UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)
- Przepraszam, - powiedziała pielęgniarka. Hermiona zupełnie zapomniała, że jeszcze tu jest. – Jest trochę ekscentryczny. Spróbuję użyć zaklęcia enervarte, żeby obudzić pańskiego syna, tym razem powinno zadziałać. – Pan i pani Weasley pokiwali głowami. Wszyscy przybliżyli się do siebie, a Bill podszedł do swoich rodziców od tyłu i objął ich ramionami. George chwycił mocniej rękę Freda podczas gdy Ginny przybliżyła się trochę do niego. Ron przysunął się do Hermiony, a ona przybliżyła się do Harry'ego. Percy podszedł do Billa ze zdenerwowanym wyrazem twarzy.
- Gotowi? – zapytała pielęgniarka. Pokiwali głowami, niezdolni do tego, żeby cokolwiek powiedzieć i bojąc się przerwać ciszę. Łzy napłynęły do oczu Hermiony, ale zdołała powstrzymać się od płaczu. Spojrzała na spokojną, śpiącą twarz Freda i poczuła, jak ściska jej się serce. To musiało zadziałać, po prostu musiało. Nie mogli go teraz stracić. Jej ręka powędrowała w dół jego ramienia i chwyciła za dłoń kiedy czarownica wskazała różdżką na czoło Freda i wymamrotała zaklęcie.
Fred wziął głęboki oddech i Hermiona znów poczuła dreszcz rozchodzący się po całym ciele, co sprawiło, że znów lekko krzyknęła, a Harry ścisnął ją mocniej. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa i Ron podszedł bliżej, żeby pomóc Harry'emu ją podtrzymywać. Fred wziął kolejny oddech i zadrżał, kiedy Hermiona właśnie otrząsnęła się z szoku. Wzięła głęboki wdech i postanowiła pozbyć się dziwnej pustki w głowie, która ją opanowała.
Pielęgniarka zerknęła na nią pospiesznie, ale ona tego nie zauważyła, ponieważ jej wzrok był skupiony na Fredzie. Wziął kolejny głęboki oddech i jego powieki lekko zadrżały sprawiając, że Hermiona mocniej ścisnęła go za rękę i nerwowo przygryzła wargę. Przez chwilę nic się nie działo, a potem otworzył oczy i nieświadomym wzrokiem popatrzył na sufit. Potem zamrugał, uniósł głowę znajdując wzrokiem oczy George'a i uśmiechnął się. Wzmocnił uścisk na jej dłoni i Hermiona wzięła mały uspokajający oddech czując jak cała przepełnia się nadzieją.
- Wyglądasz okropnie. – wymamrotał Fred do George'a ochrypłym głosem. George uśmiechnął się po raz pierwszy od czterech dni i ścisnął go mocniej za rękę.
- Powinieneś spojrzeć na siebie. – powiedział, a łzy napłynęły mu do oczu. – Wciąż jestem przystojniejszym bliźniakiem.
- Ale oduchowionym. – powiedział Fred, wciąż się uśmiechając. Pani Weasley pociągnęła nosem, a Fred popatrzył na nią i lekko się skrzywił.
- Co właściwie się stało? – Pani Weasley rozpłakała się rzuciła na niego żeby mocno go uściskać. Fred zerknął na George'a zanim odwzajemnił uścisk jak tylko mógł, bo wciąż trzymał za ręce George'a i Hermionę.
- Zostałeś uderzony przez klątwę, - wytłumaczył pan Weasley, kładąc rękę na plecach pani Weasley, a drugą na ramieniu Freda. – Myśleliśmy, że możemy cię stracić.
- A co z bitwą?
- Harry pokonał Voldemorta. – podsumował George, uśmiechając się przez łzy kiedy patrzył na Freda. Fred przestał się uśmiechać i znalazł wzrokiem Harry'ego.
- To świetnie. – powiedział ochrypłym głosem. Przez chwilę patrzył na Harry'ego, a potem na ramię, którym otaczał Hermionę. Zmarszczył brwi i spojrzał na Rona, który także ją podtrzymywał, a potem jego wzrok zatrzymał się na nodze Hermiony i zrozumiał, że Harry i Ron pomagają jej stać. Zmarszczył brwi z zaniepokojeniem i podniósł wzrok, żeby po raz pierwszy spojrzeć Hermionie w oczy.
Westchnęła widząc w nich pełno emocji, zaskoczona ich intensywnością. Zawsze bardzo uważnie obserwowała oczy bliźniaków, to był dla niej jedyny sposób żeby ich odróżnić. Mimo to nigdy nie widziała, żeby jego oczy wyglądały w ten sposób. Były pełne emocji, która obserwowała u Harry'ego kiedy zaczął chodzić z Ginny, tej samej jaką widziała u pana Weasleya za każdym razem kiedy patrzył na panią Weasley. To była miłość, czysta, intensywna miłość.
- Coś ci się stało? – wyszeptał, ściskając ją mocniej za rękę. Pokiwała sztywno głową kompletnie nie mogąc zrozumieć emocji, którą dostrzegła w jego niebieskich oczach.
- Zostałam uderzona przez klątwę, ale wszystko w porządku. – powiedziała przyciskając kciuk do wierzchu jego dłoni w nadziei, że trochę rozluźni uścisk.
- Kto to zrobił? – zapytał niskim i wściekłym głosem. George rozszerzył oczy ze zdziwienia zanim pojawiła się w nich emocja, której nie potrafiła zidentyfikować, za którą z kolei pojawiło się zrozumienie.
- Nie jesteśmy pewni, ale złapaliśmy wszystkich śmierciożerców. – powiedział George, na chwilę zwracając uwagę Freda na siebie. – Na pewno nie uciekł.
Fred pokiwał głową i odwrócił się z powrotem do Hermiony.
- Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
- Tak, wszystko w porządku Fred. - Uśmiechnęła się delikatnie starając się, żeby brzmiało to przekonująco. Wzięła głęboki oddech żeby się uspokoić, nie była przecież jedyną osobą, która była zraniona po bitwie, dużo osób miało bandaże, więc dlaczego on skupiał się tylko na niej? – Jak się czujesz? – Kontynuowała po chwili czując jak narasta w niej bardzo złe przeczucie.
- Jakby upadła na mnie ściana, kochanie. – powiedział z uśmiechem. – Może pocałujesz mnie, żebym poczuł się lepiej? – zapytał mrugając do niej i posyłając sugestywny uśmieszek. Zamarła i wytrzeszczyła oczy podczas gdy Ron wyraźnie zesztywniał.
- Zrobiłabym to, ale nie bardzo mogę się ruszać i ty też nie powinieneś. – powiedziała szybko uspokajając się na tyle, żeby się uśmiechnąć. To nie mogło dziać się naprawdę, no nie? Czy Fred z nią flirtował? Dlaczego Fred z nią flirtował i dlaczego tak bardzo martwił się o jej nogę? Jakoś dogadywała się z Fredem, ale nigdy nie byli jakoś specjalnie blisko.
- Jestem pewien, że jakoś sobie poradzimy. – powiedział z zawadiackim uśmiechem. Odwrócił się do pielęgniarki, która obserwowała wszystko marszcząc się na twarzy. – Czy moja narzeczona może mnie pocałować? Czy to będzie w porządku?
Hermionie opadła szczęka i znowu poczuła jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Czy on naprawdę właśnie powiedział 'narzeczona'? Myślał, że są zaręczeni?
O Boże.
- No cóż, jeśli ma na to ochotę, to myślę, że nie będzie problemu. – powiedziała pielęgniarka podnosząc swoje rzeczy wyraźnie nieświadoma tego, w jakim szoku byli ludzie stojący wokół niej. – Jeśli niczego więcej nie potrzebujecie, wracam z powrotem do recepcji.
- Wszystko w porządku, dziękujemy. – odpowiedziała pani Weasley.
Hermiona wzięła głęboki wdech i zmusiła się, żeby ukryć szok, który wciąż czuła. Jej mózg przestał pracować, kiedy usłyszała słowo 'narzeczona'. Fred uśmiechnął się i powiedział coś do pielęgniarki zanim odwrócił się z powrotem do Hermiony. Ledwo zdążyła ukryć szok zanim znowu na nią spojrzał. Uśmiechnęła się nieśmiało i podeszła bliżej z pomocą Harry'ego i Rona. Usiadł na łóżku, ściskając jej rękę, kiedy się do niej zbliżył. Uśmiechnęła się i pochyliła do przodu żeby złożyć na jego ustach krótki, nerwowy pocałunek.
Znowu poczuła ciarki przechodzące przez całe jej ciało i musiała powstrzymać się żeby znów nie wziąć głębokiego oddechu z zaskoczenia. To było niesamowite uczucie, szokujące i pobudzające, nie można go było porównać do żadnego innego pocałunku, który przeżyła. Fred próbował pogłębić pocałunek, ale Hermiona została odciągnięta w tył przez Rona. Nie odwróciła się, żeby na niego spojrzeć, bo wiedziała, że piorunuje ją wzrokiem. Zatrzymała wzrok na Fredzie ciekawa jego reakcji.
- Już czuje się lepiej. – powiedział wesoło Fred, uśmiechając się do Hermiony usatysfakcjonowany. Hermiona chciała rozszerzyć oczy z zaskoczenia, ale udało jej się powstrzymać i zamiast tego uśmiechnąć.
Merlinie pomóż, będzie musiała udawać, że jest zaręczona z Fredem.
Zaręczona, była zaręczona… Nie miała pierścionka, przecież to zauważy!
Ukryła swoją rękę za szatą Harry'ego w nadziei, że uda jej się ukryć fakt, że nie ma pierścionka dopóki nie wymyśli co powinna zrobić w nowej sytuacji, w której się znalazła. Nie miała pojęcia dlaczego ten głupi, śmieszny fakt zajmował jej myśli, albo dlaczego była taka spokojna. Całkowicie odcięła się od emocji. Wiedziała, że później będzie kłębkiem nerwów, ale teraz była spokojna.
Fred, oczywiście zauważył ruch ręki i zmarszczył brwi.
- Hermiono? – zapytał wyglądając na lekko przestraszonego. – Co stało się z twoim pierścionkiem? – Patrzyła na niego przez chwilę, kompletnie zagubiona. Mózg odmówił jej posłuszeństwa. George przesunął się za niego i przykuł jej uwagę machając ręką.
'Zmyśl coś!' Poruszył ustami. Zamrugała i zmusiła się, żeby jej oczy wypełniły się łzami. Popłynęły po jej policzkach i wydała z siebie tragiczny szloch, starając się wyglądać i brzmieć na tak smutną i zdewastowaną jak to tylko możliwe.
- Został skradziony… - wyszeptała trzęsącym się głosem. Jeszcze bardziej się rozpłakała i podniosła rękę patrząc na nią z wyraźną odrazą. Harry uniósł brew a George pokiwał głową wyrażając uznanie dla jej zdolności aktorskich. – Byłam nieprzytomna i ktoś go wziął. Już go nie było kiedy się obudziłam.
- Przykro mi kochanie, kupię ci nowy. – powiedział Fred wzruszając ramionami, jakby to nie było nic wielkiego. Hermiona jeszcze raz pociągnęła nosem i wytarła oczy, starając się wyglądać na zrozpaczoną. Jeśli naprawdę byłaby zaręczona była pewna, że tak po prostu nie chciałaby nowego pierścionka.
Prawda? Nie mogła być pewna, nigdy nie była zaręczona. Wcześniej nawet nie miała chłopaka.
Jak miała się dowiedzieć o tym, co robili wcześniej? Jakim cudem byli parą w jego umyśle?
Harry zmienił pozycję i udawał jakby nic nie usłyszał. Ron piorunował Freda wzrokiem. Zabawne jak szybko potrafił zmieniać swoje emocje. Hermiona szturchnęła go łokciem, zmuszając go, żeby przybrał normalny wyraz twarzy.
- Która godzina? – zapytał Fred, spoglądając na matkę z lekkim uśmiechem. Zamrugała, a łzy pociekły jej po policzkach.
- prawie pierwsza trzydzieści rano, Fred. – wydusiła z siebie po chwili. Hermiona odwróciła wzrok i spojrzała George'owi w oczy. Uśmiechał się delikatnie do Freda z ulgą wymalowaną na twarzy. Po chwili spojrzał w górę, wyczuwając na sobie wzrok Hermiony. Mrugnął i posłał jej uspokajający uśmiech, którego nie była w stanie oddać. Powoli zaczynała rozumieć. Będzie musiała udawać, że jest jego narzeczoną. Będzie musiała udawać, że kocha Freda Weasleya.
'Wszystko będzie dobrze' Poruszył ustami George i posłał jej uspokajające spojrzenie. Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, a potem odwróciła się, żeby popatrzeć na Freda, który śmiał się z czegoś, co właśnie powiedział Charlie. Jego oczy były jasne, a jego twarz zdawała się promieniować szczęściem. Było z nim wszystko w porządku, tak jak z resztą. Może dla niego udawać, będzie dla niego udawać. Nie miała pojęcia jakim cudem wymyślił sobie wszystkie te rzeczy, ale to nie ona będzie powodem, przez który coś nie będzie działać. Nie, jeśli może pomóc.
Teraz musiała tylko wykombinować jakiś sposób, żeby się dowiedzieć jak wyglądało ich życie.
