Z góry uprzedzam, że strasznie dużo tu Blaise'a i Ginny, ale musiałam przez to przejść:D Na koniec macie zresztą miniaturowy gratis, więc niech wybaczą wszyscy, którzy za tą dwójką nie przepadają:)
Część V
Harry, wybiegając z Wielkiej Sali, usłyszał kilka komentarzy o jego niekończących się problemach z Ginny. Uśmiechnął się na to, zwalniając kroków dopiero na schodach prowadzących w dolne partie zamku.
Jesteś niezastąpiona, Gin.
Doszedł do niego głos Blaise'a, wydobywający się zza niedomkniętych drzwi jednej z sal. Przystanął, rzucając na siebie zaklęcie kameleona i kilka czarów wyciszających.
— Gin! Musimy iść do Dumbledore'a!
Podskoczył, kiedy poczuł na ramieniu lekki uścisk. Odwrócił się i na moment zatonął w spojrzeniu Severusa. Ten tylko pokiwał głową ze zrezygnowaniem i nakazał mu gestem, żeby nie ważył się odezwać.
— Nie musimy, Blaise. — Ginny zawzięcie kiwała głową w geście zaprzeczenia.
— Czy ty siebie w ogóle słyszysz? — Chłopak coraz mniej panował nad sobą, a Harry dostrzegł, jak aura wokół niego przybiera niebezpieczny kolor.
Dasz radę, Gin, pomyślał.
— Proszę, wysłuchaj mnie przez chwilę.
Weasleyówna opierała się niedbale o jedną z ławek i wpatrywała z wyczekiwaniem w swojego chłopaka. Po chwili Zabini uspokoił się nieco i zrezygnowany przysunął do niej, całując w czoło.
— A co, jeżeli coś mu się stanie? — Chłopak wiedział, że tylko naprawdę dobre argumenty podziałają na Ginny. — Znając go wymyślił jakiś plan zdyskredytowania Snape'a.
— Zastanowiłeś się nad tym, co mówisz? — W głosie dziewczyny zaczynało pobrzmiewać zirytowanie. — Przed kim niby miałby go spalić? Przed Voldemortem? Bo chyba nie przed Dropsem? Sam mu już doniosłeś, że Snape jest szpiegiem!
— A co niby miałem zrobić? — wykrzyknął chłopak. — On stanowi zagrożenie. A już szczególnie dla Harry'ego. Może…
Severus zaśmiał się cicho, przysłuchując rozgrywającej się na jego oczach scence.
Tak… Co możesz mi zrobić, Sev? Oprócz upokorzenia i odepchnięcia?
Harry powrócił myślami do ich wspólnej nocy. Do jęków, krzyków, uśmiechów. Ciepłego ciała przy nim, na nim, w nim…
Cholera.
Poczuł, jak w jego podbrzuszu zaczyna zbierać się ciepło.
— Po czyjej jesteś stronie, Blaise? — Pytanie Ginny było tak ciche, że wszyscy trzej niemal je przeoczyli. — Odpowiedz.
— Żartujesz sobie ze mnie? — Wściekłość wypływała z niego falami. — Po tym, co zrobiłem, ty śmiesz mnie pytać, po której jestem stronie?
— Po prostu mi odpowiedz.
— Jestem, po cholernie jasnej stronie!
— Tak, to wiem. — Chłopak patrzył na nią zaskoczony.
Do czego ty zmierzasz, podstępna czarownico?
— Masz zaufanie dyrektora. — Ginny odepchnęła się od ławki i zaczęła krążyć po sali. — Masz też pełne zaufanie moje i Wybrańca. Wiesz, czym jest Zakon Feniksa. Wiesz, jak wyglądają zebrania i akcje śmierciożerców. Czego pragniesz, Blasie?
— Zakończenia tej głupiej wojny. — Chłopak prychnął, po czym dodał sarkastycznie: — Najlepiej zanim zginę.
— Po czyjej jesteś stronie? — zapytała, a widząc, że Zabini znowu zaczyna się denerwować dodała: — Harry'ego czy Dumbledore'a?
Snape przesłuchiwał się rozmowie dwójki nastolatków i zaczynał dochodzić do wniosku, że panna Weasley jest niezrównoważona psychicznie.
Ile razy można zadawać to samo pytanie? Już dawno bym ją przeklął…
— Po czyjej jesteś stronie? —Merlinie! Znowu? —Harry'ego czy Dumbledore'a?
Mężczyzna wpatrywał się przez chwilę w zszokowaną twarz Zabiniego stwierdzając, że jego zapewne wygląda dokładnie tak samo.
— Gin, skarbie. Może się nie zorientowałaś, ale to jest dokładanie ta sama, jasna strona! — odpowiedział, wychodząc najwidoczniej z osłupienia, Blaise.
— Jesteś pewien? — Dziewczyna mówiła bardzo cicho, jakby wstydziła się własnych domysłów. — Zastanów się, dlaczego więc Harry nie powiedział dyrektorowi o swojej animagicznej formie? Dlaczego okluduje się za każdym razem, gdy idzie na spotkanie z nim i tobie każe robić to samo? Zastanów się wreszcie, jaki jest prawdziwy powód tego, że Dumbledore uważa, że ryś – Poul – jest pupilkiem przerażającego mistrza eliksirów?
Severusowi trudno było uwierzyć w rewelacje dziewczyny.
Czyżby Potter nie ufał Dropsowi? Może zauważył, że starzec manipuluje wszystkimi dookoła i stwierdził, że nie chce być tylko pionkiem na szachownicy. Nie jest już dzieckiem. I, cóż… nie jest zbyt uległy, jak się okazało.
Blaise usiadł w jednym ze starych, niewygodnych krzeseł i ukrył twarz w dłoniach. Wyglądał, jakby rzeczywiście postanowił przemyśleć wszystkie pytania swojej dziewczyny. Odezwał się po kilku minutach ciszy pewnym, zdecydowanym głosem.
— Musiał ich razem widzieć — podjął. — Harry'ego jako rysia i Snape'a.
— Tak, musiał — przyznała. — Dlaczego Snape nie powiedział dyrektorowi prawdy? Nie wiedział?
— Wiedział, widziałem jak wymienili kilka spojrzeń podczas obiadu. — Ginny kiwnęła głową. — Chciał go chronić? — zapytał z niedowierzaniem.
— Nie. Nie sądzę, żeby tu o ochronę chodziło. Myślę, że nie chciał zdradzić jego tajemnic.
Mistrz eliksirów oparł się o ścianę i ścisnął opuszkami palców nasadę nosa.
Jak to możliwe, że głupia Gryfonka potrafi dochodzić do tak inteligentnych wniosków?
— Nie ufa mu — powiedział po chwili Blaise.
— Co?
— Harry. — Uniósł wzrok, żeby spojrzeć bezpośrednio na Ginny. — I Snape — dodał po chwili namysłu. — Obaj nie ufają dyrektorowi.
— Doszłam do takich samych wniosków.
Potter zapominając, że obok siebie ma doskonałego obserwatora ukucnął chwytając się za głowę, a z pomiędzy jego warg wydobył się przeciągły jęk, coś pomiędzy warknięciem a szlochem.
— Dlaczego? — zdawał się szeptać wyłącznie do siebie. — Gin, dlaczego jesteś taka wnikliwa? Co, jeżeli się mylę? Kurwa!
Severus patrzył na niego z lekko rozchylonymi ustami, a jego myśli pędziły w zastraszającym tempie. Nocna wizyta w jego komnatach, najście dyrektora, informacje o Blaise'ie. Jakoś nie pomyślał wcześniej, że Dumbledore powinien przecież wiedzieć wszystko o swojej Złotej Zabaweczce.
Dlaczego chłopak mu nie powiedział? Nie ufa mu… Merlinie! Ja mam swoje powody, ale jeśli to prawda, to jesteśmy zgubieni, a ja jestem martwy!
Harry podniósł się w końcu z podłogi i pełen obaw skierował swoje spojrzenie na nauczyciela. Bał się dojrzeć w jego oczach kpinę czy niedowierzanie. Kiedy ujrzał podejrzliwość, niezdecydowanie i coś na kształt lęku, pomyślał, że tak jest jeszcze gorzej.
— Severusie, ja…
Zamilkł, usłyszawszy kolejne słowa Blaise'a.
— Jestem po stronie Harry'ego, oczywiście. — To uspokoiło Wybrańca i wywołało uśmiech na ustach Ginny.
— Wiedziałam. — Szybkim ruchem znalazła się w jego objęciach i ucałowała go delikatnie w policzek. — Powiesz mi, co cię przekonało?
— Nigdy nie chciałem brać udziału w tej wojnie — powiedział wprost.
Odsunął dziewczynę od siebie i dla odmiany sam zaczął krążyć po pomieszczeniu. Od czasu do czasu spoglądał na nią spod przymkniętych powiek. Wyglądał, jakby przed wypowiedzeniem każdego zdania dokładnie zastanawiał się, jak ująć je w słowa, tak by być szczerym, ale nie zranić jej uczuć.
— Wiem. — Skinęła krótko głową i uśmiechnęła się lekko. Ponaglająco.
— Dumbledore nigdy nie był dla nas sprawiedliwy — kontynuował po chwili chłopak. — Zawsze faworyzował Gryfonów. Wiem, że Snape robi to samo ze Ślizgonami, ale na miłość Merlina, dyrektor powinien cenić wszystkich tak samo! W jaki niby sposób reszta szkoły, czy społeczeństwa ma widzieć w nas coś dobrego, skoro już w wieku jedenastu lat jesteśmy skreślani przez decyzję kapelusza i zachowanie Dumbledore'a?
Ginny przyglądała mu się ponuro, ale przytaknęła, zgadzając się z każdym jego słowem.
— To tak, jakby odbywała się tu specjalna selekcja do szeregów Czarnego Pana. Zastanów się, Gin… Większość z nas robi po prostu to, czego oczekują inni. Presja jest ogromna, a dyrektor ani razu nie udowodnił nam, że pomógłby, gdybyśmy poprosili. Nikt nigdy więc nie prosi.
Harry już dawno przeanalizował wszystko, o czym teraz mówił Blaise. Nie chciał burzyć pięknej wizji potężnego jasnego czarodzieja, jaką dla wielu innych stanowił właśnie dyrektor, ale jego zachowanie wzbudzało coraz więcej wątpliwości chłopaka.
Ciekawe, co jeszcze zauważyłeś?
Zerknął z zaciekawieniem na Severusa. Ten wyglądał, jakby z jednej strony zgadzał się z zarzutami swojego podopiecznego, z drugiej zaś, jakby próbował je wszystkie odeprzeć. Jakby za wszelką cenę chciał podtrzymać w sobie wiarę w swojego mentora.
— To dla was poszedłem do Dropsa — Zabini uśmiechał się słabo do Ginny. — Zawsze byłem po stronie Harry'ego. I zawsze będę — zamilkł na chwilę, po czym dodał mniej pewnie: — Dlaczego Voldemort jeszcze żyje? Dlaczego najpotężniejszy czarodziej naszego stulecia nie stanął z nim do otwartej walki aż do wydarzeń z Ministerstwa sprzed półtora roku? Dlaczego powierza losy nas wszystkich w kruche ręce dziecka? Gin, ile razy Harry walczył już z Czarnym Panem w różnych stadiach jego mocy?
— Pięć — odpowiedziała pewnie. — Spotkali się pięć razy i choć Harry miał często pomoc, to jednak nikomu przed nim nie udało się tyle razy ujść z życiem.
— Wiesz, co jest najgorsze? — Blaise odwrócił się tyłem do Gryfonki i sam odpowiedział na własne pytanie: — To dzięki wam odrzuciłem te wszystkie wątpliwości względem Dumbledore'a, a teraz okazuje się, że jednak miałem rację i zaufanie mu było błędem.
— Nie. Dopóki nie zdradzisz się z tymi myślami. I dopóki nie zdradzisz Wybrańca. — Dziewczyna zaśmiała się zuchwale. — Jesteś bezpieczniejszy niż kiedykolwiek byłbyś u boku Toma.
— Ale co ze Snape'em?
— Zapytamy Harry'ego — odparła przysuwając się do niego i ukryła szeroki uśmiech w obojczyku chłopaka.
Snape stał, słuchając tyrady młodego Ślizgona i zastanawiał się ilu jego uczniów myśli podobnie. Rzeczywiście, jeśli spojrzeć na całą tę sytuację z takiej perspektywy, wieloletnie zachowanie dyrektora wydawało się co najmniej dziwne. Nie, żeby Severus nigdy się nad nim nie zastanawiał. Już dawno jednak doszedł do wniosku, że stary Drops ma jakieś problemy natury emocjonalnej i nie wszystko da się z niego wyciągnąć. Okazywanie, czy też udawanie ślepego zaufania to najlepsza droga do jego umysłu. I takie mu też oferował. Przekonał się zresztą, że dało mu to więcej dobrego niż złego, ale wątpliwości zawsze pozostały, choć usilnie starał się je ignorować. A teraz zostały brutalnie wypchnięte na powierzchnię i za nic nie chciały z powrotem zatonąć.
— Ale co ze Snape'em? — Dotarło do niego niepewne pytanie Blaise'a.
— Zapytamy Harry'ego. — Jej i tak cichą odpowiedź stłumił dodatkowo zielony materiał szaty, w który wtulała swoją twarz.
Severus przypatrywał się, jak panna Weasley przylega bez pośpiechu, całym ciałem do swojego chłopaka, ocierając się o niego w zmysłowych powolnych ruchach. Ręka nastolatka wodziła z wolna po jej plecach, pośladkach i udach, aż jednym szybkim gestem uniósł ją do góry, oplatając jej stopy wokół własnych bioder. Stali tak chwilę całując się zawzięcie, po czym Zabini posadził dziewczynę na stole, zostając pomiędzy jej rozchylonymi udami.
Obaj, Naczelny Nietoperz Hogwartu i Złoty Gryfiak, wciąż niedostrzegalni pod doskonale ukrywającymi czarami, obserwowali ten mały pokaz namiętności. Harry uśmiechał się lekko, a Severus ze zdziwienie stwierdził, że na jego twarzy nie widać ani śladu zazdrości. Raczej szczęście. I podniecenie.
Jak desperacko błyszczą ci oczy, Potter. Dlaczego znosisz to tak spokojnie? Bo oni w ciebie wierzą?
Pomiędzy grzesznymi jękami Ginny, kiedy to Blaise rozpinał powoli jej szatę i całował coraz bardziej odsłoniętą szyję, Snape usłyszał słowa, które zburzyły podstawy jego normalnego świata.
— Cholera! Chciałbym, żeby był tu Harry.
— Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić. — Ginny zaśmiała się uroczo, a Severus wpatrywał się z niedowierzaniem to w Złotego Chłopca, to w coraz bardziej roznegliżowaną parę. Po chwili, z cichym krzykiem przyjemności rudowłosa dodała: — Och, Merlinie! Też bym chciała!
Co się, do cholery dzieje?
— Zawsze możemy użyć galeonów — zaproponował chłopak. — Jak nas zobaczy to, albo nie będzie mógł się oprzeć i do nas dołączy, albo popełni kolejne w swoim życiu morderstwo.
Kolejne? Jakie, kurwa kolejne?
— Chciałbyś stracić jego zaufanie? — Ginny zachichotała, ale odsunęła się lekko od rąk i ust, które pozbawiały ją umiejętności racjonalnego myślenia.
— Gin… — Spojrzał na nią uważnie zastanawiając się, czy warto ryzykować i mówić, to co naprawdę myśli. — Gin, jak myślisz, w jakich okolicznościach Snape dowiedział się o Harrym?
— Blaise!
— Nie! Sama pomyśl. Jaka sytuacja wymagała tego, żeby mu się ujawnił? — Ginny wzruszyła tylko ramionami w geście poddania. — Wiesz… Snape, poza salą eliksirów i bez swoich koszmarnych szat jest całkiem gorący — dodał niepewnie. — Może on… oni… Cholera!
Severus, po słowach nastolatka sapnął ze zdziwienia, Harry obok niego dusił się ze śmiechu, a Ginny udawała złość.
— Blaise, psujesz chwilę! Zresztą — rozejrzała się lekko spanikowana po sali — on powinien tu niedługo być.
— Co? Snape?
— Nie, głupku! Harry — odpowiedziała tak czule, że Zabini wrócił do całowania jej drobnych ust.
Wybraniec obserwował swoich przyjaciół i czuł jedynie niewypowiedzianą ulgę. Wierzą mu. Nie uważają go za świra, który wymyśla niestworzone historie!
Jak ja im za to podziękuję? I co im powiem w związku z Snape'em?
Harry, przyzwyczajony do oglądania tej dwójki, wyraźnie zaczynał odczuwać podniecenie. W ogóle by mu to nie przeszkadzało, gdyby nie mistrz eliksirów czający się tuż obok, który nawiasem mówiąc też wyglądał, jakby i na niego działała oglądana scenka.
— Cholera! Chciałbym, żeby był tu Harry — odezwał się w pewnym momencie Ślizgon, a Potter zdusił w sobie wybuch śmiechu.
Spoglądał ukradkiem na Severusa, dostrzegając, że ten obserwuje go z nieskrywanym niedowierzaniem, kiedy padły słowa Ginny:
— Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić. — Dziewczyna zatraciła się na moment w pieszczocie, po czym dodała: — Och, Merlinie! Też bym chciała!
Harry śmiał się cicho, zagryzając wargę. Wspomnienia ich pierwszej wspólnej randki w Londynie wróciły do niego w ułamku sekundy, odrywając od tego, co działo się w sali.
Wspomnienie
Siedzieli w trójkę w jednym z gejowskich klubów Londynu. Wszyscy w eleganckich, drogich, mugolskich strojach.
Wyglądali jak bogate dzieciaki, jeszcze bogatszych rodziców. Krótkie zaklęcie Confundus, rzucone ukradkiem przez Harry'ego pozwoliło im na bezproblemowe wejście, kupno alkoholu i wynajęcie loży. Planowali to wyjście od dłuższego czasu. Blaise uwielbiał wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu odbiegało od normy.
— Nie mogę uwierzyć, że dałam wam się namówić! — Ginny mówiła cicho, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego.
— Teraz już nie możesz się wycofać. — Zabini zaśmiał się wrednie i, całując dziewczynę w policzek, przesunął dłonią po udzie Wybrańca.
— Racja, Gin. Obiecałaś!
Harry przyciągnął Ślizgona do gorącego pocałunku, a ich obserwatorka wypiła kolejno, każdy z przyniesionych właśnie przez kelnera Wściekłych Psów.
— Jeszcze — szepnęła do mężczyzny, nie mogąc oderwać wzroku od dwójki swoich przyjaciół.
— Tak, już… — odpowiedział jej równie cicho.
Nie ruszył się jednak z miejsca wpatrzony w nastolatków z błyskiem w błękitnych oczach.
Blaise wciągał właśnie Pottera na kolana i rozpinał z rozdrażnieniem szereg malutkich guziczków jego koszuli.
Kelner odszedł pośpiesznie, widząc ponaglające spojrzenie Ginny i wrócił po chwili z butelką Metaxy i trzema szklankami.
— Na koszt firmy — mruknął do dziewczyny, dostrzegając jej pytające spojrzenie.
— Durne. Mugolskie. Ubrania! — warczał czarnoskóry chłopak w usta swojego kochanka.
Harry zdążył już zedrzeć z niego kremową marynarkę i czarny podkoszulek.
— Chcę cię! — Oddech Zabiniego był szybki i urywany.
Nalewający alkohol mężczyzna sapnął cicho i próbował wycofać się niepostrzeżenie, kiedy nagle odezwał się drobniejszy z dwójki:
— Zostań. — Spojrzał na niego swoimi zielonymi oczami, oceniając wyzywająco jego sylwetkę. — Jeśli chcesz.
Skinął tylko głową i opadł na kanapę obok zarumienionej Ginny. Chwycił jedną ze szklanek i stukając lekko tą, która należała do dziewczyny, wypił całą zawartość.
— Harry, jesteś pewien?
— Jak przesadzimy, zawsze mogę użyć Obliviate.
Koniec wspomnienia
Harry wracając do rzeczywistości zdołał usłyszeć Zabiniego:
— Wiesz… Snape, poza salą eliksirów i bez swoich koszmarnych szat jest całkiem gorący. Może on… oni… Cholera!
Proszę, proszę. Okazuje się, że pan profesor ma większe wzięcie niż myślał!
Potter zaśmiał się otwarcie dostrzegając niedowierzającą minę Snape'a.
Czas przerwać tę uroczą schadzkę…
Zdejmując nałożone przez siebie czary obserwował jak mistrz eliksirów przybiera swoją standardową maskę i wchodzi za nim do klasy.
— Już jestem — powiedział z uśmiechem widząc zmieszane miny przyjaciół. — I kogoś przyprowadziłem.
olciak123 wybaczam:) i mam nadzieję, że po tym rozdziale rozumiesz już dlaczego to Ginny, a nie inna:P
jgniedziejko na scenę Harry/Hermiona&Ron będziesz musiała jeszcze poczekać(myślę, że do VII części), a coś jeszcze też będzie! cierpliwość jest cnotą(podobno...) xD
Kazu94 nom cóż... Blaise jest uparty, ale na każdego jest sposób:P I tak! Też uważam, że Harry i Sev są słodcy, kiedy się kłócą!
sakaj to ja poproszę te pasy! spotkanie będzie:) choć właściwie nie miałam go w planie, ale co tam xD Postaram się, żeby nastąpiło już w VII części... Jakieś pomysły, co do tego spotkania? Chciałabyś dla siebie Mistrza Eliksirów i rysia... hm, przemyślę to xD
Ruda098 wiem, że rozdział trochę przegadany, ale będzie i więcej obiecanej akcji:) Hm... tutaj musiała przedstawić kilka kwestii.
zubatek naprawdę cieszę się, że Ci się spodobało! Na końcówkę tygodnia planuję następny tekst, więc może też przypadnie Ci do gustu:) pozdrawiam:*
daante hihi, szkoła zadrży! W którymś z najbliższych rozdziałów:] Ach, prawda jest taka, że i mnie zaczęła męczyć ta powtarzalność. Zmiana była niezbędna i myślę, że teraz będzie zdecydowanie lepiej! Hm... i wiesz, ja też uwielbiam mojego Harry'ego:D
