NIŻ 7.2
Harry wrócił do dormitorium i zaraz został otoczony przez przyjaciół. Zaczął przeszukiwać kufer i oprócz zeszytu wyciągnął też swoje lusterko, ciesząc się, że nie odesłał go do domu. Na razie będzie musiało mu wystarczyć. Kolejną rzeczą, którą zrobił, to sprawdził co z Painem. Wiedział, że nie musiał się o niego martwić, zawsze sobie radził ze zdobywaniem żywności, ale jednak chciał go zobaczyć. No i zdecydował się o poinformowaniu kolegów o jego zwierzaku, tak na wszelki wypadek. Usiadł z nim na łóżku, głaszcząc po łuskach i pozwalając mu przesuwać mu się po ręce, w poszukiwaniu ciepła.
Do pokoju weszli tylko jego lokatorzy oraz Hermiona, więc nie było to duże grono. Na widok węża na kolanach Pottera, cofnęli się wszyscy. W lusterku pytania zlewały się w jedną, czarną plamę i chłopak cierpliwie czekał, aż wszyscy trochę ochłoną.
— To jest Pain, moja mamba. Tak, jest jadowita, ale obiecała, że nikomu nie zrobi krzywdy. Wyjście z tego pokoju jest pod moim łóżkiem, więc nie ma zbyt wielkich szans by ktoś przypadkiem ja nadepnął — tłumaczył powoli.
Harry, czy ty się z nią porozumiewasz?
Pytała Hermiona, a on odczytał pytanie w tafli lustra.
— Tak, mentalnie. Tak jak z Ronem w pociągu, czy z Malfoyem. Legilimencja jest dla mnie prosta. I mistrz Artur i profesor Snape cały czas komunikowali się ze mną w ten sposób, więc opanowałem do dosyć dobrze.
Nie musieli znać całej prawdy o jego darze. Nie chciał by jeszcze z tego powodu ktoś go unikał.
Dlaczego znów używasz lusterka? Gdzie masz naszyjnik?
— Voldemort mi zabrał. — Natychmiast spostrzegł, jak Neville i Ron drgnęli. — Przestańcie! Co za idiotyzm bać się imienia, które nawet specjalnie nic nie znaczy? Od takie sobie przestawienie liter.
Skąd wiesz, że nic nie oznacza? Poza tym to tabu.
Neville usiadł na swoim łóżku, nadal nie spuszczając wzroku z węża.
— Żadne tabu, tylko strach. A teraz chodźmy na zajęcia, potem pokażę wam co dostałem od profesora Snape'a do pomocy w nauce — uśmiechnął się, przemilczając temat wiedzy o pseudonimie Toma. — Jak nie będziesz mnie szturchać na transmutacji, to pozwolę ci pożyczyć moje notatki — rzucił Hermionie.
Dziewczyna patrzyła na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziała.
Harry miał dziś bardzo dobry nastrój. Nic go nie bolało po raz pierwszy od dłuższego czasu, ani Ar nie reagował jakoś wybuchowo, pomimo nadchodzącej pełni. Było wspaniale, nawet z widmem Voldemorta na karku.
„Dziś przejdziemy do kolejnego działu transmutacji martwej. Przedmioty do ćwiczeń macie przed sobą, a instrukcję i zaklęcie na tablicy. Będę obserwować wasze działania i korygować błędy. Proszę zaczynać." — Słowa pojawiły się i w zeszycie i w lusterku, ale to drugie na razie schował, bo nie było sensu czytać tego samego podwójnie.
Harry zastanawiał się czy spróbować. Ostatnio sporo ćwiczeń z Severusem przegapił, ale jednocześnie Ar stał się bardziej spokojny, a co za tym, także jego magia.
„Panie Thomas, różdżka to nie trzepaczka do jajek. Proszę okazać jej minimum szacunku, a jestem pewna, że odwdzięczy się tym samym."
Potter uśmiechnął się, czytając uwagę McGonagall. Ujął swoją różdżkę i nagle poczuł się dziwnie. Jego własna różdżka wydawała mu się obca, wręcz nieswoja. Obracał ją w palcach, nie mogąc się skoncentrować.
„W czymś problem, panie Potter?"
— Nie jestem pewien, pani profesor — odparł. — Różdżka dziwnie się zachowuje.
„Proszę sprecyzować."
— Oto chodzi, że sam nie wiem.
Nagłe przeczucie kazało mu odłożyć różdżkę do pokrowca. Uniósł dłoń nad kawałkiem kamienia jaki przypadł mu do ćwiczeń. Jeszcze nie zdążył dobrze pomyśleć, dlaczego to zrobił, a pomiędzy jego dłonią a kamieniem pojawił się świetlisty okręg z całym mnóstwem symboli o dziwnej regularności. Poczuł w dłoni delikatny żar, jakby właśnie grzał je przed płonącym kominkiem i znak obniżył się, przenikając i ulokowując się na stole pod nim. Drugą ręką dotknął wnętrza uniesionej dłoni samymi palcami i następnie obiema krawędzi symbolu na stole. Mocne światło objęło kamień i gdy zgasło na ławie stał porcelanowy wazon.
Harry uniósł głowę i napotkał zszokowaną twarz profesorki.
„Cóż... to był... imponujący pokaz transmutacji psychicznej" — rzekła, otrząsając się i zwróciła do klasy. — „Samo dotkniecie przez pana Pottera przedmiotu spowodowało przemianę kamienia."
Harry'ego coś tknęło.
Czyżby tylko on widział krąg alchemiczny? Może to i dobrze, nie będzie musiał się tłumaczyć.
Harry jak to zrobiłeś?
Hermiona zwróciła jego uwagę po zajęciach, by spojrzał w lusterko.
— Później, nie tutaj.
Teraz, po obiedzie, mieli zajęcia z Hagridem, bo aktualny nauczyciel był chory.
— Witajcie, witajcie. Cholibka, nigdy nie prowadziłem zajęć. Co by wam pokazać?
Klasa zaśmiała się, ale ogromny mężczyzna nie przejął się tym wcale.
— Dobra. Już wim. Chodźcie za mną.
Zaczął prowadzić ich w stronę Zakazanego Lasu. Już z daleka widać było tam zagrodę. Pod zadaszeniem leżało coś białego. Dziewczęta pierwsze rozpoznały co to. Spory jednorożec powstał powoli i dopiero teraz można było zauważyć spory opatrunek na jego boku.
— Nie podchodźcie za blisko, jest bardzo płochliwy z powodu zranienia — ostrzegł Hagrid.
Harry wraz z innymi stanął przy ogrodzeniu, uśmiechając się słabo. Kochał magiczne zwierzęta, pewnie po części dlatego, że sam był jednym z nich. Przestał czytać, co mówił Hagrid o jednorożcach, obserwował tylko to nieskazitelne, białe piękno. Jednorożec przechadzał się powoli w pewnym oddaleniu, nie spuszczając z zebranych wzroku. Dziewczęta, ustawione na samym przodzie, piszczały zachwycone i jednocześnie zawiedzione, że nie chce właśnie do nich podejść. Nagle ogier zatrzymał się w miejscu, potrząsając łbem i grzebiąc w ziemi kopytem. Wyglądało to tak, jakby gotował się do ataku. Zaczął biec w stronę ogrodzenia tak niespodziewanie, że zebrani zamarli.
Zatrzymał się, rozbryzgując resztki trawy, tuż przed Harrym i Hermioną. Ron stał zaraz za nimi, wstrzymując oddech. Granger zaczęła wyciągać w stronę jednorożca rękę jak zahipnotyzowana. Ogier zarżał w jej stronę, próbując ją jednocześnie ugryźć. Natychmiast zmieniła zdanie, co do głaskania.
Jednorożec znów zaczął kopać kopytem ziemię i potrząsać łbem. Zaczął ostrożnie podchodzić do ogrodzenia, gdzie stał nieruchomo Potter. Chłopak w pierwszej chwili nie pojął o co może chodzić zwierzęciu, dopiero gdy ten położył mu łeb na ramieniu, lekko łapiąc za włosy przypomniał sobie. Pogłaskał go za uszami, mówiąc:
— Witaj, mały. Wyrosłeś odkąd widzieliśmy się ostatni raz. Przepraszam, że cię nie poznałem. Jesteś piękny.
Jednorożec cofnął się kawałek i uklęknął na jedno kolano, zniżając łeb do ziemi.
Nie zwracając uwagi na innych, Harry przeszedł przez ogrodzenie i wręcz zmusił ogiera, by powstał. Bardzo pomogła mu jego siła, bo raczej normalny człowiek miałby z tym spore kłopoty.
— Proszę, nie rób tego. — Harry naprawdę tego nie chciał.
Za dużo naczytał i nasłuchał się o długach i nie chciał by ktokolwiek był jego dłużnikiem. Severus i mistrz Artur wystarczająco jasno go o tym poinformowali.
— Nie przyjmę! Zwalniam cię z długu!
Ogier stanął dęba nad Harrym, ale ten nawet nie drgnął. Kopyta uderzały powietrze tuż przy jego głowie. Wiedział, że jednorożce są bardzo dumne. Gdy ten zauważył, że chłopiec nie ustąpi, przysiadł na zadzie i nadepnął na własny, niezwykle długi ogon. Nagły podryw i spora garść włosów została na ziemi. Pyskiem wskazał na nie, a następnie na Harry'ego.
— To dla mnie?
Jednorożec zarżał w odpowiedzi, a gdy chłopiec pozbierał ten niezwykły dar, znów wtulił się w jego ramię.
Całej tej scenie przyglądała się oniemiała klasa z Hagridem, pociągającym nosem, na czele. Gdy Potter wrócił za ogrodzenie klepaniem po plecach nie było końca, a każda dziewczyna chciała dotknąć włosów. Jednak chłopiec na to nie pozwolił i szybko schował je do kieszeni.
— No dobra, dzieciaki! Wracajcie do zamku! Jest dzisiaj zimno! — zawołał gajowy.
Ron pociągnął Harry'ego i Hermionę, a jednocześnie wskazując koledze, by wyjął lusterko.
Opowiesz o co chodzi?
Harry spojrzał na niebo, gdzie słońce kryło się już za horyzontem.
— Nie teraz. Miałem iść do profesora Snape'a zaraz po zajęciach. Będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość.
Rozdzielili się przed Wielką Salą i Gryfon ruszył w stronę kwater Severusa.
Zapukał i po uzyskaniu zaproszenia wszedł.
— Trochę ci to zajęło — odezwał się w jego myślach Severus, siadając za biurkiem.
— Przedłużyły się nam zajęcia z Hagridem.
Rozmowy z Severusem były o tyle łatwiejsze, że nie musiał ciągle utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego, jeżeli oboje chcieli rozmawiać. Co innego było, gdy któryś z nich właśnie tego nie chciał.
— Aż boję się zapytać, co tym razem niegroźnego przywlókł na teren szkoły. — Severus wskazał mu fotel naprzeciwko.
— Czyli jednak istnieje coś czego się boisz?
— Harry! — ostrzegł go, ale niezbyt ostro.
Chłopak wyjął dar i położył na biurku.
— Co to?
— Włosy z ogona jednorożca. Dane z własnej, nieprzymuszonej woli.
— Tobie? — zdziwił się.
— Tak, a ja daję je tobie z wiarą, że zostaną użyte w dobrym celu, by przynieść dumę i mnie i ofiarodawcy.
Pochylił się w pokłonie i zakończył rytuał daru, tak jak nauczył go Severus. Włosy na blacie na chwile zabłysły i znów były takie jak chwile wcześniej.
— Wiesz, że to bardzo rzadki dar. Jednorożce prawie nigdy nie dają nic same i to jeszcze chłopcom. Mogę wiedzieć co takiego zrobiłeś?
Harry zajął fotel.
— Pamiętasz tę pełnię, gdy miałem osiem lat i Rumuar wyciągnął mnie do lasu? Znalazłeś mnie trzy dni później w naprawdę kiepskim stanie pod bramą dworu.
— Tak, przypominam sobie. Tydzień cię składałem do stanu używalności. Co to ma wspólnego?
— Walczyłem wtedy z dwoma gryfami o uratowanie źrebaka jednorożca.
— A przypadkiem Hagrid ma w swojej zagrodzie właśnie tego uratowanego zwierzaka. I rozpoznał cię? — Przemilczał fakt, że dziecko nie miało za wielkich szans z dorosłymi gryfami.
— Wszystko na to wskazuje. Chciał złożyć mi hołd, ale mu nie pozwoliłem.
Harry zobaczył jak obie brwi Severusa unoszą się do góry w zdziwieniu.
— Hołd dłużnika? I nie przyjąłeś? Wiesz, że mógł ci się przydać w przyszłości?
— Tak, wiem. Ale i tak go nie chciałem. To jednak nic. Mogę czarować bez różdżki.
— Jak sto procent czarodziejskich dzieci. To się nazywa magia pierwotna. Czasami się zdarza. — zaśmiał się kpiąco, jakby tłumaczył mu to po raz pierwszy.
— Nie rozumiesz.- burknął urażony. — Używam Kamienia do zaklęć. Widzę tworzący się krąg alchemiczny i nikt inny poza mną. Dziś na transmutacji zmieniłem kamień w wazon, tylko dotykając symboli alchemicznych.
Harry był tak podekscytowany, że podbiegł do biurka, zabierając po drodze kawałek polana ze stosu przy kominku. Położył go na biurku, z którego Severus szybko zagarnął cenny dar, chowając do szkatułki w szufladzie i pieczętując osobistym zaklęciem. Rozbłysk światła i stała przed nim figurka kłaniającego się jednorożca.
— Widziałeś krąg?
— Nie, tylko przemianę. Zrób jeszcze coś. Możesz rzucić zaklęcie atakujące?
— Nie wiem, jeszcze nie próbowałem.
Severus wstał i kazał mu iść za sobą. Sala laboratoryjna była teraz pusta i profesor odsunął wszystkie ławki na bok.
— Celuj w tę pustą ścianę. Może być zwykły Expelliarmus.
Harry wyciągnął przed siebie dłoń, ale nic się nie stało, nawet gdy chwilę się koncentrował.
— Spróbuj tak jak robiłeś na transmutacji. Co wtedy się działo? Może jakieś specjalne gesty, albo odczucia?
Chłopiec pomyślał, zaraz potem uśmiechnął się do siebie. Koncentrując się na zaklęciu, dotknął palcami jednej dłoni wnętrza drugiej i obie skierował w stronę ściany. Huk był ogłuszający, ale całe szczęście lochy były specjalnie wzmocnione na tego typu wybuchy i tylko trochę tynku posypało się na podłogę.
— Będziesz musiał to poćwiczyć, ale już widać, że siła czaru jest o wiele mocniejsza niż standardowo rzuconego różdżką. Jednak ćwiczeń standardowych nie pozwalam ci porzucić. Tych masz używać w pierwszej kolejności, a to co zrobiłeś teraz najlepiej zachować w tajemnicy jako dodatkowy atut.
— Tak, Severusie.
Chłopcu zrobiło się przykro, bo chciał zrobić wrażenie na opiekunie. Spuścił zawiedziony głowę.
— Harry, coś się stało?
— Nie, nic — mruknął już normalnie, wracając do kwatery mężczyzny. — Jestem głodny.
Profesor nie skomentował tej nagłej zmiany nastroju, tylko podążył za nim. Po wspólnej kolacji, do której dołączył jeszcze mistrz Artur twierdzący, że tak burzliwej kolacji w głównej sali jeszcze nie widział. Chciał się dowiedzieć, o co chodzi z łaszącymi się do młodych chłopców jednorożcami. Harry wyłączył się z tej rozmowy, czując się coraz bardziej śpiący. Gdy dorośli rozsiedli się przy szklaneczce Ognistej, usiadł przy kominku i zapatrzył się w ogień. Nawet nie wiedział kiedy powieki same mu się zamknęły.
— Jeszcze tylko trochę. Jeszcze parę dni, mój drogi i będzie w moich rękach. I nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet pomiot Potterów. Zemsta na zdrajcach się dokona. Ukarzcie go!
Harry patrzył zszokowany jak Malfoy senior został zakatowany. Każde użyte zaklęcie czuł na swojej skórze i płakał wraz z mężczyzną, gdy oddawał ostatni oddech.
— Kocham cię, synu. Przepraszam, Draco.
Harry obudził się z krzykiem, zrywając do pionu.
Czyjeś dłonie powstrzymały go.
— Nie! Nie pozwólcie im!
— Harry, spokojnie. Jesteś bezpieczny.
Severus przytulił go do piersi, obejmując mocno.
Czując po kolacji pieczenie Mrocznego Znaku, przytrzymał tylko ramie i odetchnął podczas mijania powoli bólu. Jednak, gdy chwilę później Harry zaczął się szarpać na fotelu, a zaraz potem krzyczeć, zerwał się wraz z mistrzem z miejsca.
— Jesteś już bezpieczny. — Głaskał uspokajająco dziecko.
— On zabił Malfoya. Uznał go zdrajcą — otrząsał się powoli z szoku, przyjmując od mistrza Artura eliksir pocruciatusowe. Dopiero teraz widział jak bardzo drżą mu ręce. — Muszę porozmawiać z Draco — zdecydował nagle.
— Zawołam go tu — zaoferował się Artur.
— Nie. Chcę z sam do niego iść. — Harry wstał i lekko zataczając się podszedł do drzwi. — Do jutra, Severusie. Dobrej nocy, mistrzu Arturze.
Dorośli z troską obserwowali wychodzącego chłopca, któremu ciężar życia coraz bardziej przygniatał ramiona.
— Od kiedy ma wizje? — zapytał Artur, odwracając się do Severusa. — Czy nie powinien umieć się bronić przed takimi wtargnięciami?
— Powinien, ale mam swoje podejrzenia, mistrzu. On nieświadomie sam łączy się z Czarnym Panem, gdy wyczuje, że ten jest z czegoś zadowolony. Zauważyłem to podczas ostatniego połączenia. On w ten sposób go śledzi, choć myśli, że robi to nieświadomie.
— Czemu mu nie pomożesz?
— Wiem, że to okrutne, ale chcę by poznał swego przeciwnika. Niech wie jaki jest naprawdę. Żeby nie miał najmniejszych wątpliwości podczas ostatecznego starcia. — Severus zacisnął pięści i odwrócił się w stronę kominka. — Ja chcę tylko być u jego boku, gdy ten moment nastąpi. Pragnę zobaczyć, jak ten potwór zdycha u stóp dziecka Lily.
