UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

- Jesteś pewna, że wyglądam dobrze? – zapytała Hermiona, chyba po raz trzynasty. Ginny westchnęła ze zdenerwowania i potrząsnęła głową.

- Merlinie, Hermiono, wyglądasz świetnie.

Hermiona potrząsnęła głową, wciąż nie będąc pewna. Podniosła dłonie, żeby przygładzić rąbek swojej bluzki. Była węższa niż normalnie i podkreślała jej dekolt, ale czuła się w niej ciasno. Ginny skurczyła także jej dżinsy tak, że mocno opinały jej biodra. Nie było jej niewygodnie, ale po prostu czuła się tak, jakby próbowała być kimś innym.

- Nie wyglądam jak ja, przecież chyba to zauważy? – zapytała, w nadziei, że użyje Freda jako wymówki.

- Hermiono wyjdź tam i idź z nim na te wrotki. Wyglądasz w porządku. – powiedziała, wypychając ją za drzwi do salonu.

Próbowała się sprzeciwić, ale była na zewnątrz, zanim zdążyła otworzyć usta. Wpadła na czyjeś cało, wydając z siebie cichy pisk, kiedy złapały ją czyjeś silne ramiona.

- Wow, Hermiono! – powiedział Fred, podnosząc ją z powrotem do pionu. Zarumieniła się, kiedy trochę się odsunął i rozszerzył oczy, przyglądając się jej uważnie. Przełknął ślinę i zatrzymał na niej wzrok, sprawiając, że zarumieniła się jeszcze bardziej.

- Ginny chciała mnie ubrać. – wyjaśniła, unikając jego wzroku. Podniósł wzrok i uśmiechnął się, a jego uszy lekko poróżowiały.

- Ładnie wyglądasz. – powiedział, obejmując ją w talii. Przyciągnął ją do siebie, z iskierkami w oczach.

Spojrzała w dół, żeby również przyjrzeć się ubraniu Freda. Miał na sobie mugolskie dżinsy i ciemnozieloną, zapinaną na guziki bluzkę. Pasowała do niego, ukazując jego dobrze zbudowane ciało.

- Ty też. – wydusiła w końcu z siebie, dziwnie suchym głosem. Znowu poczuła, jak jej serce trzepocze z radości i nie jest w stanie oderwać wzroku od jego oczu. Nigdy nie zauważyła, jaką miały piękną, głęboko niebieską barwę.

- Gotowa na wrotki? – zapytał po chwili, lekko chrapliwym głosem. Sprawiło to, że po jej ciele przeszedł, wcale nie nieprzyjemny, dreszcz.

- Tak. – Wzięła go pod ramię, które zaoferował i uśmiechnęła się lekko, kiedy położył swoją drugą rękę na wierzchu.

- Więc chodźmy. – Obrócił się w miejscu i sportowali się skraju jej rodzinnej wioski. Uśmiechnęła się na jej widok, czując jednak lekki ból, kiedy pomyślała o rodzicach. Odepchnęła od siebie smutne myśli i skupiła się na tym, w którym kierunku zmierzali. Dzisiejszego wieczoru miała dobrze bawić się z Fredem. Musi wyrzucić wszystkie złe wspomnienia i przykrości, które przydarzyły jej się ostatnimi laty i spróbować, zamiast tego, przypomnieć sobie wszystkie szczęśliwe chwile.

- Obawiam się, że może iść mi dość kiepsko, kochanie. Minęło dwa i pół roku, od kiedy ostatni raz jeździłem na wrotkach.

Pokiwała głową, uśmiechając się z podekscytowaniem. Dwa i pół roku. Dotąd nie była pewna ile dokładnie byli razem, ale teraz już wiedziała, że było to dwa i pół roku. Fred zatrzymał się przed brązowym budynkiem i podążył w kierunku budki biletowej.

Kiedy odwrócił się do niej plecami, wyciągnęła z kieszeni notatnik i szybko napisała wiadomość do Harry'ego i George'a. Zaczarowała go tak, że zrobi się ciepły, kiedy ktoś coś napisze i taki pozostanie, dopóki ktoś go nie otworzy.

Chodzimy ze sobą co najmniej dwa i pół roku. Wtedy też ostatni raz jeździliśmy na wrotkach.

Zamknęła książkę i podeszła do Freda. Znów wzięła go pod ramię i uśmiechnęła się, kiedy spojrzał w dół. Zamrugał, zanim odwrócił się z powrotem do kasjerki i wziął bilety, które mu podała.

- Będą ważne przez godzinę.

Pokiwał głową i odwrócił się z powrotem do Hermiony. Drzwi otworzyły się i weszli na tor. Oczy Hermiony uważnie obserwowały ściany, zauważając znajome, kolorowe płytki. To była jej ulubiona część tego miejsca, w dzieciństwie te kolory zawsze kojarzyły jej się z dobrą zabawą.

Muzyka była głośna, właśnie leciała jakaś piosenka, której nie rozpoznawała, ale była idealna do jazdy i tańca. Usadowiła się na ławce, a Fred usiadł obok niej. Nałożyła wrotki, rozkoszując się znajomym uczuciem dotyku ciepłej skóry, kiedy zaciskała sznurówki. Upewniła się, że buty są zaciśnięte wystarczająco ciasne, zanim wstała, czekając na Freda. Uśmiechnął się i uniósł rękę, cicho prosząc o pomoc. Odwzajemniła uśmiech i podała mu rękę, żeby pomóc mu wstać.

- Och! – krzyknął, kiedy nogi zaczęły się spod niego wyślizgiwać. Szybko przyciągnęła go bliżej, pomagając mu ustać na nogach. Odzyskał kontrolę nad nogami i uśmiechnął się do niej tajemniczo.

- Zapomniałem już, jakie to przyjemne. – powiedział cicho, gładząc ją po policzku, podczas gdy druga ręka spoczywała na jej ramieniu. Zarumieniła się i odwzajemniła uśmiech.

- Chodź. – powiedziała, odwracając się i chwytając go za rękę. Podjechała do wejścia, uważając, żeby nie jechać na tyle wolno, aby Fred mógł zachować równowagę. Bała się o swoją nogę, ale wrotki jej pomagały, bo nie musiała już podnosić jej do góry, wystarczyło tylko ruszać nią do przodu.

W końcu dotarli do toru i Fred prawie upadł, bo jego nogi kompletnie nie wiedziały, jak powinny się zachować, z przyczepionymi do nich kółkami. Obróciła się tak, żeby móc na niego patrzeć i chwyciła go za dwie ręce, wdzięczna losowi, że tego wieczora było tylko paru innych wrotkarzy. Spojrzał na nią pytająco, nie rozumiejąc co zamierza zrobić. Uśmiechnęła się szeroko i zaczęła jechać tyłem.

Jego oczy rozszerzyły się lekko ze zdziwienia, kiedy pociągnęła go do przodu, pochylając się lekko w lewo, dla przeciwwagi. Przejechali tak całe kółko i Hermiona nie mogła nic poradzić na to, że czuła rozpierającą ją dumę.

- Spróbujmy szybciej. – zasugerowała i, zanim miał szansę się sprzeciwić, obróciła się, żeby jechać obok niego, trzymając go tak blisko siebie, jak tylko było to możliwe podczas jazdy. Zaczęła odpychać się szybciej, ciągnąc Freda za sobą, kiedy zwiększyła tempo. Fred roześmiał się lekko, kiedy przejechali okrążenie.

Byli w połowie trzeciego kółka, kiedy inny wrotkarz upadł tuż przed nimi. Fred krzyknął, kiedy Hermiona, obróciła ich, żeby jakoś uniknąć zderzenia z wrotkarzem, ale sprawiło to, że Fred utracił równowagę.Uparł na twardą ziemię z ciężkim łoskotem, pociągając Hermionę za sobą, ponieważ wciąż trzymali się za ręce. Wylądowała na jego klatce piersiowej, wyciskając im obu powietrze z płuc.

Leżeli tak przez chwilę, nie mogąc poruszyć się, z powodu bólu, który musiał nastąpić po zderzeniu z twardą podłogą. Jednak, po chwili Fred uniósł ramiona i objął Hermionę, trzymając ją blisko swojej klatki piersiowej.

- Tak, zapomniałem jaka to zabawa. – zadumał się, kiedy uniósł się nieco, żeby na nią spojrzeć. Odwzajemniła uśmiech i na chwilę zapomniała, że to wszystko tylko gra, kiedy złożył na jej ustach ciepły pocałunek.

{}o{}o{}

Hermiona bezmyślnie przerzuciła stronę swojej powieści, pozwalając na to, by jej wzrok zwrócił się na mężczyznę, siedzącego obok niej. Żartował z George'em na jakiś temat i wydawał się być kompletnie rozluźniony, obejmując ją swoim ramieniem i trzymając ją blisko siebie.

Po godzinie zostali wyproszeni z toru, a wydawało się, że minęło zaledwie kilka minut. Potem od razu wrócili tutaj. Usiedli na kanapie i to zdawało się być prawie naturalne. Czuła się przy nim coraz bardziej komfortowo, przyzwyczajała się do jego dotyku i zdawało się, że posiada on nieustanną potrzeba dotykania jej. Prawdopodobnie dlatego, że chciał przekonać samego siebie do tego, że ją ma. Musiał gdzieś głęboko, w głębi siebie, wiedzieć, że to wszystko nie jest prawdziwe.

Może, ale tylko może, kiedyś sam się zorientuje.

- Hermiono?

Podniosła wzrok, słysząc głos, którego nie spodziewała się usłyszeć i zmarszczyła brwi, na widok swojego drugiego najlepszego kumpla.

- Tak, Ron? – zapytała, starając się zachować spokojny ton głosu. Znowu dziwnie na nią patrzył. Miała już tego dosyć. Nie wykonał w jej stronę żadnego ruchu po bitwie, właściwie ignorując fakt, że się pocałowali, a potem, kiedy jego brat okazał zainteresowanie (tak właściwie, to coś więcej niż zainteresowanie), nagle zaczął mieć ochotę na rozmowy o uczuciach.

Sama nawet nie wiedziała, co do niego czuje. Nie była pewna jak poradzić sobie z tym wszystkim, co działo się wokół niej. Była za to pewna, że wciąż czuła się strasznie zagubiona. Nie mogła pozwolić sobie na to, żeby odczuwać jakiekolwiek prawdziwe emocje.

- Muszę z tobą porozmawiać. – powiedział. Westchnęła i odłożyła książkę na bok, więcej niż świadoma faktu, że Fred ją obserwuje. Przesunęła się na róg kanapy i powoli wstała, walcząc z grymasem, kiedy jej noga eksplodowała bólem.

Fred, zupełnie jakby wiedział dokładnie jak się czuje, od razu przysunął się bliżej i pomógł jej wstać. Ron odsunął się krok do tyłu, żeby zrobić jej przejście, nie zauważając, że wciąż ma problemy z chodzeniem.

- Co? – zapytała, kiedy w końcu udało im się wyjść. Fred obserwował uważnie jak wychodzi i była pewna, że miał wielką ochotę wstać i jej pomóc.

Kochał ją. Nawet z tą zranioną nogą i całą resztą, naprawdę ją kochał.

- Co jest między tobą, a Fredem? – zapytał Ron, patrząc na nią wściekłym wzrokiem.

- O czym ty mówisz? – zapytała, mróżąc oczy.

- Wciąż go dotykasz! – powiedział, podnosząc głos. Hermiona spojrzała na niego morderczym wzrokiem.

- Przestań. Mam udawać, że jestem jego narzeczoną. – ostrzegła. Jednak on zdawał się tego nie dostrzec i wciąż na nią naciskał.

- Podoba ci się to!

- Co?

- Podoba ci się to! Podoba ci się Fred!

- Czemu cię to obchodzi? – wybełkotała, czując, że się rumieni. Wcale jej się to nie podobało.

Wcale.

- Bo on cię wykorzystuje! Prawdopodobnie wymyślił sobie to wszystko, jako kolejny głupi dowcip! Tak naprawdę, wcale mu się nie podobasz. Jesteś molem książkowym, nie jesteś zbudowana, jak jego poprzednie dziewczyny. Jesteś niska, masz rozczochrane włosy, a on lubi blondynki! Nie jesteś nawet tak piękna, jak jego poprzednie dziewczyny!

Hermiona cofnęła się o krok, otwierając usta, z powodu bólu i szoku, kiedy patrzyła na swojego drugiego najlepszego przyjaciela. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie powiedział. Nie chodziło tylko o to, że on tak o niej myśli, ale że uważa, że Fred mógłby być na tyle okrutny, żeby to zrobić.

- Ronaldzie Weasley, jesteś podłą, wstrętną, nieczułą i żałosną świnią! – Cofnęła się o kolejny krok, wyjmując różdżkę i celując nią ostrzegawczo w jego klatkę piersiową. – Twój brat nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Jest wspaniały, opiekuńczy, dowcipny i autentycznie mu się podobam! Mam szczęście, że chce w ogóle na mnie patrzeć, ponieważ nie jestem jakaś niezwykła, ale wolę dotykać jego, niż ciebie! – Obróciła się w miejscu i deportowała z trzaskiem.