Do obecności jeszcze jednej osoby w mieszkaniu przywykli bardzo szybko. David był wymarzonym towarzyszem rozmów, zakupów, ale również pomagał w codziennych porządkach w mieszkaniu. Nie jadł, ładował się energią światła, a w nocy albo przechodził w stan spoczynku albo czytał. Większość androidów działa jak komputery – wszystkie informacje pobierają bezpośrednio z sieci lub dysków zewnętrznych. David wykazywał wiele cech bardziej ludzkich niż typowych dla robotów. Szczególnie upodobał sobie fizyczną czynność czytania, która trwała o wiele dłużej niż przekopiowanie pliku. Polubił długie obcowanie z książkami i delektowanie się lekturą. Ich mieszkanie miało bardzo dobrze zaopatrzoną biblioteczkę (głównie za sprawą Charlesa, choć Raven nie gustowała w literaturze naukowej, przez co mieli sporo kryminałów i fantastyki), więc David nie mógł narzekać na brak zajęć. Początkowo bardzo go frapowało jak można spędzać długie godzinny nad książkami, ale w końcu Charles go do tego przekonał. Zaczął powoli odczuwać, że on też może być jak istota z krwi i kości.

David był nieco wyższy niż Charles, więc szybko pojawił się problem w co powinien się ubrać. Oczywiście istniały specjalne sklepy dla androidów, gdzie ich właściciele mogli wydawać krocie, aby niepowtarzalnie wystroić swoje roboty, ale on omijał je szerokim łukiem. Na pytanie Davida odparł krótko:
- To przecież jak napiętnowanie. Noszą tylko to, co wybiorą dla nich ludzie i ma metkę modnej firmy.
David dostał zwykłe dżinsy, kilka koszul i t-shirt'ów, w których prezentował się wspaniale. Miał wspaniałe proporcje i mógłby być twarzą którejś z marek odzieżowych, gdyby tylko zapragnął. Wyglądał jak równy wszystkim wokół. Charlesowi po raz pierwszy przeszło przez myśl, że David jest żywą istotą, a nie tylko stara się nią być.

Jednak były o wiele większe problemy. Charles wiedział, że od nich nie ucieknie. Jego sytuacja jako mutanta nie jest zbyt jasna. Obecność nowego lokatora wcale jej nie poprawiała.
- Pomyślałeś co zrobić, żeby nie zabrali nam Davida? – zapytała szeptem Raven, gdy android krzątał się w kuchni. Siedzieli obydwoje na kanapie oglądając niezbyt uważnie popołudniowe wiadomości.
- Na razie nikt o nim nie wie.
Charles nie miał ochoty o tym rozmawiać, ale Raven nie chciała dać za wygraną.
- Ale w każdej chwili mogą się dowiedzieć. O ilu to takich przypadkach mówią codziennie w telewizji?
- Raven, nie handlujemy nielegalnie kradzionymi androidami, tylko pomagamy jednemu wyjść na ludzi. Jesteśmy spokojnymi obywatelami, a to, że jesteśmy ciut inni, niż reszta nie ma większego znaczenia.
Obydwoje wiedzieli, że ma wypływ. I to kolosalny. Niespodziewanie w salonie pojawił się David. Na jego twarzy zobaczyli zamyślenie.
- Rejestracja w Systemie byłaby wielce kłopotliwa ze względu na moje pochodzenie. Skoro jestem jedynym przedstawicielem modelu to w tamtym momencie zostałem uznany za Wyłączonego. Oficjalnie nie istnieję. Nie mogą się do mnie przyczepić pod żadnym względem, jeśli oczywiście nie złamię ludzkiego prawa.
- Tak, masz rację… Ale zawsze ktoś może donieść.
- Skoro na was nikt nie doniósł to może mi też się uda.
Zapadła głęboka cisza. Jedynie spikerka przedstawiała wiadomości z zagranicy. Raven posłała Davidowi urażone spojrzenie, Charles bardziej zdumione. Android wodził wzrokiem po ich twarzach.
- J-jak się dowiedziałeś? – wyjąkał w końcu Charles.
- Cóż… Widziałem niebieską postać Raven. Nie obraź się, nie zrobiłem tego celowo. Nie możesz nad tym panować kiedy śpisz, prawda? Uważam, że jest to naprawdę interesująca zdolność. Co do ciebie, Charles, miałem pewne przypuszczenia… Umiesz nieźle radzić sobie z ludźmi. Zupełnie jakbyś mógł wpływać na ich myśli. Ale to nie jest socjotechnika. To coś o wiele bardziej skutecznego. Chyba się nie myliłem, sądząc po twojej reakcji.
Charles roześmiał się.
- Sprytnie mnie podszedłeś, muszę przyznać. Tak, jestem telepatą. Potrafię wpływać na myśli zarówno ludzi jak i mutantów. Jeśli nie masz żadnych tkanek ludzkich to nie musisz się mnie obawiać. A skąd wiesz, że nie jesteśmy w Systemie?
- Domyśliłem się po tym, że Raven pracuje w kawiarni, a ty jesteś studentem. Zawsze dbacie o upodobnienie się do otoczenia. Przebywacie tylko w ludzkim towarzystwie. Z tego, co czytałem w książkach, to mutanci są mocno w tej kwestii ograniczeni… Nasz stan jest dość liberalny, ale na Południu bardzo pilnują każdego – że się tak wyrażę – odmieńca. Uważam to za odrażające.
- Nie tylko ty… Wiesz, że gdybyśmy byli zarejestrowani to nie mógłbyś z nami mieszkać? – powiedziała Raven – Mutantom nie wolno posiadać androidów. Ludzie boją się naszych mocy. Boją się tego, że możemy być od nich lepsi – przybrała postać Davida; w jego oczach błysnął najprawdziwszy zachwyt. – Androidy nie mają w tej kwestii lepiej.
- Nie wiem, czy akurat o tym czytałeś – zaczął Charles niepewnie – ale kilka podstawowych Przykazań Androidów to dopiero początek. Wiele książek poświęcono temu, jak obchodzić się z robotami, aby nie upodabniały się zbytnio do „istot wyższych". Posłuszeństwo i nieustanne wpajanie im hierarchii miało stłumić wszelkie pragnienia buntu…
- Światem rządzą ludzie. Czy nam się to podoba czy nie musimy z tym żyć. Dopóki nikt nikomu za bardzo nie wchodzi w drogę jest okay.
Charles pokiwał głową. David przyglądał im się w milczeniu.
- Ale… Nie wyrzucicie mnie na złom? Jeśli jestem zbyt dużym ryzkiem, mogę odejść.
- Skądże! Jesteś naszym przyjacielem, Davidzie. Przyjaciół się nie wyrzuca. Nie jesteś sam.

Tamtej nocy David nie zamierzał przejść w stan uśpienia. Nie chciało mu się też czytać. Siedział na korytarzu po turecku i nasłuchiwał ich oddechów pogrążonych we śnie, niosących się z sypialni. Nigdy nie czuł do nikogo przywiązania, obowiązku czy sympatii. Gdyby nawet zdarzyło się to wcześniej z pewnością rozpoznał by te uczucia ponownie. Nie, one były całkiem nowe. Tamtej nocy zrobił pierwszy krok do zostania człowiekiem. Otworzył się na odczucia, których nie da się zamknąć w kodzie binarnym.