Na wstępie przepraszam Was niesamowicie za tak długą przerwę. Niestety wena nie sługa i po jej długiej nieobecności dopadła mnie właśnie teraz - ponieważ jednak czekaliście już dość długo, postanowiłam wrzucić rozdział od razu, nie oddając go becie. Z reguły nie robię za dużo błędów, więc mam nadzieję, że i tu się takowe nie pojawią.


Przedstawiam Wam rozdział ósmy, w którym wydarzy się co nieco pomiędzy Hermioną i Ginny, o czym lojalnie uprzedzam osoby tym niezainteresowane ;) Ponieważ jednak, co mnie niezmiernie cieszy, pojawiły się pozytywne komentarze odnośnie tej scenki, z radością ją napisałam i możecie się jeszcze kiedyś podobnej spodziewać.

Poza tym, wraz z Lucjuszem, przeczytamy w całości list od Ivy Kirwood.

Miłej lektury!


Rozdział 8.

Płynna czekolada sama malowała na ciele Hermiony skomplikowane wzory. Jej ciepłe strużki spływały po piersiach i brzuchu, a także po plecach, wywołując przyjemne ciarki. W sypialni Lucjusza paliły się świece, rzucając łagodne, migotliwe światło, a po ścianach tańczyły rozedrgane cienie dwóch postaci. Lucjusz, przy pomocy różdżki, dyrygował czekoladowym strumyczkom, które pieściły jego kochankę. Za chwilę miał się nią zająć osobiście...

Jednak romantyzmu tej scenie odejmował fakt, że ręce Hermiony były przywiązane do haka na suficie, przy pomocy grubej liny.


- Jest pomysłowy, tego mu nie można odmówić - stwierdziła Ginny. - A wiesz, mówiłam Harry'emu o naszym ostatnim, małym wyczynie - uśmiechnęła się zalotnie do Hermiony, układając się wygodniej na jej łóżku.

- I co on na to? To znaczy wiem, że mu się podobało, ale mam nadzieję, że ostrzegłaś go, że nie mam zamiaru robić mu przedstawienia.

- Spokojnie, Harry stwierdził, że traktuje cię jak siostrę i to by było dla niego wręcz niewłaściwe... Ale ucieszył się z faktu, że mi się podobało - wyszczerzyła się Ginny.

- Wiesz, mi też się bardzo podobało - Hermiona puściła jej oczko, przysuwając się bliżej. Ginny zbliżyła rękę do twarzy przyjaciółki - niby po to, żeby odsunąć niesforny kosmyk włosów za ucho, a jednocześnie głaszcząc ją czule po policzku i muskając opuszkiem dolną wargę.

- A ty wspominałaś coś o nas swemu kochankowi? - spytała, z zaciekawieniem.

- Nie... nie jestem pewna jego reakcji. Z resztą wolę na razie, żeby to pozostało naszym małym, niewinnym sekretem - Lucjusz nie musi o wszystkim wiedzieć.

- Naszym małym, niewinnym sekretem? - zamruczała Ginny.

- Co ci chodzi po głowie? - ale Hermiona dobrze wiedziała co Ginny chodzi po głowie.

- A to, żeby ten sekret nie był taki znowu niewinny - oznajmiła, przysuwając się bliżej Hermiony.

- Już myślałam, że nigdy tego nie powiesz - Hermiona, w zaskakująco, jak na nią, dominujący sposób pocałowała Ginny, przygryzając jej dolną wargę. Po chwili jednak pozwoliła rudowłosej piękności przejąć kontrolę. Małe, szczupłe dłonie Weasleyówny znikły pod szatami Hermiony, szybko pokonując drogę do zapięcia koronkowego biustonosza. Nie minęło kilka minut, gdy ich ubrania leżały w nieładzie na podłodze, a obie dziewczyny przyglądały się błyszczącymi z podniecenia oczyma swoim nagim ciałom, dotykając je i pieszcząc, dając sobie nawzajem rozkosz, jaką tylko kobieta kobiecie potrafi dać. Doświadczenie to było niesamowicie różne od nocy spędzonych z Lucjuszem - tu nikt nad nikim nie dominował, obie były równorzędnymi partnerkami, niesamowicie delikatnymi wobec siebie i intuicyjnie wiedzącymi które punkty na ciele musnąć opuszkami palców, aby wywołać kolejne face pożądania. Hermiona dotykała Ginny w taki sposób, w jaki sama chciała być dotykana i widziała jak jej smukła sylwetka, nieco chudsza niż jej własna, ale wciąż tak kobieco delikatna, wije się poddając kolejnym pieszczotom. Sutki Ginny, o ładnym, brzoskwiniowym kolorze, wieńczące małe piersi, szybko stały się sztywne pod zręcznymi dłońmi, które je ugniatały. Ich zwinne języczki sunęły po gładkiej skórze szyi i w dół po dekolcie, wywołując słodkie, ciche pojękiwanie to jednej, to drugiej dziewczyny. Pieściły się naprawdę długo, dużo dłużej niż kiedykolwiek ich mężczyźni mieli cierpliwość. Wreszcie jednak Ginny sięgnęła miękkimi opuszkami między lekko rozchylone uda Hermiony, chcąc doprowadzić ją do spełnienia. Pozwoliła jej na to, przymykając oczy i chwytając dłońmi, wyciągniętymi nad głową, za rogi poduszki, przez co jej piersi nabrały wyjątkowo ładnego kształtu i Ginny nie mogła powstrzymać westchnienia podziwu. Pod jej dotykiem Hermiona szybko osiągnęła szczyt, a jej jęki stłumione zostały przez gorące pocałunki.

- Jejku. Jejku, jej... - westchnęła, drżąc jeszcze po niedawno przeżytej rozkoszy, wtulona w ramiona przyjaciółki.

- Ja tylko mam nadzieję... - oznajmiła Ginny, bawiąc się jej włosami - ...że mnie teraz tak nie zostawisz.


Lucjuszu,

Tak jak Ci mówiłam, mam pewne informacje w sprawie Misty.

Mój brat, a jej mąż, Morven, był w posiadaniu starożytnej księgi, dotyczącej kontrolowania magii żywiołów. Wiem, że oboje byli nią żywo zainteresowani. Mogli eksperymentować z bardzo, bardzo niebezpieczną magią - tak silną i nieokiełznaną, że Czarny Pan, w dniach swej największej, szczęściem minionej już, potęgi, wydawał się zaledwie niegrzecznym chłopcem, który skrzywdził kilka osób. Ta magia potrafi sprawić, że świat zadrży w posadach. Naprawdę Lucjuszu, wiem, jak dramatycznie to brzmi, ale nie przesadzam.

Wciąż nie wiem wszystkiego, ale wydaje mi się to kluczem to całej zagadki. Jestem na dobrym tropie - wiem, że rodzina Avellanów wciąż posiada korespondencję ich córki. Gdy pokażę im zdjęcia, które dostałam od Ciebie, być może potwierdzą nasze przypuszczenia i pozwolą mi przejrzeć listy. Ja natomiast pracuję nad łamaniem zaklęć chroniących osobiste rzeczy mojego brata. Bardzo dbał o swoją prywatność i był wyjątkowo dobry w tego typu czarach, być może będzie mi potrzebna Twoja pomoc.

Narcyza pozdrawia Cię równie ciepło jak ja. Przypuszczam, iż niedługo znów złożymy Ci wizytę.

Z wyrazami szacunku,

Ivy Kirwood

Wzrok Lucjusza prześlizgnął się po ostatnich linijkach listu, napisanego przesadnie oficjalnym stylem, który nie zdziwił go, wywołał jedynie lekki grymas. Wiedział, że wynika on z wychowania typowego dla szanowanych, czystokrwistych rodów. Uwielbiał oczywiście wyniosłość i elegancję, jednak nie miał nic przeciwko odrobinie luzu i ciepła w osobistej korespondencji czy rozmowie z przyjaciółmi. Zwłaszcza, że Ivy, w osobistym kontakcie, bywała naprawdę uśmiechniętą i rozgadaną osobą.

A więc wszystko było na dobrej drodze. Niedługo przedstawi kochance wyniki swych dociekań. Ciekaw był tylko, czemu Hermiona, zwykle tak łaknąca wszelkiej wiedzy, teraz wcale się do niej nie garnie.

Ciekawiło go to, ale nie zaprzątało szczególnie myśli, przynajmniej nie w tym momencie, gdy podchodził do kominka, na którym stało niewielkie, srebrne pudełeczko z proszkiem Fiuu. Uniósł pokrywkę, ozdobioną - jakże by inaczej - figurką węża, chwycił garść szarego pyłu, sypnął go w ogień i wszedł w szmaragdowe płomienie.

- Hogwart, sypialnia Hermiony - powiedział wyraźnie, myśląc już tylko o jej niewiarygodnie pięknym biuście i ustach, którymi potrafiła się świetnie posługiwać.

W tym samym momencie Ginny, która miała właśnie zamiar opuścić komnatę przyjaciółki, całowała ją namiętnie na pożegnanie.


Przypominam, że wszelkie komentarze są niesamowicie miłe i motywujące :)