Uwaga! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

- Ta wygląda jak niuchacz. – skomentował Fred, wskazując na, wyglądającą na całkowicie puchatą, chmurkę nad swoją głową. Hermiona i on leżeli razem na plecach, patrząc w górę, na czyste niebo. Jego ręka spoczywała pod jego głową, a druga była zanurzona w lokach Hermiony, która leżała na jego klatce piersiowej. Na początku była zbyt chętna, żeby leżeć w takiej pozycji, ale nie mogła powiedzieć, że nie było to przyjemne.

- Myślę, że wygląda raczej jak sklątka. – zadumała się z uśmiechem na ustach, kiedy chmurka przepłynęła przez niebo.

- Może i tak, ale w głębi serca, jest niuchaczem. – powiedział Fred, odgarniając jej włosy z twarzy i spoglądając na nią. Odwzajemniła uśmiech i poczuła, jak serce dziwnie jej podskoczyło.

Minęły trzy dni od chwili, kiedy dowiedziała się, że są zaręczeni i większość czasu spędzali właśnie w ten sposób. Jeszcze nie zadał jej żadnych pytań, a ona miała coraz większą nadzieję, że tak pozostanie. Spędził większość popołudnia sprawdzając co się dzieje w jego sklepie i naprawiając zniszczenia, ale, kiedy tylko wrócił do domu, wyciągnął ją na zewnątrz. Powoli zaczynała się przyzwyczajać do jego dotyku oraz oczu, które bezustannie ją obserwowały. Właściwie, to to wcale nie było takie dziwne, jak myślała, że będzie. Było prawie tak, jakby po prostu ze sobą chodzili.

- Freddie! – Fred usiadł natychmiast, kiedy usłyszał głos swojego bliźniaka, sprawiając, że Hermiona potoczyła się w dół, na jego talię. Roześmiał się i pomógł jej usiąść, nie zauważając rumieńca na jej policzkach. Obejrzał się za ramię.

- Tak, Georgie? – zapytał, obejmując ją ramieniem.

- Lee musi z tobą porozmawiać na temat sklepu. Mówi, że chodzi o wydział, o którym wiesz tylko ty. – powiedział George, obdarzając parę delikatnym uśmiechem. Pomagał Hermionie z Fredem, pokazując się co godzinę z jakąś wymówką, żeby upewnić się, że Hermiona nie musi radzić sobie z nim długo sam na sam. Harry również pokazywał się tak często, jak tylko mógł, żeby również trochę im pomóc, ale cała reszta zdawała się cały czas zostawiać ich samych. Ron nie odzywał się do niej, od kiedy Fred nazwał ją swoją narzeczoną.

Nie to, żeby ją to obchodziło, nawet nie była pewna czy sama chce z nim rozmawiać.

Fred przywołał ją z powrotem do rzeczywistości, całując ją delikatnie w policzek i ostatni raz odgarniając jej włosy z czoła, zanim wstał. Pomógł jej podnieść się na nogi, uważając, żeby być delikatnym. W końcu nie był pewny czy da radę ustać bezpiecznie na nogach. Potem odwrócił się z powrotem do bliźniaka.

- W porządku, Georgie. Opiekuj się Hermioną. – powiedział, mrugając okiem, a potem obrócił się i deportował z trzaskiem. George podszedł do Hermiony, uśmiechając się tajemniczo.

- Czy już ci o tym powiedział?

Hermiona uniosła brew i zmarszczyła się lekko.

- Nie, a o czym?

Uśmiechnął się szerzej, a w oczach pojawiły się wesołe iskierki.

- Chciał ci powiedzieć, że wciąż chce, żebyście pobrali się pod koniec czerwca.

Hermionie opadła szczęka i poczuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. George złapał ją, zanim zdążyła upaść, a jego wyraz twarzy zmienił się z radosnego, na zmartwiony.

- Hermiono! – zawołał, stawiając ją na nogi. Chwyciła mocno jego ramię, pragnąc, żeby świat przestał wirować. George nadal coś mówił, ale Hermiona nie mogła go usłyszeć, przez narastający szum w uszach.

- Hermiono! – krzyknął głośniej George, a jego głos zdołał jakoś wybudzić Hermionę z szoku.

- Co? – jęknęła, zduszonym głosem.

- Myśli, że ty i on pobierzecie się pod koniec czerwca. – wytłumaczył, pomagając jej usiąść na ziemi, z niepokojem w oczach. – Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć.

Pokręciła głową i wzdrygnęła się.

- Jasne, że nic nie jest w porządku. – wymamrotała, piorunując George'a wzrokiem i sprawiając, że trochę się odsunął. – Nie przeszkadza mi to, że jestem jego dziewczyną, naprawdę. Mogę udawać, że jestem jego narzeczoną, ale nie mogę go poślubić!

- Oczywiście, że nie, ale…

- To poważna sprawa, George! – krzyknęła Hermiona, przerywając mu. – Nie możemy pozwolić, żeby sprawy zaszły tak daleko.

- Hermiono, nie zamierzam mu pozwolić cię poślubić. – powiedział szybko, chwytając ją za ramiona, żeby ją uciszyć. – Nie wiem jak to jest w świecie mugoli, ale tutaj małżeństwo zawiera się na zawsze. To nie jest decyzja, którą można podjąć opierając się wyłącznie na fantazjach, nawet jeśli to ma powstrzymać Freda od zapadnięcia w śpiączkę. – Jego głos lekko się zatrząsnął pod koniec i to pomogło jej się uspokoić. Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy, powoli wypuszczając powietrze. Po chwili otworzyła je z powrotem, żeby spojrzeć na George'a.

- Masz rację, przepraszam, że na ciebie krzyknęłam. Po prostu strasznie się denerwuję. Stresuję się wszystkim, co robię, boję się, że za bardzo analizuję wszystko wokół mnie i że dowie się, że tak naprawdę nie jesteśmy razem. – Pociągnęła nosem i otarła łzę z policzka.

- Czemu nie zaprosisz go na randkę? – zapytał po chwili, spoglądając na nią z lekkim uśmiechem.

Uniosła brew i spojrzała na niego podejrzliwie.

- Co?

- Zaproś go na randkę. Powiedz mu, że chcesz go poznać jeszcze raz. Jesteś zmęczona tym, że wasza relacja staje się coraz bardziej dziwna i chcesz być blisko niego tak bardzo, jak byłaś przed wojną.

Popatrzyła na niego przez długi moment. Tak właściwie, to był dobry pomysł, chociaż nigdy by tego nie przyznała.

- Chy- Chyba dam radę. - powiedziała cicho, lekko spiętym włosem. Na chwilę zapadła cisza, podczas której zastanawiali się jak bardzo ich życie uległo zmianie. Zaczęła bawić się źdźbłem trawy, kiedy nawiedziła ją okropna myśl i znów lekko opadła jej szczęka.

- O co chodzi Hermiono? – zapytał George, zauważając wyraz jej twarzy. Jej policzki mocno się zaczerwieniły i spuściła wzrok na ziemię. – Hermiono, przerażasz mnie.

- Czy on… czy my… czy on oczekuje… - zaczęła, niezdolna do tego, żeby ubrać swoje myśl w słowa.

- Hermiono, wyduś to z siebie. Muszę wiedzieć o czym myślisz, żeby znać odpowiedź. – powiedział George, czując lekkie rozbawienie teraz, kiedy był pewien, że nic jej nie jest.

- Czy on myśli, że mieliśmy… kontakty intymne? – wydusiła w końcu, głosem nieznacznie głośniejszym od szeptu.

George rozszerzył oczy ze zdziwienia, zanim uśmiechnął się, rozbawiony.

- Nie mam pojęcia Hermiono. A co, jesteś zainteresowana? – zapytał żartobliwie, trącając ją lekko w ramie. Pokręciła głową, rumieniąc się jeszcze bardziej.

- Nie będę w stanie udawać.

- Aww, no dalej, Hermiono. Tylko żartuję. Nie oczekuję od ciebie, że będziesz sypiać z Fredem. – powiedział, mrugając do niej okiem. – Pomyślałem tylko, że jeśli chcesz wypróbować jego bliźniaka, to jestem do usług… - Przestał jednak mówić, kiedy zobaczył łzy w jej oczach. – Och, Hermiono, przepraszam, ja po prostu żarto…

- Naprawdę nie będę w stanie udawać. Nie mogę udawać, że nasze relacje były intymne. – szepnęła, głosem tak cichym, że George musiał pochylić się bliżej, żeby ją usłyszeć.

- Spokojnie Hermiono. Wymyślimy jakąś wymówkę, ale nie sądzę, żeby próbował cię do tego zmuszać. Nie jest taki pewny siebie jak ja, ale…

- Jestem dziewicą, George. Jeśli do czegoś dojdzie, to stanie się oczywiste, że jego wspomnienia są fałszywe. – powiedziała, przerywając mu i podnosząc oczy, żeby znowu spotkać się z nim wzrokiem. Nie mogła uwierzyć, że właśnie prowadzi taką konwersację z George'em.

- Więc wymyślimy jakąś wymówkę. Nie martw się, Hermiono. Osłaniam cię. Znajdę jakiś sposób, żeby się dowiedzieć.

TRZASK

Oboje podskoczyli, zaskoczeni niezapowiedzianym dźwiękiem i odwrócili się, żeby zobaczyć, wracającego z powrotem, Freda, który uśmiechał się i gwizdał jakiś znany kawałek.

- Cześć, kochanie. – powiedział, siadając koło niej i obejmując ją ramieniem. Odwzajemniła uśmiech, wdzięczna losowi, że nie była już czerwona na twarzy i delikatnie się o niego oparła.

- George, Lee chce cię natychmiast widzieć. Nie wiem o co chodzi, gadał coś o projekcie Verita.

George rozszerzył oczy i pokiwał głową, zanim skoczył na równe nogi. 'Projekt Verita' to nazwa, którą wymyślili i używali ,kiedy chodziło o coś związanego z utrzymywaniem Freda w wierze, że jest zaręczony z Hermioną. George mrugnął do Freda i Hermiony, a następnie zdeportował się, zostawiając ich samych.

Siedzieli przez chwilę w dziwnej ciszy, zanim Hermiona wreszcie zdecydowała się odezwać.

- Fred? – zapytała, lekko załamującym się głosem. Przełknęła ślinę i kontynuowała, kiedy spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Fred, ja już tak dłużej nie mogę. Czuję się tak, jakby coś się między nami psuło. Chcę znowu się do ciebie zbliżyć, męczę się już tym, że czuję się skrępowana. Chcę, żebyśmy znowu wrócili do tego, co było przed wojną.

- Tak, czuję to samo, Hermiono. – powiedział, podnosząc drugą rękę, żeby pogłaskać ją po policzku. Wtuliła się w nią lekko, niezdolna do tego, żeby tego nie zrobić. – Może chciała byś pójść ze mną pojeździć na wrotkach dzisiaj wieczorem? Tak jak na naszej pierwszej randce? Moglibyśmy z powrotem zbliżyć się do siebie.

Pokiwała głową i poczuła, jak wypełnia ją podekscytowanie.

- Bardzo chętnie.

{}o{}o{}

- Harry! – syknęła Hermiona, próbując przykuć uwagę najlepszego przyjaciela. Spojrzał znad gry, żeby zobaczyć, jak Hermiona wystawia głowę do salonu, starając się nie zostać zauważoną przez Freda, który chrapał na kanapie. Szybko wstał i, zerkając na Rona, wyszedł za nią z pokoju. Poprowadziła go szybko na schody i do swojego pokoju, zanim zatrzasnęła za nimi drzwi.

- O co chodzi? – zapytał, zanim zdążyła coś powiedzieć.

- Wpadłam na pomysł i chcę wiedzieć, co o nim myślisz. – wytłumaczyła, przechodząc przez pokój, do swojego łóżka. Uniosła poduszkę i wyjęła spod niej identyczne, kieszonkowe notatniki.

Podszedł do niej, unosząc brew z zaciekawienia, kiedy podała mu jeden z nich. Otworzył go i przewrócił strony. Wszystkie były puste.

- Ummm, Hermiono, co to jest?

- To bliźniacze książki… eee, to znaczy raczej trojacze? Tak sądzę. Możesz napisać cokolwiek w jednej z nich, a to samo pojawi się w pozostałych dwóch.

- Świetne. – powiedział Harry, wciąż wyraźnie nie wiedząc, o co chodzi.

Hermiona westchnęła i potrząsnęła głową, a na jej twarzy można było zobaczyć zdenerwowanie otumanieniem swojego najlepszego przyjaciela.

- Jest po jednej dla ciebie, Grorge'a i mnie. Kiedy któreś z nas dowie się czegoś o 'przeszłości' mojej i Freda, będziemy mogli to napisać. Mam nadzieję, że we trójkę zdołamy dowiedzieć się całkiem sporo.

- Świetnie! – powiedział znowu, rozszerzając oczy. Na jego twarzy widać było, jak bardzo jest pod wrażeniem.

- Dziękuję. – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Otworzyła własną książkę i wyjęła z kieszeni ołówek. – Z tego, co wiem, to poprosił mnie o rękę nad jeziorem, a podczas naszej pierwszej randki, jeździliśmy na wrotkach.

- Na wrotkach? – zapytał, unosząc pytająco brew.

- Tak, jeździliśmy na wrotkach. – Wzruszyła ramionami. – Nie, nie mam pojęcia, skąd wiedział, że tak lubię to robić. Szczerze, myślałam, że tylko ty wiesz. Ron nie ma pojęcia. Nie to, żeby mnie to dziwiło. – zakończyła, z wyraźnym rozgoryczeniem w głosie.

Pukanie do drzwi przeszkodziło im, zanim Harry zdążył stanąć w obronie przyjaciela. Ginny wsadziła głowę do pokoju i mrugnęła do Harry'ego, zanim odwróciła się w stronę Hermiony.

- Jesteś gotowa, żeby zacząć się przygotowywać na randkę?

- Randkę? - Harry znowu uniósł brew, tym razem z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Tak, na randkę. – powiedziała dobitnie Hermiona, walcząc z rumieńcem, który chciał wpełznąć jej na twarz. Wychodziła na zewnątrz, więc musiała o siebie zadbać. To był jedyny powód.

Ale, w takim razie, dlaczego serce tak jej trzepotało z radości?

N/A: No dobra, wakacje się skończyły. Od teraz, nowy rozdział pojawiać się będzie w każdy poniedziałek. :)