UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

Aportowała się nad jeziorem, w miejscu, w którym rozmawiała z Fredem pierwszego wieczoru i osunęła się na kolana, ze łzami spływającymi jej po policzkach. W sercu czuła taki ból, jakby miało się ono przełamać na pół.

Zwinęła się w kłębek, obejmując rękami kolana, przyciskając je do swojej klatki piersiowej i jęknęła cicho. Nie mogła już tego dłużej wytrzymać, zaczęły do niej napływać wszystkie emocje, które wcześniej próbowała powstrzymać i nie mogła nic na to poradzić. Zaczęła się trząść, a po jej policzkach zaczęło spływać więcej łez .

Ron był debilem i w ogóle się nią interesował, dopóki nie zorientował się, że została zajęta. Myślała, że kocha Rona. Gdyby ktoś zapytał ją o to tydzień temu, powiedziałaby to bez mrugnięcia okiem. Natomiast teraz odpowiedziałaby, że tak nie jest. I to z całą pewnością. Po prostu była zakochana w idei bycia zakochaną w Ronie, ponieważ wydawał jej się jedyną osobą, która mogłaby odwzajemnić jej uczucia.

- Hermiono? – Usłyszała nieśmiały głos, który udało jej się szybko rozpoznać. Przeklęła samą siebie za to, że pojawiła się w miejscu, w którym tak łatwo mógł ją znaleźć. I jak ma to wszystko teraz wytłumaczyć?

Nie miała jednak szansy nawet się poruszyć, bo Fred zniżył się do jej poziomu i objął ją ramionami.

- Kochanie, przykro mi. Ron to straszny głupek. Nie słuchaj go, czegokolwiek by ci nie powiedział.

Pociągnęła nosem i odwróciła się do niego. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy zaczęła coś bełkotać o ich rozmowie, pomijając oczywiście część o tym, że nie byli zaręczeni przed jego zapadnięciem w śpiączkę.

Fred wzmocnił nieco uścisk i przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej, kiedy mówiła i wygładził jej włosy.

- Hermiono, kochanie. On jest idiotą.

- Ale ma rację, nie jestem ładna. Nie jestem piękna, albo chociaż sympatyczna. Jestem prosta i nieciekawa. – wydusiła z siebie, nawet nie słuchając tego, co powiedział. Wtuliła się w niego, próbując zagubić się w poczuciu bezpieczeństwa, które dawały jej jego ramiona.

- Hermiono. – powiedział powoli, odciągając ją od siebie tak, żeby móc zobaczyć jej twarz. Podniósł jedną rękę z jej talii, żeby położyć ją na jej policzku i otrzeć spływającą po nim łzę. – Nie uważam, że jesteś piękna.

Poczuła kolejny przypływ bólu. Usłyszenie tego z jego ust było jeszcze gorsze niż z ust Rona i teraz miała ochotę po prostu rzucić się z dachu Nory. Jaki chłopak mógłby jej pragnąć? Fred wzmocnił uścisk, zanim zdążyła się wyrwać i kontynuował swoją wypowiedź, delikatnym i łagodnym głosem.

- Myślę, że jesteś wiele ponad to. Jeśli Ron, Harry, albo inny dureń tego nie widzi, to w takim razie, no cóż, jego strata. – Zanurzył rękę w jej włosach i jeszcze mocniej przycisnął ją do siebie. Jej oczy wypełniły się taką ilością łez, że nie potrafiła przez nie nic zobaczyć. Jej klatka piersiowa była ściśnięta przez emocje, kiedy próbowała go zobaczyć przez łzy. Nikt, absolutnie nikt nie powiedział do niej nigdy czegoś tak romantycznego, miłego i kochanego.

- Kocham cię. – powiedział w końcu, chwytając ją za rękę. Pochylił się i, zanim miała szansę odpowiedzieć lub zareagować w inny sposób, pocałował ją. Zrobił to z taką pasją, że praktycznie wycisnął jej całe powietrze z płuc i sprawił, że jej serce zaczęło bić w zupełnie inny sposób.

Ron miał rację, lubiła jego dotyk. Podobał jej się.

Podobał jej się Fred Weasley.

Przerwała pocałunek i odsunęła się lekko, patrząc na niego z błyskiem w oku. Podobał jej się Fred!

Spojrzał na nią, lekko zaniepokojony. Jednak nie pozostawiała go długo w niepewności i z powrotem złączyła ich usta w pocałunku w żarliwym pocałunku, rozkoszując się nowo odkrytymi w sobie emocjami.

{}o{}o{}

- Hermiono? – zawołał Fred, przywołując Hermionę z zamyślenia. Był sobotni poranek i już od jakiejś chwili gapiła się przez okno na ogród. Zapadła w dziwne odrętwienie, a jej mózg analizował wszystko, co ostatnio zdarzyło się w jej życiu.

Jednak teraz wróciła do rzeczywistości i odwróciła się, żeby zobaczyć, kto wypowiedział jej imię. Jej wzrok zatrzymał się na Fredzie, który wyglądał jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Jego zielona koszulka pałkarza przylegała do jego klatki piersiowej, ukazując jego muskulaturę, a spodnie wisiały na nim luźno sprawiając, że jej policzki lekko się zarumieniły. Jednak najbardziej wskazywały na to jego włosy. Były wilgotne i przyklejone do twarzy, sprawiając, że miała ochotę delikatnie mu je z niej odgarnąć.

Tak, Fred Weasley definitywnie mi się podoba. Pomyślała do siebie, walcząc z rumieńcem, który chciał wpełznąć na jej policzki. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek w szkole wyglądał tak wspaniale.

Nie to, żeby kiedykolwiek zwracała na niego uwagę.

O cholera, przecież on właśnie ją o coś zapytał, prawda? Usiadła sztywno i poczuła lekkie zawstydzenie, że kazała mu czekać tak długo.

- Eee, tak? – wydusiła z siebie i zaryzykowała spojrzenie w jego oczy. Dostrzegła w nich iskierki rozbawienia, a na jego ustach gościł tajemniczy uśmiech. Niech go szlag.

Odwzajemnił spojrzenie, pozwalając, by wcześniej prześlizgnęło się po jej ciele, zanim uformował odpowiedź. Jego wzrok sprawił, że zarumieniła się w zupełnie inny sposób.

- Masz jakieś plany? – zapytał po chwili, nieco bardziej chrapliwym głosem.

- Nie. – odpowiedziała, zachowując czujność. - A co?

Uśmiechnął się niewinnie, co tylko bardziej ją zaalarmowało.

- Ponieważ właśnie wybierałem się do naszego sklepu i zastanawiałem się, czy chciałabyś pójść ze mną.

Jej oczy rozszerzyły się lekko ze zdziwienia i przygryzła wargę. Oczywiście, miała na to wielką ochotę, ale nie była pewna czego mógłby chcieć, kiedy już dotrą na miejsce…

- Czy będzie tam ktoś jeszcze?

Zamrugał i pokręcił głową, sprawiając, że na koszulkę spadło mu kilka kropel wody.

- Nie, tylko nasza dwójka.

Uniosła brew, zaskoczona jego odpowiedzią.

- Gdzie w takim razie jest George? – zapytała, okrążając stół i podchodząc bliżej niego. Uśmiechnął się i objął ją ramieniem.

- Z Harrym. Są w szpitalu świętego Munga, nie mam pojęcia co tam robią. – powiedział, jakby nie miało to wielkiego znaczenia. Hermiona pokiwała głową. Pewnie spotkali się z uzdrowicielem Rosakiem. Obiecał, że pomoże im ustalić termin, w którym Fred wróci do zdrowia.

- W porządku. – powiedziała po chwili, uśmiechając się nieśmiało. Trochę bała się, czego będzie oczekiwał, kiedy będą sami, ale nie mogła ryzykować, że coś stanie się, kiedy będzie sam. Co jeśli ktoś, kto nie wie co się stało, przyjdzie, żeby z nim porozmawiać?

Uśmiechnął się szeroko, a jego oczy pojaśniały, sprawiając, że jego twarz wprost emanowała szczęściem. Wciąż nieco szokowało ją, że ma na niego aż taki wpływ.

- Wspaniale! – wykrzyknął, oferując jej ramię. Uśmiechnęła się, wciąż lekko zdenerwowana i przyjęła jego ramię. Obrócił się i już po chwili znajdowali się w Magicznych Dowcipach Weasley'ów.

Nie puściła go od razu, kiedy znaleźli się na miejscu. Uwielbiała czuć jego ciepło i nie miała najmniejszej ochoty go puścić. Uśmiechnął się do niej i pocałował ją w czoło, zanim przeszedł krok do przodu, wciąż trzymając ja pod ramię. Postąpiła krok za nim i rozejrzała się po sklepie.

Na ziemi leżały sterty szkła, zepsutych produktów i innych śmieci, ale poza tym sklep wyglądał dobrze. Wystawa również potrzebowała naprawy, a niektóre z produktów musiały zostać wytworzone ponownie, ale nie było nic, co nie byłoby do zrobienia. Była pewna, że gdyby Fred powiedział jej co ma robić, to będzie w stanie to załatwić.

- W czym potrzebujesz mojej pomocy? – zapytała, odwracając się do niego z lekkim uśmiechem. Odwzajemnił uśmiech i wskazał na zaplecze.

- Pójdziemy tam i pomożesz mi przy bombonierkach, a ja zajmę się innymi słodyczami. – Przeszedł kawałek do przodu, a potem zatrzymał się i znowu się do niej odwrócił. – Potrzebujesz przypomnieć sobie jak się je robi?

Powstrzymała się od zdziwionego spojrzenia i pokiwała głową.

- Tak, przydałoby się.

Uśmiechnął się i pokiwał głową, wchodząc na zaplecze. Przytrzymał otwarte drzwi, żeby mogła wejść za nim do środka. Westchnęła lekko, widząc, że pomieszczenie jest w idealnym stanie.

- Tak, zaczarowaliśmy je, żeby do środka mogły wejść tylko te osoby, które są z nami spokrewnione, albo są traktowane jak rodzina, poprzez małżeństwo, tak jak ty, albo ktoś, komu ufamy, jak Lee albo Harry. Zrobiliśmy to, kiedy byliśmy zmuszeni się ukrywać. Nie chcieliśmy, żeby ktokolwiek tu wszedł i wszystko zepsuł. – wytłumaczył Fred, rozumiejąc jej zdziwienie.

George musiał zaczarować pomieszczenie tak, żeby ją wpuściło, pomyślała Hermiona z lekkim uśmiechem. Wydawało się, że pomyślał o wszystkim.

- Możesz zająć to stanowisko, jeśli chcesz. – zaproponował Fred, wskazując na pusty kociołek, z lekko zaniepokojonym spojrzeniem. Posłała mu uspokajający uśmiech i usiadła przy kociołku, wyciągając różdżkę z kieszeni.

- Więc co mam robić? – zapytała powoli, próbując odepchnąć od siebie zdenerwowanie. Spojrzał na nią w ten sposób, który sprawiał, że zawsze robiło jej się cieplej. Jego oczy pociemniały lekko, sprawiając, że na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec.

-Tutaj… - wydusił w końcu z siebie, lekko zachrypniętym głosem, sprawiając, że wzdrygnęła się lekko. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego, ale podobało jej się to. Pomimo tego, że przez to czuła się bardziej zdenerwowana, podobało jej się to. Podał jej książkę, a ona wzięła ją do ręki, wciąż patrząc mu w oczy.

Ich ręce zetknęły się przez chwilę, sprawiając, że po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Westchnęła lekko i odwróciła wzrok, sprawiając, że jeszcze bardziej się zarumieniła. Powoli otworzyła książkę, bardziej niż świadoma tego, że ją obserwuje i tego, że jej ręka zatrzęsła się lekko. Wzięła głęboki oddech i spróbowała się uspokoić.

Bombonierki Lasera… 15.

Znalazła odpowiednią stronę i westchnęła lekko z ulgą, ale jednocześnie rozczarowaniem, kiedy Fred w końcu odsunął się od jej kociołka. Przywołała do siebie potrzebne składniki i zaczęła przygotowywać miksturę. Szybko wciągnęła się w prostotę przygotowywania znajomego eliksiru, czerpiąc radość z czegoś, czego nie robiła od swojego szóstego roku pobytu w Hogwarcie. Zrelaksowało ją to i przypomniało czasy, w których wszystko wydawało się być mniej skomplikowane.

Zapomniała o otaczającym ją świecie, nie zauważając upływu czasu, albo tego, że Fred znowu się na nią gapił.

Kiedy skończyła, machnęła różdżka nad eliksirem, rozlewając go do kwadratowych form. Następnie wymamrotała inkantację, która przełamała każdy powstały w ten sposób sześcian na dwie części. Kiedy wrzucała słodycze do pudełka, wypełniła ją duma, która wydawała się wręcz absurdalna. Właśnie zrobiła swoje pierwsze krwotoczni truskawkowe! Odwróciła się z powrotem do kociołka, uśmiechając się szeroko.

Znowu dobrze bawiła się z Fredem.

N/A: Przepraszam za tak długą przerwę. Miał być powrót do regularności i nic z tego nie wyszło. Jest mi naprawdę głupio i sama nie wiedziałam co mam wam napisać. Na początku chciałam wymyślić jakąś historyjkę o zepsutym komputerze albo coś, ale prawda jest taka, że miałam naprawdę ciężki miesią chodzi tu tylko o szkołę, ale też kłopoty, o które zachowam w tajemnicy. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że jakoś mi wybaczycie. Postaram się poprawić, obiecuję. :)