Zmieniam odrobinę schemat xD Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej! Enjoy!
Część IV
Harry obudził się z wszechogarniającym bólem. Czuł każdy mięsień swojego młodego ciała i próbował uzmysłowić sobie, z jakiego powodu wydaje mu się, że ktoś rozerwał go na kawałeczki. Obrócił się na bok, chcąc przyjąć wygodniejszą pozycję i aż jęknął z frustracji.
W tym momencie poczuł na swoich placach delikatną dłoń przyciągającą go do ciepłego ciała leżącego tuż obok. Niestety nawet to zabolało i Potter spiął się nieznacznie.
— Aż tak źle? — usłyszał ciche pytanie wyszeptane wprost do jego ucha.
Merlinie, zostałem na noc u Severusa Snape'a, największego Postrachu Hogwartu i człowieka, który, jak wydawało mi się do wczorajszego wieczoru, nienawidzi mnie do cna!
Nie usłyszawszy odpowiedzi mistrz eliksirów uniósł się nieco do góry i chwytając Harry'ego za podbródek, przyciągnął jego twarz do swojej.
— Przepraszam — powiedział to tak czułym głosem, że Wybraniec zapomniał o jakichkolwiek niedogodnościach i złożył krótki pocałunek na ustach profesora, otrzymując w zamian zaskoczone uniesienie brwi.
— To był zdecydowanie najlepszy seks w moim życiu.
Przydałby się jeszcze tylko jakiś eliksir… może nawet postcruciatusowy by się nadał.
Nastolatek zaśmiał się cicho na myśl, że tak właściwie to rzeczywiście czuje się, jakby przez długi czas poddawany był jednemu z Niewybaczalnych.
— Rozumiem, że masz niewyobrażalnie duże doświadczenie — odpowiedział z wyraźną kpiną Severus.
— Cóż. Nienajgorsze, jak sądzę.
Profesor wydawał się zdziwiony taką odpowiedzią. Na jego twarzy malowało się zainteresowanie, ale chłopak dojrzał tam coś jeszcze. Coś, co bez powodzenia próbował zidentyfikować.
— A niby skąd twoje doświadczenie, Potter? — Harry znowu się spiął usłyszawszy lodowaty ton tej wypowiedzi.
Boże, brzmi, jakby był zazdrosny, pomyślał skonsternowany. Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
— Hm…
Potter przygryzł wargę, zastanawiając się ile może powiedzieć, ale najwyraźniej Snape sam postanowił dopowiedzieć sobie resztę, bo odsunął go od siebie dość brutalnie i podnosząc się wysyczał przez zaciśnięte zęby:
— Nie dziwię się, że pan Zabini cię zostawił, skoro zdradzałeś go na prawo i lewo.
Chłopaka tak to zdziwiło, że przez chwilę zamarł wpatrując się w nauczyciela, po czym wybuchnął gromkim śmiechem. Mistrz eliksirów patrzył na niego w niemym zdziwieniu, któremu, o dziwo poddały się nie tylko oczy.
Po chwili Harry się opanował i odpowiedział:
— Albo w ogóle nie słyszałeś, co wczoraj mówiłem, albo zupełnie nie znasz Blaise'a. Bo to, że nie znasz mnie jestem w stanie sobie wyobrazić, ale nawet ty powinieneś wiedzieć, że nie skaczę z kwiatka na kwiatek.
— Nie znam? — Severus prychnął pogardliwie. — Ależ oczywiście, że cię znam. Jak zwykle arogancki ignorant, dbający wyłącznie o własny tyłek.
— Och! A wydawało mi się, że wczoraj zadbałem również o twój.
Harry obserwował pojawiające się na twarzy Snape'a na ułamki sekund różnorodne emocje.
Nie jest za dobrze…
— Wynoś się.
Najprostsze słowa potrafią ranić najbardziej, pomyślał rozgoryczony Gryfon.
Nie zostały wykrzyczane w złości. Nie usłyszał cichego syku przesyconego wściekłością. Nie było w nich ani odrobiny rozczarowania. Zwykły chłód. Nic więcej.
— Słucham?
— Ogłuchłeś? Wyjdź.
Wyjść? Mam wyjść? Oczywiście! Po co mnie słuchać? Jestem tylko głupim bachorem, który, jak zawsze próbuje zrobić szum wokół własnej osoby. Co ja sobie myślałem? Naiwny…
— Świetnie!
Kątem oka Harry zauważył jeszcze lekkie zdziwienie w oczach swojego nauczyciela, ale był zbyt zirytowany, żeby się nad tym zastanowić. W ułamku sekundy zmienił się w rysia i w kilku skokach pokonał drogę do wyjścia z komnat. Tam, nie zastanawiając się zbytnio nad tym co robi, zdjął wszystkie bariery ochronne i wybiegł na korytarz. Poczuł jeszcze, że na kogoś wpada, ale jego węch nie wyczuł zagrożenia, zignorował więc przeszkodę, kierując się w stronę Wielkiej Sali.
Severus patrzył na Pottera czując narastającą wściekłość.
Jak on śmiał! Nieskazitelny Gryfon? Jasne.
— Wynoś się.
Obserwował chłopaka, czekając na jeden z jego spektakularnych wybuchów. Spodziewając się kolejnego dowodu niestabilności emocjonalnej i oczekując potwierdzenia jego niedojrzałości.
— Świetnie.
Harry w swojej animagicznej formie wyleciał w kilku susach z sypialni. Mistrz eliksirów poczuł zawirowania magii, kiedy osłony jego komnat zostały zdjęte i usłyszał cichy krzyk.
Głupi dzieciak, musiał kogoś przestraszyć! Idiota! Biegać po zamku jako groźne zwierzę.
Wchodząc do łazienki poczuł czyjąś niechcianą obecność. Cofnął się i spiął nieznacznie próbując rozpoznać sygnaturę intruza.
— Draco — mruknął zrezygnowany i powlókł się do salonu.
Ślizgon stał zwrócony w stronę kominka, trzymając w dłoni kubek z parującą herbatą. Obrócił się słysząc kroki i wpatrywał zszokowanym wzrokiem w Severusa.
Nie może wiedzieć, że to był Potter.
— Czy Poul coś ci zrobił?
— Poul? — nastolatek wydawał się całkowicie wytrącony z równowagi. — Ta bestia?
Snape zaśmiał się cicho i skinął głową.
Gdybyś tylko wiedział, Draco.
— Wpadł na mnie i powalił na ziemię. — Wpatrywał się przez chwilę w swojego ojca chrzestnego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
— Co?
— Jesteś wściekły i zadowolony jednocześnie — powiedział ostrożnie blondyn. — Dlaczego?
Dlaczego? Zapewne dlatego, że ktoś, z kim pieprzyłem się przez pół nocy okazał się takim idiotom, jakim zawsze myślałem, że jest! Kurwa! Genialne pytanie, doprawdy!
— Severusie? — chłopak spokojnie przywołał go do rzeczywistości.
— Dlaczego? — powtórzył wymijająco. — Cóż…
Młody Ślizgom zaśmiał się cicho szybko zakrywając usta dłonią, kiedy napotkał rozdrażniony wzrok Snape'a.
— Nie chciałem tego wiedzieć!
— Ale wiesz. — Profesor wyglądał, jakby chciał zamordować swojego chrześniaka. — I jeśli komuś powiesz, to zginiesz w mękach.
— Ej! Ja… — Draco zrezygnował z dokończenia myśli dostrzegając rosnącą wściekłość mistrza eliksirów. — Dobra! Nic nie powiem.
Mówiąc to, roześmiał się ponownie i w geście poddania wyrzucił obie ręce w górę.
Dlaczego musisz być synem swojego ojca, dziecko?
— To od niej dostałeś tego potwora?
— Od niego — odpowiedział zamyślony Severus.
Rozlewając Ognsitą do dwóch szklanek, pochylił się nad stolikiem całkowicie nieświadomy zaskoczonej miny nastolatka.
— Poćwiczymy dzisiaj bezróżdżkową — dodał, podając drinka chłopakowi.
Harry zatrzymał się po kilkunastu minutach biegu. Czuł złość i rozczarowanie.
Co poszło nie tak? W którym momencie wszystko się spieprzyło?
Usłyszawszy szmer spiął wszystkie mięśnie, próbując dokładnie zlokalizować ofiarę. Skradając się bezszelestnie, podszedł do najbliższego, powalonego przez czas drzewa i czekał. Po chwili w zasięgu jego wzroku pojawiła się młoda sarna. Nie myślał. Nigdy, poza pierwszym polowaniem nie myślał w takich sytuacjach. Zdawał się na instynkty. W kilka sekund doskoczył do zwierzęcia. Wiedział, że jest wystarczająco silny, żeby powalić je na ziemię.
Kiedy skończył jeść, z przegryzionej aorty wciąż spływała gorąca krew.
Rano, w Wielkiej Sali inni nauczyciele przyglądali mu się dziwniej niż zwykle.
Musiał im powiedzieć! Jak ja go nienawidzę!
— Witaj, Severusie.
— Minervo — skinął kobiecie lekko głową udając, że nie zauważył rozbawienia w jej oczach.
— Wczoraj kilku rozhisteryzowanych uczniów zgłosiło mi, że widzieli wielkiego kota zmierzającego w stronę Zakazanego Lasu.
Och! Durny Potter!
— Rozumiem, że chodzi o Poula? — wysyczał cicho, zdając sobie sprawę, że wzrok wszystkich skierowany jest na niego.
— Więc to prawda? — wykrzyknęła niespodziewanie Sinistra.
— Zamknij się, kobieto! — Snape omiótł wzrokiem uczniów, zatrzymując wzrok dłużej na stole Gryfonów. Nie dostrzegł jednak swojego przekleństwa.
— Daj spokój, Severusie! Masz żywe zwierzę. Chcemy je poznać — kontynuowała nauczycielka astronomii.
— Zapomnij!
— Jesteś pewien, że nie zrobi uczniom krzywdy? — zapytał półgębkiem dyrektor.
Pamiętasz, jak cię potraktował, co?
Severus uśmiechnął się do siebie, co wzbudziło przerażone jęki jego współpracowników.
Jakimi głupcami jesteście!
— Poul nikomu nie zrobi krzywdy. Nie możecie go tylko drażnić.
— O tak! — Dumbledore zaśmiał się niepewnie, ale w jego oczach ponownie zagościły psotne ogniki. — Pamiętajcie, że to nie jest samiczka, a wszystko będzie dobrze.
Cały stół prezydialny patrzył to na rozbawionego dyrektora, to na zirytowanego Snape'a.
Nie powiesz tego, starcze. Nie zrobisz mi tego!
— Severus nazywa… — Reszta jego wypowiedzi utonęła w szumie skrzydeł kilkudziesięciu sów wlatujących do pomieszczenia.
Harry obudził się obolały na jednym z młodszych drzewek, niemal na skraju Zakazanego Lasu. Poczuł ciepłe promienie słońca muskające jego futro. Zeskoczył z gracją na trawę i wyczuł resztki krwi na swoich łapach.
Muszę się wziąć w garść, postanowił, jakby wbrew sobie i ruszył wolno w stronę zamku.
Dobrze, że wszyscy jeszcze śpią!
Wziął prysznic, ubrał czyste szaty i spakował torbę. Nie był głodny po wczorajszym polowaniu i nie zamierzał mierzyć się z mistrzem eliksirów szybciej, niż było to rzeczywiście konieczne.
Powlókł się pod salę eliksirów i czekał na Hermionę. Ku jego irytacji pierwsi pojawili się Ślizgoni. Malfoy, Nott i Zabini.
Cholera, żeby to jeszcze był sam Blaise, ale nie! Dlaczego miałbym mieć chwilę spokoju? Z jakiego powodu, choć raz miałoby być dobrze?
— A co to, Potter? Warujesz?
Harry spiął się momentalnie, ale zanim zdążył odpowiedzieć na zaczepkę Draco, poczuł jak ktoś zarzuca na niego ręce i w duszącym uścisku łka w jego ramię.
Ślizgoni byli równie zszokowani, co Potter, bo żaden z nich nie wydał z siebie najsłabszego nawet dźwięku.
— Hermi? — zapytał ostrożnie Gryfon, obejmując przyjaciółkę w geście wsparcia. — Herm? Co jest?
Dziewczyna w końcu oderwała się od Harry'ego i patrzyła na niego z furią w załzawionych jeszcze oczach.
— Możesz mi powiedzieć, gdzie ty się, do cholery, podziewałeś przez ostatnie trzydzieści sześć godzin? — Jej głos był twardy i zdradzał buzującą w spokojnej na ogół dziewczynie wściekłość.
— Ehm… ja… — Rozejrzał się wokół.
Blaise patrzył na niego zaniepokojony, Malfoy i Nott wyglądali, jakby właśnie wygrali tysiące galeonów, dwójka Krukonów przyglądała się z rozbawieniem całej scenie, a Ernie McMillan wycofał się w daleki kąt, nie chcąc być kolejną ofiarą rozszalałej Hermiony.
— Dziesięć punktów od Gryffindoru, panno Granger. — Wszystkie oczy zwróciły się w stronę mistrza eliksirów. — Za wzbudzanie strachu w swoich kolegach — dodał z kpiącym uśmieszkiem.
Harry prychnął na te słowa i przeszedł z wysoko podniesioną głową obok Snape'a. Nawet jeśli profesor był zdziwiony jego zachowaniem, nie dał tego po sobie poznać.
— Wchodzić! — warknął, kiedy nikt poza Potterem nie ruszył się z miejsca.
Harry przez kilka godzin spędzonych nad kociołkiem zastanawiał się, co ma powiedzieć przyjaciółce. Obawiał się, że prawda mogłaby jej się nie spodobać.
Albo będzie zachwycona, kto wie!
Hermiona wiedziała, że jej najlepsi przyjaciele to geje. Złapała ich kiedyś w Norze, w niedwuznacznej sytuacji. Na początku była wściekła.
Wszyscy byli świadomi, że jej związek z Krumem przetrwał próbę czasu i odległości. Wiktor mieszkał teraz w Londynie i spotykali się regularnie zarówno tam, jak i w Hogsmeade. Ostatnie święta chłopak spędził razem z nią u Weasleyów.
Z perspektywy czasu, Harry wiedział, że najtrudniejszy dla Hermiony był fakt, że o niczym nie wiedziała. Nie mogła zrozumieć, dlaczego chłopcy jej nie powiedzieli. Czyżby nie była godna ich zaufania?
Związek jego i Rona na szczęści był krótki i bezproblemowy. Wrócili do relacji przyjaciół po kilku pocałunkach i dwóch tygodniach niekoniecznie niewinnych zabaw. Nigdy do tego nie wracali.
Potter jęknął, dochodząc do odpowiedzi na własne pytanie.
Merlinie! Muszę jej powiedzieć. Jeżeli dowiedziałaby się przez przypadek to... Powiem, po prostu jej powiem.
— Harry? — Hermiona zaatakowała go zaraz po wyjściu z sali. — Czekam na wyjaśnienia!
Chłopak rozejrzał się po korytarzu zauważając wpatrzonych w siebie wszystkich uczniów owutemowej klasy eliksirów.
— Później, Hermi — wyszeptał do dziewczyny. — Proszę.
Gryfonka niechętnie skinęła głową i razem ruszyli na obiad.
— Niech będzie później.
Przekraczając próg Wielkiej Sali zauważyli poruszenie przy stole profesorów. Bocznym wejściem właśnie wchodził Snape, który wyglądał na poirytowanego bardziej niż zwykle. Harry prychnął przypominając sobie lodowaty ton, jakim nauczyciel zwracał się do niego na zajęciach.
Jakby nic się nie wydarzyło! Cholerny hipokryta!
Kiedy usiedli na swoich miejscach, chłopak nadal obrażał w myślach swojego kochanka. Potok tych mentalnych obelg przerwał dyrektor podnosząc się wolno ze swojego miejsca.
— Moi drodzy! — Dumbledore tak rzadko zabierał głos w ciągu roku, że wszyscy uczniowie ucichli momentalnie, wpatrując się w jasnoniebieskie oczy najważniejszej osoby w zamku.
— Wiem, że wczoraj kilku z was zauważyło biegającego po błoniach rysia — zaczął, a Harry zamarł i wymienił szybkie spojrzenia z tymi kilkoma osobami, które znały jego animagiczną postać.
Ron i Ginny wyglądali na oszołomionych. Hermiona pod maską spokoju ukrywała zdenerwowanie i niezrozumienie, a Blaise… no, cóż. Zabini wydawał się być rozbawiony całą sytuacją, więc Harry posłał mu krótki, zawadiacki uśmiech.
Po chwili szeptów i cichych okrzyków, w sali znów zapadła cisza.
— To Poul. — Dyrektor się uśmiechnął, a Wybraniec w niemym zdziwieniu otworzył szerzej oczy i w ułamku sekundy przeniósł wzrok na Snape'a, który wpatrywał się w niego podobnym, niemal spanikowanym spojrzeniem.
Skupił się na tych czarnych, odległych punktach i bez problemu wniknął do umysłu mistrza eliksirów.
— Jak mogłeś? — Zobaczył jak Severus skrzywił się z bólu, ale kiedy nie odpowiedział chłopak domyślił się, że nie jest w stanie. Zdziwiony uniósł do góry brwi.
— Nie musicie się obawiać — kontynuował przerwany wątek dyrektor — to kot…
— Uspokój się! — Harry wrzasnął w myślach, zauważając jeszcze większy grymas bólu u nauczyciela — Nie patrz na mnie! Jeśli on nie wie, nie możesz mnie wydać. Proszę…
Ostatnie słowo było tylko cichym błaganiem. Mężczyzna kiwnął lekko głową i zwrócił się w stronę przemawiającego czarodzieja z obojętnym wyrazem twarzy.
Od kiedy to, Postrach Hogwartu potrzebuje takiego upomnienie! pomyślała zdziwiony nastolatek.
— To kot profesora Snape'a.
W Wielkiej Sali zapadła cisza gorsza od wszystkich innych. Cała szkoła wpatrywała się w mistrza eliksirów i chłopak pomyślał, że ta wiadomość nikogo nie uspokoiła. Większość dopiero teraz poczuła strach.
— Nie obrażajcie go, a nie zrobi wam krzywdy — dodał dyrektor, a wrzawa na sali wybuchła niczym seria niekontrolowanych wybuchów.
Harry w końcu odważył się podnieść wzrok. Severus od czasu do czasu rzucał mu ukradkowe spojrzenia. Weasleyowie wpatrywali się w niego w całkowitym szoku, Hermiona wyglądała, jakby poskładała wszystkie kawałki układanki i dla odmiany posyłała mu rozbawione spojrzenia, a Blaise… Potter zerknął na stół Ślizgonów, ale Zabini właśnie wybiegał wściekły z Wielkiej Sali.
— Cholera! — Najbliżej siedzący zwrócili twarze ku niemu, ale Harry, ignorując wszystkich, przysunął się do Ginny i szepnął jej do ucha: — Złap go. Nie pozwól mu iść do Dumbledore'a
— Co? — Dziewczyna zdawała się dopiero dochodzić do siebie po rewelacjach dyrektora.
— Biegnij! Proszę cię, Gin. Spotkamy się w lochach.
Po ostatnim zdaniu, do młodej Gryfonki dotarł sens prośby i, nie oglądając się na nikogo, ruszyła śladem swojego chłopaka.
Potter, wstając od stołu, dostrzegł jeszcze pytające spojrzenie Hermiony.
— Później — wyartykułował bezgłośnie i odnajdując wzrokiem Snape'a przekazał krótkie i pełne paniki — Blaise!
Zrozumienie momentalnie pojawiło się na twarzy mistrza eliksirów.
sakaj: dziękuję za pochwały xD cieszę się zawsze i z każdej! Wen, gdzieś jest, ale czasem mam z nim problemy... i mam nadzieję, że dałaś radę z tym fragmentem!
Ruda098: lubię Harry'ego, który czasem tupnie nóżką i postawi na swoim i lubię Severusa, który zachowuje się niekanonicznie, więc tacy są i tutaj... i wydarzy się, obiecuję:) Życzę wytrwałości w przyswajaniu kolejnych rozdziałów!
jgniedziejko: scenki będą, ale najwcześniej w szóstej części...
daante: miłe jest przeczytanie każdego komentarza, więc się nie przejmuj:) i jak zauważyłaś, dla osób niecierpliwych zmieniłam nieco schemat xD
olciak123: musiałam przeczytać trzy razy, żeby zrozumieć:) cóż, była mi tu potrzebna laska, a jakoś ani Pansy, ani tym bardziej Hermiona nie spełniały moich kryteriów... została więc Ginny i obiecuje, że odnajdzie się w tym jakiś sens(kiedyś się odnajdzie xD)
