Od autorki: A oto i obiecana kontynuacja – nawet nieco wcześniej niż zapowiadałam. Z tego miejsca chcę serdecznie podziękować Wam za wszystkie komentarze jakie ukazały się pod pierwszym rozdziałem. Cieszę się, że historia Was zainteresowała i sądzę, że macie teraz przed swoimi oczami godne jej dokończenie. Enjoy!

Niebetowane.

Ach, jeszcze jedno. Nie zabijcie mnie, dobrze?


Minęły ponad dwa miesiące odkąd Cesilia na dobre zagościła w życiu Severusa Snape'a. Rzecz niespotykana – roztaczający grozę i plujący jadem na prawo i lewo Mistrz Eliksirów przywiązał się do kuguchara. Rzecz jeszcze dziwniejsza – owy kuguchar przywiązał się niego i najwyraźniej nie zamierzał się nigdzie wybierać najbliższej przyszłości. Mężczyzna nie potrafił tego racjonalnie wyjaśnić, ale kotka kojarzyła mu się w pewien sposób z Hermioną – może to przez jej niezależność, albo odwieczną miłość do zwierząt, nie wiedział. Teraz kugucharzyca wdzięcznie łasiła się do jego nóg, podczas gdy on sam rozmawiał z Dyrektorką, siedząc w jej gabinecie.

- Wiem, że masz szlabany do nadzorowania Severusie… - mówiła niepewnie starsza kobieta.

- Ostatnio gdy sprawdzałem nie byłaś moim podręcznym organizerem, czyżby coś się zmieniło? – wytknął uszczypliwie, schylając się by podnieść kotkę i wziąć ją na kolana. Niezmiernie go drażniło gdy Ces łasiła się do niego, a ona zdawała się być tego doskonale świadoma. Przypuszczalnie tylko dlatego to robiła.

- Chodzi mi o to, że gdybyś potrzebował czasu na poukładanie sobie swojego życia, to zawsze możesz na mnie liczyć – czarownica wysłała mu delikatny uśmiech.

Wypowiedź starszej pani pokryła się z przeraźliwym miauknięciem kugucharzycy.

- Ces, nie musiałaś wlec tu swojego futrzastego tyłka. Mogłaś zostać w lochach, więc przestań jęczeć – jego oświadczenie zostało skwitowane obrażonym fuknięciem i kotka zeskoczyła z jego kolan, by za chwilę powędrować do Minerwy.

- Minerwo, minęło już wiele lat odkąd widziałem pannę Granger ostatni raz i zaświadczam, że zamknąłem za sobą ten rozdział. Jestem jak najbardziej zdolny do wykonywania moich obowiązków, a twoje matka-syn gadki szmatki bynajmniej nie są mile widziane – nie umknęło uwadze starszej kobiety, że jego rysy stężały odrobinie na wspomnienie o byłej Gryfonce.

Mistrz Eliksirów uważnie obserwował kulkę pomarańczowego futra siedzącego pod biurkiem, które wyglądało niebezpiecznie tak jakby żywiło urazę. Przypomniał sobie gdy McGonagall po raz pierwszy ujrzała Cesilię. Czarownica pobladła i omal nie pisnęła z zaskoczenia, a Ces – Severus zawsze wiedział, że koty bywają czasem opętane przez Szatana, zawsze – rozjuszona skoczyła na nią, głośno sycząc i nic sobie nie robiąc ze śmiechu Severusa. Można powiedzieć, że się nie polubiły. Jakkolwiek później Minerwa zdołała nawiązać z kugucharzycą rozejm, prawdopodobnie korzystając ze swoich zdolności animaga. Teraz jedynie czasem patrzyła na kotkę smutnym wzrokiem, jakby znała jakiś jej brudny sekret – i to taki niemający nic wspólnego z siadaniem na każdej otwartej książce i czytaniem pozostawionej przez Severusa otwartej strony. To odkrył już dawno, dzięki rozlicznym kępkom sierści znajdowanym w owych księgach. I bynajmniej nie chciał rozważać faktu, że koty nie powinny umieć czytać w tej i w jakiejkolwiek innej alternatywnej rzeczywistości.

Minerwa wsparła głowę na rękach i westchnęła ciężko.

- Masz rację, Severusie to nie ma sensu. Zabierz Cesilię i wracajcie do lochów. I pamiętaj że pierwszoroczni Ślizgoni nie mają w tej szkole żadnej specjalnej taryfy ulgowej. W wolnym tłumaczeniu: za podlatywanie na miotłach do okien w sypialniach dziewcząt i podglądanie ich gdy się przebierają, w dodatku po ciszy nocnej, jak najbardziej należy się szlaban.

Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie. Osobiście był bardzo dumny z pomysłowości swoich podopiecznych.

- Zapamiętam. Chodź Ces, idziemy.

Kotka okręciła się dwa razy wokół nóg McGonagall, jakby w ramach pożegnania, po czym radośnie pokłusowała za swoim przybranym właścicielem. Do drzwi odprowadziło ich smutne spojrzenie Minerwy.


Młodej Niewymownej Hermiony Granger nigdy nie odnaleziono i Ministerstwo dwa tygodnie temu oficjalnie opublikowało jej nekrolog, uznając ją za uprowadzoną i zamordowaną. Nie można wszakże zaprzeczyć, że nawet po wojnie przyjaciółka Harry'ego Pottera była rozpoznawalna i wielu ludzi, którzy po cichu nadal wspierali idee Czarnego Pana oraz niedobitków Śmierciożerców, chciało ją dopaść. Severus już wcześniej liczył się z tą możliwością, dlatego wiadomość nie wstrząsnęła nim aż tak bardzo, co z kolei wstrząsnęło Minerwą. Mistrz Eliksirów był na tyle inteligentny by wiedzieć, że prawda wydrukowana czarnymi literami na białym papierze, nie staje się przez to ani odrobinę bardziej prawdziwa niż była wcześniej. Jego serce krajało się na myśl o losie jaki spotkał Hermionę, ale nic nie mógł na to poradzić. Może, gdyby kilka lat temu postąpił inaczej i nie wyrzucił jej ze swojego życia, może wtedy mógłby jakoś ją przed tym uchronić… Ale był na to zbyt słaby.

Mężczyzna zerknął na srebrny, kieszonkowy zegarek z wizerunkiem węża – prezent od Granger. Kobieta dobrze wiedziała o jego pragnieniu perfekcjonizmu, zawsze wymagał tego zarówno od innych, jak i od siebie i w związku z tym, co roku na urodziny wręczała mu jeden z takich zegarków. Były piękne i stanowiły jedną z nielicznych pamiątek jakie mu po niej zostały. Według pokrytych łuską wskazówek, było już grubo po północy, a on siedział w gabinecie i zaczytywał się w jakichś pracach badawczych amerykańskich eliksirowców. Severus ziewnął szeroko i przeciągnął się. Najwyższy czas spać. Nie mając siły na porządkowanie papierów, zdecydował, że zajmie się tym rano i udał się do sypialni. Widok który zastał po drodze, w salonie sprawił, że się zatrzymał.

Na wyświechtanym burgundowym fotelu leżała zwinięta Cesilia. Ogarnęła go wściekłość.

- Durny sierściuchu, tyle razy powtarzałem, że TEN fotel nie jest dla ciebie. Możesz sobie łazić po całym domu, ale wara od tego fotela – podszedł do siedziska i w dość brutalny sposób zrzucił zwierzaka na ziemię. Jego zachowanie było zupełnie bezsensowne, zdawał sobie z tego sprawę, ale nie mógł nic na to poradzić. To był fotel jego Hermiony, ten sam który przyniosła tu gdy z subtelnością hipogryfa wepchnęła się do jego życia po zakończeniu szkoły, i tylko ona mogła na nim siedzieć. Już od kilku lat stał pusty i przedstawiał sobą obraz całkowitej nędzy i rozpaczy, upodabniając się tym samym do wnętrza serca samotnego mężczyzny.

Kotka nie prychnęła nań oburzona, nie uciekła przestraszona do innego pokoju – nigdy się go nie bała. Tylko dwie osoby nie okazywały strachu przed jego furią – Albus i Hermiona. Kolejny powód, który sprawiał, że Ces kojarzyła mu się z ukochaną. Koty kiedyś były czczone jak bogowie i najwyraźniej nigdy tego nie zapomniały. Zwierzak jedynie przekrzywił rudą główkę i uraczył Severusa inteligentnym spojrzeniem bursztynowych oczu.

- Znikaj stąd, natychmiast – warknął, machając jednocześnie ręką w bliżej nieokreślonym kierunku.

Cesilia patrzyła na niego jeszcze przez chwilę po czym wstała i spokojnie odeszła w kierunku wyjścia z jego komnat. Severus miał jedynie nadzieję, że wróci. Tak jak uprzednio z pewną temperamentną Gryfonką, związał się z tą upartą kugucharzycą.


Był ciepły majowy wieczór, słońce powoli chyliło się ku zachodowi, ustępując miejsca księżycowi. Severus Snape z kamienną twarzą i ciężkim sercem stał w swoim niewielkim salonie i wpatrywał się w tańczące na palenisku płomienie. Jego… Hermiona bardzo lubiła ogień i od kilku lat w ich kominku ogień nie przygasał nawet na chwilę.

Mężczyzna czekał na powrót kobiety i rzucił jeszcze raz okiem na dom aby upewnić się, że przygotował już wszystko. Połowa szafek i półek została opróżniona, a ubrania i inne własności spakowane do dużego kufra, który teraz stał obok ciemnoczerwonego fotela. Widok ten do złudzenia przypominał mu sytuację jaką zastał po powrocie do swoich komnat gdy Gryfonka ukończyła szkołę, tylko, że teraz było zupełnie odwrotne.

Drzwi uchyliły się i do środka wpadła uśmiechnięta kobieta.

- Witaj Severusie – szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz i podbiegła do stojącego nieopodal mężczyzny aby go pocałować. Gdy ten nie tylko nie oddał pocałunku, ale też nawet jej nie przytulił odsunęła się i przyjrzała uważnie jego obliczu, które wykrzywił teraz sadystyczny grymas.

- Coś się stało? – zagubiona rozejrzała się po pokoju i uśmiechnęła się gdy zobaczyła pakowny kufer.

- A jednak wyjeżdżamy? Mówiłam ci, że to wspaniały pomysł! – rzuciła się na ukochanego i chciała go wycałować za wszystkie czasy, ale tym razem on zareagował. Brutalnie odepchnął od siebie zdziwioną kobietę i po raz pierwszy przemówił.

- Ty wyjeżdżasz – jego głos był lodowaty, taki jakiego nie słyszała odkąd przestał być jej nauczycielem. Założył ręce na piersi i przyjrzał się jej krytycznie. Niewysoka, z burzą zawsze potarganych oczu, dość krągła, z wielkimi bursztynowymi oczami. Żaden cud natury.

- O co chodzi Severusie? – zapytała bezbarwnym głosem wpatrując się w niego.

- Parafrazując, wyprowadzasz się – oświadczył dobitnie.

- JA się wyprowadzam? Sama?

- A niby z kim?

-Hm… pomyślmy, z pewnym zdziadziałym nietoperzem, z którym mieszkam od kilku lat? – Hermiona wyraźnie nie wiedziała co się działo.

- A niby na jakiej podstawie ubzdurałaś sobie, że miałbym się wyprowadzać z tobą? – złośliwy uśmiech.

- Severusie?

- Jesteś tak głupia, że nie rozumiesz co się do ciebie mówi? JA nigdzie się stąd nie ruszam, po prostu nie chcę tu dłużej twojej obecności.

W oczach byłej Gryfonki błysnęła uraza, a jej sylwetka zaczęła się nieznacznie trząść.

- O czym ty, na Merlina, mówisz? – głos także jej drżał.

- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego idiotko. Naprawiam swój błąd sprzed kilku lat, powinienem był wykopać cię już wtedy.

Na Hermionę najwyraźniej spłynęło zrozumienie, spojrzała na swój kufer – ten sam który przyniosła tu przed latu.

- Po co ci to było? Ta zabawa mną? – kobieta była wyraźnie bliska płaczu, ale Severus najnormalniej w świecie zignorował ten fakt.

- Jestem mężczyzną i jak sama wiesz mam swoje potrzeby. Z powodu mojej niezbyt wyjściowej twarzy nie mam powodzenia u kobiet, a nie ufam płatnym dziwkom. Poza tym jednorazowe przygody nie dają mi należytej satysfakcji. Natomiast ciebie mogłem wychować tak jak chciałem i w efekcie byłaś znacznie bardziej zadowalająca niż przeciętna kurwa. Zadowalająca, bo nigdy nie byłaś wybitna – machnął różdżką podrywając jej kufer w powietrze i wysyłając ją za drzwi . – Wyjdziesz sama, czy potrzebujesz w tym pomocy?

Hermiona bladła coraz bardziej, a łzy płynęły po jej twarzy. Dopiero gdy nawiązał do ocen szkolnych coś w jej twarzy pękło. Rozpłakała się na dobre i poczerwieniała. Kręciła nieustannie głową, jakby nie przyjmując do wiadomości tego co się działo, a gdy jej kufer wyfrunął na zewnątrz ujrzała czubek różdżki Snape'a skierowanej w jej stronę – najwyraźniej miała zaraz podzielić los kufra. Zdeterminowana podeszła do niego i włożyła całą miłość jaką czuła przez te lata, ból i nienawiść w potężne kopnięcie wymierzone w przyrodzenie mężczyzny. Trzeba mu przyznać – twardy zawodnik – stęknął, ale nie skulił się. Wpatrywał się jedynie tępo w jakiś punkt nad jej ramieniem, jakby były tam wypisane odpowiedzi na wszystkie pytania świata.

Zrobiła trzy kroki podchodząc do niego i wspinając się na palce pocałowała go delikatnie w szczękę po czym zamknęła oczy i zaciągnęła się jego zapachem.

- Żegnaj Severusie.

Drzwi zatrzasnęły się za wychodzącą kobietą i serce Severusa pękło na milion maleńkich kawałeczków.


Koszmar powtarzał się raz po raz, niczym zacięta taśma w magnetowidzie, przypominając mu jakim bydlakiem jest. Tej nocy Severus nie spał dobrze, a Cesilia ułożyła się na poduszce obok jego głowy i zlizywała słone łzy z twarzy mężczyzny.


Severus otworzył jedno oko i ujrzał duże, bursztynowe oczy. Hermiona? Poderwał się natychmiast z łóżka i otworzył szeroko oczy, tylko po to by ujrzeć radosną Ces leżącą na poduszce i machającą ogonem na wszystkie cztery strony świata. Zanim mężczyzna zdążył zorientować się co się dzieje, Cesilia podniosła się, naprężyła swoje ciałko i dała potężnego susa, lądując na klatce piersiowej mężczyzny i zaczepiając się pazurkami o jego koszulkę od pidżamy. Mistrz Eliksirów odruchowo chciał strzepać z siebie zwierzaka, ale zanim zdążył choćby podnieść rękę, kugucharzyca zamruczała głęboko i polizała go po policzku, po czym szybko zeskoczyła.

Co do przenajświętszego Merlina ją opętało? A, tak. Na dzisiaj przypadał najgorszy dzień z najgorszych dni na świecie – jego urodziny. Nie chciał nawet się zastanawiać w jaki sposób Cesilia wiedziała, że to było dziś. Udał się do łazienki.

Nigdy nie lubił urodzin, w tym także swoich własnych. Wróć, zwłaszcza swoich. Cała otoczka była tandetna i banalna jego zdaniem, już nawet pomijając fakt, że zupełnie bezsensowna – ludzie starzeli się każdego dnia, w każdej sekundzie, po co więc huczna uroczystość? Aby celebrować to, że to już rok bliżej śmierci? Cóż, jeśli by spojrzeć na to w ten sposób, to może i był to pewien powód do uśmiechu. Przez wiele lat nawet nie orientował się kiedy dokładnie się urodził – jako dziecko nigdy nie dostawał z tej okazji żadnych prezentów, ani nawet nikt nie składał mu życzeń, a gdy dorósł nie odczuwał potrzeby by cokolwiek zmieniać. Dopiero Hermiona stwierdziła, że to karygodne i podczas trwania ich związku zawsze wychodziła z siebie byle tylko uprzyjemnić mu ten dzień i dodatkowo wprowadziła tę tradycję z zegarkami.

Już gotowy Severus zbierał się do wyjścia, gdy ujrzał strapioną Ces siedzącą przy fotelu. Zrobiło mu się nieco przykro, za swój wczorajszy wybryk i nawet przemknęło mu przez myśl, żeby ją przeprosić, ale cholera – nie będzie przepraszał kota ani w tej, ani w żadnej innej, alternatywnej rzeczywistości. Podszedł więc do niej i jedynie pogłaskał za lewym uchem, co stworzenie przyjęło rozkosznym mruczeniem.

- Późno dzisiaj wrócę, wiesz, że nie musisz tu siedzieć – zdawało mu się, albo oczy kotki minimalnie rozszerzyły się na tę wiadomość.


Parę godzin później bardzo żałował, że nie zaszył się tego dnia głęboko w swoich komnatach. Dzień był totalną porażką już od samego rana, ale dopiero po śniadaniu Seveurs uzmysłowił sobie jak okrutne potrafi być życie.

Jasna sowa, upuściła na wolną przestrzeń pomiędzy nim a Minerwą dzisiejszą gazetę. Oboje siedzieli oniemiali. Ćwiczyliście kiedyś zen? Nie? Cóż, nikt z dwójki naszych bohaterów też nie, ale w tej chwili czuli się jak najbardziej zen. Zintegrowani z krzesłami na których siedzieli, prawie nieoddychający z powodu ciężkiego szoku.

Deja-vu? Na pierwszej stronie widniało zdjęcie jakiegoś starego antykwariatu – czy też raczej, zdaniem Severusa, sklepu w którym tylko dziada z babą brakowało – ale to nie sklep pełen duperszmitów był powodem, dla którego fotografia trafiła na pierwszą stronę. Fotograf uchwycił moment gdy do budynku wchodził nie kto inny jak sama Hermiona Granger. Kobieta miała włosy w okropnym nieładzie – nawet jak na nią, co oznaczało, że jej fryzura była naprawdę tragiczna, a na sobie jakiś stary, wyciągnięty łach, który za czasów swej świetności był prawdopodobnie swetrem, ale to z pewnością była ona.

HERMIONA GRANGER ZMARTWYCHWSTAŁA!

Czarodziejski świat może już odetchnąć z ulgą! Młoda Niewymowna, która została niedawno uznana za zamordowaną powróciła do świata żywych! Pani Hermiona Granger była widziana dzisiaj w godzinach porannych w sklepie w Hogsmeade. Panowie Harry Potter i Ronald Weasley wciąż odmawiają udzielenia wywiadu w sprawie byłej przyjaciółki. Nie nawiązała z nikim kontaktu, ani też nikt nie posiada informacji o stanie jej wcześniejszego (oraz aktualnego) pobytu, ale natychmiast zostały wznowione poszukiwania i mamy nadzieję, że już niedługo dowiemy się wszystkiego o przygodach tajemniczej bohaterki wojennej!

Wzloty i upadki Złotej Trójcy – czytaj więcej na stronie 21.

Nie mógł, kurwa, w to uwierzyć. Gdy już pogodził się z jej odejściem ze świata żywych ona powróciła – prawdopodobnie po to aby go nawiedzać. Kątem oka ujrzał jak Minerwa uśmiecha się delikatnie, co było do niej niepodobne. Starsza kobieta miała tendencję do piszczenia i krzyczenia gdy przychodziło do sytuacji kryzysowych, a teraz – ku bezbrzeżnemu zdumieniu młodszego mężczyzny – nic takiego nie nastąpiło.

- Czyż to nie wspaniale Severusie? – spojrzała na niego zagadkowo.

- Ty coś wiesz Minerwo. Masz mi natychmiast powiedzieć – zażądał lodowatym tonem, zapominając o niedopitej kawie i sztyletując starszą koleżankę wzrokiem.

- Myślę, że to jest coś co musisz rozeznać sam. Teraz, gdy Hermiona wróciła może dasz wam, cholera Severusie, daj sobie szansę na szczęście! Ona cię kochała, co jeśli nigdy nie przestała? – jej oczy jarzyły się wewnętrznym blaskiem.

- To niczego nie zmienia, rozumiesz?! – Mistrz Eliksirów był o włos od stracenia panowania nad sobą. Cieniutki, spalony od prostownicy i zniszczony farbowaniem, słabiutki włos – oni nigdy nie wróciła tutaj, do mnie i nigdy tego nie zrobi. A wiesz dlaczego? Ponieważ nie chce mieć ze mną nic wspólnego, już ja o to zadbałem.

- A co jeśli się mylisz?

- JA, nigdy się nie mylę. Nie ingeruj więcej w moje życie prywatne i, jeśli byłabyś tak łaskawa, nie wspominaj o cholernej Granger – na skroni Mistrza Eliksirów w tym momencie można byłoby usmażyć jajecznicę. Gotował się wewnętrznie od targających nim emocji. Co z tego, że ta głupia dziewucha przeżyła?

- Owszem, mylisz się. Przyjacielu, myślę, że powinieneś udać się do swoich komnat i… - starszej kobiecie nie było nigdy dane dokończyć wypowiedzi. Severus popatrzył na nią w taki sposób, że tylko dzięki ingerencji Merlina nie zmiótł jej z powierzchni ziemi, po czym gwałtownie wstał, powodując tym samym, że krzesło z łoskotem przewróciło się na posadzkę i energicznie wymaszerował z Wielkiej Sali.

Gdy tylko wtargnął do swoich komnat nieomalże rzucił się w kierunku biurka i z zapieczętowanej czarnomagicznym zaklęciem szuflady wydobył butelkę Ognistej Whisky, która czekała tam na czarną godzinę. Cóż, czarna godzina właśnie nadeszła.

Severus Snape nie miał najmniejszej ochoty słuchać, ani nawet myśleć o Hermionie cholernej-Granger. Było to z jego strony małostkowe i bardzo egoistyczne, ale po prostu nie chciał mieć z tym nic wspólnego.

Nie zawracając sobie głowy, czymś tak prozaicznym jak szukanie szklanki, zaczął pić prosto z butelki. Nie był alkoholikiem – o nie. Ale ognista woda pomagała zminimalizować przemyślenia i samoumartwianie się – a właśnie to go dzisiaj czekało, zwłaszcza po całonocnym maratonie koszmarów.

Czy cieszył się, że Hermiona przeżyła? A czy istnieje jakikolwiek człowiek, który nie cieszyłby się z tego, że jego ukochana przeżyła? Severus wewnętrznie nie posiadał się ze szczęścia, ale nie kłamał gdy mówił, że to niczego nie zmienia. Bo kobieta z pewnością nie chciała mieć z nim nic wspólnego. On sam nigdy by do siebie nie wrócił. Cóż, nie oszukujmy się – był wrakiem człowieka. Nie potrafił się cieszyć z życia, nigdy nie był romantyczny, a w dodatku wyglądem plasował się w tej samej kategorii co trolle górskie. W dodatku miał okropną przeszłość o czym nieustannie przypominał mu wypalony na lewym przedramieniu Mroczny Znak. Uważał się za kompletnego głupca, że kiedykolwiek pokochał Granger.

Prawda była być może szokująca – Severus Snape, kochał, kocha i prawdopodobnie do końca swoich zasranych dni będzie żywił to uczucie do tej irytującej Gryfonki. Wyrzucił ją ze swojego życia z czysto egoistycznych pobudek. Nie był nigdy przyzwyczajony do obecności drugiej osoby, ciepła czyjegoś ciała gdy budził się co ranka, ani do tego, że żyje na tej planecie ktoś kto się o niego troszczy. Zniszczony wewnętrznie Śmierciożerca po prostu nie mógł mieć czegoś takiego. W glorii swojego osławionego geniuszu doszedł do wniosku, że najlepiej będzie pozbyć się Hermiony ze swojego życia zanim zbyt się do niej przywiąże. Wiedział, że ją tym zrani, ale wiedział też, że ona nigdy nie kochała go tak naprawdę. Nawet teraz nie potrafił powiedzieć dlaczego tak właściwie z nim była – może z litości, a może z chęci niesienia innym pomocy, nie wiedział. Nie chciał być kolejnym projektem charytatywnych w stylu tej jej durnej WSZY. Bał się, że pewnego dnia otworzy oczy i stwierdzi, że nie już w stanie żyć bez tej kobiety, a niedługo później ona ucieknie z kimś młodszym, atrakcyjnym i cóż – kimś kto nie jest nim.

Niestety – po raz kolejny dał dupy na całej linii. W momencie gdy tylko drzwi zatrzasnęły się za wybiegającą Gryfonką zrozumiał, że i tak było za późno. Już i tak kochał ją całym sercem, choć nigdy jej o tym nie powiedział. Ona sama często używała słów „kocham cię", jednak on nigdy nawet nie zająknął się na ten temat. Nienawidził samego siebie od tamtego dnia, za to co zrobił. Miał jedynie nadzieję, że Hermiona będzie szczęśliwa, na co nie miała szans tkwiąc w związku z nim.

Mężczyzna podszedł do kominka i oparł się o niego jedną ręką. Poczuł się nagle bardzo stary i zmęczony życiem. Płomienie hasające na palenisku były hipnotyzujące, destrukcyjne. Najwyraźniej skrzaty domowe napaliły w kominku podczas jego nieobecności, nie dbał o to. Zapatrzony w niekrzesany żywioł jakim jest ogień, został nagle ogarnięty niewyjaśnioną żądzą mordu. Chciał coś zniszczyć, rozerwać gołymi rękami, zbezcześcić. Był bezsilny wobec tego wszystkiego, pragnął coś zmienić ale nie potrafił.

I wtedy zdecydował. Nie będzie już nigdy przejmował się Hermioną. Pozwoli jej żyć spokojnie, bez jego jakiejkolwiek ingerencji i jednocześnie ukróci swoje własne cierpienia. Odłożył butelkę alkoholu na kominek i wyciągnął różdżkę. Tak, to było najlogiczniejsze wyjście. Skierował kawałek drewna na swoje serce. Samobójstwo nie jest może najszlachetniejszym sposobem na odchodzenie z tego świata, ale po śmierci nie mogło go czekać nic gorszego niż tutaj. Był już w piekle i z powrotem. Zamknął oczy i skupił się na poprawnej wymowie inkantacji zaklęcia.

- Meow!

Co do cholery? Odwrócił się i ujrzał szybującą w jego stronę kulkę rudego futra. Pieprzona Ces. Kugucharzyca tak bardzo przypominała jego ukochaną, że sprawiało mu to niemal fizyczne cierpienie. Nie raz miał ochotę wydłubać jej te bursztynowe oczy. O nie, głupi, bezrozumny futrzak nie będzie kolejną istotą nieustannie przypominającą mu o Hermionie. Zanim kotka doskoczyła do niego, mężczyzna machnął szybko różdżką.

- Avada Kedavra!

Błysnęło zielone światło i zwierzak upadł w nienaturalnej pozie, martwy nieopodal burgundowego fotela. Iskra życia uleciała z Cesili, teraz była tylko kupką futra i kości, z cholernymi bursztynowymi oczami. Kotka wydała się nagle bardzo mała i Mistrz Eliksirów stwierdził, że próbując go powstrzymać była strasznie żałosna, nawet jak na kota. Severus wciąż ogarnięty żądzą mordu, postanowił odroczyć nieco w czasie swoje samobójstwo i wyciągnął zza pazuchy sztylet, który trzymał tam zawsze odkąd rozpoczął śmierciożerczą karierę. Zamierzał wyłupać kugucharycy te bursztynowe ślepia, które tak go irytowały.

Gdy schylał się w kierunku leżącej na podłodze kotki coś leżącego na fotelu błysnęło nieznacznie i przykuło jego uwagę. Była to koperta z napisanym na niej jednym słowem – konkretniej jego imieniem oraz zegarek. Złoty, kieszonkowy zegarek na łańcuszku z wizerunkiem kota. Sztylet i różdżka wypadły ze zdrętwiałych dłoni Severusa, a on sam opadł na kolana.

W takiej właśnie pozycji zastała go Minerwa.


Dyrektorka zmierzała radośnie korytarzem w kierunku komnat młodszego kolei po fachu, z ledwością powstrzymując się od podskakiwania jak mała dziewczyna i pogwizdywania. Severus i Hermiona, może i byli największymi uparciuchami jakich znała ale bez wątpienia się kochali. Musieli tylko naprostować sprawy między sobą. Ich historia miłosna była – jeśli chcecie znać zdanie Minerwy – jedną z najbardziej romantycznych i wciągających o jakich słyszała, a jakie wydarzyły się naprawdę. Jednak była raczej wścibska – przywilej starszej pani – i musiała poznać jej zakończenie. Wkroczyła uśmiechnięta do salonu Mistrza Eliksirów, ale widok jaki tam zastała sprawił, że przystanęła i musiała ponownie zalogować się do rzeczywistości.

Na podłodze leżały kolejno: sztylet i różdżka mrocznego czarodzieja, a pomiędzy kominkiem a iście gryfońskim fotelem klęczał Severus ściskając w jednej dłoni staromodny, złoty zegarek, a w drugiej jakąś kartkę – przypuszczalnie list, natomiast jakiś metr od niego, na podłodze leżała bez życia mała ruda kotka.

Minerwa zbladła i poczuła, że robi się jej słabo. Wsparła się o futrynę i wychrypiała słabym głosem.

- Coś ty narobił, Severusie?


Po słowie: Nie chcecie mnie zabić za to co zrobiłam, prawda? Jeśli jednak chcecie odsyłam do kategorii opowiadania – angst jak się patrzy, żeby nie było, że nie uprzedzałam. Bardzo dziękuję wszystkim którzy dobrnęli do tego miejsca i jednocześnie proszę o jakże motywujące i podnoszące na duchu komentarze. Jeżeli już wbiliście się w koci klimat, zapraszam także do zapoznania się z aktualizacją „Pupilka". Ahoj!