Odkąd poznał Shawna, Lassiter jeszcze nigdy nie czuł się tak wspaniale. Ta cisza, gdy siedział na posterunku, ten spokój, gdy pracował na miejscu przestępstwa. Nikt mu nie przeszkadzał, nikt go nie irytował, a przede wszystkim, nikt nie robił z siebie i z niego idioty. Decyzja by pociąć Spencera i wbić mu do głowy trochę zasad, okazała się najlepszym pomysłem, na jaki kiedykolwiek wpadł. Henry był przerażony tym, co stało się jego synowi, ale nie był zaskoczony. Domyślał się, że coś takiego się w końcu stanie.
Lassiter usłyszał od niego podziękowania za uratowanie Shawna. W pewnym sensie uratował go, oduczył go tego głupiego zachowania, co w przyszłości może zaowocować tym, że Spencer już nigdy nie wtrąci się w pracę policji. Kusząca wizja, tak łatwa i bliska do osiągnięcia.
Od czasu tego pamiętnego dnia Lassiter nie widział Shawna ani razu, choć ten wyszedł już ze szpitala. To było prawie trzy tygodnie temu, najwyższy czas by upewnić się, czy lekcja dotarła do tego zakutego łba.
Włamanie się do jego mieszkania nie było trudne, drzwi były otwarte, co ze strony Shawna było głupim ruchem.
- Nie zamykamy drzwi, Spencer?
Shawn, leżący do tej pory na kanapie i wpatrzony w telewizor, podniósł się szybko na nogi, od razu robiąc kilka kroków w tył.
- Czego chcesz? – zapytał oschłym głosem. Lassiter nie był jednak głuchy i wyczuł w nim strach.
- Nie martw się, jestem nieuzbrojony. – zapewnił go, unosząc ręce do góry.
Shawn zaśmiał się, robiąc kolejny krok w tył.
- Wybacz, Lassie, ale jakoś trudno jest mi ci teraz zaufać.
- Znowu mówisz mi Lassie? – Lassiter zamknął za sobą drzwi. – Myślałem, że cię tego oduczyłem.
Shawn dotarł do okna, wyjrzał przez nie, oceniając, czy przeżyje, gdyby wyskoczył. Nie było na to szans.
- Czego chcesz? – zapytał jeszcze raz, godząc się ze swoim losem. Nie odsunął się, gdy Lassiter stanął tuż przy nim, zgarbił się tylko i jęknął, gdy detektyw uniósł do góry jego koszulę, odsłaniając zabandażowane rany. Tam, gdzie nóż ugodził najgłębiej, pomiędzy żebrami, opatrunek był nieco czerwony i wyglądał, jakby czerwona plama się powiększała.
- Nie powinieneś tak szybko wstawać. – odezwał się detektyw, klepiąc Shawna po ranie. Nic sobie nie robił z tego, że spowodował tym samym ból. – Mogłeś naderwać szwy.
- Pozwolisz, że się tym nie przejmę.
Shawn pożałował swojej pyskówki, gdy został pchnięty na stojącą obok szafkę. Zatoczył się i złapał się jej krawędzi, by nie upaść.
- Nadal masz odwagę odzywać się do mnie w ten sposób, Spencer? – Lassiter chwycił go za kołnierz koszuli i przyparł do ściany. – Mam ci przypomnieć, co potrafię zrobić z nożem?
- Znowu chcesz mnie pociąć?
- Nie jestem taki głupi, Spencer, by zadawać ci kolejne obrażenia. Każdy by się wtedy domyślił, że to nie nożownik ci to zrobił tylko ja. A ja nie chcę trafić do więzienia.
- Wal się.
To było głupie, wiedział o tym, ale był po prostu wściekły. Lassiter, sprawca jego stanu miał czelność przychodzić do niego po tym wszystkim, co mu zrobił. Bał się go, ale teraz miał większe szanse przeciwko niemu. Lassiter nie mógł użyć niczego, co spowodowałoby trwałe uszkodzenia ciała. Mógł mu tylko grozić. A poza tym, Shawn nie był tym razem sam. Wystarczyło, by krzyknął, a sąsiedzi by to usłyszeli i zawiadomili policję.
- Jesteś bardziej pyskaty niż wtedy u nożownika.
- Bo tym razem nie możesz mi nic zrobić. Sam to powiedziałeś.
- Mylisz się, Spencer. Bardzo się mylisz.
Dłoń Lassitera zacisnęła się wokół jego gardła. Shawn, czuł, że traci oddech. Próbował uciec, chciał kopnąć detektywa, ale mu się nie udało. Kiedy zrobiło mu się ciemno przed oczami, Lassiter w końcu go puścił. Shawn upadł na podłogę, nie podtrzymywany przez detektywa. Łapał spazmatycznie powietrze, trzymając się za obolałe gardło. Rana na boku również piekła, teraz na pewno naderwał szwy.
- Już nie jesteś taki hardy, Spencer?
Shawn skulił się, zastanawiając się, czemu jeszcze nie zaczął krzyczeć.
- Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? – zapytał cicho
- Spencer, dręczyłeś mnie przez dwa lata, też chcę mieć trochę rozrywki. – Lassie przyklęknął przy nim i złapał go mocno za podbródek i zmuszając, by na siebie spojrzeli. – Pytałeś, po co tu przyszedłem. Otóż mam pewną propozycje dla ciebie.
- Co będę z niej miał? – spytał od razu.
- Trochę spokoju. Tu nie chodzi o twoje korzyści, tylko moje. – wyjaśnił powoli i z uśmiechem. – Nie mam pojęcia jakim cudem jesteś taki dobry w tym co robisz, ale szkoda by było zmarnować taki talent.
- Co masz na myśli?
- Będziesz dalej pomagał policji, ale nie na własną rękę. Wszystko, czego się dowiesz, będziesz mówił mnie, rozumiesz? Nie Juliet czy szefowej, tylko mnie.
Shawn przytaknął i schował głowę pomiędzy ramiona, gdy Lassiter go puścił i wstał. Powinien powiedzieć wszystkim o tym, co się wydarzyło. Czemu tak bardzo się bał? Gdyby powiedział ojcu, Lassiter nie żyłby w ciągu godziny, nie mógłby mu nic zrobić za wygadanie się.
Nie rozumiał nie tylko siebie, ale właśnie detektywa. Od czasu ataku zastanawiał się, co się z nim stało. Zawsze był taki? Wstąpiło to w niego nagle, czy kiełkowało powoli? Musiał wiedzieć.
- Nie rozumiem tego, Lassie. – odezwał się, patrząc na detektywa spod przymkniętych powiek. – Czemu się zmieniłeś? Od początku za mną nie przepadałeś, ale nigdy nie pomyślałbym, że zrobiłbyś mi krzywdę.
Lassiter zaśmiał się i znów przykucnął przy młodszym mężczyźnie, ale tym razem nawet go nie dotknął.
- Ty jesteś tym, którym mnie zmienił, Spencer. Gdybyś nie był takim wrzodem na tyłku, nic by ci nie było. Wszystko, co ci się stało, zawdzięczasz tylko samemu sobie i nikomu innemu. – powiedział i poklepał Shawna po policzku nim wstał i podszedł do drzwi. – Pamiętaj o naszej umowie i nie próbuj jej złamać, bo załatwię cię tak, że nawet nie znajdą twojego ciała. A jeśli znajdą, nie będą wiedzieli kim jesteś dopóki nie zbadają DNA.
Shawn zadrżał, wciśnięty pomiędzy szafkę i róg pokoju. Leżał tam, dopóki nie usłyszał odjeżdżającego samochodu. Wtedy się podniósł i usiadł z powrotem na kanapie, trzymając się za ranę na boku. Drżąca ręką sięgnął po telefon i zadzwonił po karetkę. Sanitariusze spytali go, co mu się stało. Wyjaśnił im, że zasłabł i się przewrócił.
