Rozdział 18

Nie mogłem oddychać, spojrzałem do tyłu na klub, aby zobaczyć, jak wchodzi do samochodu. Zaśmiałem się, chciałem krzyczeć, że nie kupiłem tego co napisała. Przeszła na następny poziom, najgorsze obawy dla mężczyzny, jej ruchy stały się zbyt oczywiste. Wszedłem do swojego samochodu nadal się śmiejąc. Jane spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami.

– To nic, po prostu przypomniałem sobie coś zabawnego, co powiedział kiedyś mój przyjaciel, obiecuję – uśmiechnęła się Jane, skinęła głową, przyciągnąłem ją do siebie.

– Co robisz? - odpięła pasy, pochyliła się, więc mogłem ją głęboko pocałować. Chwilę później jej ręka jechała w dół po mojej klatce piersiowej, kierując się w stronę moich spodni. Próbowałem rozchylić nogi, ponieważ samochód był zbyt mały, więc włączyłem silnik. Jechałem w stronę, Forks, gdy ona nadal całowała moją szyję i masowała moją pierś. Chciałem zabrać ją do domu, ale miała o wiele lepszy pomysł.

– Mam pokój w hotelu – powiedziała, gdy wróciła na swoje miejsce. Uśmiechnąłem się na ten pomysł, choć moi rodzice nie byli by źli, gdybym ją sprowadził do siebie do łóżka, do domu i gdyby została całą noc.

Jechałem właśnie ulicami Forks, kiedy zobaczyłem migające światła za mną. Chciałem przepuścić samochód, byłem oszołomiony, w końcu zatrzymałem się. Nie przekroczyłem prędkości, a nawet nie byłem pijany. Wyciągnąłem portfel, spojrzałem w górę i zobaczyłem, że obserwuje mnie Charlie.

– Cholera – mruknąłem i spojrzałem na Jane. Charlie pochylił się, zgasił oślepiające światło i z powrotem popatrzył na mnie.

– Nie przekroczyłem dozwolonej prędkości – powiedziałem.

– Co ty robisz? – zapytał.

– Odwożę moją randkę – powiedziałem ze złością.

– A potem prosto do domu? – pytał mnie dalej, podniosłem rękę, aby zasłonić to oślepiające światło pochodzące z latarki.

– Nie jesteś moim ojcem – powiedziałem jak zbuntowane dziecko.

– Piłeś coś, Edwardzie? – zapytał.

– Ani jednego piwa – powiedziałem, poświecił na moją twarz latarką, by zobaczyć moją twarz.

– Miałeś dziś coś zrobić – powiedział, starałem się spokojnie oddychać, ponieważ cała rzeczywistość znowu mnie dopadła.

– Myślę, że rozumiesz, że mam problemy z uwierzeniem z tym – powiedziałem, na co przytaknął. Spojrzałem na Jane i zacząłem się modlić, by Charlie pozwolił mi odejść nie mówiąc ani słowa, ale ja nie miałem aż tyle szczęścia. Uderzył w drzwi i powiedział:

– Wysiądź z samochodu.

– Czy możemy porozmawiać o tym później? – zapytałem podenerwowany. Jego szczęka zacisnęła się, a jego oczy zwężyły się.

– Nie synu, musimy porozmawiać teraz – odpiąłem pasy i wysiadłem z samochodu zezłoszczony. Oboje odeszliśmy od samochodu, aż w końcu się odezwał.

– Muszę wiedzieć, co się dzieje.

– Zapytaj się swojej córki, w co ona gra. Nie jestem na tyle głupi, aby uwierzyć w jej udawaną ciążę, a jeśli jest prawdziwa, to mam wątpliwości, że to moje.

– Byłem jedyną osobą, która nalegała, by cię o tym poinformowała, ona chce je trzymać z daleka od ciebie. Nie sądzę, że jest to udawana ciąża i radze następnym razem, przemyśl dobrze, coś dwa razy zanim powiesz coś o mojej córce – ostrzegł mnie, zaśmiałem się z jego zuchwałości. Ona upokorzyła mnie publicznie, nie wspominając o tym, co robiła, kiedy mnie pieprzyła. Jego córka nie była aż tak niewinna, jak on myślał.

– Słuchaj, jestem na randce, zabiorę ją do domu, a potem umówię się z Bellą – powiedziałem, na co skinął głową. Wróciłem do swojego samochodu, a cały nastrój, który wcześniej panował, przepadł. Spojrzałem na Jane, a ona wyciągnęła rękę i poklepała mnie po ramieniu.

– Wszystko ok, będziemy mieli jeszcze mnóstwo okazji – powiedziała, naprawdę zaczynałem ją lubić. Miałem nadzieję, że będę mógł poznać ją lepiej. Byłem wkurzony, że miałem popsuty dziś wieczór i to zwłaszcza przez Bellę. Pocałowałem Bellę, zanim wysiadła z samochodu i poszła prosto do hotelu. Gdy wyjeżdżałem z parkingu zauważyłem jak odjeżdżał Charlie. Ostatnią rzeczą, jaką teraz potrzebowałem to to, żeby jakiś policjant obserwował moje prywatne życie. Gdy już odjechał, wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Belli. Naprawdę miałem nadzieję, że nie odbierze, żebym mógł zostawić jej jedynie wiadomość na poczcie, bym niemu siał usłyszeć ponownie jej głosu. Odebrała i mogłem usłyszeć, że jedzie samochodem.

– Myślisz, że jestem aż tak głupi? – zapytałem.

– Mogę zadzwonić później? – zapytała.

– Nie. Jesteś w ciąży czy nie?

– Tak – odpowiedziała cicho.

– I mam ci uwierzyć, że niby to jest moje dziecko?

– Nie całkiem – powiedziała, przez co znowu się zdenerwowałem.

– Naprawdę? – zapytałem.

– Naprawdę, co? – zapytała, przez co w furii uderzyłem dłonią o kierownicę w samochodzie.

– Wiesz, o co pytam, czy to jest moje dziecko? – krzyknąłem.

– Nie – powiedziała, dzięki czemu poczułem się lepiej. – Jest tylko moje – rozłączyła się. Oh, byłą dobra, wiedziała dokładnie, co kiedy powiedzieć. Kiedy byłem już w swoim domu, poszedłem do swojego pokoju i szukałem w swoim biurku kartki, na, której był zapisany jej adres. Wsiadłem w samochód i pojechałem do miasta. Nie byłem zmęczony, choć nie spałem długo, cała złość nie pozwalała mi nawet zmrużyć oka. Jechałem szybko, nie dbając o to czy przekraczam prędkość. Chciałem dojechać tam szybko i to zanim położy się spać. Zajęło mi trochę czasu zlokalizować ten dom, ale mi się udało. Podszedłem do drzwi i zapukałem.

Ciekawe czy miała jakiś współlokatorów, ponieważ poczułbym się winny, gdybym ich teraz obudził. Lecz gdy drzwi się otworzyły zobaczyłem jedynie Bellę w majtkach i T-shirt'cie. Spojrzałem na jej ciało, uśmiechnąłem się. Wiedziała, że w takim momencie mój mózg automatycznie został zawładnięty moim penisem.

– Niezła próba – powiedziałem.

– Nie czuję się zbyt dobrze, czego chcesz? – zapytała. Zaśmiałem się, choć zauważyłem, że wygląda na bladą i słabą. Podszedłem do krzesła, usiadłem, po czym ona zrobiła tak samo. Patrzyliśmy na siebie, aż w końcu się odezwałem:

– Słucham.

– Po prostu wyjdź – powiedziała, chowając swoją twarz w dłoniach. Zaśmiałem się, na tą bardzo dramatyczną sytuację.

– Nie mogę – powiedziałem. – Jeśli to moje dziecko, będę musiał zawrzeć z tobą związek i ponownie nagramy to na kamerę, czyż nie? – zapytałem, po czym się roześmiałem. Wyciągnęła swoje nogi i mogłem zauważyć na jej majtkach świeżą plamkę krwi, która nabierała wielkości. Moje nastawienie od razu się zmieniło i zapytałem się drżącym głosem:

– Bello, czy ty właśnie dostałaś okresu?

– Co? – spytała i szybko podniosła głowę. Mogłem zobaczyć, jak stała się blada, szybko wstałem i chciałem zmierzyć jej ciśnienie. Próbowała zabrać rękę, ale spojrzałem jej prosto w oczy.

– Mam krwotok, kochanie. Muszę zabrać cię do szpitala – spojrzała w dół, jej oczy rozszerzyły się i zobaczyłem w nich strach.

– Czy stracę swoje dziecko? – zapytała. Szybko pobiegłem do jej pokoju nie odpowiadając na jej pytanie, chwyciłem koc. Jeśli teraz udaje lub prowadzi jakąś grę to przysięgam, że ją zabiję. Nic nie było śmiesznego w udawaniu poronienia, a jeśli to było realne musiałem pomóc Belli. Objąłem ją, wcześniej zakładając płaszcz oraz owinąłem ją kocem. Byłem oszołomiony widząc tak dużą plamę krwi i szedłem coraz szybciej. Nie zatrzymałem się na żądnym czerwonym świetle i pojechałem do wejścia awaryjnego w szpitalu. Myślę, że przez to, ze za dużo adrenaliny wytwarzał mój organizm, zacząłem krzyczeć.

– Pomocy moja żona krwawi, może poronić, za dużo krwi utraciła – Bella szybko została umieszczona na noszach i zniknęła za dużymi drzwiami, a ja stałem bezradny patrząc na nie. Poproszono mnie bym przesunął swój samochód i kiedy wróciłem powiedziano mi, że Bella jest przygotowywana do zabiegu.

– Kim jest chirurg? – zapytałem i podano mi nazwisko. Od razu zadzwoniłem do mojego ojca i wypytałem się o niego. Zapewnił mnie, że jest to jeden z najlepszy chirurgów i przekonał mnie, żebym zadzwonił do Charliego i powiedział mu, co się stało. Siedziałem w poczekalni próbując zrozumieć, co się wokół mnie działo. Część mojego serca chciała, żeby wszystko się ułożyło. Ale wiedziałem, że jeśli już ktoś jest w szpitalu nic dobrego nie wynika. Właśnie straciłem swoje dziecko i to naprawdę mocno bolało. Czekałem na jakieś wieści, kiedy moi rodzice i Charlie weszli do poczekalni. Moja mama wzięła mnie w ramiona, a ja cicho się rozpłakałem. Byłem wyczerpany i już miałem dość tej cały gry, przez którą nie mogłem pomóc Belli. Czułem się winny i nie wiedziałem co teraz powinienem zrobić. W końcu pojawił się chirurg i usiadł obok nas w poczekalni.

– Straciła za dużo krwi i dwójkę dzieci – powiedział.

– Dwójkę? – wziąłem głęboki oddech.

– Tak, jestem pewien, że to były bliźniaki, a ten incydent od razu zwiększa szansę na poronienie. Będzie z nią dobrze i w przyszłości będzie mogła mieć dzieci. Właśnie z nią rozmawiałem i pytała o ciebie – skinąłem głową, zastawiając się czy to będzie nasz w końcu ostatni pojedynek. To nie było planowe, ale ja chciałem, żeby to wszystko się już zakończyło. Szedłem długim korytarzem, aż w końcu pomyślałem sobie, że muszę się do niej uśmiechnąć. Teraz w swoim umyśle zobaczyłem ją, gdy wszedłem do pokoju jak się śmiała i powiedziała do mnie Ależ, ty jesteś kurwa głupi. Myślałeś, że będziesz miał dziecko hahahahah, trzeba było zobaczyć swoją minę.

Otworzyłem drzwi, a ona podniosłą głowę i spojrzała na mnie. Po jej twarzy spadały łzy, przez co poczułem że moje oczy robią się bardziej wilgotne. Wahałem się, ponieważ nie wiedziałem czy powinienem wejść przez te drzwi. W końcu wyciągnęła dłoń, a podbiegłem do łóżka. Przytuliłem ją mocno do siebie, gdy płakała.

Kołysałem ją i czułem jak jej złamane serce, łamie moje. Tyle godzin spędziliśmy na ranieniu siebie, a to bolesne wydarzenie było najgorsze ze wszystkich możliwych. Pocałowałem ją w głowę, odgarnąłem jej włosy, choć płakała dalej.

– Tak mi przykro, kochanie – w końcu powiedziałem.

– Chciałam mieć twoje dziecko, Edwardzie. Po tym, co sobie zrobiliśmy nadal chciałam je mieć – płakała.

– Bello, jednak muszę być szerzy, Chcę by to wszystko się zakończyło.

– Nie chciałam ci tego powiedzieć – powiedziała. Mój ojciec mnie namówił.

– Zdajesz sobie sprawę, że gdybyś tego nie zrobiła dalej byśmy udawali? – zapytałem.

– Nie, nie tym razem. Nie chciałam pchać dziecka w sam środek naszej kłótni. Byłam zazdrosna, kiedy zobaczyłam cię z tamtą kobietą i to był jedyny powód, dlaczego tam ci napisałam. Miałam poczekać bliżej narodzin dziecka. Po prosu miałam nadzieję, że… - zaczęła płakać, a ja nadal przytulałem ją do siebie, trzymając ją w swoich ramionach. Złapała mnie za koszulkę i ścisnęła dłonie.

– Kocham Cię – płakała. – I naprawdę jestem szczera, kocham cię mimo tego wszystkiego – nie było już żadnej gry, udawanie i nie musiałem się teraz o to martwić. W tym momencie i tak już wszystko straciliśmy, spojrzałem na nią, by móc spojrzeć prosto w jej oczy.

– Kocham Cię, Bello Marie Swan i również jestem z tobą zupełnie szczery.

Ona porzuciła swoją pracę nad seksualnością człowieka i zatrudniła się, jako psycholog w szpitalu w Forks. Wynajęliśmy mały domek i spędziliśmy wiele godzin nad dokończeniem mojego domu. Nigdy nie rozmawialiśmy o małżeństwie, każde z nas naprawdę bało poruszyć się ten temat.

Pewnego dnia, wkradłem się do jej biura i usiadłem na jej krześle. Kiedy wróciła ze spotkania i zobaczyła mnie, od razu się uśmiechnęła.

To mój fotel, doktorze.

Myślę, że obydwoje się na nim zmieścimy, doktorze – odpowiedziałem, ona wyciągnęła rękę i zamknęła drzwi. Podeszła do mnie, oparła się o biurko i stanęła tak, że moje nogi były pomiędzy jej.

Masz dość ładne majtki.

Mam je z Dillard's- przekomarzała się.

Mam coś dla ciebie lepszego – powiedziałem i sięgnąłem do kieszeni, by móc wyjąć pudełko od Tiffanego.

Czy naprawdę na swoje twarzy mam wypisane idiotka? – powiedziała ze złością.

Nie, dlatego daję ci to – powiedziałem i dałem jej kartę, którą wypełnił gemmologista.1 Spojrzała na mnie podejrzliwie i wzięła ode mnie pudełko. Otworzyła je i zobaczyła duży pierścionek z dużym diamentem.

Poważnie? – zapytała, wyciągając pierścionek z pudełka.

Pod jednym warunkiem – powiedziała i usiadła na swoim biurku .- Zatrudnimy osoby zewnątrz, by zorganizowały nam ślub, żeby nikt z nas nie był w to zaangażowany.

Co powiedz na moje ojca i twoją matkę – zapytała, na co się uśmiechnąłem. Wziąłem pudełko i zapytałem:

Bello, wyjdziesz za mnie?

Tak – powiedziała szczerze.

I tak o to zaczęliśmy najbardziej zabawną grę… życie.

1 Osoba, która określa kamienie, to znaczy jak w tym przypadku, czy to nie podróbka.