Moje kochane zboczuszki i wielbicielki boskiego Lucka :D Mam ogromną przyjemność przedstawić Wam rozdział czwarty, w całości poświęcony ich... ekhm... stosunkom. Stosunkowi właściwie. Miłej lektury!

Akkarinowa - tak, będzie kontynuacja sceny w gabinecie, choć więcej się wydarzy w sypialni Hermiony ^^

Ogromne podziękowania dla PaniMalfoy i nunanana za betowanie tegoż rozdziału :)


Rozdział 4.

Jako prefekt naczelny oraz osoba zasłużona dla świata czarodziejów, Hermiona posiadała więcej przywilejów niż przeciętny uczeń Hogwartu. Jednym z nich było własne dormitorium, niewielka, lecz przytulna sypialnia w wieży Gryffindoru. Siedziała teraz nad szczególnie uciążliwym zagadnieniem z transmutacji próbując napisać na ten temat esej, jednak coś ciągle rozpraszało jej myśli. Krzywołap wskoczył z gracją właściwą tylko kotom na jej łóżko i otarł się o bose stopy właścicielki, mrucząc. Zbliżała się godzina pierwsza w nocy, już miała zamiar dać sobie spokój z nauką i położyć się spać, gdy nagle płomienie w kominku rozbłysły szmaragdowym światłem, co sprawiło, że poderwała się na równe nogi, rozlewając przy tym atrament na podłogę, łóżko i własną piżamę. W kominku stał nie kto inny jak jej nauczyciel obrony przed czarną magią i strzepywał właśnie resztki popiołu ze swej nienagannie uprasowanej, eleganckiej, czarnej szaty.

-Co pan tu...

-Ależ wiesz dobrze co tu robię, Hermiono. I proszę, mów mi Lucjuszu. - lustrował ją teraz spokojnie wzrokiem, opanowany i chłodny jak zawsze, a ona po raz kolejny zarumieniła się z jego powodu. Czuła się niepewnie w kusej koszulce nocnej, na której widniały teraz granatowe plamy, takie same jak na pościeli i szkarłatnym dywanie. Jej pewność siebie, którą zebrała, gdy postanowiła go pocałować, teraz wyparowała. - Czy naprawdę dziwi cię moja obecność? - spytał. - Po tym co się wydarzyło dziś w moim gabinecie? - Hermiona odtworzyła w pamięci scenę z dzisiejszego szlabanu u Lucjusza Malfoya.

Najpierw oddał jej pocałunek, namiętniej nawet niż się tego spodziewała. Później, uśmiechając się tryumfalnie, wziął ją na ręce, posadził na biurku i znowu całował z pasją, a jej zakręciło się w głowie od nadmiaru emocji i miała wrażenie, że lewituje w przestrzeni, w której istnieją tylko ona i Lucjusz. A potem coś ją podkusiło, żeby owinąć mu nogi wokół bioder i przylgnąć do jego idealnie zbudowanego ciała jeszcze silniej, co nie umknęło jego uwadze.

-Spokojnie, Hermiono. Jeszcze nie pora - oznajmił z typowym dla siebie, chłodnym uśmieszkiem. - Takie rzeczy robimy po dwudziestej drugiej - najwyraźniej kpił sobie z faktu, że udało mu się rozbudzić w niej pożądanie. Już przybrała buntowniczą minę, mając zamiar mu odpyskować, gdy jego chłodne, szczupłe palce pogładziły ją po szyi w taki sposób, że dreszcz przeszył jej ciało. Potem położył dłonie na jej kolanach i bezceremonialnie rozsunął wciąż przyciśnięte do niego uda. Przygryzła dolną wargę niemalże do krwi, usiłując za wszelką cenę nie dać po sobie poznać jak silne wrażenie wywarł na niej jego dotyk. Musiała otwarcie przyznać sama przed sobą, że Malfoy miał ją w garści - mógł jednym muśnięciem sprawić, że płonął w niej ogień i dałaby wszystko, aby go ugasił. Gdy zeskakiwała wtedy z jego biurka, wiedząc, że tego popołudnia nie ma już co liczyć na więcej, oznajmił jeszcze, zupełnie opanowanym tonem - Nie martw się Hermiono. Dokończymy dzisiejszy... szlaban.

A teraz zjawił się w jej sypialni właśnie po to i Hermiona absolutnie nie mogła być zdziwiona jego obecnością. Zaskoczyło ją tylko, że zjawił się jeszcze tego samego wieczoru, w jej własnej sypialni, nie kryjąc oczywistych intencji swojej wizyty. Łagodna fala gorąca spłynęła wzdłuż ciała Hermiony, kończąc bieg w okolicach podbrzusza, nieznośnie domagając się uwagi. Ona jednak chwilowo zignorowała to uczucie i spojrzała wyzywająco w te szare oczy, pełne dumy, pewności siebie i arogancji.

-Chyba nie należysz do cierpliwych osób, Lucjuszu - wyparowała.

-Jak już zapewne zdążyłaś zauważyć, zawsze dostaję to, czego chcę. - Malfoy zrobił krok w jej stronę. - A co do cierpliwości, mogę cię dziś przekonać, że mam jej o wiele więcej niż ty... - Hermiona nie miała pojęcia, o czym profesor mówi, ale zanim zaczęła się nad tym zastanawiać, już znajdowała się w stalowym uścisku silnych ramion, znów całowana do utraty tchu.

-Trochę się ubrudziłaś - stwierdził, lustrując poplamioną atramentem koszulkę, chwilę po tym jak oderwali się od swoich spragnionych, zachłannych ust. Hermiona momentalnie chwyciła brzeg piżamy, chcąc ściągnąć ją przez głowę, jednak szczupłe, dłonie, oplatające mocno jej nadgarstki, skutecznie to uniemożliwiły. Zaśmiał się krótkim, przepełnionym satysfakcją śmiechem, brzmiącym jak stwierdzenie "A nie mówiłem?".

-To był pierwszy dowód na twój brak cierpliwości. - oznajmił, wyciągając różdżkę, którą sprawnie pozbył się atramentu zarówno z jej ubrań, jak i łóżka i dywanu.

- Połóż się. - nakazał, a ona posłuchała bez zastanowienia, układając się wygodnie na białej kołdrze, na której widniał herb Hogwartu. Lucjusz przysiadł na brzegu łóżka, pochłaniając wzrokiem jej smukłą sylwetkę, niemalże ślizgając się spojrzeniem po gładkiej skórze dekoltu Hermiony, po jędrnym biuście i twardych już sutkach, wyraźnie prześwitujących przez cieniutki materiał, a następnie po szczupłych udach, prawie w ogóle niezasłoniętych przez wyjątkowo krótkie szorty. To właśnie tym ostatnim poświęcił teraz swoją uwagę, delikatnie błądząc po nich opuszkami palców. Doszedł już do linii spodenek, po czym ponownie wrócił do kolan i rozpoczął na powrót nieznośnie powoli piąć się w górę. I wtedy do Hermiony dotarło, co miał na myśli mówiąc, że ma dużo więcej cierpliwości. Tymczasem Lucjusz niespiesznie wsunął prawą dłoń pod bladoróżową koszulkę, pozostawiając lewą wciąż błąkającą się bliziutko jej spodenek - tak blisko, a tak daleko... Hermiona jęknęła cicho. Zadrżała, gdy zdjął jej koszulkę, ukazując pełne, okrągłe piersi. Ich widok zrobił na nim takie wrażenie, że nie był już w stanie dłużej zachowywać swojej chłodnej maski - zamiast tego wyrwało mu się zadowolone westchnienie, a pod szatą pojawiło się wyraźne wybrzuszenie, co nie uszło jej uwadze.

-Możesz efektownie ukrywać swoją niecierpliwość, ale reakcji ciała nie oszukasz - kusiła. Przeciągnęła się przy tym, wprawiając swoją sylwetkę w łagodnie falujący ruch, a gdy schwyciła dłońmi brzeg poduszki jej piersi przybrały jeszcze apetyczniejszy kształt.

- Myślę, że pan też się może trochę roznegliżować, panie profesorze - dodała, nieco zaskoczona nagłym przypływem własnej śmiałości. O dziwo, Malfoy bez zastanowienia ściągnął przez głowę szatę, pozbył się także eleganckich, czarnych butów, wypastowanych na błysk, pozostając jedynie w spodniach. Tak jak się spodziewała, był idealny. Miał gładką, jasną skórę i umięśnioną klatkę piersiową - nie przesadnie, raczej lekko, ale widać było, że dba o siebie pod każdym względem, również kondycji fizycznej. Podniosła się, chcąc go dotknąć, poczuć pod opuszkami palców jego ciało, ale załapał ją za ręce, nie pozwalając się zbliżyć.

-Mówiłem śliczna, cierpliwości. Im dłużej poczekasz, tym będzie przyjemniej. -dźwięk jego głosu tylko mocniej ją podniecił, oczekiwanie stawało się coraz trudniejsze. Wreszcie jednak doczekała się nieco uwagi poświęconej miejscu do tej pory skrywanemu przez spodenki - Lucjusz pozbył się ich łagodnym machnięciem różdżki, po czym pogładził długim, szczupłym palcem wilgotny obszar. Biodra Hermiony bezwiednie poderwały się parę centymetrów w górę.

-Niegrzeczna dziewczynka - skomentował jej zachowanie. - Myślę, że jeszcze trochę poczekasz - mówiąc to skupił uwagę na jej wyjątkowo kuszącym biuście, podszczypując lekko sutki. Byłoby to całkowicie przyjemne, gdyby nie pragnienie palące ją tam na dole...

-Proszę... - miauknęła.

-Proszę, co? - najwyraźniej te słodkie tortury, które jej właśnie zadawał, niezwykle go bawiły. I podniecały, tego nie dało się ukryć.

-Nie dręcz mnie dłużej... - głos Hermiony stał się ochrypły i niski, a oddech urywany.

-Nie? W porządku - stwierdził z udawaną niewinnością. - Już niczego nie dotykam. - I zabrał ręce. To zdecydowanie nie było to, o co Hermionie chodziło. Ponownie podniosła się i ponownie została zatrzymana. Tym razem Lucjusz popchnął ją łagodnie z powrotem do pozycji leżącej, kładąc jej rękę na brzuchu. A potem przesunął tę rękę niżej, pieszcząc delikatnie, muśnięciami łagodnymi jak dotyk skrzydeł motyla - zdecydowanie za delikatnymi. Chwilę później - chwilę, która wydawała się Hermionie nieskończenie długa - zagłębił w nią palec, który wślizgnął się w jej wnętrze bez żadnego oporu. Po chwili namysłu dołożył drugi, a kciuk oparł o łechtaczkę. Wszystko to robił tak dręcząco powoli, a ona nie spuszczała z jego szarych oczu błagalnego spojrzenia.

Musiała jednak przyznać, że takie długie pieszczoty są o wiele lepsze, niż zbyt krótkie, lub co gorsza ich brak. W dodatku Malfoy wydawał się bezbłędnie znać kobiece ciało - nie to co... Och nie, nie może teraz myśleć o nikim innym. Teraz liczy się tylko Lucjusz, który znów przerywa dotykanie, ale tym razem tylko po to, aby ściągnąć spodnie. Ukazał się jej oczom całkiem nagi i tak piękny, że na chwilę przestała zupełnie myśleć, pochłaniając tylko wzrokiem każdy jego szczegół. Stał teraz nad nią dumnie wyprężony - dumnie wyprężony w każdym calu, a tych cali ma sporo, zauważyła Hermiona - i najwyraźniej nie zamierzał dłużej się z nią bawić. Wreszcie zamierzał ją posiąść, a ona już teraz była pewna, że rozkoszy jaką za chwilę przeżyje, nie będzie można porównać do żadnej poprzedniej jaką kiedykolwiek czuła. Raz jeszcze zlustrowała go spojrzeniem, z dołu do góry. Napotkała jego wzrok. W szarych oczach płonął ogień.

Hermiona żywiła szczerą nadzieję, że nikt w wieży Gryffindoru nie usłyszał jej tej nocy - bowiem zalewające ją fale przyjemności zmusiły ją do głośnych, przeciągłych jęków, których nie sposób było pohamować. Od czasu do czasu Lucjusz tłumił je gorącymi pocałunkami, dając w nich upust całej swej namiętności, którą przedtem krył pod chłodną maską. Trzeba było przyznać, że pomimo tak długiego oczekiwania był wytrwałym kochankiem i dał jej dokładnie tyle rozkoszy, ile potrzebowała. W końcu osiągnęła szczyt, mocno wbijając mu w plecy paznokcie i przejeżdżając nimi aż do jędrnych pośladków - była pewna, że podrapała go do krwi. Jemu najwyraźniej ta bolesna, drapieżna pieszczota zupełnie nie przeszkadzała, bo doszedł tuż po niej.

Jeszcze długo po tym jak profesor Malfoy zniknął w blasku szmaragdowych płomieni z jej kominka, Hermiona nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok, rozpamiętując ten wieczór, rozkoszując się wspomnieniem jego smaku, który wciąż czuła na ustach, jego dotyku, który wciąż była w stanie sobie bardzo dokładnie wyobrazić i jego szarych oczu, których lód został dziś stopiony. Wreszcie osunęła się w ramiona Morfeusza, śniąc wciąż o tym samym mężczyźnie.

Świt powoli zalewał błonia Hogwartu mdłym, łagodnym światłem.


Rozdział 5 został już zbetowany i czeka grzecznie na wrzucenie, niemniej potrzymam Was trochę w niepewności - będzie jak dostanę od Was ładne recenzje ^^ (Mogą być nieładne, ale uzasadnione ;))

Na zachętę dodam, że jest tam co nieco o użyciu zaklęć do całkiem przyjemnych celów ;)