Ponieważ skończyłam pisać ten rozdział dosłownie przed chwilą, a rano wyjeżdżam, postanowiłam wrzucić go niezbetowanego, żeby nie kazać Wam dłużej czekać ;) Przepraszam więc za błędy, jeśli się pojawią - a mam nadzieję, że jednak się nie pojawią.


Przedstawiam Wam rozdział szósty, w którym będzie to co wszystkie lubimy, czyli namiętne zbliżenia Hermiony i Lucjusza, a oprócz tego Hermiona pokłóci się z Ronem i przyzna Ginny do swojego romansu z nauczycielem. Na koniec zaś mała ciekawostka dotycząca... Narcyzy.

Miłej lektury!


Rozdział 6.

-Tutaj, czy zabrać cię do łóżka? - gorący oddech Lucjusza przyjemnie drażnił jej kark i lewe ucho, gdy pochylał się nad nią, wciąż opartą o biurko. Płynnym ruchem czarodziejskiej różdżki sprawił, że reszta ubrań Hermiony poszybowała w kierunku fotela, przewieszając się równiutko przez oparcie.

-Tutaj - odparła bez wahania, po czym dodała - a potem zabierz mnie do łóżka! - Malfoy zareagował na te słowa cichym, pełnym samozadowolenia śmiechem, przechodzącym w gardłowy pomruk.

-Ale najpierw jeszcze chwilę pobawię się swoją różdżką. - Hermiona nie mogła się oprzeć wrażeniu, że dwuznaczność tej wypowiedzi była celowa. - I nie odwracaj się. - poinstruował ją, ostrzegawczo klepiąc ją lekko w pośladki, gdy spróbowała zmienić pozycję. Pochylił się nad nią tak, że teraz była zakleszczona pomiędzy jego ciałem a biurkiem, przed oczami mając jego dłonie - w prawej trzymał różdżkę, celując w lewą. Jednocześnie z tyłu czuła przyciśniętą do jej rozgrzanej skóry chłodną klamrę spinającą czarny, skórzany pasek od lucjuszowych spodni, a poniżej wyraźnie coś ją uwierało. Niewątpliwie był to bardzo przyjemny rodzaj uwierania. Tymczasem, w wyniku wymruczanego cichym, zmysłowym głosem zaklęcia, z końca różdżki wystrzelił iskrzący się obłok, który objął obie dłonie profesora, wsiąkając w nie.

-Bardzo przydatne małe zaklęcie - oznajmił, odkładając różdżkę i obejmując dłońmi jej piersi. Aż krzyknęła z rozkoszy, czując łagodne wibracje, rozchodzące się po jej ciele. Pieścił ją przez chwilę, łagodnymi, okrężnymi ruchami, po czym zsunął jedną rękę niżej. Musnął opuszkami palców jej żebra i w tym momencie Hermiona zachichotała głośno, wijąc się przy tym i ocierając o niego.

- Mam łaskotki - wyjaśniła.

- Zapamiętam na przyszłość - zamruczał jej do ucha. "No pięknie" - pomyślała.

Tym razem Lucjusz nie kazał jej długo na siebie czekać - z cichym, metalicznym kliknięciem odpiął klamrę od spodni i nawet nie pofatygował się, aby je całkiem ściągnąć, tylko od razu wszedł w nią szybkim, gwałtownych pchnięciem.

Energiczny ruch jego bioder, a także to, co wyczyniał cudownie wibrującymi dłońmi, sprawiały, że Hermionie ciężko było utrzymać się na nogach. Oparła się więc mocno o biurko, prawie się na nim kładąc. Odpowiadała na jego ruchy równie energicznie wypychając biodra do tyłu, naprzeciw nadchodzącej rozkoszy.

Długą i pełną jęków i przyjemności chwilę później, Lucjusz opadł na stojący za nim fotel, a Hermiona pozostała w miejscu, niemal przewieszona przez biurko, jeszcze przez chwilę nie będąc w stanie się ruszyć.

-Masz przeuroczo zaczerwieniony tyłek - oznajmił z lubością Lucjusz, a Hermiona z zażenowaniem zorientowała się, że ma on teraz wymienioną część jej ciała dokładnie przed oczami. Po chwili poczuła na pośladku coś chłodnego. Zerknęła przez ramię, żeby zobaczyć, że Malfoy właśnie trącił jej krągłości swoją laską, zakończoną srebrną głową węża. - Doprawdy przeuroczo. - przymknął oczy, wyciągając się wygodnie w fotelu.


Chłodny, niedzielny poranek zastał uczniów Hogwartu zebranych na dziedzińcu szkoły gotowych spędzić dzień w pobliskiej wiosce - Hogsmeade.

-Wyglądasz na niewyspaną - stwierdziła Ginny Weasley, zerkając na ziewającą Hermionę. - Co ty robiłaś w nocy?

- Uczyłam się - odparła zdawkowym tonem, jednak jej przyjaciółkę nie tak łatwo było zmylić. A już zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że policzki Hermiony oblał szkarłatny rumieniec.

- Jasne. A czerwienisz się dlatego, że jesteś zakochana w podręczniku do transmutacji - prychnęła ironicznie.

- W nikim się nie zakochałam!

- Ależ oczywiście, że tak. To widać. A przynajmniej zauroczyłaś.

Spierały się tak całą drogę do Trzech Mioteł, gdzie czekał na nie Harry, a także - ku niezadowoleniu Hermiony - Ron z Gabrielle.

- Witaj 'Ermiąno! - oznajmiła słodkim głosem Francuzka. Harry uścisnął ją serdecznie, Ron natomiast ograniczył się do podania ręki. Przyszła pani Weasley wręczyła Hermionie i Ginny zaproszenia, które po otwarciu same czytały tekst, oczywiście z irytującym, francuskim akcentem, a także wydzielały jakiś przesadnie słodki, kwiatowy zapach.

Zajęli się rozmową, sącząc kremowe piwo, a Ron i Harry Ognistą Whiskey. W pewnym momencie Gabrielle, która do tej pory była raczej małomówna, wypaliła:

- Ty sobie też powinni znaleźć kogoś, 'Ermiąno. 'Arry ma Ginny, my z Ronem niedlugo będziemi malżeństwo...

- Gabrielle ma rację. Powinnaś się rozejrzeć, księcia z bajki nie znajdziesz w bibliotece - wtrącił się Ron i wtedy Hermiona zapomniała o tym, jak uparcie wpierała Ginny, że nikt jej nie zauroczył, bowiem chęć odgryzienia się Ronaldowi zwyciężyła.

- Tak się składa, że mam swojego księcia, a jeśli chodzi o książki to jest tysiąc razy bardziej oczytany niż ty, matole! - rudzielcowi zrzedła nieco mina i jak zauważyła Hermiona, wyglądał dokładnie tak, jak w czwartej klasie przed balem bożonarodzeniowym, gdy oznajmiła mu, że idzie z kimś innym, a także w szóstej klasie, gdy podobna sytuacja miała miejsce przed przyjęciem u profesora Slughorna. Na jego twarzy malował się iście głupkowaty wyraz, z nutą niedowierzania. Natomiast Ginny uśmiechała się tryumfalnie.

- A jednak Hermiono, a jednak. Dziś wieczorem wpadnę do twojej sypialni i nie ma, że się uczysz - zaraz mi wszystko streścisz - oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu.


Ginny istotnie zapukała do jej drzwi, około dziewiątej wieczorem. Nim jednak przeszła do wypytywania, podzieliła się pikantnymi szczegółami swojego popołudnia, spędzonego z Harrym sam na sam. Otwartość przyjaciółki ośmieliła nieco Hermionę, wciąż jednak obawiała się jak ta zareaguje, gdy dowie się, kto jest owym "księciem".

-No więc... - zaczęła niezdarnie, gdy już nie mogła dłużej zwlekać, przyparta do muru oczekującym spojrzeniem Ginny. - Nie wiem jak zareagujesz, ale nie mów nikomu.

- Jasne, ani słówka nie pisnę.

- To jest nauczyciel.

- Nie żartuj! Ten nowy, młody, od transmutacji? - dopytywała z przejęciem. Po objęciu przez Minervę McGonagall dyrektorskiego stołka, jej miejsce nauczyciela transmutacji zajął profesor Smith - owszem, młody i niebrzydki, aczkolwiek według Hermiony tak przeciętny jak jego nazwisko.

- Nie... Zdecydowanie nie on. Ginny, tylko nie myśl o mnie źle...

- No już, nie marudź. Gadaj.

- Malfoy. - zapadła chwila niezręcznej ciszy. - Profesor Lucjusz Malfoy - uściśliła drżącym głosem Hermiona, czekając ze zdenerwowaniem na jakąkolwiek reakcję ze strony swej rozmówczyni.

- No tego to bym się po tobie nie spodziewała - odparła Ginny po dłuższym milczeniu. Jej oczy były teraz wielkości galeonów.

- Spodziewam się, że raczej nie aprobujesz tej... hmm... relacji?

- Nie lubię Malfoyów, poza tym nie wyobrażam sobie Lucjusza zakocha... Zaraz! Hermiono! - wykrzyknęła nagle. - Przecież on ma żonę! Pomijając fakt posiadania syna, będącego w naszym wieku, pomijając sam wiek Lucjusza - nie ukrywajmy, młody to on nie jest - ale on jest żonaty!

- Spokojnie Ginny. Już nie jest. Nie widzisz, że nie nosi obrączki?

- Podziwiam twoją spostrzegawczość. Ja tam się nie przyglądałam tak szczegółowo jego biżuterii. A może jej nie nosi?

- Rozmawiałam z nim o tym. Zeszłej nocy... - Hermiona zaczerwieniła się po czubki uszu.

- No chociaż tyle. No więc, pomijając fakt, że bratasz się z wrogiem... - tę wypowiedź przerwało Ginny zdenerwowane prychnięcie.

- Dokładnie to samo mówił twój cudowny braciszek, gdy spotykałam się z Wiktorem Krumem. Czy naprawdę krytykowanie moich związków to jakaś rodzinna cecha Weasleyów?

Ten argument podziałał, Ginny postanowiła dać sobie spokój z narzekaniem na wybór Hermiony i wrócić do bardziej interesujących kwestii, na co ta ochoczo przystała. Zaczęła od streszczenia pamiętnego szlabanu ("No nie, jak on mógł tak ingerować w czyjąś prywatność!" - wtrąciła Ginny, potrząsając z oburzeniem grzywą płomiennorudych włosów), a skończyła na szczegółach ostatniej nocy, kiedy to Lucjusz zabrał ją siecią Fiuu do swojej sypialni w Malfoy Manor.


Duże łoże z baldachimem przykryte było ciemnozieloną, satynową pościelą. Hermiona pomyślała, że to taki ślizgoński kolor, a jednocześnie niesamowicie pasujący do Lucjusza. Szmaragdowe płomienie zgasły, zastąpione przez te zwykłe, dające przyjemny blask i ciepło. Stali nago na miękkim dywanie, pochłaniając się wzajemnie wzrokiem. Lucjusz znów był gotowy, jego męskość, wyprężona dumnie, kusiła Hermionę, aby go dotknąć. Nie zastanawiając się dłużej, ujęła go zdecydowanym ruchem w dłoń i zaczęła pieścić, obserwując przy tym jak chłodna maska rozpada się, jak Lucjusz traci panowanie nad sobą, a jego wzrok zdaje się płonąć. Niewiele myśląc uklękła przed nim i wzięła go w usta.

- Hermiono... - jęknął po dłuższej chwili. - Jeśli chcesz, żebym się tobą należycie zajął, to przestań w tej chwili!

Uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem. Jeszcze przez kilka sekund przyglądała się z nieukrywaną satysfakcją jak walczy ze sobą, aby nie dojść zbyt szybko, po czym przerwała i położyła się na łóżku, przeciągając kusząco i mrużąc oczy w koci sposób. Po chwili jednak przeszył ją dreszcz, gdy zobaczyła, że Lucjusz zbliża się do niej z groźną miną, dzierżąc w prawej dłoni różdżkę.

- Pozwól, że teraz to ja zapanuję trochę nad sytuacją. - jedno niewerbalne zaklęcie i ręce Hermiony zostały przywiązane miękką liną do poręczy łóżka.

- I co by tu z tobą zrobić? - zastanawiał się na głos, bawiąc się jej sutkami.

- Nie kazać mi czekać i niezwłocznie przelecieć? - zasugerowała Hermiona.

- Niecierpliwa jak zwykle, panno Granger. Oj, chyba przyda się kolejna lekcja cierpliwości...

- Nie jesteśmy w szkole, panie Malfoy. Nie trzeba mnie niczego uczyć.

- Cóż, nie powiem, z wieloma rzeczami radzisz sobie całkiem nieźle. Gdybym nauczał sztuki seksu oralnego, Gryffindor zarobiłby dziś bardzo dużo punktów... - mówiąc to, muskał opuszkami palców jej talię i brzuch. Następnie ułożył się pomiędzy jej nogami, rozchylając uda i obsypał ją pocałunkami, od piersi po podbrzusze. Jego długie, platynowe włosy przesuwały się po ciele Hermiony, wywołując bardzo przyjemny rodzaj łaskotania - taki, od którego nie chce się skręcać ze śmiechu, a jedyne lekko uśmiechać. I wzdychać z rozkoszy. Chciała wpleść w te włosy palce, ale zdołała tylko unieść lekko ręce, gdy poczuła, że przecież blokują je liny.

- Już mi chcesz uciekać? - spytał, dostrzegając to.

- Nie mam zamiaru, za dobrze mi tutaj. Tylko mógłbyś się zainteresować pewnym miejscem, które bardzo czeka na twoją uwagę...

- Niecierpliwa jak zwykle...

- No ciekawe ile sam wytrzymasz. Przed chwilą byłeś tak blisko końca... - droczyła się z nim, następnie, niczym mała dziewczynka, pokazała mu język.

- Ty się chyba znowu prosisz o karę. - stwierdził i niespodziewanie zaczął ją łaskotać, tym razem tak, że nie mogła powstrzymać głośnego śmiechu, wijąc się i szarpiąc za liny. - Mówiłem, że zapamiętam - dodał spokojnie, obserwując jej zmagania z zaczarowanymi więzami.

Jednak, jak Hermiona słusznie zauważyła, Lucjusz sam nie miał ochoty już dłużej czekać. Dał więc sobie spokój z nauką cierpliwości i wszedł w nią gwałtownie, bez ostrzeżenia, tak, że aż krzyknęła - i szybko doprowadził ich oboje do spełnienia.

Chwilę później usunął różdżką magiczne liny i otulił zmęczoną Hermionę kołdrą. Chciał jeszcze zwrócić jej uwagę, że może jednak powinna wrócić na noc do zamku, ale ona spała już twardo, ułożona w poprzek łóżka, tak, że Lucjusz nie miał nawet jak się na nim położyć. Nie byłby jednak sobą, gdyby poszedł teraz spać na kanapę w salonie - chwycił więc różdżkę i zdecydowanym machnięciem przesunął bezwładne ciało Hermiony bliżej brzegu łoża. Nie obudziła, zamruczała tylko coś niewyraźnie, z czego zrozumiał jedynie "Lucjuszu..." .


Ginny słuchała jej opowieści z wypiekami na twarzy.

- No pięknie. Zaskakujesz mnie swymi upodobaniami Hermiono.

- Myślę, że powinniście z Harrym poeksperymentować więcej w łóżku. Mogę podsunąć ci parę ciekawych zaklęć - zaproponowała.

- Chętnie skorzystam. Ale, ale. Nie powiedziałaś mi jeszcze jednej rzeczy. Ponoć rozmawiałaś z nim o jego braku obrączki. Co ci dokładnie powiedział?

- Niewiele. Rozmawialiśmy trochę jak się obudziłam, tuż przed tym, jak wróciłam do własnego łóżka. Głównie zarzucał mi, że się strasznie wiercę w nocy i następnym razem odstawi mnie prosto do wieży Gryffindoru.

- No ale coś mówił - nalegała Ginny.

- Tak, tak. Małżeństwo Lucjusza i Narcyzy było zaaranżowane przez ich rodziny. Połączenie dwóch wielkich rodów czystej krwi... - prychnęła. - Wydała mu na świat potomka, ów pożal się Boże potomek - Ginny zachichotała - dorósł, wyniósł się z domu...

- Przynajmniej nie będziesz musiała oglądać uroczej buźki Draco, odwiedzając dom kochanka. Swoją drogą ciekawe jakby zareagował na wasz romans - obie dziewczyny zaniosły się niepohamowanym śmiechem.

- Zapewne miałby równie ciekawą minę, jak wtedy, kiedy zdzieliłam go po tej zarozumiałej twarzyczce - wspomnienie incydentu z trzeciego roku jeszcze bardziej je rozbawiło. Gdy już się wyśmiały, Hermiona kontynuowała:

- Tak więc nie mają już na głowie dziecka i postanowili się rozejść i szukać szczęścia. Wspominał też coś, że Narcyza nie była z nim szczęśliwa, bo różnią ich preferencje...

- Preferencje? - zdziwiła się Ginny.

- Zabrzmiało to trochę tak, jakby jego była żona wolała kobiety.