Broken Future

Część druga

Alice POV

Próbowałam się podnieść, próbowałam chwycić boków wanny, ale moje ręce wciąż się z nich ześlizgiwały. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam krzyczeć, płakać. Byłam sparaliżowana przez ból, Wtedy nawiedziła mnie kolejna wizja, była żywsza, bardziej prawdziwa.

"Myślisz, tak?!" Powinieneś to wiedzieć! Wszystkie te godziny, wszystkie sekundy, kiedy na Ciebie czekałam. Odliczałam! ODLICZAŁAM! Dałam Ci dekadę. Jedną cholerną dekadę i tak mi się odpłacasz?" ZAKOCHUJĄC SIĘ! Nawet jej nie znasz. Ale ja ją znam! Ona przegra, Jasper. Załamie się. Musimy tylko naciskać mocniej i odejdzie!!!"

"N-nie mo-"

"Nie waż się mówić, że nie możesz! Nie tym razem! Nie po to na Ciebie czekałam!!! Nie mogę, nie mogę... MOŻESZ!" Złapała jego twarz i ścisnęła mocno, po czym zaczęła go całować z nie mniejszą siłą.

"Oczywiście, że możesz! Widziałam ją w szpitalu psychiatrycznym. Jest umysłowo chora. Jasper, jeśli doprowadzimy ją do tamtego stanu, złamiemy ją. Rozbijemy w miliony małych części."

Miałam wrażenie, jakby po moich policzkach płynęły łzy. Wiedziałam, że nie mogą, ale w tym momencie miałam wrażenie, że nie ma rzeczy niemożliwych. I właśnie to 'wszystko' rozrywa mnie na części. Krzyknęłam, kiedy nadeszła kolejna wizja. Nigdy dotąd moje wizje nie raniły mnie fizycznie, I nigdy wcześniej nie było ich aż tyle. Ale tym razem to mnie była wizja, tym razem to ona mieszała mi w umyśle. Doskonale zdawała sobie sprawę, że zobaczę przyszłość, więc wysyłała mi informację. Ale to wszystko było nie możliwe, to się miało nie wydarzyć i dlatego to tak bardzo bolało!!! "ARGGHH!" Krzyknęła, a mój głos mroził krew w żyłach. Wtedy usłyszałam trzy pary stóp biegnących na górę. Drzwi do łazienki zostały otwarte na oścież i moi bliscy stanęli obok mnie.

Edward POV

Wszyscy usłyszeliśmy krzyki Alice, pewnie nawet Ci na polowaniu je usłyszeli. Wpadliśmy do łazienki i ujrzeliśmy przerażający widok. Alice leżała w wannie skręcając się z bólu i krzycząc wniebogłosy. Jej źrenice obracały się z zawrotną szybkością, a jedno z ramion sprawiało wrażenie złamanego. Ciało Alice wznosiło się i opadało z bólu i nie mogła już dłużej oddychać. Całe szczęście, że nie musiała.

Rosalie i ja natychmiast doskoczyliśmy do wanny kiedy Carlisle usiłował ją zbadać. Wyglądało na to, że tak jak my, nie ma pojęcia co się stało. Nagle Alice zamarła, jej oczy zatrzymały się, a ciało zrobiło bezwładne.

Carlsile POV

Alice zemdlała. O nie. Nie, proszę. Nie mam pojęcia co robić. Ale ona nie może być martwa. Przecież jedynym sposobem zabicia wampira jest rozszarpanie go na kawałki i spalenie wszystkich części. Więc... więc... ona....

Ona 'załamała się'.

Rosalie POV

Co Carlisle robi? Jest w szoku, ale przecież musi coś zrobić! Spojrzałam na Edwarda, który tak jak ja patrzył z obawa na Carslisle'a.

"Co to ma znaczyć???"

"Przestańcie porozumiewać się telepatycznie! Musimy pomóc Alice!!!"

Wtedy Carlisle powrócił do życia. "Wyciągnijcie ją stąd natychmiast i zabierzcie do jakiegoś ciepłego miejsca, najlepiej łóżka." powiedział i wybiegł z łazienki.

Wyciągnęłam Alice z wanny i ubrałam w koszulę nocną. Potem zaniosłam do pokoju Ewarda i położyliśmy na wielkim łóżku, które było przeznaczone dla Belli.

Carlisle POV

Wbiegłem do mojego gabinetu i szybko napisałem e-maila wysyłając go do jednego z moich 'specjalnych' kontaktów. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać i kilkadziesiąt sekund później wiedziałem już wszystko co powinienem.

"Załamanie miało miejsce wtedy, kiedy talent wampira przejmował nad nim kontrolę lub był zbyt silny do opanowania."

"CO?" krzyknął Edward. "Jak-jak to w ogóle możliwe?"

"Nie wiem!" odpowiedziałem. Była to prawda, nie wiem... gapiłem się na Alice leżącą na łóżku pod ciepłą kołdrą, ale mimo to jej wargi zaczynały sinieć. Edward podążył za moim wzrokiem.

"Chryste! Co się dzieje??" odezwała się Rosalie, która do tej pory przyglądała się wszystkiemu w milczeniu. "Ona umiera..." kiwnąłem tylko głową.

"Więc jak możemy to powstrzymać?" krzyknął Edward.

"Musimy zrobić nie możliwe. Musimy odwrócić przyszłość."

***

Carlisle POV

Usłyszeliśmy jak na dole otwierają się drzwi. To reszta wróciła z polowania. Nie wiedzieli co się stało. Ale wiedzieli gdzie jesteśmy i natychmiast przybiegli na górę.

Pierwsza była Esme "A-alice. Oh,oh..." załamana wtuliła się moje ramiona.

Zaraz po niej wbiegł Emmett. Zatrzymał się w szoku, nie mogąc wykonać żadnego ruchu. Rosalie wstała i przytuliła go mocno. Sama była równie roztrzęsiona co Esme. Następna do pokoju weszła Maria. Nie ufam jej z jakiegoś powodu, wygląda... dziwnie. Ale jest przyjaciółką Jaspera.

Maria nie patrzyła w kierunku Alice, udawała. jej wzrok był utkwiony w tapecie ponad łóżkiem. ostatni wszedł Jasper. Wyglądał na zdezorientowanego i na chwilę zamarł w szoku. Potem podbiegł do łóżka, na którym leżała Alice i uklęknął. Podniósł jej dłoń i pocałował.

Wściekłość zagościła na twarzy Marii, ale kiedy tylko zorientowała się, że na nią patrzę, jej miejsce zajął fałszywy smutek. Nie ufam jej. teraz nie ufam jej w ogóle. Ponownie spojrzałem na Jaspera. Wyglądał, jakby jego świat rozpadł się na kawałki. Wyglądał dokładnie tak, jak wyglądała Alice przez kilka ostatnich dni.

Alice POV

Tak zimno, tak odrętwiale. Tak... martwo. Zycie nie było tu możliwością. Jedyną opcją było to. Wizje, które mnie zabijały. zabierały wszystkie moje siły. Ciągle słyszałam jego głos.

"Lepiej uważaj... dziwadło... zamierzał puścić Cię do domu, a potem gonić... Ale chwila, ty nie masz domu! Nie masz domu, nie masz życia. Nie masz miłości! jesteś bezwartościowa!"

Moje ciało było jak muszla. Nie mogłam się ruszyć, ani oddychać. Czułam jednak jak moja ręka jest podnoszona i poczułam coś nowego. Iskrę. Światło, nadzieję, miłość. Dotyk czegoś.. pocałunek! Jego słowa wciąż wirowały w mojej głowie "jesteś dla mnie NICZYM!" NICZYM, NICZ... i wtedy nagle odzyskałam panowanie nad moim ciałem. Otworzyłam oczy i ujrzałam miłość mojego życia.

Koniec części drugiej.