Przedstawiam Wam rozdział siódmy! Postanowiłam znów poruszyć kwestię pochodzenia Hermiony. Poznamy trzy nowe postaci (z czego tylko jedną osobiście), całkowicie przeze mnie wykreowane na potrzeby fanfika. Poza tym podsłuchamy nieco intymnych zwierzeń Hermiony i Ginny...

A wiecie w jaki oryginalny sposób można pić wino? Nie? Na to odpowie Wam Lucek ;)


Wyjaśnienia imion znajdziecie pod rozdziałem.

Obie moje bety niestety nie mają ostatnio za dużo czasu, także wrzucam rozdział niesprawdzony i będę wdzięczna za wytknięcie mi błędów, jeśli się jakieś pojawią.

Miłej lektury!

Rozdział 7.

Lucjusz siedział w fotelu naprzeciwko kominka, w którym cicho trzaskał ogień i wpatrywał się w pewien bardzo stary wycinek Proroka Codziennego. Na zdjęciu obok artykułu widniała wysoka, szczupła kobieta z burzą czarnych włosów. Uśmiechała się ciepło, a uśmiech ten sięgał także jej oczu i choć fotografia była czarno - biała, przysiągłby, że są one orzechowe. Prorok z głębokim żalem pisał o śmierci owej kobiety - zginęła w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Informacje na temat tego przykrego wydarzenia podane były niesamowicie mgliście - tak mgliście jak jej imię - Misty. Misty Avellan, choć w dniu śmierci nosiła już nazwisko Kirwood, po mężu, Morvenie, który zginął niedługo po niej, z rąk jakiegoś bezimiennego aurora, jakieś trzy miesiące po tym, jak został mu wypalony na przedramieniu Mroczny Znak. Lucjusz dobrze pamiętał Misty z Hogwartu - była ambitną, mądrą dziewczyną, z którą zawsze było o czym porozmawiać. A teraz patrzyła na niego z tej starej, pożółkłej już gazety bardzo znajomym wzrokiem. Wyjątkowo znajomym...

Oderwał wzrok od Misty i sięgnął po leżący na niskim, drewnianym stoliku kryształowy kielich, wypełniony do połowy czerwonym winem. Upił łyk, rozkoszując się jego smakiem, a także pustką i ciszą, jakie wypełniały od pewnego czasu Malfoy Manor.


W tym samym czasie Hermiona, przy pomocy różdżki, odsyłała ciężkie księgi zaklęć na półkę, aby zrobić na łóżku trochę miejsca dla Ginny. Jej rudowłosa przyjaciółka przyszła porozmawiać, co ostatnio robiła dosyć często, odkąd zaczęły się sobie nawzajem zwierzać z co ciekawszych intymnych wspomnień.

- Te zaklęcia iluzji to jest coś cudownego. Ja sama jeszcze ich tak dobrze nie opanowałam, ale Harry natychmiast załapał o co chodzi i jest w tym naprawdę świetny - mówiła, sadowiąc się wygodnie na poduszce. - A poza tym zwierzył mi się z pewnej swojej fantazji...

- No słucham, jakiej?

- Stwierdził, że kręcą go dwie całujące się dziewczyny. Naciskałam chwilę i wydusiłam z niego, że nie koniecznie tylko całujące - Ginny zachichotała, Hermiona zawtórowała jej tym samym. - I na koniec stwierdził, że gdybym kiedyś przyszła do niego i stwierdziła, że przespałam się z dziewczyną, to nie uznałby tego za zdradę, a co więcej - wypytałby mnie o szczegóły! - przez chwilę śmiały się serdecznie, a wreszcie Hermiona spytała niepewnie:

- A czy tobie się kiedykolwiek zdarzyło... no wiesz, mieć jakąś przygodę z dziewczyną?

- Powiedzmy, że raz całowałam się z jedną. I była niezła. Aż żałuję, że na tym się skończyło. Niestety robiłyśmy to dla zakładu i ona uznała potem, że to nie dla niej i że mam nikomu nie mówić. Ech.

- Mi się nawet całować nie zdarzyło...

Przez chwilę obie dziewczyny siedziały w milczeniu, a potem Hermiona zaczęła opowiadać o kolejnej sobocie spędzonej u Lucjusza.


Łazienka w Malfoy Manor przypominała nieco łazienkę prefektów w Hogwarcie, choć była większa, a kurki z różnymi rodzajami magicznych płynów do kąpieli miały kształt wężowych głów. Hermiona stała zanurzona po pas w wodzie, podtrzymując dłońmi piersi w taki sposób, że stworzyło się między nimi małe wgłębienie. Lucjusz natomiast stał nad nią z kryształowym kielichem, lejąc po jej dekolcie wino, które cienkim strumyczkiem spływało właśnie do tego niewielkiego dołka. Po chwili poczuła usta Lucjusza, spijające napój z jej ciała i dążące w górę, by ją pocałować.

Upojne chwile spędzone w kąpieli, zakończyli w łóżku, z nie mniejszą namiętnością niż ostatnim razem. Dochodziła godzina dwudziesta, gdy Hermiona zasugerowała nieśmiało, że nie jadła obiadu i właściwie mogłaby wracać do siebie, Lucjusz nie chciał jednak o tym słyszeć. Polecił dwóm domowym skrzatom przygotować posiłek, a sam wrócił do kontemplowania idealnie okrągłych piersi Hermiony, których kategorycznie zabronił jej zakryć kołdrą. Kilka minut później rozległ się głuchy stukot ciężkiej kołatki i odgłos drobnych kroków skrzata, który pobiegł otworzyć drzwi.

- Ubierz się Hermiono. Na śmierć zapomniałem, że spodziewam się dziś gości na kolacji. - oznajmił, narzucił na siebie szaty i ruszył powitać przybyłych.

Hermiona ubrała się szybko, jednak została w sypialni chwilę dłużej, aby poprawić makijaż i rozczochrane włosy. Usłyszała głosy dwóch kobiet - jedna z nich mogła być Narcyzą Black, niegdyś panią Malfoy. Zerknęła przez uchylone drzwi, żeby zobaczyć jak Lucjusz pomaga zdjąć płaszcz niższej z nich, o czekoladowych włosach i pięknych, zielonych oczach, pod kolor których dobrała wisior z kamienia kształtem przypominającego liść bluszczu, oprawionego w srebrną ramkę. Ubrana była w długą, czarną suknię, a wyjątkowo wąską talię ścisnęła satynowym gorsetem. Z ich krótkiego, choć ciepłego powitania dowiedziała się, że ma na imię Ivy.

- Będziemy mieli jeszcze jednego gościa na kolacji - oznajmił Lucjusz.

- Kobieta? - Ivy bezbłędnie odczytała z tonu głosu jego ukryte znaczenie.

- Tak, zejdzie do nas za chwilę.

Teraz Hermiona, która wahała się, czy dołączyć do byłej żony Lucjusza i jej - jak się domyślała - partnerki, nie mogła już wycofać się do kominka i wrócić do swojej przytulnej sypialni w wieży Gryffindoru. Wzięła więc głęboki oddech, policzyła do dziesięciu i ruszyła w stronę bogato wystrojonego salonu.

Ivy, tak jak się domyślała, była ukochaną kobietą Narcyzy. Nie musiały mówić tego wprost, wystarczyły jej drobne gesty, uśmiechy, przypadkowy dotyk dłoni, gdy Ivy podawała Narcyzie solniczkę. Pomiędzy Lucjuszem, a jego byłą żoną nie dało się wyczuć nerwowego napięcia, którego Hermiona się obawiała, wręcz przeciwnie - rozmawiali bardzo swobodnie, niczym starzy przyjaciele. Nie traktowali jej też z wyższością, jakiej mogłaby się spodziewać po dużo starszych od niej czarodziejach z szanowanych rodów - padły grzecznościowe pytania o naukę w Hogwarcie i plany na przyszłość, Narcyza była nawet zainteresowana, czy Hermiona utrzymuje jakieś kontakty z Draconem.

- Lucjuszu, mam już pewne informacje w sprawie, o którą mnie prosiłeś - oznajmiła Ivy, gdy obie z Narcyzą zostały odprowadzone do drzwi.

- Nie dziś. Wyślij mi sowę - odparł krótko, znów pomagając jej z płaszczem.


- Ma gość fantazję, pomysł z winem muszę podsunąć Harry'emu - skomentowała Ginny.

- O tak... - rozmarzyła się Hermiona, kładąc się na plecach, z rekami pod głową i przymykając orzechowe oczy. - Słuchaj, Ginny... - zaczęła po chwili, niepewnym tonem - Jak to jest całować się z dziewczyną?

- Wiesz... Mogę ci pokazać. Jest nieźle. - stwierdziła zachęcająco, kładąc się obok przyjaciółki.

- No nie wiem... - Hermiona otworzyła oczy, żeby zobaczyć twarz Ginny dosłownie kilka centymetrów od niej. Nie zastanawiała się długo.

Usta Ginny były ciepłe, cieplejsze niż Lucjusza, czy jakiegokolwiek mężczyzny, którego całowała - Rona, czy Wiktora Kruma. Były też bardziej miękkie i słodkie, a także mniej władcze i dominujące. Odważyła się wyjść jej naprzeciw koniuszkiem języka, a ona ochoczo rozchyliła wargi, wpuszczając ją do środka, po chwili jednak sama zderzyła się z nią swoim, splatając ich języki w łagodnym tańcu. Chwilę później oderwały się od siebie, chichocząc niczym małe dzieci, które coś zbroiły.

- Jak myślisz, Lucjusz byłby zły, gdyby się o tym dowiedział?

- Nie sądzę, wydaje mi się, że raczej by się podniecił - oznajmiła zdecydowanym tonem Ginny.

- Ale nie próbuj mnie namawiać, abym to powtórzyła przed Harrym.

- Spokojnie, nie zamierzam.

Po chwili znów roześmiały się szczerze i głośno.

- Hermiono, zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz . A mianowicie to co Lucjusz powiedział ci o twoim pochodzeniu. - Ginny zaczęła nagle temat, którego Hermiona unikała od czasu swych krótkich i bezowocnych poszukiwać w bibliotece.

- Nie mówił mi nic więcej - odparła wymijająco.

- Ale nie próbujesz nic na ten temat znaleźć? Nie ciekawi cię to?

- Powiem ci szczerze Ginny... Boję się co znajdę. Wiem, że zawsze paliłam się, aby zdobywać nową wiedzę, spędzałam całe godziny w bibliotece, byłam czasem przesadnie dociekliwa... Ale tę sprawę chcę zostawić Lucjuszowi, a jeśli nie znajdzie odpowiedzi, nie będę żałować.

Ginny milczała przez chwilę, po czym objęła przyjaciółkę i stwierdziła krótko:

- Rozumiem cię.

- Pomyśl tylko - kontynuowała Hermiona, przytulając się do niej i wpatrując w księżyc, rzucający blade światło na rozciągające się za oknem błonia - jeśli się okaże, że ludzie, z którymi przeżyłam kilkanaście lat pod jednym dachem, którzy obdarzyli mnie miłością i których ja szczerze kocham... - głos jej się załamał, a po policzku spłynęła łza - jeśli się okaże... że oni nie są... - nie mogła mówić dalej, po prostu się rozpłakała. Ginny kołysała ją w ramionach szepcząc pocieszające słowa, które nie miały większego znaczenia, jednak samo ich monotonne, melodyjne brzmienie, powoli uspokajało Hermionę.


Duża, czekoladowo - brązowa sowa zastukała dziobem w okno sypialni Lucjusza Malfoya. Przyniosła list od Ivy Kirwood, napisany prostym, schludnym pismem, bez zbędnych zaokrągleń czy zawijasów. Lucjusz wysunął z koperty część kartki i rzucił okiem na pierwsze zdanie:

Lucjuszu,

Tak jak Ci mówiłam, mam pewne informacje w sprawie Misty.

Schował list z powrotem. Postanowił odłożyć tajemnicę Hermiony na później, dziś miał zamiar posiedzieć przed kominkiem w ciszy i samotności, rozkoszując się smakiem czerwonego wina.


Mam do Was takie małe pytanie - co sądzicie o opisanym w tym rozdziale zbliżeniu Hermiony i Ginny? Macie ochotę na jeszcze jedną scenkę z nimi, czy lepiej, żeby był to jednorazowy wybryk? (Ja osobiście mam, ale chcę poznać Waszą opinię ;))


Większość nowych imion i nazwisk zaczerpnęłam z Google, wklepując po prostu "old english names".

Misty oznacza mglisty, uznałam, że imię ładnie brzmi, poza tym jest to postać owiana tajemnicą i pasuje.

Nazwisko Avellan stworzyłam od żeńskiego imienia Avellana, pochodzącego z łaciny i oznaczającego orzech laskowy.

Ivy znaczy bluszcz i jak na razie ma jedynie podkreślać kolor oczu postaci (tak jak z resztą w przypadku Avellan).

Morven oznacza ze staroangielskiego coś w stylu "dziecko morza", co nie ma tu najmniejszego znaczenia - po prostu mi się podobało.

Kirwood jest jedynym "niewygooglowanym" nazwiskiem. Zaczerpnęłam je z obsady Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci cz.2, jest to nazwisko aktora grającego jakiegoś bezimiennego śmierciożercę.