Raven znała Charlesa od dzieciństwa. Połączyło ich to, co odróżniało ich od reszty. Kiedyś poza sobą nie mieli nikogo. Kiedyś… Gdyby nie on, prawdopodobnie chciałaby zapomnieć całą swoją przeszłość. Patrząc z pespektywy czasu wiedziała, że gdyby nie spotkanie tamtej nocy to jej życie nie byłoby takie jak teraz. Wszystko co miała zawdzięczała Charlesowi. Sprawił, że chciała się uśmiechać, że postanowiła żyć normalnie. Podążała właściwą ścieżką w ślad za nim. Ale ich stosunki przestały być takie jak przedtem. Życie odebrało Charlesa Raven. Potem pojawił się David. To jego chłodne spojrzenie, magnetyzm i buntownicze poglądy… Coś w niej drgnęło. Obudził pieczołowicie chowane na dnie serca pragnienie bycia wolną osobą. Nigdy nie była tak naprawdę wolna. Ciągle pod czyim wpływem, ciągle próbującą się gdzieś dopasować. David nie był zwykłym androidem. Myślał. Przewyższał intelektem niejednego człowieka i androida.
„Gdybyś była wolna nie musiałabyś wiecznie uważać, żeby wyglądać tak, jak sobie życzą tego ludzie."
Gdyby była wolna… Czy to w ogóle możliwe? Potarła zmęczone czytaniem oczy i wyciągnęła się na kanapie. David nie poprzestanie tylko na słowach. Jego stwórca dał mu zbyt wiele cech ludzkich, żeby się poddał. Wprowadzi plan w życie. Dlaczego nie pójść u jego boku prosto ku nowej, lepszej przyszłości?
Ostatnie liście szumiały nad ich głowami, gdy wracali do domu przez park. Chłodny wiatr wiał z Północy. Jesień była w pełni. Niewielu ludzi siedziało na ławkach. Minęli kilku biegaczy i właścicieli psów. Charles wręcz promieniał szczęściem.
- …Nie tylko zdałem ten egzamin, ale zdałem go z najlepszym wynikiem! Tyle wysiłku się opłaciło. Od dzisiaj jestem profesorem. Od następnego miesiąca będę mógł więcej pracować. Wiem, że Raven nie nawiedzi pracy w knajpie. Będzie mogła ją rzucić i poszukać czegoś lepszego.
David uśmiechnął się tajemniczo.
- Z pewnością długo w niej nie zagrzeje miejsca.
- Ostatnio jest jakaś nieobecna, zauważyłeś? Cały czas byłem tak zajęty nauką, że nawet nie miałem czasu z nią swobodnie porozmawiać…
Kilka brązowych liści spadło u ich stóp.
- Wiesz o co jej może chodzić?
- Po prostu czuje się trochę samotna. Życie w ciągłym ukryciu dla nikogo nie jest lekkie. Musi być bardziej ostrożna niż ty. Myślisz, że jej się to odpowiada?
Charles zmarszczył.
- Nigdy mi o tym nie wspominała… - przyznał po chwili namysłu.
- Charles, a ty sam nigdy tak nie pomyślałeś? Że cudowne byłoby życie, w którym mógłbyś być sobą? – David spojrzał na niego błyszczącymi oczami.
- Wierz mi, że robię wszystko, żeby móc być sobą – odpowiedział poważnie – gdyby tak nie było, to po co bym studiował? Po co starał się zapewnić nam lepszą przyszłość?
Spojrzenie Davida zgasło. Zdał sobie sprawę, że między nim, a Charlesem jest o wiele większa przepaść, niż początkowo uważał.
