INFORMACJA

Kolejne rozdziały niniejszego tłumaczenia będą publikowane w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Aktywność czytelników jest zaś mierzona liczbą konstruktywnych komentarzy do danego rozdziału. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.


oryginał: Eight (link w moim profilu)

autor: Lily Elizabeth Snape (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki



Rozdział piąty



Uciekłem z pokoju najszybciej jak mogłem. Bałem się, że mnie kopnie, kiedy wlokłem się do drzwi; wuj Vernon zrobił tak kilka razy, a potem żebra bolały mnie całe wieki. Ale on mnie nie kopnął i nawet pozwolił mi się wpierw umyć. Jak mnie zostawiali w komórce za długo i też zdarzyło mi się coś takiego, to wuj nigdy mi nie pozwalał. Od razu brał się do rzeczy.

Kiedy nalewałem do wanny zimną wodę, próbowałem coś zrobić, żeby odzyskać normalne czucie w nogach; cały czas chodziły mi po nich mrówki. Miałem przez to problem z wejściem do wanny: poślizgnąłem się i narobiłem strasznego hałasu, uderzając głową w płytki. Każdy Dursley nakrzyczałby na mnie, że się tak głośno zachowuję, ale ten Snape nic nie powiedział. Był dla mnie naprawdę miły. Czułem się winny, że przyśnił mi się koszmar o nim.

Trochę się zasiedziałem w wodzie, więc szczękałem zębami, gdy wycierałem się w koszulę. Owinąłem ją sobie potem w pasie, bo wszystkie ręczniki zużyłem wcześniej do wytarcia rzygów, i pobiegłem do pokoju, w którym spałem. Ubrałem się, odpowiednio przygotowałem, a później wyszarpnąłem z samego dna najniższej szuflady przedmiot, którego nienawidziłem najbardziej na świecie. Wiedziałem, że tak trzeba; gdybym tego nie zrobił, byłbym naprawdę bezczelny.

Siedział przy gnijącym stole kuchennym, kiedy zszedłem na dół. Wyglądał jakby się źle czuł i gapił się przed siebie zupełnie na nic. Zauważył mnie dopiero po kilku chwilach; natychmiast spuściłem głowę, a potem podałem mu tą paskudną rzecz.

Od razu się wściekł i to tak, że nawet gdyby oczy zrobiły mu się czerwone, to nie mógłby wyglądać na bardziej wkurzonego.

- Skąd wziąłeś to... coś? - wysyczał, plując mi przy okazji w twarz, kiedy próbował wykrztusić słowa przez zaciśnięte zęby.

- To... był prezent, proszę pana - wyjaśniłem z wahaniem. Nawet ja wiedziałem, że, dając mi to na Gwiazdkę dwa lata temu, wuj Vernon postąpił bardzo wrednie.

- To cholerne kłamstwo! - Złapał mnie za ramiona i zaczął potrząsać, powtarzając: - Gdzie go znalazłeś?

Wiedziałem, że jak coś powiem, to będzie jeszcze gorzej, więc tylko stałem i pozwalałem mu robić, co chciał, chociaż od tego kiwania się na wszystkie strony zaczęła mnie boleć głowa. W końcu mnie puścił i wziął ode mnie pas, który podsunął mi pod nos.

- Wiesz, do czego to służy, prawda? - spytał cichym, groźnym tonem.

Przełknąłem ślinę.

- Tak, proszę pana.

Wykrzywił twarz i zaczął się trząść, a jego oddech stał się płytki i szybki.

- No to dalej, James! Powiedz mi, do czego to służy, żebym upewnił się, po co to przyniosłeś.

Dlaczego nazwał mnie Jamesem? Kto to był James? Wszystko jedno, i tak musiałem odpowiedzieć.

- To... to jest do b... bicia, proszę pana.

Zatoczył się do tyłu. Głowa mu się majtała, jakby ktoś ciągnął w różne strony za przywiązany do niej sznurek. Później rozejrzał się w panice, jakby myślał, że po ścianach cieknie krew albo co. Czyżby na moich oczach dostawał kręćka?

Przestał tak samo nieoczekiwanie, jak zaczął, i znowu rzucił się na mnie.

- Dlaczego to zrobiłeś... dlaczego miałbyś... Ty paskudny, złośliwy mały potworze!

Chwycił mnie za ramię i machnął pasem. Stałem nieruchomo - nauczono mnie znosić bicie w ten sposób. Ale on nic więcej nie zrobił; pas wysunął mu się z ręki i spadł na podłogę. Mężczyzna osunął się na kolana tuż obok.

- Idź - powiedział, a właściwie wyjęczał.

Byłem w szoku: dlaczego miałby kazać mi iść, skoro dopiero zaczął mnie karać?

Nie wydawał się być zadowolony z mojej niepewności.

- Idź! - powtórzył o wiele głośniej.

Uciekłem do pokoju, gdzie spałem, i stanąłem w kącie.

***

Znowu popełniłem ogromny błąd. Nie mogłem uwierzyć, że uderzyłem chłopca. Pozwoliło mi to jednak wyrwać się z przypominającego koszmar amoku. Myślałem, że już dawno pozbyłem się tego obrzydliwego pasa, wraz ze wszystkim, co należało do mojego wstrętnego ojca. Uczynek Harry'ego definitywnie przywodził na myśl zabawne dowcipy, jakie zwykł był robić cudowny James Potter. Nareszcie byłem gotowy do spokojnej rozmowy z chłopcem, a ten nie pozwolił mi niczego wyjaśnić, tylko wydobył skądś przedmiot, którego sam widok wywoływał u mnie skurcze żołądka. Gdzie on go znalazł? W którejś szafie? A może wykradł go z mojego pokoju... lub z piwnicy?

Nieważne jednak, co zrobił - nie zasługiwał na uderzenie.

Powaga mojego bezmyślnego odruchu w końcu do mnie dotarła. Uderzyłem go tym pasem i to właśnie w tym domu. W domu mego ojca. Gdzie mój ojciec bił mnie tym samym przedmiotem aż mój głos stawał się ochrypły od krzyków. "Nie jestem moim ojcem! Nie stanę się do niego podobny!"

Kiedy podniosłem z podłogi to potworne narzędzie, aby wyrzucić je do śmieci, zauważyłem sprzączkę. Nie była wykonana ze znanego mi zaśniedziałego, podrapanego mosiądzu, lecz lśniła srebrem. To nie była ta sama rzecz, która niegdyś tysiące razy spadała na moją obnażoną skórę. Skąd więc go wziął? I dlaczego przyniósł go do kuchni?

"Będę spokojny. Porozmawiam z tym dzieckiem. Nie pozwolę, żeby mój porywczy charakter stanął na drodze trosce o syna Lily."

- Dziecko! Zejdź na dół! - zawołałem, zaciskając dłoń na pasie.

Zjawił się praktycznie natychmiast, ale spojrzenie błyszczących oczu utkwione miał w podłodze. W jakiś sposób zauważył jednak, co trzymam w ręce - położył dłonie na blacie stołu, odsunął się o krok i zgiął plecy, przyjmując idealną pozycję do porządnej chłosty. "Dał mi pas, bo myślał, że zamierzam go zbić!" Musiałem się jeszcze wiele nauczyć o byciu ojcem. Czy naprawdę byłem dla niego aż tak okropny?

- Nie musisz tego robić. Wyprostuj się, dziecko.

Bardzo powoli zrobił to, co mu kazałem, i spojrzał na mnie częściowo ze zdumieniem, a częściowo z zakłopotaniem. Kiedy poruszyłem pasem, chcąc prosić go o wyjaśnienie, zakłopotanie zastąpił strach. Wyciągnął ręce przed siebie, odwrócił dłonie wnętrzem do góry, po czym zacisnął powieki. Moje przeprosiny wyraźnie nie przebiegały najlepiej.

Podniósłszy go, dowiedziałem się, jak bardzo jest lekki. I chudy. Posadziłem go na stole, żebym mógł z nim porozmawiać twarzą w twarz, a on krzyknął, gdy drewno dotknęło siedzenia spodni.

- Co się stało, Harry? Zabolało cię?

- Przepraszam, proszę pana. Będę cicho, przyrzekam! - jęknął żałośnie.

Kręcił się na twardym blacie, wiedziałem więc, że niewątpliwie odczuwa ból. Kanapa powinna być lepszym miejscem dla odbycia naszej rozmowy. Postawiłem go z powrotem na podłodze, niezręcznie wziąłem za rękę i zaprowadziłem do salonu. Może w ogóle nie powinien był siedzieć... Musiałem niebawem sprawdzić, jak bardzo był poraniony; skoro tak się zachowywał, to zapewne wymagał leczenia.

Usiadłem na sofie i ustawiłem go obok siebie. Od razu przerzucił się przez moje kolana. Teraz myślał, że dostanie lanie. Co, na Merlina, zrobiono temu dziecku?!

***

"Ale mam szczęście! Dostanę tylko lanie!" Zaczął ściągać mi spodnie; mogłem się tego spodziewać. Ale gdy tylko je zdjął, zrobił coś dziwnego. Zachłysnął się. Potem podciągnął moją koszulkę. Tam też chciał mnie bić? "To dla mnie nic nowego."

Tylko że później znowu mnie podniósł, trzymając jak płaczącego dzidziusia, i położył na siedzeniu kanapy. Poszedł sobie; usłyszałem, jak otwierają się drzwi piwnicy. Może nie miało się skończyć na klapsach. Co zamierzał stamtąd przynieść? Nie był w kuchni, więc nie mogło chodzić o mój pas. No to może o trzcinę? "Nienawidzę trzciny!" Cięła skórę do krwi szybciej niż wszystko inne. Nie zdążyłem wpaść w prawdziwą panikę, bo on już był z powrotem i szmatką wcierał zimny płyn w moją skórę.

"O nie, tylko nie to!" Wuj Vernon też raz tak zrobił! Wysmarował mi ślady po chłoście takim kremem, który śmierdział jak ciotka Marge i na początku wydawał się chłodny. Ale potem stał się gorący i wydawało mi się, że się palę. Pamiętałem, jak bardzo wtedy bolały mnie rany, jak głęboko sięgał ten ból i jak długo trwał.

Zacząłem wrzeszczeć; nic nie mogłem na to poradzić. Przerwał, kiedy się rozdarłem, i powiedział do mnie łagodnie:

- Ciii, chłopcze. Za minutę zacznie działać.

I to miało mnie uspokoić?! Ale przestałem krzyczeć, bo przecież kazał mi być cicho. Jak już mnie całego wymazał tym strasznym czymś - plecy, tyłek, nogi i w ogóle - wciągnął mi majtki, a później odwrócił twarzą do siebie.

- Nie ma powodu do płaczu, dziecko.

Wyjął chusteczkę i podał mi ją.

- Wytrzyj twarz. Wydmuchaj nos.

Kiedy skończyłem, wysmarował mi jeszcze twarz, klatkę piersiową, ręce i nogi z przodu. Potem podał mi szklaną buteleczkę.

- Wypij do dna.

"To musi być ten olej, który kazała mi pić ciotka Petunia, jak byłem niegrzeczny." Naprawdę nie miałem ochoty go połykać; po poprzednich razach żołądek mi się zwijał i do rana miałem w ustach wstrętny smak. Ale nie zamierzałem się kłócić. Całe szczęście, bo później byłem miło zaskoczony: to coś smakowało jak przepocone skarpetki i popiół, i było znacznie lepsze od oleju rycynowego.

Patrzył na mnie z sympatią.

- Dobry chłopiec. Teraz ubierzemy cię w jakąś pidżamę, żebyś mógł nieco odpocząć przed śniadaniem.

W ogóle nic z tego nie rozumiałem. Siniaki i skaleczenia przestały mnie boleć, a uczucie gorąca wcale się nie pojawiło. Coraz mniej bolały mnie mięśnie i nie czułem już nawet miejsc, gdzie kiedyś miałem złamane kości - prawie zawsze mnie bolały, kiedy była burza. Co on takiego zrobił?

Chociaż nadal się bałem, że zaraz cały będę płonąć, zacząłem się odprężać. Zaniósł mnie na górę i przebrał jak małe dziecko. Miał problem z guzikami, a potem pociągnął mnie za włosy, jak próbował przeciągnąć mi koszulkę przez głowę, ale nie zamierzałem narzekać. Nie potrafiłem sobie przypomnieć czasów, kiedy ktoś mnie nosił albo trzymał na rękach, albo ubierał. Może znowu śniłem?

Pidżama była taka miękka! Gładko przesuwała się po mojej skórze... zupełnie nie po mojej. Spojrzałem na swoją rękę i zauważyłem, że strupki zniknęły. Moja skóra była cała biała! Musiał użyć jakiejś magii, że mnie wszystko przestało boleć. Chciałem mu podziękować, ale wolałem nie odzywać się niepytany.

- Jesteś gotowy na małą drzemkę? - spytał.

Kiedy zebrałem do kupy to, co się stało tego ranka, uznałem, że to naprawdę musiało mi się przyśnić! Dwa razy narozrabiałem, strasznie nabrudziłem i od wczoraj nie ruszyłem żadnej z prac domowych. A ten człowiek wyleczył moje siniaki i pozwalał mi spać, chociaż na dworze było jasno?

- Tak, proszę pana - potwierdziłem. Co innego mogłem powiedzieć?

Poszedłem do mojego spania przy palenisku i położyłem się z głową na kamiennej poduszce.

- Co ty robisz, chłopcze? - zawołał.

O rany. Co ja tym razem nawyprawiałem?

- Przepraszam pana! Chce pan, żebym spał w kącie?

Wstałem szybko i zacząłem iść w kierunku miejsca, gdzie tkwiłem całą noc.

- Nie! - krzyknął.

Zatrzymałem się w połowie kroku i trochę przygarbiłem. Westchnął głęboko, po czym spytał ciszej:

- Czy tam właśnie sypiałeś?

- Tak, proszę pana.

Przyglądałem się swoim stopom. Nawet śpiąc nie potrafiłem być grzecznym chłopcem.

- Podejdź tu, dziecko.

Usłuchałem; to była rzeczywistość i nie sądziłem, że tym razem uda mi się tak łatwo wywinąć. Położył mi ręce na ramionach - przez chwilę miałem wrażenie, że znowu będzie mną potrząsać. Ale on tylko spojrzał mi w oczy, a smutek otaczał go jak peleryna, którą zawsze nosił.

- Harry - powiedział - dlaczego nie spałeś w łóżku?

- W łóżku, proszę pana? Eee... wiedziałem, że łóżko nie jest dla mnie.

Zmarszczył czoło.

- Dlaczego miałbyś tak sądzić?

- Nigdy... nigdy nie spałem w łóżku, proszę pana.



KONIEC
rozdziału piątego



Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

duszuś Jakbyś nie spytała, to bym nawet nie wiedziała, że zamierzasz czytać oryginał. No, chyba że byś się z tym zdradziła w którymś z ewentualnych kolejnych komentarzy... Jasna sprawa, że się nie obrażę. Przecież nie po to tłumaczę, żeby nikt nie czytał oryginałów; wręcz przeciwnie, raczej liczę na to, że niektórzy czytelnicy, zainteresowani danym fanfikiem, przeczytają go w oryginale. W końcu sama dokładnie w ten sposób zaczęłam przygodę z anglojęzycznymi fanfikami. Tak jak mówisz, są dzieci traktowane nawet gorzej niż Harry w tym fanfiction (jakkolwiek czytałam również takie fanfiki z Harrym w roli głównej, że większego bestialstwa wręcz nie jestem sobie w stanie wyobrazić - "The Hundred Acre Wood" chociażby, koszmarny crossover z "Kubusiem Puchatkiem"). Ja również nie rozumiem, jak można w ten sposób traktować dzieci - czy ludzi w ogóle albo nawet (?) zwierzęta, jeśli już przy tym jesteśmy - ale są ludzie, którzy najwyraźniej nie wiedzą, jak można inaczej. Niektórzy ludzie to naprawdę najgorsze zwierzęta, jakie mogły się przytrafić tej planecie... Uważam, że dobry nauczyciel wie, jak rozmawiać z poszczególnymi rodzicami; przecież wcale nie trzeba skarżyć na ucznia, szczególnie jeśli się wie, co go z tego powodu czeka w domu. Prawda?...

Isa-chan Skoro przy poprzednim rozdziale się popłakałaś, to co się działo przy czytaniu powyższego? A będzie gorzej... choć już nie ze strony Severusa. Mistrz Eliksirów od tej pory raczej będzie się starał naprawić, co inni zepsują; to, że będzie przy tym popełniał pewne błędy, to już nieco inna kwestia. Po prostu nie będzie porównania z jego wcześniejszym zachowaniem. Cieszę się, że ta opowieść przypadła Ci do gustu. A co do ciągotami, to je podzielam. Pewnie jest w tym coś nie do końca normalnego, ale mnie też pociągają fanfiki z przemocą. Nie wszystkie - takie, w których ta przemoc szybko się kończy, a Harry buduje nowy związek, najlepiej właśnie z Severusem. Głównie takich fanfików po angielsku szukam i przeważnie je właśnie czytam. Inne raczej... przy okazji albo przypadkiem :-P.

Kasia Tak, właśnie, wszystko (no, prawie) ma swoje dobre strony. Chociaż nieco się dziwię, że Harry nie stracił śniadania po tym, jak sprzątał po Severusie - u mnie usuwanie wymiocin automatycznie powoduje odruch wymiotny (acz na szczęście tylko odruch, przynajmniej dotychczas). Z drugiej strony, może Harry zwyczajnie ma wprawę albo co. Chociaż ja jakoś wprawy nie nabyłam, a psa - tego czy owego - mam od kilkunastu lat... Faktycznie, Snape na szczęście w miarę szybko przejrzał na oczy. Miło z jego strony. Postaram się - zawsze się staram, ale nie zawsze się udaje - pisać bez błędów. Gdybyś jednak jakieś zauważyła, to wdzięczna będę za ich wskazanie. Jak zwykle.

Klio Albo ja się mocno mylę, albo Ty zazwyczaj masz nadzieję, że będzie jakaś aktualizacja :-D. Jak widać, moment ich pojednania nadszedł raczej szybko. No, ale to nie jest jakieś szczególnie długie opowiadanie, więc miło ze strony autorki, że dłużej nie trzymała tego wątku w tym samym stanie. Chociaż żeby od tej pory wszystko miało być pięknie i ładnie, to ja nie powiem. Bo nie będzie. Ale przynajmniej Severus przestanie Harry'emu, jak to określiłaś, "dokładać". "Dołożą" mu za to inni :-P. No niestety, miałam długą przerwę w tłumaczeniu czegokolwiek, na co złożyło się kilka dość szczególnych okoliczności, o których nie chce mi się dokładnie pisać. Wyrażę tylko nadzieję, że okoliczności skończyły się na dobre i od tej pory tłumaczenia będą się pojawiać stosunkowo często. Chociaż nie zakładałabym się o to jakoś specjalnie.

Seme Patrz, a Snape się zmienił... Dalej będziecie to czytały? :-D Może chociaż dla Harry'ego, który, jak na maltretowane dziecko przystało, nie wyleczy się ze strachu przed dorosłymi jakoś szczególnie szybko. No a Severus mszczący się za dziecko na Dursleyach to zawsze taaaki przyjemny widok... :-P PS A kto jest uke? ;-)

Itheanil Prawda? Takie zakończenia rozdziałów są najlepsze :-P. Przyznam, że tak, jak pijanego Snape'a zwykle uważam za niekanonicznego (pijany szpieg to bardzo szybka droga na cmentarz), tak tutaj nawet mogę go zaakceptować. To znaczy przyjąć, że w takiej sytuacji naprawdę mógłby nadużyć alkoholu; bo z akceptacją osób, które upijają się do tego stopnia, raczej mam problemy. Podejrzewam, że rozdziały są takie krótkie specjalnie dla mnie - autorka przewidziała, że będę tłumaczyć jej opowiadanie, i wiedziała, że wolę tłumaczyć krótkie rozdziały, więc tak to właśnie napisała. Widzę, że całkiem sporo osób zastanawia się, czy nie zaczęłam zbyt wielu tłumaczeń jednocześnie - a niektóre nawet wiedzą, że owszem, zaczęłam. Przypuszczam, że jest takich osób znacznie więcej niż się na ten temat wypowiedziało w komentarzach. Ja jednak stoję na stanowisku, że dobre strony takiej ilości tłumaczeń przewyższają złe, dlatego zamierzam dalej tak postępować. Możecie się więc spokojnie spodziewać jeszcze większej liczby zaczętych tłumaczeń zanim skończę tłumaczyć choćby jeden z rozpoczętych już tekstów. Z wymienionych przez Ciebie "aktualizowanych w zeszłym roku" (cóż, przyznam, że pisanie takich słów ósmego stycznia uważam za nieco przesadne; pomijając fakt, że żaden z tych tekstów do tej pory nie został zaktualizowany :-P) tłumaczeń najwięcej konstruktywnych komentarzy ma "Nowy dom Harry'ego" (ma ich w ogóle najwięcej ze wszystkich moich tłumaczeń), więc pewnie to jego nowy rozdział dostaniecie najwcześniej; jest, co prawda, chyba najdłuższy z tej trójki, ale też, szczerze mówiąc, najłatwiej mi się ten fanfik tłumaczy (spośród tych o długich rozdziałach, w każdym razie). Nie wątpię jednak, że są czytelnicy, którzy wolą inne z tłumaczonych przeze mnie fanfików - między innymi dlatego tyle ich tłumaczę, żeby możliwie wiele osób znalazło wśród nich coś dla siebie. Kiedy skończę te wszystkie tłumaczenia? Pewnie na emeryturze :-P. Czyli całkiem niedługo :-P. Bo co to niby jest trzydzieści lat...

Minaslimme Naprawdę nie dało się tego czytać w tłumaczeniu translatora? Czytałam takie tłumaczenia i uważam je za coś wspaniałego - są tak zabawne, że trudno usiedzieć na krześle przy ich lekturze :-D. W "dostawaniu na głowę" chodziło o to, że Harry obawiał się, iż zaczyna wariować (musiałam znaleźć ten fragment, żeby sobie przypomnieć dlaczego - dlatego, że przeżywał flashbacki, czyli wracał pamięcią do przeszłości i wydawało mu się, że to, czyli karanie przez wuja Vernona, dzieje się tu i teraz; flashbacków będzie zresztą w tym fanfiction więcej). Kwestia w tym, że tam, gdzie narratorami są dzieci, szczególnie w pierwszej osobie, staram się stylizować tekst tak, żeby pasował do wieku dziecka (nie wiem, czy to widać) - "dostawać na głowę" wydawało mi się bardziej dziecięce niż "wariować", zaś "świrować" nie chciałam użyć, bo słowa "świr" używam jako tego, jak nazywają Harry'ego krewni, a przecież nie chodziło tu o używanie magii, tylko o coś bliższego chorobie psychicznej. Możliwe jednak, że jest to wyrażenie z gwary poznańskie albo coś w tym stylu, bo w słowniku go nie znalazłam. Hm... Harry został nauczony tego, że cokolwiek by nie zrobił, nie będzie dobrze; potrzeba sporo czasu, żeby oduczyć człowieka czegoś takiego. Na szczęście Harry to jeszcze dziecko, a dzieci są elastyczne: łatwiej mu się będzie przestawić na dobre tory teraz niż gdyby u takich Dursleyów spędził kolejne trzy lata i wszystkie późniejsze wakacje. Severusowi na szczęście spadły łuski z oczu, więc od tej pory będzie tylko lepiej - chociaż błędów nasz Mistrz Eliksirów nie uniknie. Wcale a wcale nie jestem zorganizowana, a już w najmniejszym stopniu nie jestem obowiązkowa; znaczy, przedkładam przyjemności nad pracę, co w tym konkretnym przypadku oznacza, że wolę czytać niż tłumaczyć. Ale się staram. Dla takich czytelników, zostawiających takie komentarze, po prostu warto. I się chce.

edyta Cóż, dziękuję za podziękowania. Co do złoszczenia się, to brak komentarzy, chociaż dość smutny, złości mnie znacznie mniej niż upomnienia od niektórych czytelników - takich, którzy nigdy żadnego mojego tłumaczenia nie skomentowali konstruktywnie, a wyłącznie narzekają na rzadkie aktualizacje czy kolejne zaczęte tłumaczenie. Takim osobom najchętniej odebrałabym dostęp do moich tłumaczeń w ogóle, lecz niestety się nie da. Staram się tłumaczyć najlepiej jak potrafię i cieszę się, że mój styl przekładu przypada Ci do gustu.

Ola Wiesz, a ja wolałabym jednak tego nie widzieć. Nie przepadam, szczerze mówią, za widokiem wymiotujących ludzi (zwierząt też, skoro już przy tym jesteśmy). Za widokiem samych wymiocin zresztą również. Od razu robi mi się niedobrze :-(. Harry pewnie nie takie rzeczy w swoim krótkim, lecz jakże bogatym w doświadczenia, życiu widział. Jedyne, co może go zaskoczyć, to że ktoś będzie dla niego miły. Nad całą resztą jest w stanie przejść do porządku dziennego. No, powiedzmy. Jak widać, Severus zmiękł, ale rozmowa nie przebiegała zbyt przyjemnie. O ile to w ogóle można nazwać rozmową - Harry zbyt wiele nie powiedział. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Chociaż to jedno uderzenie pasem będzie jeszcze Severusa prześladować. Harry'ego też, bo to raczej on najbardziej na tym ucierpi.

Babcia Widzę, że na pijącego / pijanego szpiega poglądy mamy podobne. Jakkolwiek uważam, że w tym opowiadaniu jeszcze nie jest aż tak źle, bo Severus jest we własnym domu, nigdzie się nie wybiera (na jakieś śmierciożercze spotkanko na ten przykład...) i nikt nie wybiera się w odwiedziny do niego. Voldemorta chwilowo wciąż jeszcze nie ma, więc tym bardziej pół biedy. Gorzej z opowiadaniami, gdzie Voldemort owszem, jest, Snape, owszem, gra aktywnego szpiega, a i tak się upija. Bez względu na przyczynę i okoliczności, nie toleruję tego u niego; czemu zresztą dałam wyraz w "Avada zabija na śmierć" - to, że ktoś ma ochotę się upić (ja też czasem mam), nie znaczy, że musi chęci przemienić w czyn... Oczywiście, że przenosimy swoje nastroje na innych: kłopoty w pracy znajdują odzwierciedlenie w naszym zachowaniu w domu i vive versa, wyżywamy się na osobach, które tak naprawdę nic nam nie zrobiły, ponieważ na tych, które nam zrobiły, z różnych powodów nie możemy. To normalne u ludzi, ja też się tak zachowuję. Co nie zmienia faktu, że dzieci (oraz zwierzęta, bo one są w bardzo podobnej sytuacji) powinny być pod specjalną ochroną. Nie są dorosłe, nie rozumieją dorosłych i nie mają pojęcia, że naprawdę nie zrobiły nic takiego, żeby zasłużyć na takie traktowanie, że to tatuś / mamusia / starsze rodzeństwo wyładowuje się na nim w zastępstwie kogoś czy czegoś innego. To naprawdę smutne. Popieram, obaj są warci miłości, chociaż obaj uważają inaczej. Na szczęście będą ją sobie w stanie dać nawzajem w tym opowiadaniu.

Siean Riley Mrrr, jaki długi komentarz... Ten Harry tutaj jest dzieckiem o bujnej wyobraźni - to chyba jedyny Harry, jakiego czytałam, który marzy, wyobraża sobie, że jest kimś innym lub chociaż znajduje się gdzie indziej. Nie przypominam sobie innego takiego Harry'ego, naprawdę, chociaż czytałam i o Harrych młodszych, i o starszych. A jest to tak bardzo dziecięce, że aż słodkie. Już za samo to można tego Harry'ego lubić. I podziwiać. Nie wiem, na ile dzieci maltretowane są automatami, bo nie miałam do czynienia z takimi dziećmi i szczerze przyznam, że wolałabym nie mieć. Nie poradziłabym sobie. Dopuszczam jednak możliwość, że da się dziecko - "odpowiednimi" metodami - doprowadzić do takiego zachowania. Zresztą to nie jest najgorsze zachowanie, jakie widziałam w wykonaniu maltretowanego Harry'ego w fanfikach. Niektórzy autorzy naprawdę potrafią... Nocowanie na dworze jest całkiem prawdopodobne, chociaż zależy w jakiej porze roku. Zimą pewnie tego nie było, bo byłoby to zbyt niebezpieczne dla Dursleyów, ale latem? Czemu nie? Nadmiernie ciekawskim sąsiadom można ewentualnie powiedzieć, że Harry chciał nocować na dworze, a wujostwo zgodziło się dla świętego spokoju, bo jak się nie zgadzali, to zaczął im demolować dom. Harry przecież nie zaprzeczy. Skoro sąsiedzi wierzyli, że Harry chodzi do szkoły dla młodych przestępców (nieco później, ale zawsze), to chyba w ogóle musieli wierzyć Dursleyom i uważać siostrzeńca Petunii za diabła wcielonego. Nocowanie na dworze na naprawdę pikuś (OK, pan Pikuś :-P). Na pewno sam pobyt w znienawidzonym domu, domu, gdzie sam był ofiarą znęcania się, stresuje Severusa. Zbyt dużo zwaliło się na niego jednocześnie i Mistrz Eliksirów nie potrafił sobie z tym poradzić. Każdy ma jakieś granice wytrzymałości. Na szczęście zimny prysznic przyszedł stosunkowo szybko, zanim mogły powstać jakieś naprawdę nieodwracalne szkody w ich stosunkach. Harry i tak uważał Snape'a za lepszego opiekuna niż Dursleyowie, chociaż jednocześnie za mniej przewidywalnego - bo nigdy nie wiedział, co się stanie za chwilę, a przy wujostwie było to dość oczywiste. Cóż, znam takie osoby, które pod wpływem alkoholu - zwłaszcza w sporych dawkach - miękną. Jedną taką znam bardzo blisko (nie, nie siebie, ja się nigdy do takiego stopnia nie upiłam - i nie zamierzam). Ale chociaż w tym stanie można ją namówić na różne rzeczy, to nie lubię jej w tym stanie. Wolę, kiedy jest sobą. Rozczulające czy nie rozczulające, pijaństwa nie toleruję. Szczególnie, gdy upija się ktoś, kto ma pod opieką dziecko. Bo dziecko zajmujące się pijanym dorosłym to jeden z najsmutniejszych widoków na świecie - nawet jeśli ten dorosły zachowuje się przyjaźnie. Takich Harrych do porównania jest więcej, choć rzeczywiście z tłumaczonych przeze mnie fanfików najbardziej podobni są ci trzej, których wymieniłaś. Marzy mi się jeszcze poproszenie o zgodę na przekłady "Tears Falling in Darkness: Year One" i "Broken Mind, Fractured Soul", gdzie autorzy (autorki?) doprowadzili maltretowanie Harry'ego poza wszelkie granice... Ale pierwsze opowiadanie jest jeszcze niezakończone, a poza tym długość jego rozdziałów przekracza wszelkie granice, drugie zaś zostawiłam sobie na nieco później, bo i bez niego mam dosyć pracy. No i jest jeszcze "The Hundred Acre Wood", w którym molestowany przez Vernona Harry ucieka do Stumilowego Lasu; to, z kolei, jest niezakończone, a ostatnio było aktualizowane w październiku 2008, więc chyba nie ma sensu w ogóle zastanawiać się nad przekładem. W każdym razie wszystko to są fanfiki z przykładami tego, jak może się zachowywać Harry, nad którym znęca(ło) się wujostwo. Pewnie jest tego znacznie więcej, ale te przyszły mi do głowy najszybciej. O, i jeszcze "Whelp" - to, akurat, będę tłumaczyć, zgodę już mam. Osobom z dużą wytrzymałością psychiczną i jako taką znajomością języka angielskiego spokojnie mogę je polecić.

Hakkajrii Łatwo się to opowiadanie czyta po angielsku, prawda? Tłumaczy się też nietrudno... Miło mi, że mimo znajomości oryginału czytasz też mój przekład. To zupełnie jak ja z powieściami HP od czwartego tomu :-D. Na pewno nie jest to wina Harry'ego, bo to w końcu tylko dziecko, które zresztą po dotychczasowym traktowaniu powinno się bać dorosłych i nie ufać im. Severusa też można usprawiedliwiać, ale, jakkolwiek go lubię, w tym wydaniu również, to powinien jednak trochę pomyśleć, odłożyć negatywne uczucia na bok i nieco się zastanowić. Na szczęście zdążył zanim narobił jeszcze większych szkód. Oczywiście, że nienawiść zaślepia, w bardzo podobny sposób do miłości; to są naprawdę podobne uczucia, tyle że stojące na przeciwległych biegunach... a jednocześnie tak blisko, że na wyciągnięcie ręki od siebie. Szkoda tylko, że częściej przechodzi się od miłości do nienawiści, a nie na odwrót. Pijany człowiek to już sam w sobie żałosny widok, a pijany Snape to nieledwie szczyt żałosności. Bardziej żałosny byłby chyba tylko pijany Dumbledore... Coś mi ta "hakka" mówi... Nie wiesz, czy ja też nie czytałam tej książki? :-P

iglak17 No widzisz? Nie było aż tak trudno, co? :-D Hm... a w jaki sposób ma Ci to pomóc w orientowaniu się w angielskim?... Cóż mogę powiedzieć... Może to, że z reguły nie tłumaczę opowiadań o super oryginalnej tematyce, ponieważ takich nie lubię czytać. No, chyba że sama je napiszę :-P, bo pisać takie to mi się zdarza. Podobno. Ale czytać po angielsku lubię właśnie coś takiego, zwyczajnego, maglowanego na wszystkie możliwe strony i we wszystkie możliwe sposoby. Lubię po prostu teksty, w których Severus i Harry dochodzą (lub doszli) do porozumienia - a jest to wątek raczej popularny w potterowskich fanfiction (i chwała Merlinowi, bo inaczej nie miałabym czego czytać :-P). Dlatego też na specjalną oryginalność moich tłumaczeń nie ma co liczyć: tłumaczę to, co lubię czytać. O ile pamiętam, nie zostanie wyjaśnione, dlaczego Severus się upił. Podejrzewam, że to kwestia frustracji, chęci zalania robala, zapomnienia o tym, co go prześladuje. Niektórym ludziom się zdarza. Powiedziałabym wręcz, że większości (przynajmniej w moim otoczeniu). Nie pochwalam, ale nie mogę powiedzieć, że nie rozumiem. I Harry, i Severus będą mieli problemy z dostosowaniem się do nowych stosunków. Severus do końca fanfika będzie popełniał większe i mniejsze błędy, wynikające zwykle z niedostatecznej oceny sytuacji, otaczających go ludzi i samego podopiecznego (zdaje się, że nawet w ostatnim czy przedostatnim rozdziale zrobi coś, co przez dziecko zostanie zupełnie opacznie zrozumiane i będzie powodem drobnej traumy), a Harry, choć będzie ufał swemu opiekunowi bardziej niż komukolwiek innemu, nadal będzie go uważał przede wszystkim za dorosłego, czyli osobę nieobliczalną, która w każdej chwili może mu za każdą pierdołę wymierzyć surową karę albo kazać mu pracować. Opowiadanie nie jest długie, dwadzieścia cztery raczej krótkie rozdziały mieszczą stosunkowo niewiele treści, a fabuła zostaje przerwana - wraz z całkiem sporą liczbą wątków - krótko po tym, jak przestaje być zgodna z tytułem. Więc szybko. A na uzyskanie głębokiego zaufania ze strony dziecka, które nigdy wcześniej nie mogło nikomu ufać, to zbyt mało czasu. Dlatego nie, pełen porozumienie głównych bohaterów w tym fanfiku nie zostanie osiągnięte. PS Dziesiątym konstruktywnym komentarzem był AFAIR Twój. Jeśli dobrze pamiętam, dwóch wcześniejszych do konstruktywnych nie zaliczyłam, bo nie odnosiły się ani do treści poprzedniego rozdziału, ani do treści fanfika jako całości (a taka jest moja definicja konstruktywnego komentarza, co zresztą podaję w swoim profilu). Poza tym nie jestem w stanie od razu po zamieszczeniu dziesiątego konstruktywnego komentarza publikować kolejnego rozdziału; żeby tak mogło być, musiałabym mieć przetłumaczone całe opowiadanie i tylko wklejać następne części. Toteż konstruktywnych komentarzy ma być co najmniej dziesięć - koło ratunkowe dla mnie, abym nie musiała się aż tak bardzo śpieszyć z publikacją ciągu dalszego, sygnał dla Was, żebyście wiedzieli, od czego zależy to, czy w ogóle następny rozdział się ukaże i plus minus kiedy (w sensie, że kiedy najwcześniej).

Danta7 Też napisałam w zajawce do tego tłumaczenia, że Severus wziął sobie Harry'ego na głowę chyba z czystego masochizmu... Innego powodu, przynajmniej początkowo, ja w tym naprawdę nie widzę. Tak, to by było przykre. Chociaż Harry zapewne prędzej padłby z wyczerpania, braku snu i pragnienia niż z głodu - te wszystkie rzeczy zabijają szybciej niż głód, a już szczególnie skombinowane razem... Ale nie sądzę, żeby było to po myśli autorki, więc musiała w tym momencie interweniować: Mistrz Eliksirów nie mógł się zatruć ze skutkiem śmiertelnym, bo wtedy cały początek straciłby sens. Acz nie powiem, że nie jest to kusząca wizja na opowiadanie... :-D Inteligencję bardzo wielu osób zaćmiewa nienawiść, to fakt szeroko znany, z którego wypływają zwykle bardzo przykre skutki, w rodzaju wojen, aktów terroryzmu i ogólnie robienia krzywdy innym ludziom. Może lepiej by było, gdybyśmy nigdy nie zeszli z drzew... No, ale stało się i jakoś musimy z tym żyć :-P. Ciekawa jestem, czy będziesz to fanfiction czytała z taką samą przyjemnością teraz, kiedy zrobiło się znacznie słodsze... a przynajmniej nie aż tak gorzkie...

deo89 Miło mi, że lubisz tłumaczone przeze mnie teksty. Ja też je lubię :-D. Rzeczywiście, konstruktywne komentarze są warunkiem - jedynym, poza moim zabraniem się do pracy - pojawiania się kolejnych rozdziałów, a ponieważ (być może wbrew pozorom) lubię, kiedy czytacie moje opowiadania i tłumaczenia, cieszę się z każdego konstruktywnego komentarza (z tych niekonstruktywnych też - o ile jest się z czego cieszyć, bo z niektórych zwyczajnie się nie da - ale liczyć ich do niezbędnej dziesiątki w żadnym przypadku nie zamierzam). To, co naprawdę działo się z Harrym na Privet Drive, jest źródłem wielu spekulacji fanów, wyrażanych właśnie w fanfikach. Osobiście uważam, że w powieściach, w fabule wymyślonej przez Rowling, tego bicia pasem i tresowania tak naprawdę nie było, że znęcanie się ograniczało się do zaniedbywania Harry'ego i znęcania emocjonalnego, ewentualnie w pewnej mierze psychicznego, ale nie było w tym prawdziwego fizycznego maltretowania. Nie zmienia to faktu, że lubię opowiadania, których autorzy pokazują, że jednak było inaczej, że Harry był przez wujostwo katowany na różne sposoby, tylko ukrywał to przed wszystkimi, wstydząc się przyznać do tego, jak traktuje go własna rodzina, i uważając, że właściwie takie właśnie traktowanie mu się należy. Podobnych fanfików jest zatrzęsienie, przynajmniej w języku angielskim; ten należy jeszcze do dość łagodnych, bo są i takie, w których traktowanie Harry'ego przechodzi wszelkie granice. Już tu jest źle, bardzo źle, więc możesz sobie wyobrazić, jak jest w innych tekstach, skoro bywa znacznie gorzej... Nie zgodzę się z Tobą, jeśli chodzi o ilość wspomnień Harry'ego - cenię to opowiadanie właśnie dlatego, że nie pokazuje sposobu, w jaki Harry był traktowany przez wujostwo, a jedynie skutki takiego traktowania. Wszystkiego poza skutkami należy się domyślać, właśnie z tego, jak Harry się zachowuje. No i jak wygląda... Może dlatego, że naczytałam się mnóstwa fanfików o maltretowanym Harrym, opisy tego maltretowania wcale nie są mi potrzebne do szczęścia. Doskonale potrafię sobie wyobrazić, co z Harrym robili Dursleyowie, po tym, co robi Harry. Zdecydowanie mi to wystarczy. Ale rozumiem, że innym nie musi ;-).

Edyta Dlatego tak bardzo lubię teksty, w których ukazane jest, jak to samo może być odmiennie interpretowane przez różnych uczestników / świadków zdarzenia. Od dawna nie mam wątpliwości, że tyle jest punktów widzenia, ile punktów siedzenia, i że nie ma jednej obiektywnej prawdy ani jednej obiektywnej racji, bo wszystko zależy od tego, z której strony się spojrzy. Toteż kiedy wreszcie odkryłam fanfiki o Harrym i Severusie, które pokazały odmienne punkty widzenia bardzo, ale to bardzo dosłownie, bo przedstawiły to samo z odmiennych perspektyw (tak jest w "Pierwszym szlabanie Harry'ego" i potem w "Nowym domu Harry'ego", i tak jest w "Better Be Slytherin!", chociaż we wszystkich tych opowiadaniach narracja jest w trzeciej osobie, nie, jak tutaj, w pierwszej), to z miejsca je polubiłam. Oczywiście nie tylko za tę podwójną perspektywę, ale również za nią. Severus na początku tego opowiadania po prostu nie myślał, nie potrafił zapomnieć o Jamesie, a zacząć myśleć o Harry, o kimś zupełnie innym, jedynym w swoim rodzaju. Można podejrzewać, że w powieściach chodziło mu dokładnie o to samo - tylko że tam nigdy nie zmienił punktu widzenia i tkwił w tej swojej nienawiści do ojca Harry'ego do samego końca, oceniając chłopca przez jej pryzmat. Szkoda. O nie, Harry nie będzie chodził głodny. Lecz Severus, chociaż pełny teraz dobrych chęci, i tutaj zdoła dziecku zaszkodzić. Bo czasem jak się chce dobrze, to łatwo przedobrzyć... No, ale na szczęście nic bardzo strasznego się nie stanie. Chociaż zabawne to też nie będzie, szczególnie dla Harry'ego :-(.

Vendelin A co, mam kłamać? Jestem straszna, okrutna i zła - i jeszcze kilka innych przymiotników, których nie chce mi się wymieniać :-P - i jest mi z tym wręcz wspaniale! Ponieważ zaś jestem też egoistką, nie obchodzi mnie nic a nic, jak jest z tym innym ludziom :-P. No pisałam przecież, że jestem straszna... Tak, mina Severusa, kiedy zobaczył Harry'ego nadal stojącego w kącie, musiała być bezbłędna. Ale cóż, na tym polega literatura, że takie rzeczy możemy sobie co najwyżej wyobrazić. Chociaż przyznam, że czasem przychodzi mi to z trudem... Owszem, powyższy rozdział należy do moich ulubionych - ponieważ jest przełomowy. Stanowi wyraźny i nieodwracalny (na szczęście) przełom w stosunkach Harry'ego z Severusem, a konkretnie w podejściu Severusa do Harry'ego. Takie momenty w tego rodzaju fanfikach lubię najbardziej: kiedy bohaterowie, zwykle na skutek jakiegoś traumatycznego zdarzenia, zaczynają się lepiej rozumieć. To są zwykle moje ulubione rozdziały takich opowiadań; pod warunkiem, że w danym opowiadaniu mam ulubione rozdziały. Nie zamierzam przestawać tłumaczyć ani tego tekstu, ani żadnego innego, który tłumaczyć zaczęłam. Zajmie mi to zapewne sporo czasu, ale zamierzam wszystkie te - oraz całkiem sporo innych - przekłady skończyć. Prędzej czy później.

Siel Czuję się zaszczycona, że to właśnie pod tym opowiadaniem zdecydowałaś się zamieścić swój pierwszy komentarz. Trudno mi zawyrokować, czy spodoba Ci się Harry i Severus w tym fanfiku, masz rację, to można ocenić jedynie tylko przez dalsze czytanie.

Aga Ba, żeby to było moje opowiadanie... Niestety nie jest, ja je tylko tłumaczę, a autorką jest Lily Elizabeth Snape. Co cesarskie - cesarzowi ;-). Chyba nie natrafiłam jeszcze na rdzennie polski fanfik do HP o takiej tematyce... Czytałam jedynie fanfiki po angielsku, ewentualnie tłumaczenia (np. początek "Harry's Last Hope"), ale za to było - i jest - ich całkiem sporo. Nic, tylko znać angielski w stopniu wystarczającym do czytania fanfiction. Czyli wcale nie takim dużym. Gdybyś kiedyś zauważyła jakiś błąd, byłabym wdzięczna za pokazanie mi go, łatwiej mi wtedy cokolwiek poprawić.

Ritter Nareszcie! No nie mogłam się już Ciebie doczekać po tym zapewnieniu sprzed czterech miesięcy. (Ale czy ja Ci coś wypominam? Skąąąąd... :-P) Naprawdę mi miło, że zacząłeś komentować moje tłumaczenia - i to tyle naraz! Jestem pod wrażeniem. To prawda, że w fanfikach tego rodzaju Harry zwykle jest już uczniem Hogwartu; czasem dopiero pierwszej klasy, ale już chodzi do szkoły. I najczęściej udaje mu się poznać Snape'a z jak najgorszej strony, zanim zaczną się jakoś dogadywać. "Mój" jest o tyle inny od "Osiem", że tam Severus wziął na wychowanie własnego syna, wiedząc, że to jego syn i decydując się na ten krok całkowicie z własnej woli, chyba nawet wbrew Albusowi. Tu jest na odwrót, tutaj to Dumbledore nakłania Snape'a do zaopiekowania się Harrym, który zresztą nie jest biologicznym synem Mistrza Eliksirów, tylko jego chrześniakiem. Znacząca jest - przynajmniej dla Severusa - różnica między jego własnym synem a pomiotem znienawidzonego Jamesa Pottera, nawet jeśli jest to zarazem dziecko jego ukochanej Lily. Będę tłumaczyć co najmniej jeszcze jeden fanfik, w którym Snape zaczyna się zajmować małym Harrym (sześcio czy pięciolatkiem, nie pamiętam, przyznam), ale tam na szczęście też wyjdzie z tym sam, więc nie będzie aż tak źle, jak tutaj na początku. Rozmowa Severusa z Dursleyami jeszcze się w "Osiem" AFAIR odbędzie, chociaż jej zakończenie nie będzie podobne do tego, jakim się z nami podzieliłeś :-D. Acz przyznam, że wizja zdziecinnionej Petunii jest doprawdy kusząca... Tylko kto miałby się nią zajmować? Chyba nie Severus?! *przerażona* Naprawdę nie wiesz? Z nimi oboma jest coś mocno nie w porządku, nawet w kanonie - chociaż z Dumbledore'em bardziej. Snape jest całkiem normalnym człowiekiem, zwyczajnym gościem żywiącym zapiekłą nienawiść do kogoś od dawna martwego :-P, a dyrektor Hogwartu to ktoś traktujący świat jak wielką planszę, a ludzi jak pionki na niej stojące. Według mnie to drugie jest mniej normalne. No, ale ja już mam takie dziwaczne poglądy :-P.