Zostali wezwani na miejsce zbrodni, Lassiter i Jules już tam byli i czekali na nich. Gdy tylko Shawn wysiadł z samochodu, spojrzał na Lassitera. Obserwował go przez cały czas, który spędzili na miejscu. Shawn odegrał swoje przedstawienie, może tylko nieco mniej entuzjastycznie niż zazwyczaj, a potem odkrył pewną prawidłowość pomiędzy ofiarą a podejrzanym i powiedział o tym Gusowi. Wszystko tak jak zwykle. Ale nic nie było jak dawniej.
Shawn czuł na sobie wzrok Lassitera. Zawsze go czuł, ale teraz miał wrażenie, jakby łaziły po nim robaki, setki robaków. Gdziekolwiek by nie poszedł, cały czas czuł to spojrzenie i widział uśmiech satysfakcji.
- Shawn, idziemy?
- Gdzie?
- Do sklepu, o którym mówiłeś. Chciałeś tam znaleźć pracownicę, z którą spotykał się Brandon.
- Musimy powiedzieć Lassiterowi.
- Shawn, nie rozumiem tego. Czemu nagle o wszystkim mu mówisz?
Chciał powiedzieć Gusowi wszystko. O tym jak Lassiter pociął go w kryjówce nożownika, jak przyszedł do niego do domu i groził śmiercią. To nie była ostatnia wizyta Lassitera, przychodził jeszcze wiele razy by przypomnieć Shawnowi, kto teraz rządzi i kogo ma się słuchać. Nigdy nie zostawiał śladów swoich wizyt, nie ranił go, ale Shawn za bardzo się bał, by się sprzeciwić. Wiedział, że Lassiter znajdzie kolejną okazję, by nauczyć go posłuszeństwa.
- Ja po prostu... – powiedz mu. Powiedz mu! – Po tej sprawie z nożownikiem mam wrażenie, że znowu posunę się za daleko. A to przecież praca Lassitera, nie? My jesteśmy tylko konsultantami, nie musimy przypisywać sobie zasług.
- Wybacz, Shawn, nie wiedziałem. – powiedział Gus i wrócił do samochodu.
Dalej nie wiesz.
- Shawn?
Juliet. Jedyna osoba oprócz Gusa, na której Shawn mógł polegać. Czuł, że to nawet jej prędzej wyjawi sekret Lassitera, niż swojemu przyjacielowi z dzieciństwa.
- Hej, Jules. Co słychać? – zapytał z uśmiechem.
- Ostatnio dziwnie się zachowujesz. Wszystko w porządku?
Shawn miał ochotę powiedzieć jej wszystko tu i teraz, kiedy patrzyła na niego z troską, ale wiedział, że Lassiter ich obserwuje. Zastanawiał się, ile zdążyłby przeżyć, zanim detektyw wyciągnąłby broń i zastrzelił ich oboje. Zapewne niewiele.
- Ja się dziwnie zachowuję? Jestem taki jak zawsze. Może duchy są tylko trochę ospałe.
Jules uśmiechnęła się, ale nie była w pełni usatysfakcjonowana odpowiedzią.
- Jakby coś było nie tak, zawsze możesz ze mną pogadać.
- Dzięki.
Shawn poczuł nagle obecność Lassitera. Wiedział to nawet bez odwracania się i nie musiał być medium, by to wyczuć. Nie mylił się, już po chwili detektyw stanął obok Juliet, w dłoni trzymał kubek z kawą.
Shawn nie odsunął się, nie wzdrygnął, nie mógł tego zrobić. W pobliżu Lassitera musiał zachowywać się normalnie, jak gdyby nic się nie stało, choć tak naprawdę wewnątrz drżał ze strachu o swoje życie.
- Odegrałeś swój cyrk, Spencer, teraz możesz iść.
Shawn wiedział, co to znaczy. Miał się oddalić i grzecznie wysłać wszystko co wiedział do Lassitera, a potem mu nie przeszkadzać.
- Wyluzuj, Lassie. Jesteś za bardzo spięty.
Shawn zabrał detektywowi kubek i oddalił się szybko. Nie miał pojęcia, czy nie przeholował, ale musieli odgrywać dalej to przedstawienie. On musiał, inaczej Lassie by go zabił.
Nie zrobił nawet trzech kroków, gdy Lassiter złapał go za ramię - nieco mocniej, niż zrobiłby to kiedyś – i odebrał swoją kawę.
-Carlton, puść go. – powiedziała Jules.
Lassiter usłuchał i puścił Shawna, który szybko pognał do wozu Gusa.
- Irytuje mnie. – mruknął Lassiter.
- Sporo przeszedł ostatnio. Martwię się o niego, nie jest sobą. Tak jakby wtedy w kryjówce nożownika wydarzyło się coś jeszcze, czego nam nie mówi.
Lassiter nic nie powiedział, ale słowa Jules zostały mu w głowie na cały dzień.
xxx
Ciepła woda rozluźniła spięte mięśnie Juliet, gdy stała pod prysznicem. To był ciężki dzień, ale poszło im zaskakująco szybko ze sprawą. O dziwo, Lassiter rozwiązał wszystko bez pomocy Shawna.
Znowu o nim myślała. Od sprawy z nożownikiem myślała o Shawnie bardzo często i najwyraźniej tylko ona. Nikt inny się nie martwił, nawet Henry czy Gus. Lassiter w ogóle się tym nie przejmował, choć obserwował Shawna bardzo często. Pewnie nie chce znowu pisać długiego protokołu, pomyślała Jules przypominając sobie irytację partnera, gdy musiał spisać raport z akcji, w której ranny został Shawn.
Jules zakręciła wodę, owinęła ciało i włosy ręcznikami i wyszła z łazienki. Jedzenie, które odgrzewała się w międzyczasie w mikrofalówce było gotowe, więc szybko przebrała się w coś wygodnego i zasiadła do kolacji, oglądając przy tym telewizję. Leciał właśnie pokaz magicznych sztuczek, który przypomniał jej Shawna. Czasami nie wierzyła, że jest medium, ale chciała wierzyć. Miała nadzieję, że może następnym razem uchroni go to przed niebezpieczeństwem. Ostatnim razem nie uchroniło. Gdyby nie Lassiter, Shawn by nie żył. Ona sam też mogła się pospieszyć, Shawn do niej dzwonił, prosił o wsparcie. Nie wydawał się wtedy przerażony, nożownik musiał zaatakować chwilę potem.
Czasami Jules obwiniała się o to, że nie dojechała na czas. Mogła go uratować, wiedziała to. Gdyby tylko wybrała inną drogę.
Gdy skończył się program, skończyła akurat jeść. Nie miała ochoty na zmywanie, więc postanowiła od razu położyć się do łóżka. Zamykała właśnie drzwi do sypialni, gdy usłyszała dzwonek do drzwi.
Shawn, pomyślała. Chciała, by to był Shawn, który w końcu powie jej, co się stało.
Przez swoją nadzieję kompletnie dała się zaskoczyć zamaskowanemu napastnikowi, który przyłożył jej nóż do szyi, gdy tylko otworzyła drzwi.
Jules była uczona, jak reagować na taką sytuację, wiedziała, co powinna zrobić, ale jej napastnik również zdawał się to wiedzieć, bo wyprzedzał każdy jej ruch o krok. Szybko znalazła się na jego łasce, niezdolna do walki.
- Czego chcesz? – zapytała. – Pieniędzy?
Mężczyzna – wiedziała, że to mężczyzna – nie odpowiedział tylko popchnął ją na podłogę. Wylądowała na brzuchu, napastnik usiadł jej na lędźwiach i przytrzymał jej nadgarstki. Jules chciała się wyszarpać, ale był zbyt ciężki, by go zrzucić. Nóż ponownie znalazł się przy jej szyi.
- Nie ruszaj się. – odezwał się mężczyzna zachrypniętym głosem, którego Juliet nie mogła rozpoznać.
- Czego chcesz? – zapytała znowu. Starała się przełykać delikatnie ślinę, bo gdy tylko to robiła, skóra stykała się z ostrzem noża.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni sznur i związał jej ręce oraz nogi, a potem poszedł przeszukiwać mieszkanie. Jules słyszała, jak zrzuca przy tym rzeczy na podłogę. Tak jakby szukał czegoś szczególnego.
Chciała wykorzystać to, że jest sama i doczołgała się z trudem do szafki, w której trzymała broń. Nie miał pojęcia, jak ją otworzyć, ale musiała spróbować. Nie mogła pozwolić temu draniowi okraść jej dom i uciec. Nim jeszcze zdążyła coś zrobić, mężczyzna wrócił i szybko do niej podszedł, przykładając jej znowu nóż do szyi. Nic nie mówił, po prostu ją trzymał, raz po raz przejeżdżając ostrzem po skórze, która w końcu nie wytrzymała i została przecięta.
Juliet syknęła z bólu. Chciała się odsunąć, ale nie miała jak. Spróbowała jeszcze raz i to był jej błąd. Mężczyzna dźgnął ją nożem w brzuch, a potem jeszcze raz, tym razem nieco wyżej. Jules była w takim szoku, że nawet nie krzyknęła, gdy raz po raz nóż znikał w jej ciele. Nie była w stanie powiedzieć, jak długo to wszystko trwało, bo mężczyzna przerwał nagle. Potem usłyszała już tylko dźwięk odbezpieczanej broni i strzał, po którym nie czuła już nic.
xxx
Shawn był w domu, gdy usłyszał o tym, że Juliet trafiła do szpitala. Nie dowiedział się o tym pierwszy i nie od razu po całym zajściu. Było południe, gdy odebrał telefon od szefowej, Jules była już po operacji, podczas której wyciągnięto jej pocisk z brzucha i zajęto się ranami kłutymi. Shawn potrzebował około 15 minut, by dojechać do szpitala i wpaść jak huragan do pokoju Jules. Uśmiechnęła się, gdy go zobaczyła.
- Shawn.
- Jules, wszystko w porządku? – zapytał i podszedł do jej łóżka. – Kto ci to zrobił?
Dobrze wiedział kto, ale nie dopuszczał do siebie tej myśli. Nawet po tym, co przeżył na własnej skórze, trudno mu było uwierzyć, że Lassiter mógł zaatakować Juliet. Lubił ją, czemu miał to robić?
- Włamywacz. – odparła słabo. – Chyba wiedział, że jestem gliną.
Oczywiście, że wiedział. Pracuje z tobą, pomyślał Shawn. I to moja wina. Gdybym go nie zdenerwował, nie zrobiłby tego.
- Jules, przepraszam cię. – powiedział cicho.
- Za co? To nie twoja wina.
- Właśnie, że moja. – Shawn zaczął cały drżeć. Teraz była idealna okazja, by powiedzieć Jules prawdę. – Jules, nożownik...
- Spencer. – gdyby nie samokontrola, Shawn podskoczyłby na dźwięk swojego imienia, które wypowiedział Lassiter stojący w progu sali. – Daj jej odpocząć, a nie denerwujesz ją swoimi głupotami.
Był w tarapatach. Lassiter słyszał całą rozmowę, musiał się domyślić, co chce powiedzieć, dlatego to przerwał. Shawn nie zamierzał być teraz blisko niego, bo gdy tylko nadarzy się okazja, Lassiter go zabije.
- Pójdę już. – powiedział szybko.
- Shawn, nie musisz...
- Do zobaczenia, Jules. – mam nadzieję, dodał już sam do siebie i minął Lassitera, który nawet nie próbował go zatrzymać.
xxx
Shawn zawahał się nim wszedł do domu swojego ojca. W końcu zdecydował się nie być dłużej tchórzem. Lassiter przesadził atakując Jules. Shawn mógł wytrzymać swój ból, ale nie ból bliskich przyjaciół.. Jules zapewne żyła dalej tylko dlatego, bo detektyw trochę ją lubił, ale drugi raz nie skończyłoby się tak dobrze. Shawn nie mógł dłużej ryzykować życia swoich bliskich.
- Tato, musimy pogadać. – powiedział Shawn. Zastał ojca przed telewizorem, oglądającego jakiś serial.
- Jestem zajęty.
- To ważne.
Henry westchnął.
- O co chodzi?
- Słyszałeś, co się stało z Jules?
- Tak i co?
- Wiem kto to zrobił.
Shawn czuł narastającą panikę. Miał wrażenie, że Lassiter gdzieś tu jest i go obserwuje, tylko czekając na odpowiedni moment na zabicie go, gdy Shawn zagroził mu wyjawieniem prawdy, którą musiał powiedzieć.
- To był Lassiter, tato. – powiedział cicho. – On jej to zrobił i... – Shawn przyłożył dłoń do miejsca, gdzie został mu wbity nóż. – To też jego sprawka. To nie był nożownik, to cały czas był Lassiter.
- Shawn...
- Nie żartuję, to nie jest żart! – krzyknął, uprzedzając ojca przed posądzeniem go o kłamstwo. Łzy zaczęły mu spływać po policzkach i wtedy Henry zrozumiał, że Shawn nie żartuje.
- Musisz go powstrzymać, bo zabije Jules, a potem mnie. O boże, zostawiłem ją z nim samą.
xxx
- Shawn naprawdę zachowuje się dziwnie.
Lassiter słuchał swoją partnerkę tylko jednym uchem. Był bardziej zaabsorbowany jej kroplówką. Zastanawiał się, ile czasu zajęłoby lekarzom odkrycie, że jest zniszczona.
- Tak sądzisz? – zapytał, patrząc na Juliet.
- Chciał mi coś powiedzieć zanim się pojawiłeś. Teraz już pewnie mi nie powie.
Lassiter spojrzał na zegarek. Nie miał wiele czasu, musiał się spieszyć.
- Ja mogę ci powiedzieć prawdę. – zaoferował.
- Shawn ci powiedział? – zdziwiła się, ale potem dotarło do niej, że Lassiter uratował wtedy Shawna, musiał znać część prawdy, a resztę pewnie powiedział mu Shawn, który nie bał mu się zwierzyć.
-Niezupełnie. – Lassiter niezauważenie wyciągnął z kieszeni nóż, który zaczął ze sobą wszędzie nosić. Nim Juliet zorientowała się, co chce zrobić, przeciął rurkę kroplówki i wyłączył maszyny pokazujące funkcje życiowe. – Widziałem wszystko bardzo dokładnie.
- Carlton... Powiedz, że ty nie...
Juliet chciała dosięgnąć pilota, który wezwałby tu pielęgniarka lub kogokolwiek innego, ale Lassiter był szybszy.
- Nie chcę, żeby ktoś nam przeszkadzał. – wyjaśnił i zamknął drzwi. – U ciebie w domu nikogo nie było.
- To jakiś chory żart., Carlton?
- Czy wyglądam jakbym żartował?
Lassiter nie ukrywał satysfakcji, gdy zobaczył przerażenie na twarzy Juliet. Było takie podobne do tego, które pokazał Shawn w kryjówce nożownika. Żałował, że nie ma więcej czasu, by się zabawić.
- Skrzywdziłeś Shawna. – to nie było pytanie. – Dlaczego?
- Bo mnie irytował i wtykał nos w nie swoje sprawy. Tak jak ty to zrobiłaś. Ale i ja popełniłem błąd. Atakując cię, zachęciłem tylko Spencera to powiedzenia prawdy. W pewnym sensie, masz szczęście. – Lassiter podszedł do szafki stojącej w kącie i wyciągnął z szuflady strzykawkę wypełnioną nieznanym mu lekiem. – Nie wiem co to, ale wyglądała zachęcająco.
- Nie zrobisz tego. – szepnęła Juliet, widząc jak detektyw przysuwa się do niej. – Nie zabijesz mnie.
- Skąd ta pewność? – Lassiter wbił strzykawkę w udo kobiety i docisnął tłok do samego końca. – Śpij dobrze.
- Nie uciekniesz, Carlton. Ktoś cię dopadnie, Shawn na pewno już jest na policji. – powiedziała słabym głosem. Zaczynało jej się kręcić w głowie.
- Żegnaj, O'Hara.
xxx
- Karen!
- Henry, czy jest konkretny powód, dla którego tak krzyczysz?
Karen od razu pożałowała swojego pytania, gdy zobaczyła przerażonego Shawna, rozglądającego się po posterunku w poszukiwaniu czegoś lub raczej kogoś. Sprawa musiała być naprawdę poważna.
- Znajdź jak najszybciej Lassitera. – powiedział Henry. – Ten sukinsyn nie może uciec.
- Co masz na myśli?
- To on zranił Shawna w kryjówce nożownika i to on zaatakował Juliet w jej domu.
Henry nie zdziwił się, gdy Karen spojrzała na niego, jakby wyrosła mu druga głowa.
- Henry, Lassiter to mój najlepszy człowiek, zapewniam cię, że nie jest groźny.
- Nie kłamię. – odezwał się Shawn. – Błagam, wyślij kogoś do szpitala, on tam jest z Juliet!
Karen zawahała się tylko przez chwilę.
- Buzz!
- Tak, szefowo?
- Wyślij do szpitala trzech funkcjonariuszy. Kolejnych trzech poślij do do Lassitera. Znajdź go i przyprowadź, ale uważaj.
- Czy detektyw...
- Idź.
Buzz przytaknął i zaraz potem już go nie było.
- Będzie z nią w porządku, Shawn. – zapewniał syna Henry. Ale Shawn mu nie wierzył, bo policja już była spóźniona. Czuł to. Lassiter osiągnął swój cel wobec niego, sprawił, że pożałował, że żyje.
xxx
Juliet przeżyła. Pomimo odłączenia urządzeń, lekarze zdążyli ją uratować nim było za późno. Lassitera już wtedy dawno nie było w szpitalu, a gdy Buzz dojechał do jego domu, zniknęła część jego rzeczy, a także samochód, który znaleźli porzucony kilka kilometrów dalej. Mimo to Shawn wiedział, że detektyw – teraz już były – jest gdzieś wciąż w Santa Barbara i obserwuje każdy jego ruch. Z tego powodu Shawn dostał ochronę i zamieszkał tymczasowo u swojego ojca. Ale nawet policja i Henry nie mogli być ciągle przy nim, nie byli w stanie go pilnować przez całą dobę i choć Shawn wciąż się bał Lassitera, wyszedł z domu bez nikogo do pomocy. Nie był długo sam.
- Wyszedłeś na spacer, Spencer?
Shawn poczuł na szyi zaciskające się ręce. Nie tracił oddechu, ale tylko milimetry o tym decydowały.
- Lassie.
- Jak się czuje O'Hara?
Nie odpowiedział mu, nie miał takiego zamiaru. To pytanie go rozzłościło, oczami wyobraźni był w stanie zobaczyć uśmiech Lassitera, gdy je zadawał.
- Czego wciąż ode mnie chcesz?
- Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy tym razem. – zapewnił, choć było to kłamstwo. Gdyby zaszła taka potrzeba, zraniłby Shawna. – Przyszedłem podziękować.
- Podziękować? – zdziwił się Shawn. – Za co?
- Za to, że pokazałeś mi, kim naprawdę jestem. – miał na myśli całą swoją psychopatyczną stronę, która ujawniła się tamtego dnia w kryjówce nożownika. – Nigdy bym nie pomyślał, że to może być takie zabawne.
- Zadawanie ludziom bólu? Jesteś chory, Lassie. Kiedyś uważałem cię za przyjaciela, a teraz omal mnie nie zabiłeś.
- Nie zabiłbym cię. Za bardzo lubię patrzeć, jak cierpisz. Do zobaczenia, Spencer.
- Nie żegnasz się na zawsze? – spytał zawiedziony. Lassiter powoli zabrał ręce z jego szyi.
- Jeszcze się spotkamy. Być może szybciej niż myślisz.
Chwilę potem już go nie było, a Shawn poczuł, jak kręci mu się w głowie. Był wolny. Na razie.
Kilka miesięcy później przeczytał o brutalnym zabójstwie w stanie Arizona. To mógł być każdy, ale on wiedział, że to Lassiter, który gdzieś tam jest i czeka cierpliwie, by wrócić do Santa Barbara.
