On mnie zostawia. On idzie do innej. On mnie już nie kocha.
Tylko takie myśli przebiegały mi wtedy przez głowę. Byłam tak zrozpaczona tym, co Finn powiedział, że nie miałam siły czuć nic innego. Nie byłam nawet w stanie być wściekła na Rachel, że najzwyczajniej w świecie zabrała mi faceta.
Finn stał przez chwilę z zakłopotaną miną, jakby chciał już sobie pójść, ale nie był pewien, czy może. Patrzyłam w jego brązowe oczy z niedowierzaniem i niemą prośbą, by cofnął swoje słowa. Ale decyzja została już podjęta. Niczego nie dało się cofnąć. Wiedziałam o tym.
- Co się z nami stało…? Czemu…? Było nam tak dobrze…- Wyszeptałam kręcąc powoli głową i czując, jak w moich oczach pojawiają się łzy. Nie jestem pewna, co chciałam tym osiągnąć. Jedna część mnie nadal miała nadzieję, że Finn mimo wszystko do mnie wróci. Jak nie jutro, to za miesiąc. Ale druga, ta świadoma nieodwracalności naszego zerwania, chciała po prostu wywołać w nim poczucie winy. Tak, podświadomie chciałam, by czuł się tak samo przybity i nieszczęśliwy jak ja. Chciałam, żeby koniec naszego związku wyniszczał go od środka, tak samo, jak wyniszczał mnie.
Czułam jak zapadam się w sobie. Umarło we mnie wszystko, co było piękne. Wszystko, co kiedyś tak bardzo kochał i podziwiał.
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do damskiej toalety. Dopiero tam, opierając się o zimną, kamienną ścianę zaczęłam naprawdę lamentować. Z moich oczu płynęły strumienie łez, a z głębi gardła wydobywał się szloch. Zakryłam twarz dłońmi i osunęłam się po ścianie.
I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że... Gdy oddam dziecko, co mi pozostanie? Na to pytanie była tylko jedna odpowiedź: ból, poczucie samotności i beznadziejności.
I wiedziałam, że będzie ciężko. Już czułam, jak wpadam w głęboki dół najczarniejszej rozpaczy, jaką można sobie wyobrazić. Wtedy, płacząc na posadzce w szkolnej toalecie, byłam pewna, że nic się nie ułoży. Że już nigdy nic nie będzie dobrze.
