Oczywiście zapomniałam napisać, a wypadałoby...
Wszystkie postacie należą do J.K.R., a ja nie czerpię z tego opowiadania żadnych korzyści.
Część II
Tym lepiej? Merlinie, dlaczego ten dzieciak tak na mnie działa?
Snape skupił się ponownie na pocałunkach i zapachu.
Od dzisiaj będę uwielbiał maliny w każdej postaci!
Po tej krótkiej myśli musnął lekko szczękę chłopca. Potter zatrzymał się na chwilę, prawdopodobnie analizując to, co właśnie się działo.
Chcę tego. Przecież tak bardzo tego chcę!
Poczuł, że Wybraniec podnosi się z fotela, na którym siedział i popycha go z powrotem na kanapę. Harry oparł dłonie na ramionach nauczyciela i przyglądał mu się kilkanaście sekund. Podejmując decyzję, wspiął się na kolana Severusa i złożył pierwszy, niewinny pocałunek na jego ustach. Było to zaledwie dotknięcie, delikatne poznanie faktury warg, ich smaku.
Mistrz eliksirów był tak zszokowany, że nie zrobił nic. Przyglądał się jedynie chłopcu z coraz bardziej rozszerzającymi się oczyma. Potter zatrzymał się raptem i odsunął na większą odległość.
— Jesteś w ogóle gejem? — zapytał z wyczuwalnym wahaniem.
Snape zaśmiał się miękko unosząc jednocześnie brwi w swoim wystudiowanym geście niedowierzania.
— Jest pan niesamowity, panie Potter. — Harry przybrał skruszony wyraz twarzy. — Najpierw mnie całujesz, później się na mnie rzucasz…
— Ej! Nie rzuciłem się na ciebie!
— Nie? A co zrobiłeś?
Złoty Chłopiec zaczął wiercić się niezdecydowany na kolanach Severusa. Niepewność była coraz bardziej widoczna, w oczach czaiło się zażenowanie.
Głupi dzieciaku, nie ruszaj się, pomyślał mężczyzna ze złością. Jeszcze trochę i sam poczujesz, że zdecydowanie nie jestem heteroseksualistą!
— Nie rzuciłem się — upierał się młody czarodziej. — Po prostu… ehm, pomogłem ci usiąść?
— Usiąść? — Snape uśmiechnął się kpiąco. — O, tak. Dziękuję za pomoc w takim razie, panie Potter.
Harry znów patrzył niezdecydowany na profesora, ale tym razem nie poruszył się.
Muszę coś zrobić! Merlinie, nie pozwolę mu teraz mnie zostawić!
Wybraniec powoli zaczął opuszczać dłonie, aż ułożył je na swoich udach. I patrzył.
Och, będę tego żałować…
Harry wyczuwał niepewność nauczyciela.
Może nie powinienem tego robić? Ale on tak cudnie pachnie. Trawa i zioła. To chyba lubczyk, pomyślał nagle. Może dlatego tak na mnie działa?
W tej właśnie chwili poczuł usta przy swoim uchu. Jeden krótki pocałunek spowodował, że zamarł, nie wiedząc zupełnie jak powinien się zachować. Odpychając przemyślenia dotyczące ziół, podniósł się lekko i, kładąc dłonie na ramionach mistrza eliksirów pokierował, go na kanapę, po czym usadowił się pewnie na jego kolanach.
Nic mnie nie powstrzyma! Najwyżej jutro mnie zobliviatuje. Albo zabije. No cóż…
Pochylając się w powolnym ruchu nad Severusem, musnął przelotnie jego usta. Nie ośmielił się nawet nazwać tego pocałunkiem.
— Jesteś w ogóle gejem?
Dlaczego nie pomyślałem o tym wcześniej?
Odpowiedź tak zaskoczyła Złotego Chłopca, że zamarł na moment. Po odzyskaniu jasności umysłu krzyknął tyko:
— Ej! Nie rzuciłem się na ciebie!
Cholera, a może jednak? Nie…
Snape zapytał, co więc zrobił, a Harry rumieniąc się lekko odpowiedział cichym głosem jakąś bzdurę. Tak trudno było mu się skoncentrować przy tym mrocznym mężczyźnie.
Ale czy on jest rzeczywiście mroczny? Zachowuje się jak normalny człowiek. I ostatecznie nie zrzucił mnie z siebie!
— Dziękuję za pomoc w takim razie, panie Potter.
Chłopiec usłyszał krótką odpowiedź i zaczął się poddawać. Wszystko, co zrobił do tej pory wydawało mu się niewłaściwe. Nie zauważył wyrazu twarzy nauczyciela i w geście rozpaczy powoli zabrał dłonie z ramion starszego czarodzieja.
Wyszedłem na kompletnego idiotę! A przyszedłem tu tylko porozmawiać. Przecież to było dla mnie tak ważne, ale oczywiście musiałem wszystko spartaczyć! Nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie spieprzył. A wszystko tak dobrze się zapowiadało.
Spuścił wzrok na swoje ręce i już zamierzał się podnieść, kiedy usłyszał ciche warknięcie niezadowolenia. Pospiesznie uniósł głowę i przez ułamek sekundy jego oczy zatopiły się w spojrzeniu czarnych źrenic. Chwilę później poczuł dłonie zaciskające się na swoich pośladkach i przyciągające go z mocą do ich właściciela. Jęknął coś niewyraźnie zanim utonął w nowych doznaniach.
Och! Merlinie, chcę więcej. Nie pozwól mu zmienić zdania!
Skoncentrował się na powolnej pieszczocie, jakiej poddawał go Severus. Pocałunek, początkowo silny i jakby desperacki zamienił się w delikatne ruchy języków. Już nie walkę, tylko taniec. Wspólne dążenie do celu.
Harry otworzył oczy. Aż do tej chwili nie był świadomy tego, że w ogóle je zamknął. Snape przyglądał mu się ciekawie.
Jeśli szukasz jakichś śladów niepewności, to ich nie znajdziesz, pomyślał z rozbawieniem chłopiec.
Nie przerywając pocałunku, podniósł prawą dłoń i dotknął nią twarzy profesora. Przeciągnął powoli kciukiem od skroni, przez policzek obserwując zdziwienie i przyjemność Severusa. Na końcu wplótł palce w czarne włosy i przyciągnął go mocniej do siebie. Ten gest spowodował kolejną batalię o dominację.
Nie pozwolę ci wygrywać za każdym razem. Zapomnij.
Do pierwszej ręki dołączyła druga i teraz obie spoczywały ponownie na barkach mężczyzny. Harry odsunął się bez pośpiechu od nieznacznie spuchniętych warg mistrza eliksirów i spojrzał na niego z chytrym półuśmieszkiem, po czym pochylił się ponownie całując linię szczęki, szyję i obojczyk. Severus odchylił głowę dając mu łatwiejszy dostęp do swojego ciała i mruknął z zadowoleniem. Harry był tym tak zszokowany, że przerwał na chwilę. Poczuł jednak ponaglający uścisk na pośladkach, gdzie wciąż spoczywały ręce Snape'a, więc czym prędzej powrócił do przerwanej czynności.
Jego dłonie powoli zaczęły opadać na klatkę piersiową mężczyzny i zatrzymały się przy już rozchylonej koszuli.
Nie mam nic do stracenia…
Rozpiął pierwszy guzik, czekając niepewnie na reakcję. Usłyszał ponowne warknięcie i poczuł ruch mężczyzny. Nie zatrzymując się, powoli odpiął kolejny guzik koszuli, badając palcami ciepłe ciało pod sobą. Za dłońmi podążyły usta. W tym momencie Severus jęknął przeciągle i ukrył twarz we włosach Harry'ego. Jego ręce powoli przesunęły się w górę kręgosłupa Złotego Chłopca.
Tak! Proszę, proszę, pomyślał zdesperowany. A może lepiej nie! Jak tak dalej pójdzie, dojdę od samego jego dotyku. Jego zapachu. Możliwości dotykania i całowania…
Snape, decydując się na zawłaszczenie sobie dzisiejszego wieczoru chłopca Gryffindoru, warknął z rozdrażnieniem i przyciągnął Harry'ego do siebie.
Merlinie, zachowuję się jakbym próbował go pożreć!
Uzmysłowiwszy sobie sposób własnego zachowania zwolnił nieco pocałunek i z satysfakcją obserwował malującą się na twarzy nastolatka rozkosz.
To dzięki mnie. Niewyobrażalne.
Potter po dłuższej chwili otworzył oczy. Severus widział je już tyle razy, ale nigdy nie był aż tak zahipnotyzowany ich blaskiem. Przyglądał się chłopcu zastanawiając, co on właściwie robi w jego komnatach. Jak doszło do tego, że Wybraniec siedzi teraz na jego kolanach i całuje go z takim zapamiętaniem?
Poczuł na swojej twarzy niepewny, przyjemny dotyk. Dłoń przesuwała się powoli, aż w przypływie natchnienia Harry zacisnął ją na włosach mistrza eliksirów i przyciągnął jego twarz do głębszego pocałunku.
Och! Już nigdy nie powiem, że ten smarkacz jest uległy, przeleciało przez myśli Severusa. Nie wyobrażaj sobie, że mnie dzisiaj zdominujesz. Może kiedyś ci pozwolę, ale dziś…
Poczuł jak Potter odsuwa się od niego nieznacznie i dostrzegł na jego twarzy niemal złośliwy uśmiech.
Co, do cholery? Przechodzę jakiś durny test dyrektora i zaraz mnie wyleją?
W przeciągu zaledwie chwili chłopiec pochylił się nad nim i rozpoczął składanie niepokornych pocałunków najpierw na twarzy mistrza eliksirów, później coraz niżej. Snape był tak rozbudzony, że mruknął z przyjemnością i odchylił głowę na oparcie kanapy. Zamiast spodziewanych efektów, spowodowało to jedynie zamarcie Wybrańca.
Kurwa, dzieciaku, nie zatrzymuj się teraz!
Ścisnął szybko pośladki Harry'ego, który w odpowiedzi jęknął zdziwiony w jego obojczyk, posyłając tym niewyobrażalnie przyjemne drgania po jakże czułym fragmencie ciała. W każdym bądź razie, dało to spodziewany efekt, bo Potter ponownie wrócił do całowania.
Do doznań powodowanych błądzącymi ustami chłopca, doszło kolejne. Dotyk jego palców na klatce piersiowej Severusa. Powolne, ale pewne ruchy. Poczuł jak Harry rozpina pierwszy z jego guzików. Warknął i spiął się, zastanawiając nad konsekwencjami tego, co zamierza zrobić z tym dzieciakiem. Harry nie pozostawił mu jednak dużo czasu na takie myśli. Odpinając kolejny guzik, skierował wargi w kierunku coraz bardziej rozchylonej koszuli i mężczyzna nie był w stanie protestować. Wtulił się z przeciągłym jękiem w czarną czuprynę i, chcąc czuć więcej, zaczął pieścić plecy nastolatka.
Wtedy kilka rzeczy wydarzyło się niemal jednocześnie. Najpierw usłyszeli ciche otwieranie się drzwi i wypowiedziane z wahaniem:
— Severusie?
Na nieszczęście były to słowa dyrektora, który niebezpiecznie szybko zbliżał się w stronę salonu mistrza eliksirów.
Kurwa, kurwa! myślał przerażony Snape, próbując wpaść na pomysł, jak wytłumaczyć obecność Poterra w swoich komnatach. W takiej pozycji!
Wtedy poczuł jak ciężar na jego kolanach drastycznie maleje, a jego dłonie, błądzące jeszcze chwilę temu po ciele chłopca, spoczywają teraz nieruchomo na rdzawym, cętkowanym futrze.
— Cholera! — wyrwało się profesorowi.
— Severusie! — wykrzyknął z naganą jego zwierzchnik!
Spojrzał na około trzydziestokilogramowe zwierzę, moszczące się wygodnie na kolanach swojego pracownika i patrzące na niego z błyskiem w piwno-brązowych oczach.
Kot miauknął przeciągle, odwrócił się w stronę Snape'a i liznął jego ucho.
— Po… Poli — dokończył widząc spojrzenie Dumbledore'a. — Nie zachowuj się jak kundel!
Harry zerknął na niego przeciągle, po czym ułożył łeb na dość masywnych łapach.
Ten chłopak zaskakuje mnie coraz bardziej.
— Nie wiedziałem, że lubisz żywe zwierzęta, Severusie. — Dyrektor wyglądał, jakby już planował opowiedzieć o tym wszystkim nauczycielom.
— Nikomu nic nie zrobi, Albusie.
Potter uniósł zdziwione spojrzenie na mistrza eliksirów.
Co cię tak dziwi, dzieciaku? To, że jestem po imieniu ze starym dropsem?
— Nie to miałem na myśli. I przepraszam, że tak wszedłem bez pukania, ale na drzwiach nie było zabezpieczeń i martwiłem się, że coś się stało.
— Ach! To moja wina. Wybacz.
Najpierw spojrzał na kota, a dopiero później na dyrektora, co zdziwiło ich obu.
— Byłem dzisiaj trochę rozkojarzony. — Powiedziawszy to uśmiechnął się drwiąco, a kot prychnął, jakby powstrzymywał śmiech.
— Ty nie bywasz rozkojarzony, Sev! — Dumbledore wyglądał na poważnie zdenerwowanego. — Coś się stało?
— Nic. — Machnął dłonią w bliżej nieokreślonym kierunku. — Miałem dzisiaj kolejną sprzeczkę z Minervą o Pottera.
— Och. Ja właśnie w tej sprawie.
No pięknie. Teraz jeszcze nasz pod niebiosa czczony Wybawiciel będzie słuchał jak Albus mnie łaja! Cudownie!
Ale dyrektor najwyraźniej postanowił odłożyć rozmowę na krótką chwilę i skierował swoją uwagę na Harry'ego.
— Witaj, Poli — powiedział, pochylając się lekko w stronę rysia i muskając jego futro. — Śliczna z ciebie dziewczynka.
Reakcja była natychmiastowa. Kot spiął się i skoczył na podłogę z surowym warknięciem. Uszy zakończone pędzelkami sterczały dumnie do góry, wyłapując najcichszy szelest, a pazury groźnie wbijały się w dywan.
— Poul!
Mistrz eliksirów zareagował natychmiast, łapiąc Harry'ego za futro. Kot rozluźnił się, ostatni raz spojrzał z wyrzutem na dyrektora, po czym wskoczył ponownie na kanapę i ułożył łeb na kolanach Severusa. Ten, nie całkiem świadomie, zaczął głaskać zwierzę po kształtnym łbie.
— Przepraszam, Albusie. To Poul. I jak zauważyłeś, jest trochę przewrażliwiony. — Snape uśmiechnął się szyderczo.
— Nazwałeś swojego rysia Poul? — Profesor skinął głową. — Ale używasz zdrobnienia? Poli?
Dyrektor wyglądał na wielce rozbawionego, a Postrach Hogwartu na tak wściekłego, że w tym momencie w pełni zasługiwał na swój przydomek. Zacisnął mocno palce na karku zwierzęcia i wdarł się do umysłu Harry'ego.
—Wszystko twoja wina!
Ale Potter bynajmniej nie pozostał mu dłużny. Severus już po chwili poczuł atak na swoje osłony i niemal syknął z bólu.
—Nie powiedziałbym. — Mistrz eliksirów zauważył wahanie chłopca, po czym w jego mózgu zadźwięczało krótkie: — Sev!
— Nie ważne. — Sam słyszał rozdrażnienie w swoim głosie. — O co chodzi z Potterem?
Harry tak mocno zatracił się w dotyku tych niebezpiecznych rąk, że dopiero w ostatnim momencie usłyszał kroki, a do jego umysłu dotarł impuls informujący, że zbliża się dyrektor. Nie myśląc wiele, z cichym pyknięciem zmienił się w swoją animagiczną postać — rysia euroazjatyckiego.
Przemiany ćwiczył przez ostatni semestr szóstego roku. Kiedy w końcu przemienił się w kota nie okazał szczególnego zadowolenia.
Wspomnienie
— Hermiona, do cholery, jestem jakimś pieprzonym kotem!
— Harry, ty idioto! — Jego przyjaciółka wyglądał na rozdrażnioną. — Wiesz, że nie można sobie wybrać formy, w którą się zmienimy! Ja jestem anakondą! Ja! Rozumiesz to?
— Dobrze. Masz rację, przepraszam.
Nastolatek spuścił głowę w wyrazie dezaprobaty, ale Hermiona postanowiła zignorować tę dziecinną postawę i mówiła dalej:
— Poza tym nie jesteś kotem.
— Hermi! — Krzyknął ze źle skrywaną wściekłością Wybraniec.
— Och! Po prostu mnie posłuchaj! — Poczekała na skinięcie głowy z dalszymi wyjaśnieniami.
— Wydaje mi się, że jesteś rysiem.
Harry patrzył oniemiały na przyjaciółkę i zastanawiał się czym jest ryś. Według niego wyglądał po prostu jak kot! Hermiona sięgnęła ręką po starą encyklopedię zwierząt i z roztargnieniem przerzucała kartki.
— Jest — wysapała w końcu. — Ryś euroazjatycki.
Spojrzała uważnie na Harry'ego i kazała mu się zmienić. Przyglądała się jakiś czas pięknemu zwierzęciu stojącemu dumnie przed nią, po czym machnęła na nie, żeby wrócił do ludzkiej formy.
— Ryś ma niezwykle rozwinięte zmysły wzroku i słuchu — przerwała i uśmiechnęła się do przyjaciela. — Przynajmniej nie będziesz musiał nosić okularów! Spróbuj je zdjąć!
Rzeczywiście widział wszystko doskonale. Zdecydowanie lepiej niż za swoimi charakterystycznymi szkłami i, jak uznał po chwili, z całą pewnością lepiej niż większość czarodziei.
— Dobra, dalej. Rysie nie są dobrymi biegaczami, ale za to wyśmienicie się wspinają i skaczą na wysokość nawet dwóch metrów.
— Więc jestem rysiem…
Koniec wspomnienia
Dyrektor wszedł do salonu Severusa i zamarł na widok sporych rozmiarów kota, siedzącego na kolanach jego podwładnego. Zarówno zwierzę, jak i właściciel przyglądali mu się z zainteresowaniem.
Merlinie, żeby tylko mnie nie rozpoznał. Nie może mnie rozpoznać!
Chcąc rozproszyć nieco napięcie, Harry odwrócił się w kierunku Snape'a i przeciągnął językiem po jego twarzy.
— Poli!
Ten człowiek jest niesamowity! Poli, dobre sobie.
Potter przysłuchiwał się spokojnej wymianie zdań pomiędzy dyrektorem a nauczycielem, prychając od czasu do czasu, albo rzucając zaskoczone spojrzenie mistrzowi eliksirów. Ten jednak zdawał się w pełni zrelaksowany, jakby zapomniał już, kto mości się na jego udach.
— Witaj, Poli — odezwał się po jakimś czasie Dumbledore, kierując słowa do cętkowanego kota. — Śliczna z ciebie dziewczynka.
Harry przez chwilę wpatrywał się groźnie w dyrektora, a z jego gardła wydobywał się nieprzyjemny charkot. Instynkt kazał mu zerwać się i walczyć o swoją godność.
Nie jestem żadną, pieprzoną dziewczyną!
Nie do końca świadomy warczał na dyrektora szykując się do skoku z rozłożonym wachlarzem przednich pazurów. Zobaczył odrobinę strachu w błękitnych oczach i wtedy poczuł na swoim futrze kojący dotyk.
— Poul!
Harry rozszerzył źrenice uświadamiając sobie, co właśnie zamierzał zrobić, po czym odwrócił się do Severusa, wskoczył na kanapę i ułożył łeb tuż przy brzuchu profesora, pozwalając mu głaskać się za sterczącymi uszami.
Mrr... Jakie to przyjemne!
Nie był w stanie słuchać dalszej rozmowy dorosłych. Zatracał się w dotyku tych chłodnych palców, kiedy przez jego mentalne bariery przedarł się Severus.
— Wszystko twoja wina!
Nie mając pojęcia, o co znowu chodzi Snape'owi, Harry zrobił jedyną rzecz, jaką mógł w tej postaci. Naparł na umysł nauczyciela.
— Nie powiedziałbym, — zawahał się przez moment, po czym dodał: — Sev!
— Nie ważne — usłyszał rozdrażnienie w głosie mistrza eliksirów, ale zauważył, że ten już skupił się na dyrektorze. — O co chodzi z Potterem?
Sentansja: Cieszę się, że Ci się podobało. Mogę mieć tylko nadzieję, że z kolejnymi rozdziałami nic się nie zmieni. Chętnie przyjmę też jakieś sugestie. xD
olciak123: Nie będę wybredna, groszek ładnie kwitnie!
