Część 1: Ludzie i Ludzie

~~oOo~~

Tifa leniwie przecierała szmatką szklankę, ignorując całkowicie Reno i Rude'a. Reno w szczególności, ponieważ o obecności drugiego Turka zawsze łatwo było zapomnieć, co udowadniało, że był bardzo niebezpieczny, jeśli tylko chciał.

- Cukiereczku… - Rudzielec pociągnął żałośnie nosem.- Cukiereczku… jeśli mnie nie kochasz, to zadowolę się następną kolejką… proszę…?

Rude pokręcił głową, biorąc od niej butelkę, i nalał swojemu towarzyszowi kolejną szklankę alkoholu.

- Dlaczego akurat dzisiaj musi się zapijać na śmierć, i akurat tutaj?- Brunetka skończyła z naczyniami i teraz przetarła kontuar.

- Szef.

Reno jedynie wzniósł oczy ku niebu.

- I cóż znowu Rufus wymyślił?

- Strife.

Rozmawianie z Rude'em było łatwe i przyjemne, jak wyrywanie zębów, pomyślała Tifa. I bardziej koherentne, niż Reno sam w sobie kiedykolwiek. Szczególnie w jednym z jego ciągów.

- A czego chce od niego?

- Praca.

- A dokładniej może?- Brunetka pokręciła głową, patrząc nagle ponad nimi.- Denzel! Odrobiłeś lekcje?- Przyłapany na wykradaniu się nastolatek zrobił kwaśną minę. Bez słowa wycofał się z powrotem po schodach.- Przysięgam, momentami tracę już cierpliwość.

- Pomóc?

- Nie trzeba, ale gdyby…

Reno uniósł do góry palec wskazujący, przerywając jej.

- To ja nie będę przeszkadzał wam we flirtowaniu, wiecie? Nie musze być piątym kołem u wozu, albo kulanym chocobo!

- …kulawym,- Tifa mruknęła, nie spuszczając wzroku z Rude'a, który przyłożył na moment pięść do ust i odchrząknął.

- No mówię, nie będę kulanym chocobo!

Kobieta postanowiła wrócić do całkowitego ignorowania rudzielca, który rozpoczął tyradę na temat ptaków z defektami kończyn, ich sprawności umysłowej, oraz tego, jak te fakty przekładały się na podobieństwo do jednej osoby znajdującej się w kręgu znajomości wszystkich świętych i ich psa.

- To co z tą pracą? Sama nie widziałam Clouda od dwóch tygodni.

- Gongaga, atak na posterunek. Fauna.

Przerażające tak naprawdę było to, że pomimo niezwykle oszczędnego wysławiania się Turka, oraz trudu, jakiego wymagało wydobywanie od niego informacji, wszystko, co mówił po chwili zastanowienia miało sens. Tifa zaśmiała się.

- Wielki zły potwór uwziął się na biednego Rufusa i postanowił pobawić się jego klockami?- Łysielec rozłożył ręce w geście mającym oznaczać coś pomiędzy 'nie obchodzi mnie to' a 'nie mam zielonego pojęcia'.

- Smok.

- Ale tam nie żyją żadne…- Tifa odwróciła się na dźwięk dzwonka, witając kolejnego z jej 'ulubionych' klientów ciężkim westchnieniem.- Co się dzieje, że wszyscy dzisiaj wypełzacie spod kamieni?

- Ja tylko przyszedłem w poszukiwaniu mojej kuli u nogi,- Stratholm objął Reno w pasie, stojąc za jego stołkiem, i pocałował szyję rudzielca, który niemal natychmiast przybrał na twarzy kolor przypominający barwę jego włosów.

Reno był bezwstydnym flirciarzem, ale ci, którzy znali go w miarę blisko, posiadali wgląd w jeden z najlepiej strzeżonych sekretów: rudzielec nie radził sobie, kiedy to inni z nim flirtowali. A w gruncie rzeczy był monogamistą.

- Żółtodziób,- Turk syknął, opierając czoło o blat.

Stratholm zaśmiał się.

- Dobra, zabieram go, zanim zatopi smutki wystarczająco, by zacząć płakać, a jutro na kacu rozbije swoje dzieciątko,- Rude prychnął, a Reno, odciągany od baru, zadziwiająco nie protestował, pewnie, by oszczędzić sobie wstydu.- Powiedz cześć Rufusowi,- były Turk rzucił jeszcze przed wyjściem.

- Dzięki niech będą Planecie za małe cuda,- Tifa westchnęła i nalała sobie drinka.- Flirtowaniu więc?

Ku jej rozbawieniu, Rude przechylił głowę, jakby spuszczał wzrok, i ponownie odchrząknął w dłoń.

- Tak.

- Nigdy bym nie zgadła.- Mężczyzna wzruszył ramionami. Siedzieli w komfortowym milczeniu przez następną godzinę, aż przerwał im zmęczony głos.

- Co robicie?

- Najwyraźniej flirtujemy,- Tifa doczekała się odkaszlnięcia.

Cloud po chwili niepewności w końcu zaczął wspinać się na schody, zatrzymując tylko na moment, kiedy Rude się odezwał.

- Strife. Rufus.

- Jutro,- trzasnęły drzwi, a po chwili wyraźnie skrzypnęło łóżko.

- Czasami naprawdę się o niego martwię,- brunetka westchnęła. Rude przytaknął i wstał.- Słuchaj, jeśli ze mną flirtujesz, to może zaproś mnie na randkę, co?

Turks aż uniósł w górę okulary, upewniając się, że dobrze usłyszał.


Wsadzenie Reno na motor graniczyło z niemożliwością. Stratholm po dziesięciu minutach prawie się poddał.

- Pradawni, jeśli za chwilę się nie uspokoisz, zostawię cię w śmietniku i sam pojadę.

- Żółtodziób.

- Stary cap.

- Hej, nie jestem…

- Jeśli jestem żółtodziobem, to ty jesteś starym capem, ty kulany chocobo. A teraz prawa noga do góry, i hop,- manewr powiódł się. W końcu.

- Mam nadzieję, że się… że się wyrąbiesz na tym… czymś,- rudzielec ziewnął.

- Spoko, postaram się zamortyzować upadek tobą,- Stratholm zaśmiał się, siadając przed drugim mężczyzną i przekładając jego ręce tak, aby trzymały go w pasie.- Tym razem mnie nie puszczaj, co? Bo serio, zejdę na zawał, w moim młodym wieku.

- To był przypadek.

- To był przypadek, że to przeżyłeś, jełopie.- Motor ruszył, przyśpieszając błyskawicznie do bardzo niebezpiecznej prędkości.- Naprawdę, czasami się zastanawiam, co w tobie widzę, a przede wszystkim, co widziałem, bo obecną sytuację można zrzucić na karb przyzwyczajenia.

- Jestem boski w łóżku.

- Nah, w Wutai miewałem lepsze. Ale musiałem płacić. Oszczędność z pewnością wchodzi w rozliczenie,- wjechali na starą autostradę.

- To już wiem, czemu… czemu nie mogłeś dać znać, ze żyjesz, bo byłeś zajęty z tymi, no…

- Kurtyzanami.

- Tak, kurty… tyza…- Reno zakrztusił się, czując niespodziewane mdłości, i Stratholm zareagował błyskawicznie, zatrzymując motor z piskiem opon.

- Na litość Planety, nie rzygaj mi tu do hełmu!- Blondyn odwrócił się, podnosząc przesłonę rudzielca, po czym zamarł, czując jak tężeją mu mięśnie karku. W świetle księżyca po kamieniach poza estakadą przemknął cień, zaraz po nim drugi i trzeci. Płaskie ciała i wydłużone pyski sprawiały wrażenie silnie zdeformowanych. Jasne błyski wskazywały na metaliczne kły i kolce.

- Też to widziałeś?- Rudzielec spytał przytomniej, trochę z nadzieją.

- Pierdolę to,- Stratholm syknął.- Wracamy i nocujemy w Edge.

- Fuck. Już myślałem, że mam zwidy…

Motor jęknął, zakręcając w miejscu. Były Turk pamiętał coś podobnego, i, pomijając fakt, że było to po prostu niemożliwe, nie zamierzał ryzykować. Stare blizny zaczęły mrowić.

- Delirium tremens byłoby naszym najmniejszym zmartwieniem.


Każdy Turk miał dwie prawdziwe słabości - pierwszą były substancje odurzające (ponieważ przy takim zajęciu prawdziwie wydawało się, że alkohol woła 'chodź do mnie'), drugą – fiksacja własnego rodzaju i wyboru. Reno kochał swoją czarną ślicznotkę. Stormholm dostawał drgawek widząc Fenrira.

- Gaea. To jest istny cud techniki. Szesnaście cylindrów. System zintegrowanych wtrysków. Dodatkowe miejsce na broń.

Reno nie zamierzał wspominać, że słyszał całą tyradę około stu razy. Nie zamierzał wspominać niczego, ponieważ kac groził detonacją czaszki przy każdym oddechu. A jeśli Fenrir tu stał, to Strife gadał z Szefem.

- I do tej pory nie wiem, kto go zrobił, Tuesti czy Highwind, żaden nie gada. Może to było wspólne dzieło…

- Zamknij się,- rudzielec wymruczał, zastanawiając się, czy bezpiecznie było wejść, czy też ryzykował śmierć ze względu na podziurawienie śrutem.

- Estetyka jest wyjątkowa, całkowicie inna od projektów firmy…- Reno zdecydował, że jednak śrut zapewniał wyższy komfort niż słuchanie blondyna, nawet jeśli zaistnieje potrzeba samodzielnego usuwania go za pomocą pęsety.- Nie wspominając o finiszu i…

Rudzielec pozostawił blondyna samemu sobie, zdecydowanie nie był mu już potrzebny do szczęścia. W korytarzu prawie zderzył się ze Strifem, który nawet się na niego nie obejrzał. Nie było to nic niezwykłego, aczkolwiek sprawiał wrażenie, jakby się wyraźnie śpieszył.

- Tego, kurwa, co ugryzło?- Rzucił w powietrze.- Będziesz potrzebował łomu,- dodał głośniej, ignorując zdziwione spojrzenie Clouda, kiedy ten odwrócił się na moment w jego stronę.


Rufus, powiedziawszy szczerze, nie budził w blondynie ani sympatii, ani niechęci. Cloud potrafił, najszybciej ze znanych mu bliżej osób, zaakceptować fakt, że młody Shinra, pomimo swoich podobieństw, diametralnie różnił się od swego ojca niemal we wszystkim. Co nie oznaczało, ze można było swobodnie przejść do porządku dziennego nad niektórymi jego posunięciami. Dlatego nie miał problemu z zachowaniem neutralnego wyrazu twarzy, gdy siadał naprzeciw obecnej głowy korporacji.

- Cieszę się, że znalazłeś czas w swoim napiętym harmonogramie,- sarkazm w głosie młodego mężczyzny można było kroić nożem.

- Jeśli chcesz, żebym coś dla ciebie zrobił, oszczędź sobie niepotrzebnych złośliwości.

Shinra pomasował nasadę nosa. Czuł zbliżającą się migrenę.

- Mamy… 'problem' w Gongadze. Stacjonująca jednostka została zaatakowana, cztery osoby nie żyją, trzy są poważnie ranne. O życie jednej właśnie walczymy,- Rufus westchnął. Jak zwykle, nie doczekał się odpowiedzi, a jedynie uniesionej brwi. Z upływem czasu Strife coraz bardziej przywoływał swoim zachowaniem wspomnienie kogoś innego.- Zgodnie z opisem i ocalałymi nagraniami był to smok. Nibelski.

Blondyn wyprostował się, niemal niezauważalnie, mrużąc przy tym lekko oczy.

- One nie przemieszczają się. Nie bez powodu,- lekko syknął, bardziej do siebie, niż do Rufusa.

- Jestem tego świadom. Eksterminacja z jakiegoś powodu wściekłego smoka może potencjalnie pochłonąć zbyt wiele żyć i zasobów, zagraża również ludności, nie tylko moim operacjom.- Blondyn skinął głową.

- Dotrę tam jutro. Płacisz podwójnie,- Cloud uznał rozmowę za skończoną. Wstał i wyszedł bez pożegnania, jak miał w zwyczaju, a Rufus odwrócił się w stronę okna. Osobiście czuł, że rozpoczęła się lawina – uśmiechnął się na grę słów – która mogła pochłonąć wszystko, co udało się do tej pory odzyskać.

- Mam nadzieję, Reeve, że będziesz wiedział, co należy zrobić,- mruknął.

- Szefie.

- Ah, Reno. Jak to miło, że ty również postanowiłeś pojawić się w końcu na swoim stanowisku pracy,- Rufus usiadł w fotelu.- Sądząc po twoim wyglądzie nie dotarłeś do tego burdelu, który uchodzi za twój dom, więc przebierz się, i, na Pradawnych, umyj zęby, ponieważ twój dech czuć od drzwi. Nie jest przyjemny, zapewniam.

Turk chuchnął w dłoń i powąchał. Bywało gorzej. Pomachał ręką.

- Właśnie. Pod samym Midgarem, były. Stratholm też je zobaczył, Szefie.

- Czyli coś zmusiło go do działania. Za szybko.

Rudzielec odchrząknął.

- To, Szefie… co zamierzasz z nim zrobić? Może nadal być bardzo użyteczny?

Rufus spojrzał na niego zaskoczony.

-Oczywiście, że zabić.


Dopiero po dostrzeżeniu Stratholma pochylonego nad Fenrirem Cloud zrozumiał, co Turk miał na myśli, informując go o potrzebie użycia łomu. Pokręcił głową. Patrząc z tej perspektywy, powinien był zażądać potrójnej stawki.