Dziękuję wszystkim za opinie, a użytkowniczkom PaniMalfoy i nunanana za betowanie :)

Tak jak obiecywałam, dzisiaj Lucek z Hermioną pobawią się trochę magią. Poza tym dowiemy się co nieco o upodobaniach łóżkowych Hermiony i o tym co czyta, gdy nikt nie patrzy. Najpierw jednak pojawi się odrobina fabuły ^^ Jak to się stało, że Lucjusz Malfoy zaszczycił swą uwagą czarownicę mugolskiego pochodzenia?


Rozdział 5.

Lucjusz Malfoy siedział w swoim gabinecie, załamując ręce. Już dawno nie czytał większych bzdur. Jakiś trzecioklasista z Hufflepuffu, piszący na domiar złego zielonym atramentem, zaklasyfikował bogina do stworzeń wodno-lądowych, argumentując swój idiotyczny pogląd faktem, iż upiór ten ukazał się jego ciotce w postaci gigantycznej piranii. Boginy istotnie mogły przybierać rozmaite przerażające kształty, nic jednak dotychczas nie wskazywało, jakoby żyły gdziekolwiek poza lądem. Powstrzymując się więc od dopisania na marginesie eseju o boginach jakiejś wyjątkowo złośliwej uwagi, przekreślił jedynie pismo ucznia zamaszystą, czerwoną linią. W takich chwilach był szczególnie niezadowolony z faktu bycia nauczycielem. Uwielbiał nauczycielską władzę tak bardzo jak i przekazywanie wiedzy, niemniej jednak wolał prowadzić zajęcia z dojrzałymi już uczniami klas szóstych i siódmych, ucząc ich poważnych treści, a takie tematy jak domowe upiory uważał za wyjątkowo męczące.

Sprawdzanie wypracowań młodych czarodziejów przerwało mu pukanie do drzwi jego gabinetu.

-Proszę! - rzucił krótko, nie podnosząc wzroku znad liter nagryzmolonych na lekko wymiętym pergaminie. Do gabinetu weszła Hermiona, która, jak natychmiast zauważył, zapomniała dopiąć dwóch górnych guzików koszuli. A może zrobiła to celowo? Lucjusz uśmiechnął się nieznacznie i poprawił okulary w ciemnozielonych oprawkach, używane przez niego do czytania. Szczególnie przydatne były w odcyfrowywaniu uczniowskich bazgrołów.

-Dzień dobry, Lucjuszu. Nie przeszkadzam?

-Śliczna młoda czarownica w rozpiętej koszuli absolutnie mi nie przeszkadza. - Hermiona spłonęła rumieńcem, który nadał jej uroczy, dziewczęcy wygląd.

-Chciałam porozmawiać - oznajmiła siadając naprzeciw niego i zakładając nogę na nogę, przez co odsłoniła fragment nieskrywanego przez białą pończochę uda. Malfoy lustrował ją wzrokiem z wyraźnym zadowoleniem.

-Jak to jest - Hermiona najwyraźniej od razu chciała przejść do sedna sprawy - że Lucjusz Malfoy, członek znamienitego rodu czystej krwi od pokoleń - już wiedział co usłyszy - nagle porzuca swe przekonania i śpi z czarownicą urodzoną w świecie mugoli? Co z nienawiścią do szlam?

-Kulturalni czarodzieje nie używają takiego języka - stwierdził spokojnie. - Ja także tego nie robię. Pomimo całej swej pogardy dla czarodziejów niebędących czystej krwi.

-A więc jednak żywisz wobec mnie pogardę? -nalegała.

-Nie. Nie mam powodu, by ją wobec ciebie czuć.

-Czyli wystarczy, że mam ładny biust i śnię ero...

-Hermiono - wpadł jej w słowo. - Naprawdę posądzasz mnie o coś tak płytkiego jak zwykłe pożądanie? Możesz mi wierzyć, że jest wystarczająco dużo seksownych czarownic z szanowanych rodów, abym musiał kierować swe żądze w stronę pierwszej lepszej uczennicy, która o mnie fantazjuje. - zignorował jej oburzenie na słowa "pierwsza lepsza uczennica" i ciągnął - Ty zdobyłaś moje zainteresowanie, ponieważ jesteś wyjątkowa i to nie dlatego, że posiadasz ogromną jak na swój wiek wiedzę czarodziejską. A nawet nie dlatego, że pomogłaś w pokonaniu Lorda Voldemorta. To oczywiście duże zasługi i warte docenienia. Ale nie o to mi chodzi.

-O co więc?

-Jesteś czystej krwi Hermiono.

Zapadła cisza. Słowa profesora dźwięczały jej w uszach, podczas gdy przypominała sobie różne fragmenty swojego życia, takie jak wizyta profesor McGonagall z listem ze szkoły, czy pierwsze zakupy na Pokątnej. Pamiętała wyraźnie zszokowane miny jej rodziców, gdy dowiedzieli się o istnieniu magii, a później ich zachwyt nad światem, do którego należała ich córka.

-To niemożliwe - odezwała się wreszcie, po dłuższej chwili milczenia.

-Też mi się tak zdawało. Ale to są rzeczy, które się czuje, zwłaszcza będąc członkiem rodziny, której krwi nie zhańbiono od wielu pokoleń. Nie martw się jednak, nie opieram się jedynie na przeczuciu - poczyniłem pewne kroki w kierunku rozwiania swych wątpliwości. Przede mną jednak jeszcze długa droga przed odkryciem Twego sekretu, zwłaszcza mając na głowie to - wykonał kolisty ruch ręką, wskazując na stos papierów na biurku.

-Co wiesz o moim pochodzeniu?

-Nie sądzę, że mogę tak łatwo zaspokoić dziś twą ciekawość. Mówiłem już, dopiero zacząłem poszukiwania w tym kierunku.

-Czemu więc ja nie mogę ci w tym pomóc? - upierała się.

-Uwierz mi, tak będzie lepiej. Poza tym, nie możesz na razie opuszczać szkoły, a ja nie pozwolę ci łamać regulaminu. - Hermiona prychnęła. - Jeśli jednak pozwolisz mi skończyć sprawdzanie tych pożałowania godnych prac domowych, mogę pokazać ci niego magii, które powinna cię zainteresować. - był pewny, że wiedza to jest to co ją przekona. - Przyjdź proszę do mojego gabinetu za jakieś dwie godziny. Powinienem już wtedy się z tym uporać.

Jak można było się spodziewać, Hermiona spędziła te dwie godziny w bibliotece. Ponieważ jednak nie wiedziała jak się zabrać za poszukiwania tak enigmatycznej informacji, jej wysiłki spełzły na niczym. Nazwisko Granger nie pojawiło się w żadnym z opasłych tomów, których pożółkłe karty przerzucała. Wiele było natomiast o Malfoyach, nic jednak takiego, co mogłoby ją choć trochę przybliżyć do rozwiązania zagadki. Wreszcie zrezygnowana powróciła do gabinetu Lucjusza.


-Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Mam zamiar pokazać Ci zaklęcia, których działanie powinno Ci się spodobać. Pamiętaj jednak - nie otwieraj oczu. - po tych słowach Malfoy obdarzył Hermionę pocałunkiem, tak gorącym i pełnym namiętności jak tylko on potrafił - po czym pozwolił jej przez chwilę ułożyć się wygodniej w miękkim fotelu i zrelaksować w ciemności i ciszy. Słyszała tylko trzaskanie ognia w kominku i ich własne, miarowe oddechy. Wreszcie dobiegł ją głos Lucjusza, mamroczący śpiewnie nieznane jej zaklęcia, których słów nie była w stanie rozróżnić. Poczuła, że lewituje, jej włosami bawi się łagodny wiatr, a ubrania gdzieś zniknęły. Zarejestrowała też bardzo miłe uczucie - jakby puchate pióro, miękko sunące po kręgosłupie. A potem jeszcze jedno, na brzuchu i kolejne na szyi, aż wreszcie całe jej ciało pokrywały delikatnie pieszczące ją pióra. Wydała ciche westchnienie, poddając się zupełnie działaniu zaklęcia. Aż wreszcie opadła łagodnie do pozycji siedzącej, czując pod pośladkami coś chłodnego i wilgotnego, ale znajomego - to mogła być trawa pokryta rosą. Miała wrażenie, że siedzi na trawiastym fotelu, a pod stopami ma

piasek, który porusza się masując podeszwy. Tymczasem resztę jej ciała pokryły ciepłe krople wody - zaczarowany deszcz spływał teraz po jej dekolcie i piersiach, brzuchu i udach, a na kostkach poczuła subtelne uderzenie morskiej fali. Zawładnął nią zapach morza i rozgrzanego piasku, trawa także zmieniła się w piasek, teraz mogła siedzieć na plaży, a woda - wyjątkowo ciepła jak na morze - pieściła jej łydki, sunąc coraz wyżej i wyżej.

Nie mogła się powstrzymać. Otworzyła oczy.

Odczucia nie znikły, wizualnie jednak wciąż siedziała w fotelu, kompletnie ubrana, przed oczami mając duże biurko z ciemnego drewna. Lucjusz stał za nią, jednak jego mruczenie ucichło - musiał w jakiś sposób wiedzieć, kiedy otworzyła oczy.

-Zdajesz sobie sprawę - stwierdził swym zwykłym, chłodnym tonem - jak ciężko jest wykreować magiczną iluzję, w momencie kiedy używasz zmysłu którego ona nie obejmuje? Naprawdę uważasz, że bez powodu kazałem ci zamknąć oczy? - Hermiona zadrżała, słysząc go.

-Ja... - zająknęła się. - ja przepraszam... nie mogłam się powstrzymać.

-Niegrzeczna dziewczynka... - pochylił się nad jej uchem, a w jego głosie, prócz zwykłego chłodu i opanowania, brzmiała także dziwna nutka zadowolenia. Spodziewała się już, co usłyszy i - co ją samą zdziwiło - nie miała nic przeciwko tego typu zabawie.

- Czy nie powinienem ukarać cię za takie nieposłuszeństwo? - wpatrywał się w nią teraz, mrużąc swe szare oczy w wyjątkowo koci sposób.

-Zapewne powinieneś - oznajmiła, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Zaśmiał się krótko.

-W takim układzie wstań i oprzyj się rękami o biurko. - Hermiona wykonała polecenie bez zbędnych protestów. Wiedziała, co się zaraz stanie. W mugolskich romansidłach, które czasem czytywała - do czego oczywiście nie przyznałaby się nawet na torturach - zdarzały się czasem tego typu sceny. Jedno machnięcie malfoyowej różdżki i jej zgrabnego tyłka nie zakrywały już ani majtki ani spódnica.

Pierwszy klaps był raczej delikatny, a zetknięcie chłodnej ręki profesora z jej ciepłą skórą - przyjemne. Drugi już nieznacznie zapiekł. Przy trzech kolejnych Hermiona musiała przygryźć wargi, żeby nie pisnąć, a po następnych dwóch była pewna, że ma mocno zaczerwienione pośladki.

-Ile jeszcze? - jęknęła.

-Trzy - odparł. - Wcześniej nie wydawałaś się za bardzo przerażona perspektywą takiej kary, coś się zmieniło? - zadrwił, po czym po raz ósmy smagnął otwartą dłonią jej kusząco okrągłą pupę, na co zareagowała głośnym piskiem. Bynajmniej nie był to pisk niezadowolenia.

Hermiona nie umiała otwarcie mówić o swoich potrzebach i fantazjach - po pierwsze dlatego, że była jeszcze młoda i niezbyt doświadczona, po drugie zaś wszyscy postrzegali ją jako grzeczną i ułożoną i nikt chyba nie spodziewał się, że ma zdecydowanie niegrzeczne pomysły na spędzenie intymnego sam na sam z mężczyzną. Tymczasem Lucjusz Malfoy zdawał się to wyczuwać, o nic ją nie pytając, w dodatku bycie dominującym było dla niego tak naturalne jak mówienie. I kiedy jego ręka spadała po raz dziewiąty i dziesiąty na jej piekące pośladki, Hermiona absolutnie przestała mieć za złe dyrektor McGonagall, że wybrała go na stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią.


Wszystkie Wasze opinie są nieocenioną motywacją do pisania :)

Rozdział szósty jest w trakcie tworzenia :)