UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)
Pracowała nad bombonierkami od co najmniej godziny, jak do tej pory nie odzywając się do Freda. Mimo wszystko wciąż podobało jej się przebywanie w jego obecności.
- Wiesz, jeśli zamienisz sproszkowany róg na smoczą krew, spowoduje to krwotok z nosa, który nie będzie bolesny.
Usłyszała szurnięcie krzesła obok niej i odwróciła się, żeby zobaczyć czy powiedziała coś złego. Przecież tylko próbowała pomóc. Zanim mogła cokolwiek zarejestrować, poczuła, że obejmują ją czyjeś silne ramiona i zdejmują z krzesła. Jej nozdrza wypełniły się oszałamiającym zapachem Freda i z zaskoczeniem wypuściła powietrze, kiedy jego usta złączyły się z jej ustami, zanim zdążyła zrozumieć co się stało.
Przylgnął do niej w nagłej potrzebie poczucia jej bliskości, a ona zaczęła mu odpowiadać z taką samą pasją. Zanim zdążyła się zorientować, została przyciśnięta do czarnej ściany w pomieszczeniu dla pracowników. Zszokowana otworzyła oczy, kiedy ich usta rozłączyły się, z powodu siły uderzenia. Mała część jej umysłu zauważyła, że Fred położył jej rękę z tyłu głowy tak, że przejął na nią większą część uderzenia.
Od razu pochylił się i z powrotem złączył ich usta w pocałunku. Całował ją z ogromną pasją, gładząc ręką jej włosy i jednocześnie przysuwając jej głowę bliżej siebie. Drugą ręką objął ją mocniej w talii i przysunął jej całe ciało mocniej do swojego.
Westchnęła z powodu tego nagłego ataku, co dało Fredowi szansę, żeby pogłębić pocałunek. Szansę, którą natychmiast wykorzystał. Nie powinnaś tego robić! Zdawała się krzyczeć drobna część jej umysłu. Jednak jego większa część zagłuszyła ją, kiedy odpowiedziała na jego dotyk.
Całował ją, zapominając o całym świecie, co sprawiało, że całkowicie straciła oddech i poczuła przyjemne ciepło. Nigdy nie poczuła czegoś, co mogłoby być bliskie temu, co odczuwała w tej chwili i nie potrafiła nad sobą panować.
Oderwał od siebie ich usta i, zanim zdążyła zaprotestować, przyłożył je do jej szyi, delikatnie całując i skubiąc jej szyję.
- Fred! – wydyszała, z rękami, które były teraz zanurzone w jego włosach.
Fred odsunął się od niej z wciąż ciemnymi i zapierającymi dech w piersiach oczami. Pochylił się lekko, próbując wziąć głęboki oddech i spowolnić rytm serca. Hermiona czuła, jak jej własne serce próbuje wyrwać się z piersi.
- Bogowie… - powiedział w końcu, zachrypniętym i niskim głosem. – Nie chciałem, żeby to zaszło tak daleko.
Potrząsnęła głową, wciąż ciężko oddychając.
- Niepotrzebnie. – wydusiła z siebie, gubiąc się w jego oczach. – Co się stało? Chcę zrobić sobie notatki na przyszłość. – dokończyła z rumieńcem na twarzy.
Uśmiechnął się, odchylając się lekko i obejmując ją w talii.
- To przez Krwotoczki Truskawkowe. – powiedział po prostu. – Zapomniałem jaka jesteś gorąca, kiedy wytwarzasz dowcipy.
Gorąca? Tym słowem nikt nigdy wcześniej jej nie określił. Nikt też tego w żaden sposób nie… okazał. Wciąż ciężko oddychała i czuła przyjemny dreszcz.
Znów przybliżył się do niej, kładąc swoją głowę nad jej i całując delikatnie jej włosy, zanim zanurzył w nich swój policzek.
- Pójdziesz ze mną na górę? – zapytał cicho, głosem wciąż niższym niż normalnie. Zesztywniała lekko w jego uścisku, czując jak jej serce zaczyna znów bić mocniej. – Nie chcę, żebyś jeszcze wychodziła. – kontynuował. Jej serce nieco zwolniło i rozluźniła się, czując, że znów może oddychać.
- Ja… z przyjemnością. – zająknęła się, czując, że znów się rumieni. Odsunął się nieco i, wyraźnie podekscytowany, złożył na jej ustach szybki pocałunek.
- Świetnie! – Puścił jej talię i zamiast tego chwycił ją za rękę i splótł jej palce ze swoimi. Machnął różdżką nad kociołkami, sprawiając, że wróciły do stanu, w którym znajdowały się przed ich pojawieniem się, a bombonierki lasera i reszta słodyczy same się zapakowały.
Wyprowadził ją z pokoju w stronę schodów, które znajdowały się na zapleczu. Poprowadził ją w kierunku zamkniętych drzwi i stuknął w nie różdżką. Jednak zatrzymał się, zanim je otworzył i odwrócił się w jej kierunku, posyłając jej rozbrajający uśmiech.
- Pokaż mi swoją nową różdżkę. Zaczaruję drzwi tak, żeby ją rozpoznawały.
Pokiwała głową i podała mu różdżkę, obserwując wszystko z zainteresowaniem. Wymamrotał zaklęcie, a potem stuknął jej różdżką w drzwi. Pojaśniała lekko, a drzwi się otworzyły. Podał jej różdżkę, która wciąż lekko jaśniała.
- No dobra, teraz możesz wpadać kiedy tylko chcesz. – powiedział cicho, ściskając ją za rękę.
- Dzięki… - wydusiła z siebie, dziwnie ściśniętym głosem. Była lekko zdenerwowana, ale jakaś jej część bardzo chciała wejść do mieszkania.
- Jesteś głodna? – zapytał, prowadząc ją do lady. Wzruszyła ramionami.
- Tak, chętnie bym coś zjadła.
Uśmiechnął się, puścił jej rękę i podszedł do lodówki. Patrzyła jak odchodzi i poczuła lekki ból w klatce piersiowej. Naprawdę jej się podobał, i to nawet bardzo.
Otworzyła usta żeby coś powiedzieć, ale poczuła, że notatnik w jej kieszeni robi się ciepły. Kto mógł do niej pisać? Była przecież z Fredem, nikt nie mógł się więc o nim niczego dowiedzieć. Sięgnęła do kieszeni i, zerkając czy Fred na pewno nie patrzy w jej stronę, wyjęła notatnik.
Musimy pogadać. TERAZ. - GW i HP
Że co? Podniosła wzrok, próbując coś wymyślić.
- Fred? – zaczęła, lekko nerwowym głosem. Odwrócił się do niej, uśmiechając się z zadowoleniem.
- Tak?
- Ja… ja muszę iść. – zająknęła się, czując się trochę winna. – Harry właśnie wysłał mi wiadomość, mówi, że to jakaś pilna sprawa.
Opuścił ramiona, a z jego twarzy zniknął uśmiech, co sprawiło, że zrobiło jej się ciężej na sercu.
- Ja- jasne rozumiem. Powiedz Harry'emu, że jest mi coś winien.
Pokiwała głową, czując się okropnie.
- Powiem. Wpadniesz do Nory dziś wieczorem?
Pokiwał głową i wzruszył ramionami, kiedy podszedł bliżej.
- Nie, dzisiaj spędzam trochę czasu z George'em. Chce, żebym miał trochę czasu dla bliźniaka. – Objął ją ramionami i przycisnął do klatki piersiowej. Odwzajemniła uścisk, również go obejmując, rozkoszując się jego bliskością.
- A więc do zobaczenia jutro, Fred. – Opuściła ramiona i wyprostowała się, składając na jego ustach szybki pocałunek. Próbował go pogłębić, ale oderwała się do niego, zanim miał ku temu okazję. Uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do niego, a następnie deportowała.
Aportowała się w Norze, w pokoju Harry'ego i Rona. Odwróciła się, marszcząc lekko brwi. Harry i George siedzieli na łóżku Harry'ego, obaj wyglądając na zdenerwowanych.
- Co? – zapytała, opadając na łóżko naprzeciwko nich.
Zerknęli na siebie, zanim znowu się do niej odwrócili.
- Mamy… - zaczął Harry.
- Mały problem. – dokończył George. Uniosła brew, słysząc, że zaczynają mówić, jakby byli bliźniakami.
- Co się stało? – zapytała. Znów popatrzyli po sobie.
- Właśnie rozmawialiśmy z Rosakiem. – wytłumaczył Harry.
- Wiem. – powiedziała.
- Powiedział nam, że na razie nie ma pojęcia jak pomóc Fredowi. – oznajmił George, przechodząc do sedna. – Nawet nie spojrzał w jego akta, od kiedy się obudził.
- Że co? – zapytała, rozwścieczonym głosem.
- Wiem. – powiedział Harry, unosząc rękę, żeby ją uciszyć, znowu zerkając na George'a. – Jednak to nie jest największy problem.
- A więc co? – Kolejne spojrzenie. Hermiona zaczynała coraz bardziej panikować.
- Powiedział nam, że jeśli będzie z nim tak, jak w przypadku innych pacjentów, to będzie coraz bardziej wierzył w tę iluzję i coraz bardziej ją rozwijał. Nie przestanie próbować odtwarzać fragmentów przeszłości, a to może doprowadzić go do szaleństwa. – wytłumaczył George, głosem wypełnionym bólem.
- To go całkowicie pogrąży, zanim nie zabije siebie, albo ciebie.
Hermiona otworzyła usta ze zdziwienia i przerażenia. Jej serce zaczęło bić coraz szybciej, a oddech zamienił się w bolesne dyszenie. Jej umysł nie był w stanie dopuścić do siebie słów, które właśnie usłyszała.
Siedzieli w ciszy, wszyscy czując taki sam ból i szok.
- No cóż. – wydusiła w końcu z siebie Hermiona. – Mieliście racje. To jest mały problem.
- Musimy sami wymyślić jakiś sposób wyjawienia mu prawdy. Nie sądzę, żeby Rosak w ogóle się tym przejmował. – wymamrotał Harry.
- Nie możemy ryzykować życia Freda. – zaczął George. – Albo twojego. – dodał pospiesznie.
Potrząsnęła głową, dając znać, że nie poczuła się urażona jego niedopatrzeniem.
- Nie, w porządku. Dam sobie radę. Musimy zająć się Fredem. Jak możemy mu to powiedzieć, nie sprawiając, że znów zapadnie w śpiączkę?
Znowu spojrzeli po sobie. Harry przemówił pierwszy, wiercąc się niespokojnie.
- Właściwie Hermino, to mieliśmy nadzieję, że to ty będziesz miała jakiś pomysł.
Zmarszczyła brwi, ale poczuła się doceniona. Harry wciąż uważał, że znała odpowiedź na wszystko. Jego prosta wiara pokładana w jej wiedzy była wzruszająca, nawet jeśli była trochę naiwna. George w końcu przerwał ciszę, jaka zapadła po słowach Harry'ego.
- Musimy powiedzieć reszcie.
- Tak, musimy… - wtrąciła się Hermiona, zmęczonym głosem. Właściwie teraz prawie ich nie słuchała, jej umysł pracował na najwyższych obrotach.
- No dalej Hermiono. Zrobimy to razem. – powiedział Harry, wstając. Spróbowała zrobić to samo, ale po chwili opadła z powrotem na łóżko z okrzykiem bólu. Chwyciła się za nogę, w desperackiej próbie powstrzymania bólu.
Harry i George od razu pojawili się obok, zanim zdążyła zrobić cokolwiek innego. George otoczył ją ramieniem, a Harry uklęknął obok.
- Co się dzieje, Hermiono? – zapytał zdenerwowanym i zmartwionym głosem.
-Ból powrócił. – wysyczała przez zaciśnięte zęby, mocno zamykając powieki.
- Jaki ból? – zapytał George. Harry zignorował go, a Hermina nie była w stanie odpowiedzieć.
- Gdzie? Jest tak mocny jak ostatnim razem?
Sztywno potrząsnęła głową, a włosy opadły jej na twarz.
- Ale taki sam jak poprzednio? – Pokiwała głową, a jej oczy wypełniły się łzami. George obserwował to wszystko lekko zagubiony, ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy.
- Dali ci eliksir, który miał ci pomóc. Czemu nie działa?
- Czemu miałaby wiedzieć? I jaki ból? – wciął się George, marszcząc brwi, kiedy Harry położył jej rękę na plecach, pomagając ją podtrzymywać.
- Nie tobie zadałem pytanie. – odgryzł się Harry. Hermiona wzięła głęboki oddech i potrząsnęła głowa.
- Przestańcie! – wydusiła z siebie, otwierając oczy i patrząc na nich. Wzięła kolejny oddech, dziękując Merlinowi za to, że ból zaczął znikać. – Nie możemy się teraz kłócić. Jesteśmy dla siebie wszystkim. Musimy się uspokoić. Ta klątwa - albo cokolwiek to jest – sprawia, że moja noga eksploduje bólem, przy każdym oddechu. Uzdrowiciele dali mi eliksir, który, jak mieli nadzieję, zmniejszy ból i tak było. Nie mam pojęcia czemu teraz ból powrócił, ale czuję się już lepiej. Po prostu umówię się jutro na wizytę w świętym Mungu. Nawet mogę wziąć Freda ze sobą, może przy okazji Rosak na niego zerknie.
Spojrzeli na siebie, a Hermiona poczuła jak wraca jej dawna wściekłość.
- Opuścił kraj. Nie wróci aż do końca czerwca.
No i w końcu, Hermiona potrafiła powiedzieć tylko jedno.
- Cholera.
George i Harry nie mogli się z nią zgodzić bardziej.
