INFORMACJA

Kolejne rozdziały niniejszego tłumaczenia będą publikowane w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Aktywność czytelników jest zaś mierzona liczbą konstruktywnych komentarzy do danego rozdziału. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.


oryginał: Eight (link w moim profilu)

autor: Lily Elizabeth Snape (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki



Rozdział czwarty



Ten mężczyzna, Snape, zatoczył się do mnie. Zrozumiałem, że na pewno pił. I to dużo.

- Nadal tu sprzątasz? Nie ma sensu. Chłoszczyść.

Machnął swoim cienkim, krótkim patykiem i palenisko było czyste. Ekstra!

- Jadłeś? - spytał.

- Nie, proszę pana.

- No to chodź. - Uśmiechnął się do mnie.

On się naprawdę do mnie uśmiechnął! Krzywym uśmieszkiem pijaka co prawda, ale pomyślałem sobie, że bez alkoholu też by tak mógł. Zacząłem wyjmować jedzenie, lecz on niedbałym ruchem odgonił mnie i sam zajął się przygotowaniem śniadania. Ukroił olbrzymie, koślawe plastry sera i grube pajdy kruszącego się chleba. Próbował rozsmarować na nich wielki kawał masła, ale niespecjalnie mu się udało; większość wylądowała na podłodze. Podał mi talerz, a potem wyjął mleko i wypił połowę prosto z butelki, sporo wylewając na swoją brudną pelerynę. Nie zaprosił mnie do stołu, więc usiadłem na podłodze i czekałem, aż pozwoli mi jeść.

Spojrzał na mnie z góry i przez chwilę miałem wrażenie, że zaraz się na mnie przewróci. Nie zrobił tego jednak, tylko roześmiał się i klapnął na podłogę tuż obok mnie.

- Dokońsz to - wybełkotał, podając mi kubek lodowatego mleka.

Skorzystałem z okazji i duszkiem wypiłem wszystko. Żołądek skurczył mi się w proteście, ale zignorowałem go. Nie potrafiłem przewidzieć, kiedy znowu będę miał szansę coś zjeść.

Mężczyzna wziął do ręki chleb i ugryzł go; przez pełną napięcia chwilę zastanawiałem się, czy chciał całe jedzenie dla siebie. On jednak podał mi ten częściowo zjedzony kawałek.

- Zjes resze. Chyba sie hoschohuje!

Wstał, kołysząc się na nogach, a potem ruszył w stronę łazienki. Zdołał jednak dotrzeć tylko do wytartego fotela w szkocką kratę. Chwyciłem te kilka ręczników, które mieliśmy, a potem oczyściłem go jak mogłem najlepiej. Nie ruszał się, tylko patrzył na mnie, kiedy go wycierałem, mrugając oczami i usiłując skupić na mnie wzrok. Gdy skończyłem, chwycił mnie za rękę i poklepał ją, mówiąc:

- Jesseś dobrym chopsem, Harry. Skońsz śniadanie abo lansz szy so to tam jess i iś sie pobawiś na tfosze. Musze odposząś.

I stracił przytomność na tej podłodze z popękanych desek.

Pożarłem wszystko, co było na talerzu, posprzątałem po śniadaniu, a później zastanowiłem się, co robić dalej. Powiedział, że mam iść na dwór, ale dzień wcześniej zabronił mi wychodzić do ogrodu. Pomyślałem, że najbezpieczniej będzie, jeśli posiedzę przy drzewach - były daleko od innych roślin, ale wciąż na podwórzu.

Usiadłem pod nisko zwisającymi witkami najmniejszej wierzby płaczącej; ich kołysanie i szelest sprawiły, że zapadłem w coś w rodzaju transu. Myślałem o rzeczach, które mógł zrobić ten mężczyzna. Był przecież jakimś czarownikiem albo kimś podobnym, nie? Co jeszcze potrafił? Marzyłem, żeby umiał podróżować w czasie, to mógłbym się cofnąć i zobaczyć rodziców. Może był w stanie ich ożywić! Pewnie spodobałoby mu się, gdyby się mnie pozbył. Ale pewnie już by to zrobił, jeśli potrafił. Czy umiał zahipnotyzować ludzi i kazać im robić cokolwiek zechciał? To był straszny pomysł. Oparłem się plecami o pień drzewa i wlepiłem wzrok w przygnębiająco szare chmury, próbując uporządkować myśli.

Zasnąłem. Przyśniło mi się, że ten Snape był wampirem, który na polu pełnym czerwonych maków wysysał krew z tego miłego krawca. Potem zmienił się w nietoperza i zrobił sobie gniazdo w moich włosach, aż w końcu wczepił pazury w moje ubranie i poleciał ze mną do domu. Wrzucił mnie do komina i pofrunął sobie gdzieś w ciemność.

Obudziłem się nagle tuż przed tym, jak spadłem na palenisko. Na dworze robiło się ciemno; między liśćmi widziałem księżyc. Miałem problem: czy powinnem wrócić do środka? Większość dzieci musiała wracać do domu, gdy było ciemno, prawda? Tylko że ja wiele razy spałem u Dursleyów w krzakach - czasem wuj Vernon nie chciał mnie wpuścić do środka. Mówił, że jestem sparszywiały jak pierwszy lepszy dachowiec, więc równie dobrze mogę spać na dworze z kotami. Wreszcie doszedłem to wniosku, że skoro kazano mi wyjść z domu, to najlepiej będzie tam nie wracać dopóki nie zostanę zawołany.

Żeby się czymś zająć, udawałem, że jestem na bezludnej wyspie i siedzę pod karłowatą palmą. Byłem sam, więc mogłem robić co chciałem i kiedy chciałem, a wszędzie wkoło pełno było świeżych kokosów, bananów i ryb do jedzenia. Kraczące wrony robiły za morskie ptaki latające nad moją głową; nocny porywisty wiatr był szumem oceanu. Prawie czułem na twarzy chłodną morską mgiełkę.

Dopiero po chwili zorientowałem się, że rzeczywiście czułem wilgoć. Zaczęło padać. Kilka minut później miałem przemoczone ubranie, a powietrze zrobiło się bardzo zimne. Wciągnąłem ręce pod koszulkę, zostawiając puste rękawy, żeby ogrzać dłonie o ciepłą klatkę piersiową. Niemal wcisnąłem się w pień, próbując uniknąć jak najwięcej kropel deszczu. Juz prawie znowu spałem, kiedy tylne drzwi otworzyły się z hukiem przypominającym wystrzał z pistoletu.

***

Obudziwszy się z pulsującym bólem głowy, stwierdziłem, że leżę na podłodze w salonie. Moje szaty śmierdziały alkoholem i wymiocinami. To chyba najmniej przyjemna z możliwych pobudek, pomijając może obudzenie się pod wpływem piekącego bólu w przedramieniu, spowodowanego tym podłym znakiem. Było ciemno choć oko wykol; potykając się, ruszyłem na poszukiwania świecy. Dopiero po dłuższym momencie mój zamulony umysł przypomniał sobie o różdżce, którą wreszcie zapaliłem ogień na kominku. To sprawiło, że znienacka zacząłem się zastanawiać, gdzie właściwie był chłopak. Nie byłem nawet pewny, jaki jest dzień. Ostatnim, co pamiętałem, było sporządzanie bezsennego snu i wywaru uspokajającego, podczas którego wypiłem całe morze ognistej whisky. Chyba było koło czwartej rano, kiedy się wziąłem za to wszystko. Jakim cudem udało mi się w ogóle wleźć na schody prowadzące z piwnicy?

Miałem nadzieję, że chłopak śpi skulony na swoim łóżku, lecz, co wcale mnie nie zaskoczyło, nie znalazłem go tam. Przeszukałem dom, z każdym krokiem coraz bardziej zniecierpliwiony, aż wreszcie postanowiłem sprawdzić na dworze. "To by pasowało do tego aroganckiego łobuza, iść właśnie tam, gdzie mu zabroniłem."

I dokładnie tam był. W ogrodzie.

- Chłopcze! - zawołałem.

Przybiegł, przemoczony do suchej nitki. Czegóż by nie zrobił tylko po to, żeby mi się sprzeciwić! Chwyciłem go za kark i pociągnąłem schodami na piętro, gdzie zawlokłem go do kąta w jego sypialni.

- Mam wrażenie, że dostatecznie wyraźnie kazałem ci zostawić ogród w spokoju, chłopcze. Masz tu stać, aż pozwolę ci się ruszyć. Zrozumiano?

- Tak, proszę pana - odparł cichym, nadąsanym głosem.

Zostawiłem go tam. Miałem wrażenie, że jakieś pół godziny stania w kącie w mokrych ubraniach będzie dla niego wystarczającym argumentem dla słuchania mnie w przyszłości. Uznałem, że jeśli mam sobie dać radę z prawieniem mu kazania, muszę najpierw zażyć wywar uspokajający. Krzyczenie na niego najwyraźniej nie powodowało, że dobrze się zachowywał, postanowiłem zatem spróbować sposobu Dumbledore'a i przemówić dzieciakowi do rozumu. Zaszkodzić nie mogło. Tylko że ten wywar uspokajający smakował jakoś niewłaściwie...

"Ależ ze mnie idiota! Powinienem zdawać sobie sprawę, że przy warzeniu eliksirów alkohol jest wykluczony! Co ja w nim, na Merlina, pokręciłem?"

***

Znowu źle wybrałem. Jak zwykle. Powinnem wrócić do środka, kiedy na Spinners End zrobiło się ciemno. Jestem taki głupi! Dlaczego nigdy nic nie mogę zrobić dobrze?

Stałem w tym kącie, zadowolony, że przynajmniej znowu jestem w pomieszczeniu. Bardzo powoli moje ubrania zaczęły wysychać i zrobiły się wilgotne, a nie mokre. Trochę się rozgrzałem. Mężczyzna był taki wściekły, że dziwiłem się, że mnie nie zlał. Może odłożył to sobie na później. Żołądek związał mi się w supeł, a ręce zaczęły drżeć, na myśl o biciu. Przycisnąłem je do boków, żeby przestały, ale takie stanie i nic nierobienie spowodowało, że byłem coraz bardziej zdenerwowany. Nie miałem czym zająć myśli, więc w moim mózgu przełączył się zaczarowany projektor kinowy. Znowu zobaczyłem, jak karał mnie wuj Vernon, i przez długi czas bałem się, że dostaję na głowę.

Chwilę później stopy zaczęły mnie bardzo boleć, a potem całe nogi i plecy. Nie było aż tak strasznie źle; mnóstwo razy radziłem sobie z dużo gorszym bólem. Poza tym ból fizyczny zapanował nad moim umysłem, dzięki czemu uwolnił mnie od przeszłości.

Kiedy ciemność stała się lekko fioletowa, a potem niebieska, przypomniałem sobie, że ostatnio byłem w ubikacji poprzedniego ranka. Nadstawiłem uszy, pragnąc w duchu, aby pan Snape wrócił. Nawet jeśli zamierzał mnie uderzyć, to przynajmniej karałby mnie za wczorajsze nieposłuszeństwo. Gdyby poczekał z wracaniem dłużej, miałbym dwa grzechy na sumieniu, a ten drugi byłby w dodatku niesamowicie krępujący. Ale on nie przyszedł.

Słońce nagle zgasło i wystraszyłem się, że mam przywidzenia - niemożliwe, żeby znowu była noc, prawda? Wtedy rozległ się tak ogłuszający grzmot, że aż podskoczyłem ze strachu. Przez chwilę odczułem ulgę z więcej niż jednego powodu: nie miałem halucynacji, a moje spodnie zrobiły się ciepłe i mokre.

W następnym momencie poczułem się tak strasznie upokorzony, że zacząłem płakać. Byłem taki zmęczony i wszystko mnie bolało, a teraz w dodatku narobiłem sobie wstydu jak jakiś cholerny dzidziuś. Miałem już pewność, że tym razem zostanę porządnie ukarany.

***

Poderwałem się ze snu, gdy letnia burza waliła w Ashton-Under-Lyne. Ręce i nogi miałem tak ciężkie, jakby były wykute z marmuru. Zdecydowanie przesadziłem z mocą tego eliksiru uspokajającego. Od razu uderzyła mnie myśl: Harry! Co się z nim działo, gdy ja byłem nieprzytomny Merlin wie jak długo? Popędziłem do jego pokoju, przeskakując po kilka stopni, z drobną nadzieją, że dzieciak się bawi albo śpi, czy też robi coś innego, czym zajmują się rozpuszczeni chłopcy.

Poczułem kamień na sercu, kiedy zobaczyłem, że jednak stoi w kącie. Może usłyszał moje kroki na schodach i pobiegł do kąta, aby mnie oszukać? Położyłem mu dłoń na ramieniu, a on podskoczył. Gdy go odwróciłem, ujrzałem wielkie łzy płynące z jego oczu; czy to również mógł być podstęp?

Zaraz potem poczułem kwaśną woń i zobaczyłem, jak wygląda przód jego spodni - miałem odpowiedź na swoje pytania. Łóżko też było nietknięte. Musiał tkwić tam co najmniej... dziesięć godzin! Wiedziałem, że jeśli Lily patrzy na nas teraz z góry, to nigdy mi nie wybaczy, że tak bardzo zaniedbałem jej syna. On naprawdę stał tam przez całą noc. Co dało mu tyle siły fizycznej lub taką siłę woli?

- Wykąp się i przebierz, dziecko, a następnie zejdź do kuchni. Musimy porozmawiać.

Skinął głową i ruszył ku drzwiom. Nie zdołał nawet dać jednego kroku, kiedy upadł na twarz. Chciałem pomóc mu wstać, ale, ledwie drgnąłem, chłopak zdołał się chwiejnie podnieść i, wciąż nie do końca odzyskawszy równowagę, powlókł się do łazienki, przez całą drogę czkając i łkając.



KONIEC
rozdziału czwartego



Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk

Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

Klio Ach, niedziele są genialne, jeśli chodzi o czas na tłumaczenie! Soboty zresztą też. Ale, żeby było ciekawiej, święta nie, bo wtedy zwykle jestem w domu, a tam nie za bardzo mam czas na siedzenie przy komputerze. I właśnie mamy skutek: jestem porządnie do tyłu z prawie wszystkimi tłumaczeniami. Ech... "Kamień małżeństw" znam w oryginale, chociaż ostatnio zaczynam się zastanawiać, czy aby znam go całego, bo fabułę pamiętam ledwie do czasu oswojenia smoka przez Charliego, a to jakiś czterdziesty któryś rozdział na przeszło siedemdziesiąt istniejących. Będę sobie musiała przypomnieć kolejne rozdziały... jak znajdę na to nieco czasu :-P. Severus, jak widać, już się powoli zaczął zmieniać. Chociaż ja bym się na Waszym miejscu nie cieszyła zbyt wcześnie, bo w następnym rozdziale jeszcze nie będzie zbyt miły (to jest eufemizm, zapewniam), przynajmniej na początku. Na szczęście dość szybko mu przejdzie. Hm, właściwie kolejne rozdziały "Osiem" powinny się pojawiać w miarę często, bo są krótkie i łatwo mi je tłumaczyć. Mogę się postarać i aktualizować ten fanfik dokładnie w dniu, kiedy dostanę dziesiąty konstruktywny komentarz do poprzedniego rozdziału. Z innymi tłumaczeniami nie jest tak łatwo, bo ich rozdziały tłumaczy się z reguły przez długie godziny - których zwykle nie mam. Toteż wszystko się przeciąga. Szczególnie kiedy są święta. Ciekawe, czy do końca stycznia uda mi się wyjść na prostą... Ach, wcale nie oczekuję, że czytelnicy będą mi szukać błędów (choć jednocześnie wcale się nie obrażę, jeśli ktoś poszuka), gdybyś jednak jakiś znalazła przypadkiem, to będę wdzięczna za zwrócenie mi na niego uwagi. Bo ja sama pewnie nigdy niczego nie znajdę, tym bardziej, że zwykle nie wracam do przetłumaczonych i opublikowanych rozdziałów. Szóstki w totka nadal nie wygrałam, acz nic w tym dziwnego, bo nie gram :-P. Jakby któraś z Was wygrała, to niech się ze mną podzieli dla dobra ogółu, co? :-D Mikołajki były miłe, dziękuję.

Itheanil Ty to masz gust - że też Ci akurat takie rzeczy smakują! :-P Zgadzam się, że fanfik nie jest genialny, ale też ja nie mam do siebie tego, że tłumaczę genialne teksty. Tłumaczę te, które mi się podobają, a nigdy nie twierdziłam, że podobają mi się rzeczy genialne. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że właśnie takie rzeczy podobają mi się nieszczególnie, przynajmniej zwykle. Jam jest prosta kobiecina i niczego nie lubię tak bardzo, jak prostych historii grających na uczuciach. Zwłaszcza tych przyjemniejszych uczuciach, chociaż popłakać sobie nad fanfikami też lubię, a i przyziemną satysfakcję z cudzego nieszczęścia lubię poczuć, jeśli uważam, że komuś się należało. Taaak... Jak wspomniałam, prosta kobiecina ze mnie, to i instynkta niskie :-P. Wracając do tego, co napisałaś: skoro lubimy czytać takie historie, to pewnie wszystkie jesteśmy tylko li i jedynie prostymi kobiecinami z niskimi instynktami :-D (nie żebym kogoś chciała obrazić... samo mi tak wychodzi - pewnie z uwagi na bycie prostą kobieciną :-P).

Minaslimme Na dźwięk słów "koło z fizjologii" doznałam kilku fizjologicznych procesów, z których żadnym nie było ślinienie się, a jednym, i owszem, palpitacja serca. Więcej na ten jakże fascynujący temat nic nie powiem :-P. Zapewniam, że jak zwykle do tłumaczenia zapewne przyczepić się można, ale nalegać nie będę :-D. Cieszę się, że podobają Ci się moje przekłady, świadoma jestem jednakże faktu, że niewątpliwie daleko im do doskonałości. Jak wszystkiemu, co robię. Miło jednakowoż, że mimo to moje teksty i tłumaczenia znajdują zadowolonych odbiorców. Severus, jeśli jest ślepy, to głównie z wyboru. W większości tekstów, gdzie Severus po pewnym czasie orientuje się, że Harry był źle traktowany, dochodzi do pytań z rodzaju: "Jakim sposobem mogłem tego wcześniej nie zauważyć?" Odpowiedź z reguły jest prosta i czasem nawet udziela jej sam Snape. Bo nie chciał(em). Norma. Acz za każdym razem, mimo że można się jej spodziewać, nadal jest to przykre. Myślę jednak, że jeśli podobne fanfiki chociaż jedną osobę zastanowią na tyle, że przemyśli ona swoje zachowanie względem jakiejś innej osoby i zauważy, jak była ślepa i jak bardzo kogoś skrzywdziła, to mają one, te teksty wałkujące w kółko to samo, sens i cel. Pomijając już sam fakt, że niektórzy, jak ja, po prostu lubią podobne opowieści czytać. Wiesz, jak to jest ;-). Pod tym względem ja również jestem sadystką: lubię Harry'ego zahukanego, wystraszonego, dręczonego - o ile jego sytuacja ma się zmienić na lepsze, najlepiej właśnie za sprawą Severusa. I fakt, z psychiką Harry'ego w tym tekście jest źle. Bardzo źle, ale chyba niewiele gorzej niż w innych podobnych opowiadaniach. Tyle że za każdym razem objawia się to nieco inaczej, w zależności od wieku chłopca i wyobraźni autora. Bo też nie ma jednego wzorca zachowań dla dzieci w takiej sytuacji, można ją więc różnie ukazać. Na przykład właśnie tak... I odpowiedź na drugi komentarz ;-). No niestety tak to jest (jak sądzę), że człowiek poniżany i wykorzystywany będzie uważał się za mało ważnego, nic nie wartego; dziecko tym bardziej. Ciekawe w tym fanfiku jest to, że chociaż prawie nie opisuje uczuć postaci, tylko raczej ich myśli i podejście do różnych rzeczy, działa na uczucia czytelników. Wystarczy, że wiemy, co myślą Harry i Severus, i już dużo czujemy. Może dobrze, że autorka nie zaczęła się rozwodzić również nad ich uczuciami, że to, jak mówią o tym, co czują, jest takie proste i bezpośrednie. Chyba to właśnie jest mocną stroną tego opowiadania. Wiele rozsądnych, myślących osób ma zaćmione mózgi, kiedy stają w obliczu czegoś, co wzbudza ich negatywne emocje. Nie zastanawiają się, nie myślą - czują i to przysłania im wszystko. Nie twierdzę, że do wszystkiego należy podchodzić na zimno, bez emocji, zastanawiać się i przemyśliwać, patrzeć na wszystko obiektywnie. Nie. Nie jesteśmy maszynami, emocje to normalna rzecz. Ale nie powinny, mimo wszystko, przysłaniać nam świata i ludzi. Bo one wcale niekoniecznie pokazują nam ludzi i świat pełniejszymi niż rozum. Czasem, jak widać, bywa wręcz przeciwnie.

Vendelin Ja wiem, że jestem straszna, okropna, paskudna, wredna i jeszcze całe mnóstwo podobnych przymiotników na dodatek. I że litości też nie mam. Nawet wcale tego nie ukrywam. Ale tutaj nie przyznam się do winy, bo to nie przeze mnie poprzedni rozdział (że o powyższym nie wspomnę...) skończył się tak, jak się skończył. Ja to tylko tłumaczę, pretensje proszę kierować do autorki :-P. Skoro jesteś taka ciekawa (nadal?), co będzie dalej, to powiem, że następny rozdział należy do moich ulubionych. Oj, będzie się działo... I, jak napisałaś, Severus nabroi - jeszcze bardziej - zanim w pełni zrozumie, co się dzieje z Harrym. A jak już zrozumie, to się dopiero zacznie uczyć, jak powinien z nim postępować - przez co nabroi jeszcze bardziej. Nie on jeden zresztą, bo i inni znani z kanonu czarodzieje będą mieli w tym opowiadaniu swój udział w dręczeniu biednego chłopca. Sadyzm przemawiał przez autorkę i tyle :-P. Ale czyta się świetnie, co nie? Ty sobie wyobrażasz i oglądasz to, co czytasz, ja staram się przedstawić słowami to, co widzę, co chcę, żeby zobaczyli czytelnicy. Przy tłumaczeniach czytam i wyobrażam sobie - zupełnie jak Ty przy czytaniu - a potem próbuję to oddać w przekładzie. Czasami mam problemy, bo angielskie słówka i zwroty niejednokrotnie można zrozumieć rozmaicie i nie do końca wiem, co właściwie autor chciał przez to powiedzieć. Ale ogólnie chyba jakoś mi wychodzi... Jeszcze jedno: Severus w kolejnych rozdziałach będzie bardzo rozczulający i coraz bardziej rozczulający. Czasem wręcz nie będzie wiedział, co zrobić, jak się zachować, co powiedzieć, żeby nie zostać źle zrozumianym (i tak mu się nie uda tyle razy, że ach)... Pewnie będzie Ci się podobał ;-).

duszek_zły Duszuś, ja również uważam, że żadne dziecko nie powinno tak myśleć, że jest to straszne, upiorne, potworne, koszmarne i co tylko. Problem w tym, że to przecież nie tylko fikcja, że SĄ dzieci, które myślą w ten sposób. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze. Sądzę, że w tym fanfiku fascynująca jest właśnie chora sytuacja i ta niepewność, czy Snape się obudzi, oraz ciekawość, co się będzie działo dalej, jeśli się w końcu obudzi, albo do czego ostatecznie doprowadzi, jeżeli się nie obudzi. Na szczęście się obudzi, bez obaw. "Już za chwileczkę, już za momencik..." (nutka, nutka :-P)

Tilia To ja będę niegrzeczna i nie odpowiem :-P (ach, ten przekorny charakterek... O_O). Całkowicie zgadzam się z Tobą: kanoniczny Harry i kanoniczny Severus nigdy nie potrafili ze sobą rozmawiać, zrozumieć się nawzajem, aż było za późno. Dlatego - między innymi - tak bardzo lubię te fanfiki, w których dochodzą do porozumienia... nawet jeśli zajmuje im to trochę czasu. Lubię widzieć, że w innych okolicznościach (przyrody :-P) mogliby się zrozumieć i ich historia mogłaby się zupełnie inaczej potoczyć, kompletnie inaczej skończyć. Częściowo mnie to pociesza... a częściowo sprawia, że jestem jeszcze bardziej wkurzona na Rowling, że im na takie porozumienie nie pozwoliła. Cóż, jej postaci, jej świat. Całe szczęście, że są jeszcze fanfiki... Twoja nadzieja, się spełni, spokojnie, bez nerw. Wszystko, jak widać, jest na najlepszej drodze, jakkolwiek nie jest to droga prowadząca do celu całkiem prosto i bez przeszkód, jak się okaże w następnym rozdziale (i kolejnych, chociaż piąty będzie AFAIR ostatnim poważnym wyskokiem Severusa - reszta będzie raczej oparta na jego, jak sama zauważyłaś, nieudolnych próbach wychowania dziecka nie dość, że ledwie ośmioletniego, to jeszcze ciężko doświadczonego przez życie i poprzednich opiekunów... niekoniecznie w tej kolejności). Będzie dobrze, nie martw się.

Kasia Harry jest przyzwyczajony do niejedzenia... Poza tym AFAIR w poprzednim rozdziale załapał się na jeden kęs chleba z serem czy coś podobnego - dla niego to i tak dużo. Zresztą co za dużo, to niezdrowo, szczególnie w jego sytuacji - co też będzie do udowodnienia. Eee, tego, co się jeszcze okaże, chciałam napisać :-D. Wszystko w swoim czasie, włącznie z niesprzątającym Harrym i Severusem wszystko interpretującym na tak.

Madlen Warto się przemóc, wiem po sobie. Jak się człowiek wkręci w te angielskie fanfiki, to ani się obejrzy i innych już czytać nie będzie :-P. Przynajmniej tak było (i jest) w moim przypadku... Acz różnie bywa, oczywiście. Dla mnie lepiej, że nie czytacie po angielsku - dzięki temu mam czytelników tłumaczeń :-D. No cóż, Severus sobie odpowiedział na pytanie, jakie dziecko woli sprzątać zamiast się bawić: takie, które chce się przypodobać dorosłemu. Zresztą Harry w oczach Severusa jest też nieznośny, robi rzeczy, których mu nie wolno, zachowuje się bezczelnie i w ogóle cały jest taki be, jak jego ojciec. Cóż, uprzedzenia zaślepiają w sposób bardzo podobny do miłości. Ale przejdzie mu, nie martw się. Snape przejrzy na oczy i to niebawem. Może w przyszłym tygodniu? (jak dostanę komentarze ;-P) Cóż, Harry nie sądzi, że ktokolwiek mógłby go traktować inaczej niż wujostwo, bo nikt go nigdy inaczej nie traktował. Skąd ma wiedzieć, że to wujostwo jest dziwne i złe, a nie on? Dopiero się tego dowie, ale i tak będzie miał problemy z przyjęciem tego do wiadomości i uwierzeniem w to. Trudno zyskać zaufanie tak skrzywdzonego dziecka, szczególnie jeśli samemu też się je skrzywdziło. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, ile czasu zajęłoby Severusowi nauczenie Harry'ego normalnego zachowania - bo w tym opowiadaniu, że tak zdradzę, wcale mu się to nie uda. Na pewno nie w pełni. To opowiadanie jest, po prostu, za krótkie. I trudno powiedzieć, czy będzie jakaś kontynuacja, bo autorka na razie, o ile wiem, wydaje własną powieść czy też zbiór opowiadań...

lanjeli No proszę, trzy rozdziały pod rząd... Takich komentarzy jeszcze nie miałam, nieźle. Prolog, który ponownie czytałam przy tłumaczeniu go po raz pierwszy od wielu miesięcy, według mnie również biegnie przez wszystko bardzo szybko, praktycznie bez zastanowienia. Myślę, że najgorsze wrażenie robi przeskoczenie od rozmowy Severusa z Albusem od razu do Dursleyów i w dodatku przewiezienie Harry'ego przez pół Anglii w tym samym rozdziale. Może gdyby było to rozbite na dwie części i nieco obszerniej opisane... Cóż, prawo autora. Po przeczytaniu samego pierwszego rozdziału zapewne nie zdecydowałabym się na tłumaczenie tego opowiadania. Kwestia w tym, że mało co odkładam po jednym czy dwóch rozdziałach - no, chyba że jest to naprawdę dno kompletne. A to nie jest nawet w pierwszym, zaś z każdym kolejnym robi się coraz lepiej i ciekawiej. Chociaż, jeśli się pomyśli, nadal można mieć wrażenie, że autorka pędzi z fabułą jak ekspres do Hogwartu... Nie tyle też opisuje uczucia postaci, co ich myśli i wrażenia - przypuszczam, że to kwestia prostej narracji w pierwszej osobie, która, jeśli ma być pozbawiona ozdobników i chociaż w miarę rozsądna, w pewnym sensie ludzka, powinna opierać się głównie na myślach właśnie. Zwłaszcza używana przez te dwie konkretne postaci - w końcu żadna z nich nie podchodzi do rzeczywistości szczególnie emocjonalnie...

Hakkajrii Wciąż się zastanawiam, czy Twój nick jest z japońskiego, bo to "hakka" uparcie wierci mi w brzuchu :-D. Z drugiej strony "jrii" nie może być po japońsku, bo oni mówią sylabami złożonymi z tylko jednej spółgłoski... więc może to fiński? Hm... Nie ma nic gorszego, niż uparty Snape, szczególnie kiedy jest to Snape stający w obliczu dziecka, które go nie zna, nie zna go jako tego złego, nie zdążyło się jeszcze do niego przyzwyczaić, a świat, nawet z pominięciem Snape'a, traktował je podle. Mam wrażenie, że gdy Harry trafi już do Hogwartu i trochę Snape'a pozna - rok eliksirów z kochanym panem profesorem spokojnie wystarczy... - te ich nieporozumienia nie bolą już tak bardzo. Bo Harry spodziewa się po Severusie wszystkiego najgorszego, ponieważ jest to Snape, a nie dlatego, że był tak traktowany przez wszystkich. Z drugiej strony dobrze, kiedy Harry znajduje porządnego opiekuna (w postaci Snape'a - ostatecznie ;-)) jeszcze przed pójściem do Hogwartu. Im wcześniej, tym lepiej - zasługują na to obaj.

Lucjanna Ja też nie wiem dlaczego spodobało Ci się akurat tamto zdanie... ale przecież gusta są różne, prawda? :-D Niedawno ktoś napisał na Forum Mirriel, że spodobało jej się zdanie o "uśmiechu znikającym jak zdmuchnięty" z innego mojego tłumaczenia - niezbadane są ścieżki czytelników. Nie żebym narzekała... :-D Hm, przyznam, że za złą stroną mocy nie przepadam, a już za Bellatriks i Voldemortem szczególnie (choć nie zastrzegam się, że nigdy niczego o nich nie napiszę - na razie nie napisałam, poza jednym drabble'em o Tomie); dlatego nie za bardzo możesz się spodziewać z mojej strony tłumaczeń lub opowiadań z nimi w jakichś lepszych czy chociaż niemarginesowych rolach (OK, jest jedno tłumaczenie, "Życie pełne kłamstw", gdzie Voldemort będzie jedną z głównych postaci, a i Bella się pojawi nieraz; zaś w alternatywnym "Była sobie rzeczywistość", już nie przekładzie, tylko moim tekście, oboje będą, że tak powiem, występować na równych prawach z innymi postaciami [tylko że to jest w zamyśle alternatywa wyjątkowo alternatywna, więc tu już w ogóle nie jestem pewna, czy takie przedstawienie tych bohaterów przypadnie Ci do gustu]). Ja, dla odmiany, jestem przekonana, że opowiadanie w stu procentach kanoniczne da się napisać - choćby opisując sceny, których w książkach nie było, a prawie na pewno zdarzyły się gdzieś w trakcie kanonu (tzw. "łatki do kanonu"; u mnie jest to "Szczęśliwego spełnienia pragnienia" i, być może, "Nadejdzie taki dzień" oraz "Analogia kontrastu") lub ewentualnie później (wszystko, gdzie Harry ma troje dzieci o imionach - bla bla bla - a Ron i Hermiona - bla bla bla - jest zgodne z kanonem... w większym lub mniejszym stopniu); pokusiłam się nawet o kanonicznego Sevitusa ("Rozczarowanie" - nadal w trakcie pisania) i Harritusa ("DOWCIP półwiecza") - bo co w nich jest niekanonicznego, poza samym faktem ojcostwa pewnych postaci... które na dobrą sprawę może być kanoniczne? :-P Tak, widzę kanon w wielu miejscach... acz na pewno nie w alternatywach, jak ta (lub takich, gdzie zło zwycięża ;-)). I jakkolwiek u początków mojej przygody z fanfikami potterowskimi opowiadań niekanonicznych nie mogłam znieść (nawet moje pierwsze, "Długie ręce deus ex machina: Deja vu", wbrew pozorom jest kanoniczne... przynajmniej z założenia :-P), to szybko mi przeszło. Teraz wystarczą mi (w miarę) kanoniczne charaktery postaci kanonicznych. A nawet prawdopodobieństwo, że podczas tego, co się z tymi postaciami działo, ich charaktery mogły się w dany sposób zmienić. Stałam się pod tym względem koszmarnie liberalna. I tak jakoś... dobrze mi z tym :-D.

Ravena-san Yo, bardzo mi miło :-D. Owszem, dotyka problemu wychowania Harry'ego, ale nie jest Severitusem. Gdyby było, Harry musiałby być biologicznym synem Severusa - a nie będzie w tym opowiadaniu, zapewniam. Tak, wiem, z tymi Severitusami, Sevitusami i Snape mentorem Harry'ego kręćka można dostać (niektórzy czytelnicy mylą z nimi też Snarry...), ale co Severitusowe oddajmy Severitus (tak, jest dziewczyna o takim nicku :-D). Heh, w potknięcia wierzę, bo sama wychodzę z założenia, że nie ma nic doskonałego, czego nie można by jeszcze bardziej ulepszyć - a swoich tłumaczeń i opowiadań nie uważam nawet za bliskie doskonałości. Żebym jednak mogła poprawić potknięcia, musiałabym wiedzieć, gdzie i jakie są - a nie wymieniłaś ich tym razem, więc trudno mi się do nich choćby ustosunkować. Zatem... Tak, takie opowiadania są zdecydowanie... no, nawet jeśli nie dokładnie najlepsze, to bliskie temu. I dobrze, żeby się kończyły szczęśliwie.

Siean Riley Ano właśnie, autorka te poglądy na chleb i ser chyba celowo zestawiła dla kontrastu. I udało jej się, tę różnicę w podejściu widać szczególnie dobrze, tym bardziej, że dotyczy niejako rzeczy zwykłych, codzienności. Jest przez to wyjątkowo wyraźna. Nie mam żadnych wątpliwości, że Severusa zaślepia nienawiść do Jamesa (ale może to dlatego, że znam całość, ze szczególnym uwzględnieniem następnego rozdziału ;-)), a poza nią Snape miewa przebłyski inteligencji i widzi Harry'ego takim, jakim jest. Szkoda tylko, że zaraz błędnie wszystko interpretuje... No, ale na szczęście długo to już nie potrwa.

Isa-chan Heh, widzę, że coraz więcej czytelników mam z nickami pochodzącymi z mangi / anime / Japonii :-D. Miło mi, że to opowiadanie przykuło Twoją uwagę... acz mogę Ci napisać z góry, że Severus okaże się w ciągu dalszym bardzo ludzki (ba, on już jest ludzki - żywienie nienawiści do zmarłych jest wyjątkowo ludzkie...), a nawet całkiem miły. Chociaż to drugie to raczej wyłącznie w stosunku do Harry'ego - inni sobie nie zasłużyli :-P. No to co, jak Ci już zdradziłam, co będzie dalej, to nie będziesz czytać? *chichocze szatańsko*