Wszystko jest już gotowe? – Azazel

Tak jak się umawialiśmy. Żadna pomyłka nie jest dopuszczalna. – EFrost

Wow, ale będzie zabawa. - Quicksilver

Spokojnie. Nad wszystkim czuwam. Zadbajcie, aby o ustalonej godzinie załatwić swoją część. Skasujcie kody szyfrujące i wyczyśćcie dyski. Miło było z Wami pracować. – David

Zakodował swoją odpowiedź i wysłał do wszystkich na liście. Siedział w NetCafe, żeby nikt nie mógł go namierzyć. Wybrał stolik w kącie, skryty częściowo za palmą. Nikt nie mógł zobaczyć, co wyświetla się na ekranie. Wiadomości wysyłał drogą elektroniczną – nie miał innego wyjścia, skoro swoich sprzymierzeńców poznał wirtualnie i tak miało pozostać do końca. Początkowo ryzyko wykrycia było zbyt duże, ale z tym też sobie poradził. Napisał program szyfrujący, który rozesłał wszystkim zainteresowanym mutantom i androidom. Złamanie szyfru zajęłoby wprawnemu informatykowi dobrych kilka miesięcy. Poza tym w momencie wykrycia przez osobę z poza kręgu wtajemniczonych, program automatycznie kasował wszystkie dane. Po jego genialnym planie nie zostanie w sieci absolutnie nic, za to ludzie zapamiętają go na zawsze.

Wyłączył komputer i zapłacił rachunek. Potem założył torbę sportową na ramię i wmieszał się w tłum przed kafejką.

- Charles… Ja boję się, że David może zrobić coś złego - Raven miała autentyczne przerażanie w oczach, którego nigdy wcześniej nie widział.- Wyszedł rano. I jeszcze nie wrócił. Nie mogę się z nim skontaktować.
- Może coś go zatrzymało? Różne rzeczy się mogły wydarzyć.
- Ale ja to czuję.
Raven upadła ciężko na krzesło. Miała łzy w oczach. Charles nie wiedział zupełnie co powinien zrobić. Usiadł obok niej i dotknął jej dłoni.
- Spokojnie – próbował jej dodać otuchy swoim ciepłym głosem – Na nic się to nie zda. Mogę zobaczyć, o co chodzi?
Raven pokiwała głową. Niezbyt często zaglądał w jej myśli, ponieważ wiedział, że tego bardzo nie lubiła. Sytuacja była jednak wyjątkowa.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej!? – Charles podniósł głos i zerwał się na równe nogi. Raven skuliła się. Ciężar winy spadł nagle na jej barki.
- Nie wiem kiedy on postanowił wprowadzić swoje słowa w czyn… Myślałam, że po prostu musi się dostosować… Nie mam pojęcia, co David planuje zrobić! – jego głos załamał szloch.
Charles chodził przez chwilę nerwowo po kuchni, próbując zebrać myśli. Coś podobnego! Jak do tego doszło? Kiedy w jego umysł wstąpiło szaleństwo? Nie wiele mogli zrobić, nie wiedząc gdzie jest, ani co będzie następnym punktem jego planu. Nie mogli też pozwolić sobie na bezczynność, jeśli była szansa go powstrzymać. Łzy zostawiały na policzkach Raven mokre smugi. Charles przypomniał sobie, że to on przyprowadził tamtego wieczoru Davida do ich mieszkania. To on bardzo chciał go zatrzymać i zrobić z niego pełnoprawnego obywatela społeczeństwa. Chciał, by został ich przyjacielem; żeby dodał jakiś nowy element do ich życia. Obwiniane za wszystko Raven było wielkim błędem.

Objął ją mocno. Czuł, jak delikatnie drżała w jego ramionach.
- Nie płacz. Przepraszam cię, za moje zachowanie. Musimy go znaleźć. Zrobimy wszystko, żeby mu pomóc, dobrze?

Dostanie się do Pentagonu nie było wcale takie trudne. Wirus zainstalował się natychmiast i po około pięciu minutach David siedział na ławce w parku, czytając gazetę. Teraz pozostało mu tylko czekanie na efekty swojej pracy .Co pięć minut kolejna osoba miała wprowadzać wirus do systemów różnych instytucji. O piętnastej trzydzieści zacznie się nowa epoka, w której to on będzie władzą. Czuł niesamowitą ekscytację, która niemal zupełnie wypierała inne uczucia. Tych, którzy nie akceptowali jego poglądów, uważał za słabych i ograniczonych.

- David! – usłyszał swoje imię i odwrócił się. Jeszcze jej nigdy takiej nie widział. Płakała. Przez niego?
- Znalazłam go. Odbierz współrzędne i chodź tu natychmiast – powiedziała do videofonu i schowała go do kieszeni. Mimo iż dzieło ich jakieś pięć metrów nie zrobiła ani kroku do przodu.
- Raven… Co się stało? Dlaczego płaczesz? – podszedł bliżej, ale ona odsunęła się nieco.
- Jak mogłeś to zrobić… nam? Pomyślałeś o mnie i o Charlesie? Nic dla ciebie nie znaczymy?
- Jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi – wyznał szczerze – ale nie mogę bezczynnie patrzeć, jak jesteśmy wszyscy pomiatani i wykorzystywani. Mam szansę coś zmienić i nie zawaham się tego zrobić.
- Jak? Terroryzując cały świat? Zabijając niewinne osoby? – w jej głosie kryła się złość i ból. Oskarżenie. Smutek. David milczał. W oddali zobaczył sylwetkę Charlesa. Gdy ich zobaczył, biegł co sił w nogach.
- Ani kroku dalej – uprzedził go David, wyciągając broń – już nic nie możecie zrobić.
Spojrzał na zegarek. Była dokładnie piętnasta trzydzieści. O tej wiekopomnej godzinie nastał nowy porządek. Z głośników na latarniach rozległ się alarm.
- Awaria systemu. Awaria systemu. Proszę o udanie się do schronów. Awaria systemu – komunikował metaliczny głos.
- Chodź ze mną Raven – wyciągnął dłoń w kierunku dziewczyny.
- Raven, nie rób tego! On jeszcze nie wie, co zrobił! Nie przechodź na ciemną stronę! – krzyknął Charles.
- Ależ ja doskonale wiem, co zrobiłem. Szkoda tylko, że ty nie możesz tego zrozumieć. Ciemna strona? Dobre sobie. Dla Raven jest jeszcze szansa. Jest jak ja. Pragnie wolności. Mogę ci ją dać. Musisz tylko przyjąć moją ofertę.

Charles patrzył na nią ze strachem i niemą prośbą. Bał się, że może go zostawić. Wszystkie skrywane przez tyle lat uczucia miał w tej chwili wypisane na twarzy. Była jego towarzyszką zabaw, najlepszym kumplem, ukochaną siostrą. Bez niej jego życie byłoby inne. Chciał dla niej jak najlepiej. Czuła to. Ale nie potrafił dostrzec jej prawdziwych uczuć.

David pojawił się tak nagle w jej życiu i to właściwie znikąd. W głębi serca czuła, że ma rację. Że są traktowani niesprawiedliwie i nie powinni się na to godzić. Mają prawo żyć tak samo jak ludzie. On chciał wziąć sprawy w swoje ręce i był gotów na wszystko. W dodatku miał dar przekonywania. Nawet Charles ze swoją telepatią nie potrafił jej tak namącić w głowie, jak zrobił to David.

Cokolwiek zdecydujesz – pamiętaj, że będziesz musiała żyć z konsekwencjami. Nie będę próbował cię zatrzymywać. Zrób, co uważasz za słuszne - usłyszała głos Charlesa w swojej głowie. Nie będzie próbował mnie zatrzymywać… Jakby nie warto było walczyć, aby nie zaprzepaścić tych wszystkich lat spędzonych razem…

Zrobiła krok w jego stronę.
- Przepraszam, Charles. Tak bardzo cię przepraszam – zmieniła się w swoją niebieską formę – wiem, że jesteśmy jak rodzeństwo, choć nie potrafisz mnie zaakceptować do końca – pocałowała go w policzek i odeszła w stronę Davida.

Charles upadł na kolana. Nóż przebił jego serce na wylot. Nóż wbity przez dwie osoby, którym ufał najbardziej. Wokół było pełno ludzi biegnących w różnych kierunkach. Nikt nie zawracał na niego uwagi. Alarmy rozbierz miewały raz po raz, syreny wyły ze wszystkich stron. Zapanował chaos. Tłum pochłonął szybko Raven i Davida. Czy kiedykolwiek ich zobaczy? Czy kiedykolwiek będzie chciał ich zobaczyć? Silna dłoń podniosła go z ziemi.
- Pan profesor? Nie mamy czasu, musimy się schować! - to był jeden z jego studentów. Charles nie protestował. Zmierzając ze wszystkimi do schronu o niczym nie myślał. Jego głowa była pusta. Tylko po policzkach ciekły łzy.