się, jakby nie ufając swojemu własnemu zaklęciu, zanim cicho odparł:

— Przypuszczam, że to właśnie Kamień Filozoficzny. W jakiś sposób Harry stał się nim. Jeszcze nie powiedział mi jak.

— A co się stało z obietnicą, że wszystko, co ważne i nietypowe, będzie z którymś z nas konsultował? Nie mów mi, że już wkroczył w wiek buntu? Nie jestem na to jeszcze gotowy.

— Nie, nie buntuje się, ale zachowuje pewne informacje dla siebie. Tak bym to przynajmniej nazwał. O stadzie też nam nie powiedział. Nic nie wiemy o rozwoju tego typu wilkołaków, więc nie chcę się wtrącać, by nie zburzyć więzi z jego stadem jakąś insynuacją, która może wprowadzić tylko zamęt i niepokój. Trzeba pamiętać, że w samej szkole mamy ich dwa tuziny plus Alfę.

— Rozumiem. Rozumiem.

Stali w ciszy koło łóżka. Po podaniu mikstury na krew nic więcej nie mogli zrobić. Te dwa zaklęcia musiały zadziałać same. Zaklęcia leczące mogłyby zwolnić ich działanie, a tego nie chcieli.

Harry obudził się, gdy pragnienie dało o sobie znać. Jeszcze nigdy dotąd nie był tak spragniony.

— Pić — wycharczał przez suche gardło.

Nikt nie usłyszał.

Otworzył oczy i rozejrzał się. Sala była zaciemniona i pusta. Przez okno wpadał blask księżyca. Po jego wielkości wiedział, że za dwa dni pełnia. Teraz jednak najważniejsza była woda. No i może coś jeszcze. Wstał, dziwiąc się, że nic go nie boli, i skierował się do łazienki. Woda była cudowna. Pił ją łapczywie. Potem skorzystał z „przybytku królów", jak wesoło nazywał toaletę mistrz Artur, a nawet Rumuar. Zdecydował się też wziąć prysznic. Widok nowych blizn zbył westchnięciem, za to dłonie obserwował dłuższą chwilę.

— Nieźle mnie urządziłaś, mała — szepnął. — Ciesz się teraz upragnioną wolnością, a resztę zostaw mnie.

Kąpiąc się, rozmyślał o rozmowie z Severusem. Może jego opiekun powinien wiedzieć coś więcej, żeby w razie czego potrafił pomóc? Harry nie sądził, by mistrz eliksirów był w stanie zdobyć dla niego ofiary, ale chyba lepiej, żeby wiedział.

Teraz w ogóle nie czuł się jak dziecko. Rumuar doświadczył go swoimi przeżyciami. Kamień, a dokładniej zaklęta w nim dusza, dorzuciła swoje do tego bagażu. Jak on ma się teraz zachować?

Westchnął ciężko, wycierając się. Dobrze, że ktoś pomyślał o ręcznikach i ubraniach. Co prawda, te szpitalne były okropnie szorstkie, ale czyste i nie przepocone tak jak te, które miał na sobie.

Nie chciało mu się spać ani tym bardziej bezczynnie leżeć. Zdecydował się na spacer. Musiał przemyśleć wszystko. Krążył po opustoszałym o tak późnej porze zamku i prawie nie zwracał uwagi na otoczenie. Wyjście na błonie odrzucił na wstępie, bo nie był wystarczająco grubo ubrany jak na początek listopada i nie miał też ochoty na kolejne spotkanie z jakimś zakamuflowanym śmierciożercą.

— Co tu robisz, Potter?

Nagły ruch, który ruszył w jego stronę z cienia, spowodowało tylko, że Harry drgnął. Gdyby to była inkantacja zaklęcia, to i tak nie miałby większych szans.

Z mroku wnęki, zresztą jednej z wielu na tym piętrze, wysunął się Draco.

— Co tu robisz, Draco? Trochę daleko jak na Ślizgona. Lochy są cztery poziomy niżej.

Spaceruję, bo nie mogę zasnąć — odparł Draco spokojnie zaraz po wejściu w umysł przywódcy swego stada.

Co, jeśli spotkasz patrolującego nauczyciela?

Wszyscy już śpią, jest prawie czwarta rano.

Harry odwrócił się w stronę okna, ale zaraz wznowił kontakt z Malfoyem.

Na pewno? Księżyc dopiero zachodzi. Myślałem, że jest wcześniej.

O czym ty bredzisz, Potter?

Brunet machnął ręką.

A nic takiego. Zawsze mi się wydawało, że księżyc nie świeci przez całą noc.

Z tobą naprawdę jest coś nie w porządku — mruknął Draco, kiwając z pobłażaniem głową.

To jak z nim jest?

Z kim?

Z księżycem. Niby jestem wilkołakiem, ale co pełnię jestem zamknięty. Potem nie zwracam na niego uwagi, chyba ze złości za to, co przez niego przechodzę trzy dni w miesiącu.

Draco prychnął.

Padło ci na mózg. Skąd ja mam to wiedzieć? Zapytaj Granger — powiedział ostro i ruszył przed siebie.

Chłopak z Domu Lwa podążył za nim, prawie depcząc mu po piętach. Nagle ten odwrócił się do niego.

Czemu za mną leziesz, Potter?

Tak sobie. Też nie mogę spać.

Malfoy cicho, bardzo cicho, westchnął, ale nic nie powiedział. Gdy połączenie z Alfą było zablokowane, nie czuł się tak niezręcznie w pobliżu Pottera. Teraz było prawie jak wcześniej.

Byłeś u Czarnego Pana. — Czyste stwierdzenie faktu.

I uciekłem, a dokładniej Rumuar uciekł — poprawił się Harry. — Wydostał mnie z dworu Voldemorta, gdy ja byłem nieprzytomny.

Dziwne milczenie Draco zdziwiło Harry'ego.

O co chodzi, Draco?

Zawsze się bałem. Udawałem, że nadążam za tobą... Chciałem... Teraz boję się choćby podążać w twoim cieniu... Jesteś...

Jak powiesz „idolem", to cię strzelę — roześmiał się Harry, w dużej mierze rozumiejąc blondyna.

Nauczony, że będzie pełen władzy, Draco nagle stał się nikim. A on wręcz odwrotnie. Z każdym dniem stawał się silniejszy.

Malfoy prychnął urażony, ale też wyraźnie rozluźniony. Szli teraz obok siebie. Na schodach rozdzielili się. Ślizgon wrócił w mroczne tereny lochów, a Harry ruszył w stronę wieży astronomicznej. Tam też po dwóch godzinach znalazł go Severus.

— Kto ci pozwolił opuścić szpital? Wczoraj prawie zginąłeś, a dziś łazisz w środku nocy jakby nigdy nic!

Zaraz potem przypomniał sobie, że siedzący na parapecie okna chłopiec go nie słyszy. Podszedł do niego i dotknął jego ramienia, by zwrócić na siebie uwagę chłopaka. Wschodzące słońce zamigotało w jego oczach, gdy odwracał się w stronę mężczyzny.

— Dzień dobry, Severusie.

Ten nic nie powiedział, tylko wskazał drzwi.

— Dobrze, już dobrze — westchnął i podążył za opiekunem.

Coś ty sobie myślał? — Severus był wściekły i Harry był tego świadom.

Nie chciało mi się spać.

A gdyby ktoś cię zaatakował? Nie miałbyś najmniejszych szans.

Nie mogę być ciągle czujny.

Musisz, jeśli chcesz przeżyć.

Snape nakazał chłopcu usiąść na szpitalnym łóżku i zaczął sprawdzać jego stan. Wszystkie blizny wyglądały, jakby miały co najmniej kilka miesięcy, a nie dobę.

Czy na dłonie mam ubierać teraz rękawiczki? Czy po prostu nie przejmować się znakami?

Nie, rzuciłem już zaklęcie maskujące.

Chyba się wyczerpało, bo widzę kamienie — zauważył Harry.

Niemożliwe, powinno być aktywne jeszcze kilka godzin. — Chwycił go za dłoń i obrócił wnętrzem do góry. — Działa. Nic nie widzę.

Ja je widzę cały czas. Pentagram alchemiczny także.

Jaki? — zdziwił się Severus, przypominając sobie symbole dookoła kamieni.

Alchemiczny — powtórzył. — Ale to teraz nieważne. Ja go widzę, pan nie. Czy to możliwe, że ktoś jeszcze go zobaczy?

Severus wzruszył ramionami.

Nie wiem. Już sam fakt, że widzisz przez czar kamuflujący, jest dziwny. Jednocześnie może to być spowodowane tym, że to ty jesteś teraz posiadaczem Kamienia i to on sam przełamuje to zaklęcie. Gdy przyjdzie mistrz Artur, trzeba będzie to sprawdzić. Nikt poza naszą trójką o nich nie wie, więc lepiej utrzymać to w tajemnicy.

Wejście pielęgniarki przerwało ich mentalna rozmowę, ale chociaż nie musieli się obawiać, że ktoś ich podsłucha.

— Jak tam samopoczucie, kochaneczku? — zaświergotała kobieta na powitanie.

— Kobieto, przecież on cię nie słyszy!

Harry uśmiechnął się do pielęgniarki.

— Domyślam się, że zapytała pani o moje samopoczucie, a profesor Snape nie oparł się pokusie zrugania pani?

Kiwnęła mu twierdząco głową, rzucając własne zaklęcie diagnozujące. Wyniki bardzo ją zadowoliły.

— Według mnie spokojnie może wrócić do siebie. Nie mam żadnych przeciwwskazań.

Severus przekazał chłopcu wiadomość i przywołał skrzata, by przyniósł mu normalne ubranie.

Spotkamy się po zajęciach. Nauczyciele są już uprzedzeni o braku naszyjniku. W kufrze znajdziesz zeszyt, który pomoże ci w nauce. Zapisuje wszystko, co mówi nauczyciel podczas zajęć.

Wszystko?

Tak, wszystko. Uwagi kierowane do innych uczniów także.

Już mi się podoba ten zeszyt.

Nie ciesz się tak. To ma ci pomagać, nie służyć do zabawy. A jak usłyszę, że czytasz moje uwagi z eliksirów w pokoju wspólnym Lwów, to zapomnisz o jakimkolwiek wyjściu do Hogsmeade do końca nauki w Hogwarcie.

Jesteś okrutny! — jęknął Harry załamany, bo właśnie o tym w pierwszej kolejności pomyślał.

Był, co prawda, dopiero w pierwszej klasie i nie miał jeszcze okazji być w Hogsmeade bez opiekuna, ale przyszłe wyjścia to jedno z jego pomniejszych marzeń.