INFORMACJA

Fanfik ten obecnie jest nadmiarowy, przez co należy do tzw. tłumaczeń nieregularnych. Oznacza to, że kolejne rozdziały będą się ukazywać w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.


oryginał: Eight (link w moim profilu)

autor: Lily Elizabeth Snape (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


----------------------------

Rozdział drugi

----------------------------


Chłopiec przewrócił się, kiedy wchodziliśmy na kamienne schody prowadzące do mojego domu. Zatrzymałem się, oczekując jęków i płaczu. Lecz on się momentalnie pozbierał i obrzucił mnie pogardliwym spojrzeniem. "Dumny, arogancki, gryfoński!" - pomyślałem. Muszę jednak przyznać, że byłem pod pewnym wrażeniem. Mniej stoicyzmu widziałem u Crabbe'a podczas śmierciożerczych spotkań. "Czyżbym porównywał go do Crabbe'a? James byłby wściekły!" Zachichotałem na tę myśl.

***

Otarłem krew z dłoni, podczas gdy mężczyzna śmiał się ze mnie. Byłem pewny, że mnie uderzy, ale on po prostu poszedł dalej. Upewniłem się, że wszystko czerwone wytarłem w rękawy, żeby niczego nie pobrudzić. Kiedy weszliśmy do domu, ledwie zdołałem powstrzymać kaszlnięcie. Tam było tak brudno! I tyle kurzu! Wszystko, dosłownie wszystko było pokryte warstwą popiołu, dosłownie jakby kominek eksplodował. Wyglądało na to, że nie było tam nikogo od bardzo, bardzo dawna.

Robiło się ciemno, więc zapalił kilka świeczek na pokrzywionym gzymsie ze starego drewna. Uśmiechnął się do mnie szyderczo, a potem poszedł schodami na górę. Zamknąłem drzwi zewnętrzne i przekręciłem klucz w zamku, mając nadzieję, że dobrze robię. Gdy wrócił, wydawał się prawie zakłopotany. Może nie chciał, aby ktokolwiek widział, jak tam było brudno; ciotka Petunia umarłaby ze wstydu!

Przebrał się. Miał teraz na sobie coś, co wyglądało jak czarna damska sukienka. Pod nią nosił spodnie, a na niej długi płaszcz. Pomyślałem, że to dziwny strój na lato.

- Jesteś głodny? - spytał.

Wiedziałem, że mnie podpuszcza. Gdyby chciał, żebym zjadł, po prostu coś by mi dał.

- Nie, proszę pana - wychrypiałem. Nie odzywałem się od kilku godzin, a kurz w powietrzu dodatkowo mi przeszkadzał.

- No cóż, dobrze, to chodź za mną.

Znowu zaczął się wspinać na piętro, tym razem mamrocząc coś pod nosem. Poszedłem za nim aż do małej sypialni, która była zadziwiająco czysta. Tam też był niewielki kominek z otoczonym kamieniami paleniskiem. Na środku stało proste łóżko przykryte miękką narzutą, a w kącie szafa na ubrania. Przez małe okno widziałem sierp księżyca; we wnęce okiennej była nawet ławeczka. Zastanawiałem się, dlaczego mnie tam przyprowadził; chyba nie chciał, żebym ten pokój posprzątał najpierw? Reszta domu potrzebowała porządków o wiele bardziej!

- Odłóż swoje rzeczy i idź spać.

Głośno zamknął za sobą drzwi i odszedł.

Wszystkie moje rzeczy zmieściły się w szufladzie u dołu szafy. Nasłuchiwałem przez chwilę, żeby się upewnić, że nie ma go w pobliżu, po czym ośmieliłem się dotknąć narzuty. Była jak jedwab; jak skrzydełka wróżek albo pyłek skrzatów. Wyobraziłem sobie, że jestem na wyprawie badawczej i właśnie odnalazłem królestwo wróżek. W każdej chwili może się pojawić jej dwór, podskakując na podobnej do chmur jedwabnej tkaninie. Ukłonią się nisko i ona mnie zobaczy, i zrobi ze mnie rycerza, i da mi do wypełnienia same zadania wymagające odwagi.

"Przestań śnić na jawie! Zaraz zostaniesz przyłapany!" - pomyślałem. Westchnąłem. Wiedziałem, że łóżko nie było dla mnie. Może ten mężczyzna wróci później i sam będzie w nim spał. Rozejrzałem się. Uznałem, że najlepszym miejscem do spania będzie chyba kąt. Patrząc na cienki skrawek księżyca, położyłem głowę na ostatnim kamieniu paleniska, a następnie zamknąłem oczy, z całych sił zaciskając zęby. Czasami, jeśli zrobiłem to zasypiając, nie krzyczałem przez sen, kiedy pojawiły się koszmary.

***

Zaproponowałem jedyne dwie rzeczy, jakie zdołałem wymyślić: jedzenie i spanie. Miałem nadzieję, że zostanie w swoim pokoju przez całą noc; gdyby zaczął łazić po domu i naprzykrzać się, chyba bym oszalał. Był tylko o parę lat młodszy od moich pierwszoklasistów, a jednak był tak maleńki. Wyglądał na nie więcej niż cztery, pięć lat. Zastanowiwszy się nad tym, stwierdziłem, że przez cały ten czas powiedział tylko trzy słowa.

Rzucając Engorgio na swoje miniaturowe kufry, próbowałem wymyślić, jak niby miałem mu zapełnić czas, dzień po dniu, przez trzy miesiące. Co takie dzieci robiły? "Cóż, kiedy ja byłem dzieckiem, ukrywałem się po kątach, usiłowałem chronić matkę i wyżywano się na mnie." Nie chciałem, aby to samo działo się z Harrym, bez względu na to, jak bardzo przypominał mi Jamesa. W Hogwarcie dzieci grały w quidditcha, miały zwierzątka i przyjaciół. A przynajmniej większość z nich miała przyjaciół. Ja nigdy nie miałem do czynienia z niczym takim, ale większość uczniów miała.

Wtedy nie miałem żadnych przyjaciół i to się nie zmieniło, nie mogłem więc przedstawić chłopcu żadnych kolegów, z którymi mógłby się bawić. Nie znosiłem też zwierząt w swoim otoczeniu. Miotła w mugolskim sąsiedztwie nie podlegała dyskusji. "Będę musiał go zabrać na hogwarckie boisko" - postanowiłem. - "Ciekawe, czy lubi czytać. Lily uwielbiała czytać..." Zmusiłem się do niemyślenia o niej i skupiłem umysł na warzeniu Bezsennego Snu. Po silnej dawce eliksiru pochłonął mnie sen w mrocznym łóżku pana domu.

***

Obudziłem się o świcie. Gdzieś daleko piały koguty. Koty walczyły ze sobą w zapuszczonym ogrodzie. Słuchając innych nieznanych porannych odgłosów, myślałem o tym, że po życiu na zatłoczonym osiedlu ludzi średniej klasy w Surrey trochę czasu mi zajmie, zanim przyzwyczaję się do tego wiejskiego otoczenia.

Przeciągnąłem się i przekradłem do łazienki, modląc się, abym go nie obudził; nie mogłem się już powstrzymać. Zszedłem do kuchni, żeby się umyć. Czekałem, aż woda zmieni kolor z brązowego na przejrzysty, ale w końcu zadowoliłem się jasnożółtą. Rozejrzałem się za jakimś jedzeniem, żeby przyszykować śniadanie. Nie znalazłem żadnego.

Nie zostawił dla mnie listy obowiązków, jak zawsze robiła ciotka Petunia, więc musiałem zgadywać, od czego miałem zacząć. Prawie wszystko, co potrzebowałem, znalazłem w schowku na miotły. Nagle poczułem wielką wdzięczność, że nie musiałem tam spać. Pełno w nim było pajęczyn i martwych żuków.

Wilgotną szmatką przetarłem wszystkie powierzchnie w niewielkim salonie, płucząc czarną od brudu ścierkę po każdym meblu. Zwinąłem wiekowe, wzorzyste chodniki i wyszorowałem podłogę. Kiedy z tym skończyłem, na zewnątrz było już całkiem jasno. Miałem nadzieję, że mężczyzna nie będzie wściekły, że tak mało zdążyłem zrobić. Byłem ciekawy, czy tego dnia dowiem się, jak się nazywa.

Wyniosłem dywaniki do ogrodu - kotki uciekały mi spod nóg - i wytrzepałem je; kurz piekł mnie w oczy. Na szczęście między dwiema lichymi wierzbami był już rozciągnięty sznur do bielizny. Dywaniki były naprawdę dość ciężkie i trochę czasu zajęło mi zatachanie ich z powrotem do domu po tym całym wyczerpującym czyszczeniu ich. Uznałem, że w salonie nic już nie jestem w stanie zrobić, toteż przeszedłem do kuchni. Właśnie kończyłem wycierać szafki, kiedy wszedł on, wyglądający jakby wciąż jeszcze spał. Obaj nadal mieliśmy na sobie ubrania z poprzedniego wieczora.

- Co ty robisz, do jasnej cholery? - wrzasnął. Czy ten człowiek w ogóle potrafił normalnie mówić?

Zeskoczyłem z krzesła, na którym stałem, i odsunąłem się od mężczyzny jak mogłem najdalej.

- Przepraszam, proszę pana.

Co innego miałem do powiedzenia?

***

"Próbuje zarobić u mnie punkty, tak? Ten mały podlizywacz! Pogrywa sobie ze mną zupełnie jak głupi samozwańczy huncwoci z Dumbledore'em." - Połączyłem fakty w całość. Salon rzeczywiście prezentował się znacznie lepiej, lecz znaczenie miały wyłącznie intencje. Nie uda mu się tak łatwo mnie przekonać, chociaż wyglądał jak żałosny mały ulicznik.

- Umyj się i włóż najlepsze ubrania. Wychodzimy.

Musieliśmy iść na rynek; wiedziałem, że w końcu będzie głodny.

Czmychnął na schody, gdy przeczesywałem palcami włosy. "Lily zawsze mówiła, że długie włosy mi pasują..." Cholera! Nie cierpiałem, kiedy zmuszał mnie do rozmyślania o jego matce! Najbardziej żałowałem, że straciłem w niej towarzyszkę. Nigdy się nie dowiedziałem, czy między nami mogło być coś więcej; zamiast tego pochłonął mnie powab potęgi.

Poczułem jego spojrzenie na karku. Odwróciłem się i zobaczyłem do przyklejonego do kuchennej futryny. Nadal wyglądał jak obszarpaniec; czy on w ogóle słuchał, co do niego mówiłem?

- Powiedziałem, że masz włożyć lepsze ubrania! Wcale mnie nie słuchasz? A pół twojej twarzy nadal jest czarne jak smoła! Z powrotem na górę i nie pokazuj się tu, dopóki nie zrobisz wszystkiego jak należy!

Czekałem, z każdą sekundą coraz bardziej rozzłoszczony. Próbowałem uspokoić się, patrząc przez okno na ogród, którym opiekowałem się jako uczeń. Był jednak zarośnięty chwastami - wszystkie porządne rośliny już dawno pożarły szkodniki.

Wreszcie poszedłem na piętro. Chłopak siedział skulony na ławeczce pod oknem, myśląc o niebieskich migdałach. Już miałem znowu na niego krzyknąć, ale aż podskoczył ze strachu. Skoro nie zamierzał mnie słuchać, musiałem mu pokazać, o co mi chodzi. Gwałtownie otworzyłem górną szufladę, potem kolejną i jeszcze jedną. Były puste.

- Czy nie zrobiłeś, jak kazałem, i nie schowałeś swoich rze... Och.

W dolnej szufladzie było kilka rzeczy, jakieś popsute zabawki i brudne ubrania.

- Mówiłem, że masz spakować wszystko, co masz w domu wujostwa. Nawet tego nie potrafiłeś zrobić?

Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale nie chciałem wysłuchiwać patetycznych wymówek.

- Cicho! - rozkazałem. Przynajmniej tego posłuchał.

Wyjąłem różdżkę i zmieniłem jego ubrania w coś bardziej pasującego. Prawie oszalał! Sądząc po jego reakcji, można by pomyśleć, że je na nim zapaliłem. Mugolaki! No, on był akurat przez mugoli wychowany, co zresztą na jedno wychodziło.

- To tylko proste zaklęcie. A teraz idź, wyszoruj twarz!

Mogłem rzucić na niego Chłoszczyść, nie zamierzałem jednak rozpieszczać bachora.

***

Łał! To było zupełnie jak czary! Martwiłem się jednak swoją twarzą. To, co on uznał za brud, było tak naprawdę siniakiem. Mimo to wyszorowałem się kolejny raz, zaciskając z bólu powieki. To tylko pogorszyło sprawę. Nie wytarłem się, aby widział, że próbowałem; miałem nadzieję, że to wystarczy. Pomalutku wsunąłem się do pokoju, a on złapał mnie za ramiona jak poprzedniego dnia w pociągu. Razem poszliśmy do łazienki i teraz on wyszorował mi twarz. Nic nie mówiłem; pewnie by się wściekł, gdybym się z nim kłócił albo krzyknął. Nagle przestał i upuścił szmatkę na podłogę. Schyliłem się, żeby ją podnieść, po czym mu ją oddałem.

- Jak to się stało? - zapytał, po raz pierwszy nie wrzeszcząc.

- Upadłem - odpowiedziałem natychmiast. Zawsze tak mówiłem, kiedy ktoś pytał o siniaki. Ale zaraz tego pożałowałem. Przecież nie mogłem sobie teraz narobić kłopotów u wuja Vernona, prawda? Lecz nie mogłem cofnąć tego, co powiedziałem, i przyznać, że skłamałem.

- Kiedy przewróciłeś się wczoraj wieczorem? - dopytywał się.

- Tak, proszę pana.

- Jeszcze coś sobie zrobiłeś, gdy upadłeś?

Z wahaniem wyciągnąłem przed siebie dłonie. Czy będzie mnie po nich bił, teraz, kiedy wie, że mnie bolą? Wuj Vernon zawsze tak robił. Ten człowiek jednak nie zrobił niczego. Wychodząc z malutkiej łazienki miał na twarzy nieodgadnioną minę.

- Chodź. - Skinął na mnie i znowu wyszliśmy na tę nierówną ulicę.

Zostawił mnie w niewielkim zakładzie krawieckim, po tym, jak odczytał długą listę oszołomionemu, staremu sprzedawcy.

- Pięć eleganckich koszul: trzy białe, jedna czarna, jedna ciemnozielona. Pięć par spodni: trzy czarne, dwie szare. Siedem komplety bielizny i czarnych skarpet. Dwie pidżamy, jakiekolwiek pan ma. Dwa komplety ubrań do zabawy. Wszystko jedno, w jakim kolorze, byle nie czerwone. - I wyszedł, a zewnętrzne drzwi z siatką trzasnęły za nim.

Krawiec spojrzał na mnie. Spojrzał na mnie tak, jakby naprawdę mnie widział. Miał miłe, niebieskie oczy. Delikatnie dotknął mojej posiniaczonej twarzy, kiedy wskazywał, że mam wejść na stołek.

- Muszę cię wymierzyć, mały. Stań prosto i nie drygaj.

Wszystko robił z niesamowitą troską, jakby wiedział, że mnie boli. Gdy skończył, przyciągnął mnie do siebie i spytał bardzo cicho:

- Dawno mieszkasz z tym Snape'em?

Więc tak się nazywał. Snape.

- Przyszedł po mnie dopiero wczoraj, proszę pana.

- Czyli to nie jego sprawka? - zapytał, pokazując palcem moją twarz.

- N-nie, proszę pana.

- Dobrze, ale jak coś takiego zrobi, to przyleć tutaj, a ja już wszystko załatwię. Mieszkam nad sklepem.

Wiem, że oczy wylazły mi na wierzch, kiedy skończył mówić. Nikt nigdy w całym moim życiu nie powiedział mi czegoś tak wspaniałego.

- Dziękuję panu! Bardzo, bardzo panu dziękuję!

Wybrał kilka koszul i spodni, żebym je przymierzył, ale nie miał na stanie za dużo tego, co chciał Snape. Potem ten mężczyzna, Snape, wrócił, niosąc siatkę jedzenia i dzbanek mleka.

Starszy człowiek podszedł do niego, jakby chciał mnie zasłonić.

- Mam trzy białe koszule i dwie pary czarnych spodni pasujące na niego. Jedną pidżamę, do której będzie musiał nieco dorosnąć, odpowiednie stroje do zabawy, wszystkie skarpetki i majtki, jakie pan chciałeś.

- Znakomicie - odparł mężczyzna, po czym zapłacił sprzedawcy olbrzymią kwotę. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię; jakim cudem mogłem mu to wszystko spłacić?!

- Resztę chcesz pan mieć uszytą ręcznie czy sprowadzoną z Manchesteru? - spytał krawiec.

- Jak pan woli. Chodź, dziecko. - Skinął na mnie pośpiesznie.

Wziąłem paczkę od staruszka i uśmiechnąłem się do niego, po czym pobiegłem za panem Snape'em.


------------------------------------

KONIEC
rozdziału drugiego

------------------------------------


Bardzo dziękuję za niezwykle liczne komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

Fen Jeśli mam być szczera, pierwszego rozdziału nawet nie pamiętałam, kiedy prosiłam autorkę o zgodę na tłumaczenie. Wracam do tego fanfika często, ale tylko do ulubionych rozdziałów (jak we wszystkich fanfikach i w ogromnej większości ulubionych powieści, zresztą), które są trochę dalej. Masz rację, to nagłe odkrycie Albusa jest "nieco" naciągane. Możliwe jednak, że wcześniej, mając głowę zaprzątniętą znacznie ważniejszymi sprawami, po prostu o tym nie pomyślał. Mało prawdopodobne, ale możliwe. Autorki pytać nie będę, bo jeszcze się obrazi i cofnie mi zgodę :-P. Wolałabym nie...

Klio Śmiej się przez łzy - jedno i drugie jest dobre dla zdrowia :-P. Tak, jak się czyta, to prawie wszystkie fanfiki / rozdziały wydają się krótkie. Ale jak przychodzi do tłumaczenia... Nic już nie powiem. Na szczęście rozdziały tego opowiadania rzeczywiście nie należą do długich. Owszem, to trzecie opowiadanie nieregularne. I nie ostatnie, z tym, że na kolejne przyjdzie trochę zaczekać, bo najpierw wolałabym odskoczyć trochę z tłumaczeniami regularnymi i może popchnąć nieco do przodu prace nad własnymi fanfikami... Nazywa się "Nowy dom Harry'ego"; dobrze, że chociaż pamiętałaś "Dom Harry'ego", bo tego rodzaju opowiadań naprawdę jest tyle, że można się wśród nich pogubić. Ja nawet zaczęłam sobie pisać streszczenia niektórych fanfików, żeby nie musieć czytać po dziesięć razy, aby przypomnieć sobie, o co właściwie w nich chodziło :-P. Jak tłumaczę tyle tekstów? Mówiąc dość skrótowo: niewiele poza tym robię. Mam oprócz tego pracę i psa, prawie cały wolny czas poświęcam fanfikom potterowskim, jak nie ich czytaniu (to najchętniej) lub komentowaniu (rzadko), to tłumaczeniu albo pisaniu. Kolejnych dziewięć miesięcy będzie nieco bardziej skomplikowanych, bo dojdą mi kursy językowe, więc na fanfiki będę miała znacznie mniej czasu. Jakoś sobie poradzę. Najwyżej jeszcze dłużej będziecie czekać na aktualizacje :-P.

descolada Co czytam Twój nick, to mi się "Mówca Umarłych" Carda przypomina... Ale to tak na marginesie ;-). Czemu pominęłaś ochy i achy, i tak dalej? :-P W porządku, zgodzę się, że może trochę zgrzytać, lecz mi akurat nie zgrzyta. To takie... dość zgodne z moim stylem. Dziękuję jednak, że mi to pokazałaś; gdybyś jeszcze coś zauważyła, pisz śmiało. Czasem mogę popełnić coś, co nawet po wzięciu pod uwagę mojego lubiącego komplikacje stylu nie będzie grało... Tak, Snape w tym opowiadaniu jest trochę dziwny. Jakby na siłę starał się nie widzieć, jakby pragnął pozostać bierny. Jeszcze trochę mu ta ślepota pozostanie, ale w końcu na szczęście mu przejdzie. Wtedy z Puchona zmieni się w Gryfonkę :-P - jak lwica będzie bronił chrześniaka. I będzie w tym przesłodki :-D. Dobra, mam z głową, sama o tym wiem ;-).

Vendelin Cóż, w tym przypadku będą musieli się pogodzić, bo Harry jest trochę za mały, żeby się pozabijali. Przynajmniej nawzajem :-P. Lepiej, aby się godzili, bo przy zabijaniu potem tyle sprzątania... I pogrzeby... Nie, to już lepiej niech żyją długo i szczęśliwie. Najlepiej razem. Moja niespełnione marzenie... przynajmniej w kanonie niespełnione. Biedny Severus, jak zwykle na początku, ma klapki na oczach. Dobrze chociaż, że mu w miarę szybko zejdą, bo znam opowiadania, w których trzyma się ich długo i dzielnie - i nie jest to zbyt miłe. A Harry... typowe maltretowane dziecko. Prawdę mówiąc, cieszę się, że Rowling potraktowała go łagodniej i nie zrobiła z jego wujostwa aż takich cholernych drani. W kolejnych rozdziałach... A, nie powiem. Komentujcie, komentujcie, to sami się niebawem dowiecie :-P.

Itheanil Dobrze, że w ogóle się zrobił kanoniczny. Nie zapominaj jednak, że Harry jest też dzieckiem najlepszej - i jedynej - przyjaciółki Severusa, która w dodatku w tym opowiadaniu uczyniła dawnemu przyjacielowi ten zaszczyt i wyznaczyła go ojcem chrzestnym dziecka. Severus miał chyba prawo czuć się w obowiązku zaopiekowania synem najlepszej przyjaciółki i nie zagłębiać się specjalnie w kwestię tego, kogo jeszcze jest to dziecko. W końcu nie znał chłopca, nie to, co fanfikach zaczynających się w Hogwarcie albo wręcz po nim. Nawet nie wiedział, jak Harry wygląda. A potem... potem było już tylko gorzej. Na krótko, na szczęście. Dwa dni bodajże?...

Anula93 Będzie, masz rację, będzie tu scena podobna do tej z "Pierwszego szlabanu Harry'ego". Z tym, że "Osiem" jest fanfikiem wcześniejszym, przez jakiś czas miałam nawet wątpliwość, czy będzie kontynuowany, nie mówiąc już o zakończeniu go, bo przerwy między kilkoma ostatnimi rozdziałami były bardzo długie. Autorka... wtedy mogła być niewprawiona, teraz, o ile wiem, planuje wydanie własnej powieści. Zobaczymy, co jej z tego wyjdzie. Osobiście trzymam kciuki. Myślę, że z biegiem rozdziałów rzeczywiście się poprawi, ale ja mam problemy z ocenianiem tekstów, które tłumaczę, więc zostawię to Wam ;-).

DeDe Bo to są też moje ulubione tematy. Najbardziej właśnie te z małym Harrym. Ewentualnie z małym, zdziecinniałym Severusem - też potrafią być słodkie. Starszy Harry to już inna kwestia, ale bywa, że i on potrafi być znakomicie ukazany. Takie tłumaczenia w moim wykonaniu również się jeszcze pojawią. Zgadzam się, że maltretowane dziecko to trudny temat, chociaż jednocześnie taki, o którym czyta się z dziwną fascynacją. Może czekamy, aż wreszcie zło zostanie ukarane, a dobro zwycięży i dobrzy będą żyli długo i szczęśliwie i będzie im ze sobą dobrze? W każdym razie ja na pewno zawsze na to czekam, przynajmniej w znacznej liczbie fanfików z tą właśnie parę głównych bohaterów. Jak się popłaczesz, to daj znać ;-).

piro Cieszę się, że fanfik sprawił na Tobie dobre wrażenie. Zapewniam, że nie zamierzam zaprzestać tłumaczenia ani tego, ani żadnego innego fanfika, jaki przekładam. Nie zakończę tłumaczeń tylko wtedy, gdy przypadkiem trafi mnie szlag (tfu! miałam już tego nie pisać! :-P). Ale to chyba zrozumiałe. Zapewniam, że nawet jeśli z jakiegoś powodu fanfiki potterowskie mi się znudzą (nie zanosi się na to na razie, różnie jednak bywa), zakończę wszystkie rozpoczęte tłumaczenia, zanim całkowicie zerwę z tym tematem. Więc spokojnie, nie bać żaby.

IKA No, to widzę, że mamy podobne gusty. Dużo Severusa, szczególnie jako opiekuna albo ojca - to jest to. Pierwszy rozdział króciutki, fakt, kolejne też niewiele dłuższe, ale dla mnie to lepiej. Długie rozdziały tłumaczy mi się znacznie ciężej niż te krótkie, które jestem w stanie przełożyć i opublikować w kilka godzin, a nie w kilka (żeby tylko) dni. Dobrze podsumowałaś Harry'ego i Severusa na początku tego opowiadania, tacy właśnie są. I cała sztuka polega na tym, aby ich z tego stanu wyprowadzić na wspólną prostą ;-). Całe szczęście, że ta autorka niezbyt długo z tym zwlekała... Ciąg dalszy, jak zwykle przy tłumaczeniach nieregularnych, nastąpi po uzyskaniu przez powyższy rozdział odpowiedniej ilości odpowiednich komentarzy. Zatem... w Wasze ręce :-D.

Nikola Severus się zgodził zaopiekować Harrym - moim zdaniem - bo niejako poprosiła go o to Lily, wyznaczając go ojcem chrzestnym chłopca. Zgodził się dla niej, gdy tylko się o tym dowiedział. Ale. Ale Harry nie wyglądał jak Lily. Gorzej: wyglądał jak James z oczami Lily. Potwarz i profanacja. I Severusowi od razu wyleciało z głowy, co robi i dla kogo. Chwała Merlinowi, że mu przejdzie, bo chyba bym go zagryzła. Dokładnie, skoki narracji między Severusem a Harrym bardzo dobrze pokazują, w jak różny sposób oni obaj odbierają dokładnie to samo. Spotkałam się z tym chyba w trzech opowiadaniach, za każdym razem było to zastosowane w inny sposób, ale zawsze intrygowało i wciągało. Cieszę się, że już pierwszy rozdział wywarł na Tobie wrażenie. Będę tłumaczyć dalej, spokojnie. Wszystko, co zaczęłam, przełożę do końca. O ile dożyję ;-).

Siean Riley Zgadza się. Trzecim fanfikiem, jaki czytałam z dwutorową narracją Severusa i Harry'ego, było "Better Be Slytherin!", też bardzo dobre. Może kiedyś pokuszę się o wystąpienie o zgodę na jego tłumaczenie... Przyznam, że nie mam pojęcia, jak ośmioletnie dziecko, szczególnie maltretowane, postrzega świat; ośmioletnim dzieckiem byłam, ale już tego nie pamiętam, za to maltretowanym nigdy. Nie jestem też dziecięcym psychologiem. Mnie, w każdym razie, ten Harry przekonuje. Severus, jak to Severus: ta twarz i te oczy, i hogwarcki Mistrz Eliksirów od razu dostaje wścieklizny. Z bardzo, ale to bardzo, bardzo nielicznymi wyjątkami...

Kopernik Yyy... OK, zgadzam się, opis opowiadania nie jest najpiękniejszy. Za to prawdziwy :-P. Momentami, przynajmniej na początku, można się zastanawiać, po co i dlaczego właściwie Severus wziął Harry'ego do siebie - obaj tylko się męczą. Owszem, poszedł po chłopca dla Lily, ale czy nie mądrzej byłoby, gdyby go zostawił u Dursleyów, gdy tylko zaczął dziecko utożsamiać ze znienawidzonym Jamesem Potterem? Naprawdę chyba wziął go ze sobą z czystego masochizmu. Dobrze, że to zrobił (inaczej nie byłoby tego opowiadania ;-)), nie zmienia to jednak faktu, że trudno zrozumieć jego pobudki. Co zaś do ostrzeżeń, to wszystko prawda. Nie będzie tego wiele i zdarzy się głównie na początku, ale będzie, więc czułam się w obowiązku ostrzec. W końcu nie wszyscy lubią takie tematy... Cieszę się, że jednak zajrzałaś, moja ulubiona kobieto-astronomko :-D. Nie wiem, czy Snape musiał uzyskać zgodę Ministerstwa, czy po prostu się tam nie zarejestrował jako prawny opiekun bez możliwości veta urzędników - w końcu to matka dziecka wybrała go na opiekuna dla swojego syna, więc Ministerstwo mogło nie mieć nic do gadania. Co do Harry'ego, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby wyszedł z założenia, że wszędzie będzie mu lepiej niż u Dursleyów. Szczególnie z facetem, który przyszedł po niego, bo go chciał, w przeciwieństwie do wujostwa, które nigdy nie kryło, że go nie chce i nie kocha. Severus... chyba woli za dużo o Harrym nie myśleć. Oczekuje posłuszeństwa, więc pasuje mu, że chłopiec poszedł za nim bez słowa protestu. A dlaczego poszedł? Bo pewnie jest równie głupi i lekkomyślny jak jego ojciec :-P. No hej, w końcu mamy do czynienia z Severusem-jak-ja-nie-cierpię-Pottera-Snape'em! ;-)

Minaslimme Znaczy, że nie lubisz narracji w pierwszej osobie, czy nie lubisz narracji na przemian z perspektywy dwóch postaci? A mi się marzy przetłumaczenie jakiegoś dłuższego opowiadania o Severusie i Harrym w czasie teraźniejszym... To dopiero jest wyzwanie! :-D Bo chyba tak właśnie jest najlepiej. Gdy Severus na początku źle interpretuje pewne fakty z uwagi na nienawiść żywioną do Jamesa. Najważniejsze jednak, żeby w miarę szybko skończył, bo jak za długi ciągnie, to się człowiekowi coś robi. Jest takie opowiadanie po angielsku, aktualizowane raz na kilka miesięcy (ostatnio było w czerwcu...), gdzie Severus od samego początku źle interpretuje wszystko, co Harry mówi i robi. Opowiadanie ma na razie kilka rozdziałów, ale już autorce w komentarzu napisałam, że jak jeszcze długo tak pociągnie, to ja chyba nie wytrzymam i albo zacznę krzyczeć, albo płakać. W tamtym opowiadaniu, mówiąc krótko, jest źle. Jeżeli ona kiedyś je skończy i zgodzi się na tłumaczenie, to sami zobaczycie. Relacje między dwoma głównymi bohaterami rozkwitną zgodnie z tego typu opowiadaniami, czyli do punktu zwrotnego będzie tak, jak jest, a potem nastąpi zwrot o sto osiemdziesiąt stopni :-P. Co nie przeszkadza mi takich fanfików czytać pasjami ;-).

kinia Cóż, moim zdaniem nagła zmiana podejścia Snape'a była do przewidzenia - biorąc pod uwagę, jak Harry wygląda... To chyba dość kanoniczne. Ja najbardziej żałuję, że to opowiadanie jest już zakończone. I to tak szybko...