UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski! :)
- Jaki jest jego ulubiony słodycz?
- Fasolki wszystkich smaków Berti'ego Botta.
- Jego ulubiony kolor?
- Pomarańczowy.
- Ulubione przedmioty?
- Transmutacja, ale jest też naprawdę dobry z eliksirów. - odpowiedziała Hermiona, starając się nie brzmieć na zbyt zdenerwowaną lub niepewną. George przepytywał ją już od dziesięciu minut. Znała teraz parę, raczej nieistotnych, przypadkowych strzępów informacji o Fredzie, o których wcześniej nie miała pojęcia. W tym momencie była bardzo wdzięczna, że posiada zdolność tak szybkiego zapamiętywania faktów.
Para zbliżała się do Nory, a Hermiona czuła, że jej serce bije tym mocniej, im bliżej się niej znajdowali. Nie była pewna jak ma się zachowywać. Tak właściwie, to nigdy wcześniej nie miała chłopaka. Była zakochana w Ronie i poszła na bal z Krumem, ale to nie było to samo.
I wciąż nie miała pojęcia, ile właściwie ze sobą chodzili.
- George, Hermiona! - powitała ich pani Weasley, kiedy weszli do środka. Uściskała ich oboje, zanim poprowadziła ich do kuchni. - Wszyscy już tu są. Zostawiliśmy ci miejsce obok Freda, Hermiono.
Pokiwała głową i przygryzła wargę, kiedy, zdenerwowana, weszła do kuchni. Zauważyła tył głowy Freda i zerknęła na George'a, zanim wślizgnęła się na miejsce obok. Odwrócił się do niej z dużym uśmiechem na twarzy.
- Cześć, kochanie. - powiedział cicho i pochylił się w jej kierunku. Uśmiechnęła się do niego, starając się nie wyglądać na zdenerwowaną, kiedy był coraz bliżej niej. Złączył ich usta w szybkim pocałunku, a ona zauważyła, że dotyk jego ciepłych warg był całkiem przyjemny. W końcu przerwał pocałunek i objął ją ramieniem, przysuwając ją bliżej do siebie. Jego ciepła ręka spoczywała na jej ramieniu i nie wydawała się ciężka. Ręka Kruma zawsze zdawała się ją zgniatać.
Odsunęła od siebie te dziwne odczucia i odwróciła się do reszty, opierając się lekko o Freda. Musiała udawać, że czuje się komfortowo, chociaż w rzeczywistości wcale tak nie było. Oczywiście, lubiła Freda, miała go za naprawdę bliskiego przyjaciela, ale nigdy nic do niego nie czuła.
Szczerze, zawsze wyobrażała sobie siebie z Ronem. Jednak nie wykonał on żadnego kroku naprzód, a liczyła na to od ich trzeciego roku w Hogwarcie. Minęło już cztery i pół roku. Może powinna pomyśleć o Fredzie.
Co ona sobie myśli?
Kolacja minęła szybko i zanim Hermiona zorientowała się, co się dzieje, Fred już odsuwał krzesło. Mrugnął do niej i wstał od stołu, podążając w kierunku drzwi, prowadzących do ogrodu. Ginny wystrzeliła ze swojego miejsca i podbiegła do okna, żeby zobaczyć, gdzie poszedł.
- Kieruje się nad jezioro, Hermiono. - powiedziała, odwracając głowę i patrząc na Hermionę rozszerzonymi oczami.
- Powinnam za nim iść? - pisnęła Hermiona, czując przypływ paniki. To byłby pierwszy raz, kiedy będzie z nim sam na sam, nie była jeszcze gotowa!
- Nie! - wykrzyknął rozwścieczony Ron, wstając szybko z krzesła.
- Tak. - powiedział spokojnie George, posyłając Ronowi ostrzegawcze spojrzenie. - To oczywiste, że chce, żebyś za nim poszła. Prawdopodobnie chce spędzić trochę czasu sam na sam ze swoją narzeczoną. Pomyśl, nie widziałaś go prawie od roku, a potem, kiedy znów się zobaczyliście, byliście w środku bitwy. Wasza dwójka ma przed sobą ważne zjednoczenie.
Hermiona zamrugała, rozumiejąc, że George ma rację. Odsunęła krzesło, czując się zdecydowana. Zrobiła może dwa kroki, zanim powstrzymała ją dłoń Rona na jej ramieniu.
- Ron. - powiedziała cicho, spoglądając w dół. Mrużył oczy, a jego twarz wyglądała groźnie. To zabawne, że wreszcie zaczął okazywać zainteresowanie, kiedy nie było sposobu, żeby mogła mu się odwdzięczyć tym samym.
- Nie, to jakieś war...
- Ronaldzie, nie będę powtarzać tego jeszcze raz. Zrobię wszystko, żeby być pewną, że Fred wierzy w to, że jesteśmy zaręczeni. - Wyszarpnęła rękę z jego uścisku i wyszła do ogrodu. Drzwi zatrzasnęły się za nią z hukiem i wiedziała, że nie ma już odwrotu. Tak właściwie, to jeszcze nic nie zrobiła, ale wiedziała, że nie byłaby w stanie tam wrócić. Nie pozwoli, żeby Fredowi stała się krzywda. Nie, jeśli potrafi to powstrzymać. Spędziła dzień, myśląc, że umarł i trzy, myśląc, że nigdy się nie obudzi. Nigdy by już tego nie wytrzymała, nie postawi też jego rodziny w podobnej sytuacji.
Przewędrowała przez ogród przy Norze i podążyła w kierunku jeziora na tyłach domu. Zdenerwowana, cały czas przygładzała swoje szaty i poprawiała włosy, bojąc się tego, co miało się zaraz wydarzyć.
Przeszła między drzewami okalającymi jezioro i zobaczyła Freda stojącego pod jednym z nich. Uśmiechnęła się delikatnie na jego widok. Jego włosy były rozczochrane przez wiatr, a ubrania pomięte. Miał zamknięte oczy i opierał głowę o pień z uśmiechem na ustach. Wyglądał na szczęśliwego i zdrowego.
Odetchnęła głęboko i wczuła się w rolę, wracając myślami do chwili, kiedy była przerażona, że nigdy się nie obudzi. Kiedy myślała, że nie żyje.
- Myślałem, że zapomniałaś. - powiedział cicho, otwierając jasnoniebieskie oczy i odwracając głowę w jej stronę. Patrzył jej w oczy, a ona znowu była zdumiona ilością troski, która się w nich znajdowała. Prześlizgnął wzrokiem po jej ciele, zatrzymując na chwilę wzrok na jej nodze, zanim z powrotem powrócił do jej oczu. Gapiła się na niego, niezdolna do tego, by odwrócić wzrok.
- Strasznie za tobą tęskniłem. - wyszeptał, ledwo słyszalnym głosem. Poczuła łzę, spływająca jej po policzku. Słyszała w nim mnóstwo prawdziwych emocji. Była poruszona tak wielką głębokością jego uczuć w stosunku do niej.
- Też za tobą tęskniłam. - wydusiła z siebie i postąpiła bolesny krok w jego kierunku. Zanim zdołała wykonać kolejny, już stał przy niej. Popatrzyła na niego rozszerzonymi oczami i poczuła, że szybciej oddycha.
Objął ją w talii, przyciągając ją bliżej i przytrzymując tak, żeby nie musiała opierać ciężaru na nodze. Ona objęła go za szyję, zanim przesunęła swoje dłonie na jego klatkę piersiową, sprawiając, że jego oczy lekko pociemniały.
Fred spojrzał na nią z pożądaniem w oczach i przybliżył swoje usta na odległość cala, pozwalając jej wybrać, czy chce zamknąć dzielącą ich odległość. Stanęła na palcach i zamknęła ją całkowicie. Natychmiast przycisnął jej usta do swoich w czułym pocałunku. Rozszerzyła oczy ze zdziwienia, kiedy poczuła kolejny dreszcz, przechodzący przez jej ciało. Musiała przytrzymać się go mocniej, żeby nie upaść.
Zanurzył rękę w jej włosach, a drugą, która wciąż spoczywała na jej talii, przysunął ją bliżej do siebie, sprawiając, że kompletnie straciła oddech. Jeśli miała być ze sobą szczera, to zawsze uważała, że bliźniacy są atrakcyjni, zresztą jak prawie każda dziewczyna w Hogwarcie. Nawet przez chwilę jej się podobał, w piątej klasie, szczególnie, kiedy buntował się przeciwko Umbridge. Uznawała to za ekscytujące i szczerze chciała zrobić to samo. Nigdy nie myślała, że to może mieć jakikolwiek wpływ, że on mógłby czuć to samo w stosunku do niej, więc odepchnęła od siebie te uczucia. Kiedy zauważyła, że Ron zwraca na nią uwagę, zaczęła go naciskać tylko po to, żeby skończyć tutaj.
Jakże ironiczne stawało się jej życie.
Przerwał pocałunek i spojrzał jej w oczy.
- Bogowie, Hermiono. - powiedział cicho, podnosząc rękę i odgarniając jej lok z twarzy, zanim delikatnie pogłaskał ja po policzku. Przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej, opierając swoją głowę, na jej, kiedy trzymał ją w ciepłym uścisku.
- Tak się martwiłem. - wyszeptał zaciśniętym głosem.
- Ja też, Fred. Ale żyjemy, oboje żyjemy. - zapewniła go, nie dbając o to, że go nie kochała, albo że to wszystko było kompletnie szalone. Jego gardło było tak ściśnięte, a jego twarz tak bardzo wyrażała zdenerwowanie, że łatwo jej było go pocieszyć. Uścisnął ją mocniej w talii zanim powoli usiadł, pomagając jej opaść na ziemię. Wziął ją na kolana i znów oparł się o drzewo, przyciągając ją do siebie tak, że opierała się o niego. Zmusiła się do tego, żeby się zrelaksować i nie spinać, czując, że ją trzyma, ale miała kłopoty ze skupieniem się na czymkolwiek poza tym, że była na kolanach Freda, który wdychał zapach jej włosów.
Da sobie radę, da sobie radę. Nie mogła się poddać, nie mogła się poddać.
- Pamiętasz, kiedy ostatnio tu byliśmy? - zapytał cicho, szepcząc słowa tak, że czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy. Pokiwała powoli głową, walcząc z paniką, która coraz bardziej odczuwała. Albo jej powie, co się zdarzyło, albo poprosi go, żeby opowiedział.
- Dokładnie w tym miejscu, powiedziałaś, że mnie poślubisz. - kontynuował, odchylając lekko głowę, żeby móc ją zobaczyć. Wytrzymała jego spojrzenie, słysząc walenie własnego serca. Nie zadawaj mi żadnych pytań. Pomyślała desperacko. Proszę, nie!
- Fred! - Głos George'a przebił się zza drzew, przykuwając uwagę Freda i Hermiony. Hermiona odetchnęła z wdzięcznością, kiedy zobaczyła, jak przechodzi pomiędzy drzewami, ze spokojnym uśmiechem na ustach.
- Gred, mama chce, żebyście wrócili do domu. Zaczyna wariować. Nie chce stracić swojego dziecka z oczu. - Mrugnął sugestywnie do Hermiony, zanim kontynuował. - Może powinieneś puścić Hermionę? Harry cię zabije, jeśli zobaczy, że za bardzo się całowaliście. Chyba nie chcesz, żeby znowu wszedł w rolę starszego brata, co?
Fred uśmiechnął się, zanim potrząsnął głową.
- Nie, nie chcę znowu przechodzić przez ten koszmar. Dziwię się, że zostawili nas samych na tak długo.
- Ginny też chce z tobą porozmawiać, Hermiono. - powiedział George po chwili, posyłając jej uspokajający uśmiech. Pokiwała głową, zanim odwróciła się z powrotem do Freda. Uśmiechał się do niej delikatnie, co, z jakiegoś powodu, sprawiło, że jej serce zabiło szybciej.
- Kocham cię. - wyszeptał, zanim pochylił się i złożył szybki pocałunek na jej ustach. Następnie delikatnie zdjął ją z kolan i wstał. Otrzepał się i pomógł jej wstać, kiedy George, zbliżył się do nich. Objął ją z drugiej strony w talii i bliźniacy, razem, pomogli jej wrócić do Nory.
Ron, Harry i pani Weasley czekali na nich na ganku. Pani Weasley wyglądała na rozzłoszczoną, Ron piorunował wszystkich wzrokiem, a Harry wyglądał po prostu na zaniepokojonego.
- Dobrze się czuję mamo. - powiedział cicho Fred, podchodząc do niej i obejmując ją. Hermiona przeszła obok nich, pozwalając, żeby jej ręka zahaczyła o plecy Freda, co, miała nadzieję, było dobrym posunięciem.
- Hermiono! - zawołała Ginny z góry. Hermiona zerknęła na Freda i mrugnęła, zanim się deportowała. Aportowała się w pokoju Ginny i natychmiast opadła na łóżko, które zostało przygotowane, specjalnie dla niej, przez panią Weasley. Czuła się tak, jakby była chora i lekko się trzęsła. Ginny siedziała po turecku na swoim łóżku, ze zdenerwowaniem wymalowanym na swojej pięknej twarzy.
- Hermiono? - zapytała, podchodząc szybko do przodu, kiedy Hermiona chwyciła poduszkę i przycisnęła ją do klatki piersiowej.
- Czuję się taka zagubiona. - wymamrotała do swojej najlepszej przyjaciółki.
- Co?
Hermiona spojrzała na nią, ze łzami w oczach.
- Nie mam pojęcia, co robię, a Fred idealnie wywiązuje się ze swojej roli.
- No tak. - powiedziała po prostu Ginny. Hermiona spiorunowała ją wzrokiem. Oczekiwała jakiejś rady, a nie zgody. - Po prostu zachowuj się tak, jak zwykle. Nie myśl o nim, jako o swojej miłości, albo narzeczonym, albo cierpiącym na urojenia wariacie. Pomyśl o nim jak o Harrym.
Hermiona uniosła brew, żeby dać Ginny do zrozumienia, że nie załapała.
- Czujesz się normalnie, kiedy jesteś w towarzystwie Harry'ego, jesteś przy nim sobą, a on czuje się przy tobie tak samo. Nie masz problemu z tym, że go obejmujesz, albo rozmawiasz z nim, śmiejesz się... nie jesteś powściągliwa.
Hermiona pokiwała głowa, zanim wzięła głęboki oddech.
A więc, a przynajmniej miała taką nadzieję, będzie mniej powściągliwa.
N/A: No, znowu dawno nie wstawiałam, ale musicie mi wybaczyć, bo są wakacje. Obiecuję, że w roku szkolnym będę bardziej regularna! ;)
PS. Dziękuję M. za bardzo ważne dla mnie rady. Istotnie, przejrzałam tekst jeszcze raz i zauważyłam sporo błędów. Wkradły się one prawdopodobnie przez to, że pisałam na laptopie, który nie zaznacza mi literówek. Przepraszam wszystkich za błędy. Będę nad tym pracować. :)
